piątek, 4 grudnia 2015

32 "Co to miejsce robi z ludźmi"

Luke

             Miał nadzieję, że uda mu się uciąć, choć krótką drzemkę, która doda mu energii i siły na wielką ucieczkę z Gniazda. Niestety jego plany spełzły na niczym. Nie był wstanie zmrużyć oka, choć na moment. I z tego, co widział Felicity też nie dane było pospać. Dziewczyna leżała wciśnięta w jego bok, co i rusz przejeżdżając po jego odsłoniętej klatce piersiowej palcami, jakby badała jego ciało wciąż na nowo i na nowo. Od czasu do czasu pogrążali się w chwilowej rozmowie, by z moment znów zamilknąć na dłużej.
            Oboje podskoczyli na swoich miejscach, gdy rozbrzmiał budzik nastawiony przez dziewczynę. Felicity spojrzała na niego dużymi brązowymi oczami. Wstali pospiesznie z łóżka. Mieli pół godziny, aby wyszykować się do akcji. Dopiero teraz doszło do Luke'a to, co mieli zamiar zrobić. Co może się stać w trakcie ucieczki. Do czego może dojść, gdy opuści pokój. Był jednocześnie podekscytowany, pełny nadziei, jak i przerażony.
- Musisz się uspokoić –powiedziała Fel, kiedy wciągnął na siebie czarne dresy. Złapała go za ręce, a on dostrzegł, jak strasznie się trzęsie. – Nie daj się strachowi. Po wyjściu na korytarz… Wiesz, co masz robić?
- Wiem, wiem… - urwał, biorąc głęboki oddech.
- Plan jest opracowany w stu procentach. Ja i Alice przygotowałyśmy się na każdą sytuację.
- A jak…
- Nawet, jak mi i Alice się nie uda, ty, Ashton i Calum, wiecie co macie robić dalej. Znacie plany na wylot. I pilnujcie Michaela. – Pokiwał szybko głową.
             Przejął od niej czarną koszulkę, którą od razu założył. Zaraz po tym naciągnął na siebie czarną bluzę z kapturem. Teraz wszystko, co miał na sobie było właśnie w tym odcieniu. Jego ubiór już nie był biały. Nie był kolorem, który zdradzał innym mieszkańcom tego domu to, że jest jednym z przetrzymywanych. Spojrzał na dziewczynę, która również ubrała się cała na czarno. Ale Fel przeważnie, gdy szła na jakąś akcję zakładała właśnie taki strój. Z tego, co mówiła ich cały gang związał się z tą jedną barwą.
            Telefon Felicity zawibrował po raz kolejny. Dziewczyna rzuciła się w jego kierunku. Sprawdziła nową wiadomość, a potem pokiwała do wyświetlacza głową, jakby komuś przytakiwała. Luke nie spuszczał  z niej wzroku. W tym momencie chciał jej powiedzieć tyle rzeczy, ale emocje rozsadzały go od środka i wiedział, że nic by z tego nie wyszło. Był za bardzo przejęty i wystraszony tym, co mają zamiar zrobić. Rozmowę musiał przenieść na inny, bardziej odpowiedni do tego czas.
- Alice napisała, że Ashton włamał się do monitoringu Gniazda. Fałszywy obraz jest podłożony na naszym korytarzu i na całej drodze do piwnicy – poinformowała go, wciskając telefon do kieszeni. – Jak stoimy z czasem? – Luke spojrzał na zegarek.
- Zostało piętnaście minut.
- Bądź gotowy. Ja i Alice musimy iść po Michaela.
              Podała mu czarny plecak, kładąc drugi z boku drzwi. Odsunęła zasuwę. Luke przez moment zawahał się. Zaraz dojdzie do rozpoczęcia punktu pierwszego. Starając się opanować drżące ciało, podszedł do niej i złapał ją za rękę. Fel odwróciła się w jego stronę zaskoczona. Ujął jej twarz w dłoń, a drugą przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej. Pocałował ją. Szybko i czule, na tyle na ile pozwalały mu na to rozchwiane i rozkrzyczane emocje, które w nim buzowały.
- Powodzenia.
- Powodzenia, kotku – wyszeptała z uśmiechem, wprost w jego wargi.
             Następnie złapała za przygotowaną wcześniej siatkę i wyszła z pokoju, zostawiając go samego. Luke przełknął ciężko ślinę, a potem usiadł na łóżku. Teraz jeszcze bardziej zaczął się denerwować. Czuł, jak żołądek ścisnął mu się w supeł. Modlił się tylko o to, by od tego całego stresu nie zwariować i nie zwymiotować jednocześnie. Chciał uciec, choć ta perspektywa cholernie go przerażała. Jednak tam, gdzieś na zewnątrz czeka na niego rodzina. A on nie mógł się doczekać, by znów ich zobaczyć. Z drugiej strony nie chciał zostawiać Fel, a ucieczka oznaczała rozłąkę. Był totalnie rozbity i zdezorientowany. Zacisnął mocno powieki. Musiał się skupić. Musiał się skoncentrować na celu. Nie chciał dać ciała.


Felicity

             Wyszła na cichy i ciemny korytarz. Zostało im piętnaście minut na wyciągnięcie Michaela z pokoju Parker. Równo o północy, musiały ruszyć w stronę piwnicy. Pół godziny powinno im wystarczyć na to, by dostać się do podziemi i odejść na bezpieczną odległość od tego, co zdarzy się o wpół do pierwszej. Wtedy do akcji wkroczy Richard i jego ludzie.
            Alice wyłoniła się ze swojego pokoju zaraz po niej. Czarnowłosa była ubrana tak samo, jak ona. Spojrzała na nią, zaciskając mocniej usta. Przybliżyła się i objęła ją. Ten mały gest wyrażał dla Fel więcej, niż wszystkie słowa, które mogły w tym czasie powiedzieć. Było to zarazem trzymaj się, będzie dobrze, jestem przy tobie i powodzenia. Jeden jedyny gest, a zastąpił to wszystko, powodując przyjemne ciepło u młodszej.
            Spojrzały na siebie i kiwnęły głowami, podchodząc do pokoju ostatniej Wilczycy. Alice wyciągnęła z kieszeni grubą warstwę gazy, a także małą brązową buteleczkę. Wylała na biały jałowy materiał odpowiednią ilość wziewnego środka usypiającego, a następnie podała go Fel. Przyjaciółka ukryła ją w kieszeni bluzy. Alice podniosła rękę i zapukała. Teraz nie było już odwrotu.
            Po chwili doszedł do nich dźwięk odsuwanej zasuwy. Drzwi otworzyły się, a w progu stanęła Parker. Spojrzała na nie zdezorientowana, a następnie bez słowa wpuściła je do środka. Alice zasłoniła Fel, która włożyła rękę do kieszeni.
- Co się dzieje? – zapytała, ziewając.
- Musimy poważnie porozmawiać – zaczęła Alice, skupiając wzrok Wilczycy na sobie.
             Felicity odsunęła się od nich, a następnie spojrzała na Michaela. Chłopak wlepiał w nią swoje zielone oczy. Przyłożyła palec do ust, dając mu znak, by był cicho. Pokiwał, tylko głową. Wtedy czarnowłosa zakręciła się za plecami Parker. Kiedy Alice snuła zmyśloną przez nie historię o dziwnych planach Deborah, Felicity szykowała się do unieruchomienia koleżanki z drużyny. Wyjęła mokrą gazę. Podeszła do niej jeszcze bliżej.
- No, nie żartuj – wydusiła z siebie Parker.
              Po chwili cicho krzyknęła, kiedy Fel niemalże powaliła ją na podłogę. Zaatakowała ją nagle i od tyłu, przez co zyskała nad nią przewagę. Przyłożyła jej gazę do ust, przyciskając ją, jak najmocniej umiała. Alice w tym momencie podbiegła do biurka i porwała stamtąd kluczyk od łańcucha Michaela.
- Nie zrobię ci krzywdy Parker! – zawołała Fel, kiedy Wilczyca do końca próbowała z nią walczyć. W końcu jednak jej ciało powoli odpuszczało. Jej ruchy stawały się coraz wolniejsze i mniej precyzyjne. Oddech zwolnił, a Parker poleciała do tyłu, niemalże zwalając Fel z nóg. Ta jednak zaparła się o łóżko i położyła nieprzytomną dziewczynę na podłodze.
- Szybko Mikey – rzuciła w stronę Clifforda, który wstawał z materaca.
- To już? – zapytał drżącym głosem.
- Już. Ubieraj się – powiedziała, kiedy Alice wcisnęła mu w dłonie siatkę z ubraniami na zmianę. – Tylko migiem.
- Co z nią?
- Nic jej nie będzie –odpowiedziała, kiedy Alice pochyliła się nad Parker. 
              Felicity z drugiej kieszeni wyciągnęła czerwoną szminkę, która położyła tuż obok niej. Sięgnęła do kieszeni kolejny raz. Wyjęła z niej zgiętą na pół kartkę. Rozprostowała ją, a następnie ułożyła na piersi dziewczyny, by mieć pewność, że po przebudzeniu Parker ją znajdzie. Ostatni raz spojrzała na pochyłe słowa, skierowane do niej.

Parker!
To, co dzieje się za drzwiami, to przerwanie koszmaru, w którym tkwiło nie tylko całe 5 Seconds of Summer, ale także i my. Byłaś jedną z nas, więc ty też otrzymujesz szansę, by się wydostać z tego piekła. Masz dwa wyjścia: możesz przyłączyć się do Olsenów i próbować obronić Gniazdo lub zamknąć się w łazience i czekać, aż ludzie Richarda odpuszczą. Jeśli wybierzesz opcję drugą, namaluj na drzwiach czerwony krzyżyk. Jego ludzie będą wiedzieli, że jest tam ktoś, kogo nie powinni ruszyć.
Przepraszamy za to, co musiałyśmy zrobić.
Alice i Felicity

- Gotowy? – zapytała Fel, kiedy Michael wskoczył w czarne ubrania. Pokiwał szybko głową. – Naciągnij kaptur. Wychodzimy.


Calum

              Ashton dokładnie obserwował wszystkie korytarze. Calum słyszał, jak co jakiś czas mamrocze pod nosem, że jest pusto. Zaciskał dłonie w pieści, starając się rozluźnić. Wizja ucieczki dawała mu nadzieję, ale jednocześnie wywoływała w nim strach. Wolał nie myśleć o tym, co może się z nimi stać, gdy ich plan zawiedzie. Ale podjęli to ryzyko. Cała ich grupa to zrobiła.
              Podskoczył w miejscu, kiedy do pokoju wleciały dziewczyny w towarzystwie Luke'a i Michaela. Calum odetchnął z ulgą. Część pierwsza za nimi. Teraz przyszedł czas na opuszczenie bezpiecznych pokoi i zanurzenie się w świat Olsenów. Musieli przez całą drogę udawać, że są jednymi z nich.
- Która godzina? – zapytała Felicity, naciągając na ramiona plecak.
- Mamy minutę – odpowiedział Ashton, podnosząc się z krzesła. Złapał za swój mały bagaż i również narzucił go na plecy.
- Dobra, idziemy. Michael, staniesz między chłopakami. Pamiętajcie, by nie ściągać kapturów i nie odzywać się. Nie chcemy, by ktoś rozpoznał was po głosach – pociągnęła Alice, podchodząc do drzwi. – Michael musisz wczuć się w rolę. Udawaj, że jesteś u siebie. Niech twoje kroki będą w miarę pewne.
- Ja… Jasne – wydusił, kiwając głową.
- Idziemy – zarządziła Fel.
             Calum spojrzał na swoich przyjaciół. Był pewny, że czują dokładnie to samo, co on. Że ich emocje są niemalże identyczne. Zauważył, że są jeszcze bardziej bladzi, niż zazwyczaj, ale w jakiś sposób w ich oczach dostrzegł determinację. Walczyli o wolność. A on był w tej drużynie razem z nimi.
            Wyszli na ciemny korytarz. Hood miał wrażenie, że panująca wokół nich cisza jest w pewien sposób dezorientująca i nieprzyjemna. Słyszał swój lekko przyspieszony oddech, który teraz wydawał mu się być zbyt głośny, niż zazwyczaj.
            Alice nawet nie zamykała za sobą drzwi na klucz. Po prostu je przymknęła, a potem machnęła na nich ręką. Fel wysunęła się na początek. Za nią szedł Luke, Michael i Ashton. Pochód ten zamykała Alice i Calum. Zeszli po schodach. Nie nabierali zbyt wielkiego tempa w razie, gdyby natknęli się w drodze na kogoś z gangu. Nie chcieli wyglądać podejrzanie.
            Skręcili w odpowiedni korytarz i wtedy usłyszeli za sobą szybkie kroki. Fel raptownie odwróciła się w ich stronę. Wycofała się, by wepchnąć do pomieszczenia obok idącą za nią trójkę chłopaków. Alice rozejrzała się pospiesznie. Gdyby też chcieli wskoczyć do pokoju, w którym ukryła się reszta z pewnością, by się zdradzili. Nieznajomy był zdecydowanie za blisko, choć jeszcze ich nie widział. Zamknęła za nimi drzwi najciszej, jak potrafiła, jednocześnie przyciągając Caluma do siebie. Pisk starych zawiasów zwrócił uwagę nieznajomego.
- Pocałuj mnie – wyszeptała Alice, a Calum bez zawahania wpił się w jej wargi. Jej dłonie od razu znalazły się na jego plecach, a on przycisnął się do niej jeszcze bardziej, wsuwając rękę pod jej bluzę. Wiedział, że muszą odstawić teatrzyk.
- No, ładnie Bolger  - odezwał się mężczyzna. 
           Hood domyślał się, że zatrzymał się tuż obok niego. Nie podniósł jednak głowy, zjeżdżając ustami na szyję dziewczyny. Ze stresu zrobiło mu się jeszcze cieplej. Poczuł stróżkę potu spływającą mu po plecach.
- Odwal się.
- Stajesz się drugą Parker, która zalicza wszystko, co się rusza?
- Nic ci do tego – ciągnęła dalej, a potem wystawiła w jego stronę środkowy palec. Mężczyzna zaśmiał się pod nosem, a jego śmiech był dudniący i donośny.
- Szacun stary, że zaliczysz Wilczycę – pociągnął, wystawiając do niego dłoń. Calum zerknął na niego, starając się to zrobić w taki sposób, by zapobiec osunięciu się mu z głowy kaptura. Następnie przybił mu klasycznego żółwika. – Tak trzymaj! Radzę wam jednak skończyć w pokoju.
- O to się nie martw – mruknęła Alice i znów wpiła się w wargi Hooda.
              Mężczyzna odwrócił się i odszedł w stronę schodów. Tkwili przyciśnięci do siebie tak długo, dopóki nie mieli pewności, że oddalił się od nich na bezpieczną odległość. W końcu Alice odsunęła się od niego i posłała mu szeroki uśmiech.
- Ładnie rozegrane – pochwaliła go szeptem.
- Dzięki.
- Droga wolna – powiedziała Alice, uchylając drzwi, za którymi znajdowała się reszta. Następnie spojrzała na zegarek. – Musimy się pospieszyć. Mamy niecałe dziesięć minut.
- Aż tyle minęło? – wyszeptała Fel.
- Stanowczo czas za szybko leci- podsumowała Alice.


Ashton

               Czuł, jak po twarzy spływają mu stróżki potu. Był wystraszony, zdenerwowany, ale tląca się w nim nadzieja na uzyskanie wolności, wpychała go w szpony działania. Jakby jego mózg przerzucił się na jakiś automat, nad którym nie trzeba specjalnie panować.
              Dotarli do drzwi, które prowadziły do piwnicy. Felicity szybko je otworzyła, a potem przetrzymała, by mogli wejść do środka. Błysnęło lekkie światło, gdy Alice przełączyła włącznik. Luke i Calum rzucili się w stronę szafki, którą wskazała im starsza Wilczyca.
- Mam dziwne przeczucie – zaczęła Fel.
- Nie, błagam cię nie kracz – wysyczała Alice, odstawiając pudła na bok, by łatwiej utorować sobie drogę ucieczki.
- To te? –zapytał blondyn, kiedy przesunął dużą metalową szafkę. – To tu?
- Tutaj – odpowiedziała Felicity, podchodząc do starych, zakurzonych drzwi. 
             Wyciągnęła z kieszeni klucz. Ukucnęła tuż przy zamku, a następnie zaczęła w nim majstrować. Ashton miał wrażenie, że mimowolnie podskakuje na każdy głośniejszy dźwięk. W pewnym momencie miał wrażenie, że sam te dźwięki tworzy w myślach. Choć czas uciekał im zbyt szybko, to dla Irwina wszystko działo się za długo.
              W końcu Felicity pokonała stary zamek i kolejne drzwi stanęły przed nimi otworem. Dziewczyna wyciągnęła latarkę i jako pierwsza weszła do środka. Ashton na moment stracił ją z oczu. Jego mięśnie mocniej się spięły, gdy doszedł do niego cichy brzdęk, kiedy Fel włączyła światło w sąsiednim pomieszczeniu.
- Już – odparła, a oni bez słowa weszli do środka.
              Ashton rozejrzał się. Unoszący się w powietrzu kurz, podrażnił mu nozdrza. Calum klepnął go w ramię, dając mu znać, że teraz ich kolej na otworzenie włazu. Światło nie było tu zbyt mocne, dlatego dziewczyny dodatkowo odpaliły swoje latarki, by ułatwić im zadanie.
              Irwin miał wrażenie, że nawet jego uszy zaczynają się z nim bawić w kotka i myszkę. Jakby i one wyłapywały dziwne dźwięki, których być nie powinno. Kiedy podnieśli właz, dziewczyny zaznaczyły swoje i ich ubrania czerwonym sprayem, tworząc na ich klatkach piersiowych i plecach duże krzyżyki. Kolejny znak dla ludzi Richarda, by do nich nie strzelano. Alice zeszła na dół, jako pierwsza. Potem Fel ustawiła ich w odpowiedniej kolejności, każąc zejść na dół najpierw Michaelowi, potem Calumowi, a następnie Lukowi.
- Teraz ty – rzuciła, kiedy na górze zostało ich tylko dwoje.
- Nie podoba mi się coś.
- Co, takiego?
- Mam wrażenie, jakby ktoś tu szedł.
- Oby nie – odpowiedziała, a on podszedł do drabinki. Zdążył to zrobić, jak drzwi w pomieszczeniu obok otworzyły się z hukiem. – Migiem na dół! – krzyknęła, a Irwin nawet nie próbował protestować. Zauważył tylko, jak Fel podbiega do drugich drzwi i zamyka je. Potem widział przed oczami, tylko ciemność, gdy zaczął schodzić w dół. Słyszał odgłosy szamotaniny na górze.
- Gdzie Felicity i co to za hałasy? – zapytała od razu Alice. Otworzył usta, ale wtedy rozległ się pojedynczy wystrzał, a potem kolejny.
- Nie! Fel! – krzyknął Luke, rzucając się w stronę drabiny. Alice jednak odepchnęła go, a on ledwo ustał na nogach.
- Kurwa – syknęła pod nosem Wilczyca. – Co… Fel? Kurwa, Fel!
- Jestem! – odpowiedziała, a oni usłyszeli pospieszne kroki, jakie stawiała na starej zardzewiałej drabinie.
- Co jest?
- Zaczęło się – powiedziała, gdy zeszła na dół. Na jej policzkach znajdowały się kropelki ciepłej krwi. Ashton przyjrzał się jej uważnie. Nie wyglądała, jakby to ona oberwała. Musiała być to krew kogoś innego. Kogoś, kto wpadł za nimi do piwnicy. – Ludzie Richarda zaatakowali Gniazdo, ale nie wiem, jakim cudem nasi się pokapowali, że coś jest nie tak.
- Co teraz?- zapytał Michael.
- Nie ma odwrotu. Musimy uciekać. Widziałam, że w naszą stronę szli następni.


Michael

             Ktoś trzymał go za rękę. Jednak na głównym korytarzu było za ciemno, by zorientował się, który to dokładnie chłopak. Po wzroście jednak wnioskował, że mógł to być Luke. Szli jako pierwsi, a Michael zastanawiał się, jak dobrze pozostali znają plan ucieczki. Miał wrażenie, że jego przyjaciele poruszają się tu tak pewnie, jakby i oni już kiedyś zwiedzali te podziemia.
            Musieli odrobinę zwolnic, bo ich czarne trampki ślizgały się na mokrej powierzchni. Do nosa Michaela dostawał się nieprzyjemny zapach wilgoci. Całe otoczenie też było przerażające. Korytarz ciągnął się daleko przed nimi, a po bokach znajdowały się zagracone pomieszczenia, w których stały brudne i rozklekotane stare meble. Jakby tu na dole znajdowało się kiedyś więzienie albo szpital psychiatryczny. Ich kroki odbijały się echem, a oni nadal nie zmieniali kierunku ucieczki.
- Zatrzymajcie się – wyszeptała Fel. 
            Ona i Alice były tuż za nimi. Kiedy się odwrócił, zobaczył w ich dłoniach srebrne Colty. Poczuł kolejną stróżkę potu, która spłynęła mu po twarzy. Dygotał ze strachu na całym ciele, nie mogąc tego powstrzymać.
- Co jest?
- Słyszysz – powiedziała cicho. – Kurwa, zeszli na dół – mówiła szeptem Fel.
- Co teraz robimy? – zapytał Calum.
- Nie możemy iść dalej – ciągnęła szybko Felicity. – Jesteśmy za bardzo odsłonięci. Ukryjcie się w pomieszczeniach obok. Ja i Alice bierzemy ich na siebie.
- Ale – zaczął Luke, lecz dziewczyna pokręciła głową.
- Macie się schować i nie wychodzić, dopóki teren nie będzie czysty, jasne?- Jej ton od razu zmienił się na ten rozkazujący.
              Michael znów przełknął ślinę. Zanim zdążył się zorientować, Hemmings pociągnął go do pierwszego z brzegu pomieszczenia. Nie był pewny, co dokładnie robi Luke, ale wyglądało to tak, jakby zastawiał przejście, by jeszcze bardziej ich ukryć. Wykorzystał do tego stare łóżko i szafki.
- Jak myślisz, ilu ich jest? -  Usłyszał głos Alice, kiedy dziewczyny stanęły w ich wejściu.
- Sądząc po odgłosach od siedmiu do ośmiu osób – odpowiedziała. – Mamy tą przewagę, że znamy te podziemia. Oni nie wiedzą, co i jak, dlatego poruszają się znacznie wolniej. Mogę się założyć, że część z nich mogła ruszyć do przejścia A. Pozostali pewnie idą w naszą stronę.
- Kogo bierzesz?
- Mogę zająć się przodem – powiedziała, a Michael dostrzegł, jak kucnęła.
- Są blisko.
                Kiedy usłyszał te słowa, miał wrażenie, że jego serce jeszcze mocniej zaczęło walić w klatkę piersiową. Jego puls również przyspieszył, przez co czuł go nawet w tylnej części głowy. Pocił się jeszcze bardziej. Powili strach przejmował nad nim kontrolę. Czuł, jak sztywnieją mu mięśnie, jak usta i język stają się suche. Luke znajdował się tuż za jego plecami, a jego rozgrzany oddech zatrzymywał się na skórze Michaela. Chłopak miał wrażenie, jakby znalazł się w horrorze z duchami i mordercami, którzy na nich polowali. Jednak nie był to film. Nie był jednym z aktorów, któremu nic się nie stanie po ostatniej scenie. Było to normalne życie, w którym każdy z nich mógł zginąć.


Felicity

               Ściany podziemi musiały być naprawdę grube. Będąc na górze słyszała to piekło, które rozpętało się w wyższych częściach budynku, jakby Richard postanowił zmieść Gniazdo z powierzchni ziemi. Odgłosy były tak głośne, że Fel myślała, że ich najnormalniej w świecie bombardują. Tu na dole, było cicho. Zupełnie cicho, jakby znaleźli się w całkiem innym świecie. W całkiem innej historii.
              Alice poruszyła się tuż nad nią. Poczuła jej kolana na swoich plecach. Miały zaatakować równocześnie. Nie mogły dopuścić, by weszli do tych dwóch pomieszczeń, w których ukrywali się chłopaki.
              Ich kroki były coraz bliżej. Miała wrażenie, że słyszy płynącą w swoich żyłach krew. Oni chcieli ich wziąć z zaskoczenia i one planowały to samo.
               Nagle jeden z nich znalazł się w zasięgu jej wzroku. Było jednak zbyt ciemno, by mogła rozpoznać, kto to. Pozwoliły mu przejść jeszcze kilka kroków, a potem zaatakowały puszczając w jego stronę serie pocisków. Huk buchnął na korytarzu, roznosząc się echem na pozostałe jego części. Wszyscy już wiedzieli, że coś się dzieje.


Michael

              Pierwsze strzały sprawiły, że wcisnął się jeszcze bardziej w klatkę piersiową Luke'a. Drżał ze strachu na ciele jeszcze bardziej, niż poprzednio. Próbował dostrzec, co dzieje się na głównym korytarzu. Widział ciemne sylwetki szamoczące się ze sobą, a także liczne odgłosy strzałów. Ktoś biegł, ktoś padał, a on modlił się w duchu, by nie były to dziewczyny.
             Nagle jednak wyczuł, jakby walka przeniosła się w drugą stronę. Dźwięki, krzyki i przekleństwa dochodziły do niego z prawej strony. Ludzie z gangu Olsena odepchnęły dziewczyny od pomieszczeń, w których się ukrywali.
             Wtedy usłyszał kroki. Ktoś wszedł do środka. Jego serce przyspieszyło jeszcze bardziej. Ręka Luke'a znalazła się na jego ustach, tłamsząc przyspieszony oddech. Zerknął na niego. Blondyn drugą dłoń przyciskał do swoich warg. Musieli być cicho. Jeszcze bardziej przywarli do ściany, ukrywając się za przewróconym łóżkiem. Nieznajomy był coraz bliżej. Clifford po ciężkości kroków wnioskował, że musiał to być mężczyzna.
              Hemmings lekko zepchnął go na bok, wysuwając się bardziej do przodu. Michael nie rozumiał, co planuje zrobić, ale najwidoczniej Fel musiała z nim ćwiczyć tego typu rzeczy i przygotować go na każdą ewentualność. Był pewny, że Calum i Ashton dostali więcej wiadomości. Tylko on, jako jedyny z nich był całkowicie bezbronny i bezużyteczny w tej sytuacji.
              Kroki były jeszcze bliżej nich. Był tak blisko, że Michael słyszał jego oddech. Zauważył białe palce zaciskające się na ramie łóżka. Domyślał się, co planuje jeden z Olsenów. Wiedział, że zaraz ich znajdzie.
             W momencie kiedy przesunął stary rozklekotany mebel, Luke kopnął z całej siły łóżko, które opadło z hukiem na mężczyznę. Zrobił to tak mocno, że sam odbił się od ściany, by utrzymać równowagę. Głos Michael ugrzązł mu w gardle i cieszył się w duchu, że nie krzyknął z przerażenia.
- Dawaj – rzucił Hemmings, ciągnąc go za rękę. 
              Przeskoczył nad powalonym przeciwnikiem, a Michael poszedł w jego ślady. Mężczyzna jednak zepchnął z siebie ciężki mebel, a potem odwrócił się na brzuch. W ostatnim momencie złapał go za kostkę i powalił na podłogę. Przez chwilę Michael był pewny, że Luke go zostawi.
               Hemmings jednak raptownie odwrócił się. Doskoczył do jednego z ludzi Olsena. Wymierzył i kopnął go raz, a potem drugi raz, trafiając w twarz. Krew wypływająca z nosa obryzgała nogę chłopaka, który odczołgał się od ich przeciwnika.
- Szybko Mikey – syknął Luke, starając się być cicho.


Luke

                Wiedział, że głupotą było wybiegniecie na główny korytarz. Wiedział, że powinien siedzieć w pomieszczeniu razem z Michaelem. Jednak zadziałał pod impulsem. Co jeśli w tej małej klitce znalazłoby się więcej uzbrojonych po zęby mężczyzn?
              Słyszał podniesione głosy i strzały, które śmigały gdzieś przed nim. Zdążyli minąć kolejne dwa zagracone pomieszczenia, kiedy usłyszał za plecami kolejne szybkie kroki. Echo ich ciężkich butów odbijało się od ścian. Obiecał Fel, że będzie pilnował Michaela. I to zadanie chciał doprowadzić do końca.
             Niewiele myśląc wepchnął go do najbliższego przedsionka. Nie zdążył jednak sam do niego wskoczyć, bo ktoś powalił go na ziemię. Uderzył go w twarz, rozcinając wargę. Przez chwilę zrobiło mu się ciemno przed oczami. Wyciągnął jednak rękę w bok, natrafiając na jakiś szklany przedmiot. Złapał to coś, co nie miało dla niego żadnego konkretnego kształtu, a potem zamachnął się. Mężczyzna nad nim głośno warknął, kiedy ciężka szklana butelka roztrzaskała się na jego głowie. Luke wykorzystał tą chwilę, by wydostać się spod jego cielska.
- Sukinsyn! –syknął nieznajomy, a Luke obrócił się. Złapał za metalową tackę, która wyglądała, jak ta, której używają lekarze podczas operacji i przyłożył mu w głowę raz jeszcze, a potem kolejny.
- Caleb!
              Huknęło, a Luke rzucił się w bok, gdy do środka wpadł kolejny mężczyzna, tym razem z bronią w ręku. Czuł, jak od strzału dzwoni mu w uszach. Skulił się w kącie, ale on już do niego podchodził. Lufa pistoletu skierowana była w jego stronę.
- I co teraz? – zapytał mężczyzna. – Jeden na jednego?
- Przepraszam, ja tak bardzo nie chciałem – zaczął skamleć Hemmings. Jego łysy przeciwnik uniósł zaskoczony brwi do góry. – Zmusiły mnie. Zmusiły mnie do tego wszystkiego – ciągnął dalej, kłamiąc mu w żywe oczy.
- No, mały… Jesteś zabawką Deborah?
- Jej ulubionym zwierzęciem – odpowiedział piskliwym tonem Luke, czując, że robi z siebie teraz kompletną ciotę i kretyna w jednym. Ale tyle razy przerabiał różne sytuacje z Felicity, że w tym momencie miał większe pole do popisu, niż to, co wyobrażał sobie jego przeciwnik.
- Pójdziesz ze mną.
- Tak, proszę pana, tylko błagam… Nie rób mi krzywdy – wyjęczał.
- Jezu – mruknął łysy mężczyzna. – Co to miejsce robi z ludźmi.
              Luke dalej grał wielce przerażonego, czekając na odpowiedni moment, który nastąpił dosłownie kilka sekund później. Nieznajomy mężczyzna zbyt pewnie zbliżył się do niego, a Luke wykorzystał to, by sprawnie przejąć od niego broń tak, jak nauczyła go Fel. Zrobił też po raz kolejny użytek ze swoich długich nóg, by uderzyć go w brzuch, a potem i w klatkę piersiową. Słyszał, jak powietrze schodzi z niego ze świstem. Powalił go na podłogę, a potem uderzył go bronią mocno w głowę. Łysy naiwniak padł nieprzytomny tuż pod jego nogami.
              Kiedy się wyprostował, usłyszał kolejny huk, a potem i następny. Krew trysnęła na jego ubrania, a on instynktownie zamknął powieki. Był pewny, że oberwał, ale nic nie poczuł. Wtedy powoli otworzył oczy.
- Musimy wykańczać ich do końca, by za nami nie poszli – powiedziała szybko Fel, a on odetchnął z ulgą, gdy usłyszał jej głos. – To było piękne.
- Dzięki, starałem się.
- Gdzie Michael? – zapytała.
              Odwrócili się w stronę szurania. Clifford wyłonił się spod wywróconej szafy. Luke widział jego przerażoną i bladą twarz. Podszedł do niego, a potem chwycił go za rękę, która była cała wilgotna od potu.
- Dobra z nas drużyna – powiedział do niego, by dodać mu otuchy.
- Ty odwalasz całą robotę – odparł drżącym głosem Michael.
- Jazda, musimy ruszać – popędziła ich dziewczyna. – Mamy wolną drogę.


Michael

             Zdążył wyjść na główny korytarz, podążając za Lukiem i Fel, kiedy wydarzyły się trzy rzeczy. Najpierw usłyszał głośny strzał, na który instynktownie się odwrócił, a potem ostry ból u udzie. Padł na ziemie z krzykiem. Zdążył zauważyć, jak Calum i Ashton rzucają się w stronę mężczyzny z bronią. W tym momencie miał gdzieś to, że oberwał.  W tym momencie bał się o nich.
- To nie koniec – usłyszał głos Alice, a potem huknęło po raz kolejny.
              Dopiero po chwili zorientował się, że Luke wciągnął go kolejnego śmierdzącego pomieszczenia obok. Jego oddech był ciężki i przyspieszony, a Michael miał wrażenie, jakby zaraz miałoby mu zabraknąć tlenu.
- Poświeć mi – powiedziała szybko Fel, wciskając w dłonie Luke'a zapaloną latarkę. 
              Wtedy Michael spojrzał na swoją nogę. Czarny materiał zrobił się mokry od wypływającej krwi. Spodnie w miejscu trafienia były rozdarte, a on widział czerwono czarną ranę, od której go zemdliło.
- Nie patrz, Mikey – odparł Luke, który oddychał w tym momencie tak szybko, jak on. 
            Clifford jęknął pod nosem, zaciskając mocniej zęby. Ból rozdzierał jego udo, promieniując wzdłuż całej kończyny. Gdzieś w środku modlił się o to, by nie wykrwawić się na śmierć. Nie tu. Nie w tym miejscu. Nie przy nich.
- Kurwa – syknęła Fel, odwracając się w stronę wejścia. – Co się tam dzieje?
- Było ich więcej?
- Na to wygląda – odparła, a potem ściągnęła plecak.
- Mam to sprawdzić?
- Nie wychylaj się – warknęła, pociągając Luke'a za ramię, by wrócił do swojej pozycji. – Mikey – spojrzała na chłopaka. Zielonowłosy przełknął ślinę, kiwając jej głową na znak, że ją słyszy. – To będzie szybki prowizoryczny opatrunek, ale musimy zatamować krwawienie, okej? Jak tylko stąd wyjdziemy, postaramy się, o coś lepszego.
- Fel… Czy ja…
- Nic ci nie będzie – przerwała mu szybko, wyciągając z plecaka dwa elastyczne bandaże. – Luke przetrzymaj to tu. – Warknął cicho z bólu, gdy blondyn docisnął mocno jeden rulon do rany. Poczuł spływające po policzkach łzy. – Wytrzymaj, Mikey… Jeszcze chwila.
               Pocił się jeszcze bardziej, choć nie wiedział, że jest to w ogóle możliwe. Łzy moczyły mu twarz, a z ust wydobywały się ciche syki i jęki, kiedy Fel uniosła odrobinę jego nogę. Widział palce Luke'a, które były całe w jego krwi. Przez chwilę zrobiło mu się słabo, ale pokonał to nie przyjemne uczucie. Musi dać radę. Oni wielokrotnie dawali. Dawali, gdy byli katowani i torturowani przez Deb i jej ludzi. On też musi to wytrzymać. A teraz stawka naprawdę jest wysoka.
- Dobra, gotowe. – Spojrzała na niego po raz kolejny. – Będzie dobrze, pamiętaj o tym. – Pokiwał głową w odpowiedzi. – Luke, zostań z nim. Strzelaj do każdego, kto nie będzie miał na bluzie naszego znaku – dodała, wciskając mu w dłoń swoją broń. Z plecaka wyciągnęła kolejny pistolet. – Jest już odbezpieczony, więc wystarczy, że naciśniesz na spust, jasne?
- Jasne – odpowiedział drżącym głosem.


Calum

             Kiedy ludzie Olsenów znaleźli ich w pomieszczeniu, w którym się schowali, żaden z nich nie czekał na to, co może się wydarzyć. Włączyli się do walki, rzucając się na nich, jak rozwścieczone dwa psy. Hood znów się czuł, jak w transie, nad którym teraz panował. Jakby miał kontrolę nad tym, co się dzieje.
            Kiedy Michael został postrzelony, on i Ashton powalili dwóch nieznajomych mężczyzn, zanim ci zdążyli przeładować broń. Szamotali się z nimi tak długo, dopóki nie nadbiegła Alice i nie wykonała ostatecznego przecięcia ich życia. Mężczyźni znieruchomieli, gdy kule trafiły ich prosto w głowę. Ale zaraz po nich pojawiła się następna trójka, tym razem jednak zaopatrzeni, tylko w noże. Nie oglądając się za siebie, skonfrontowali się z nimi, wdając się w bójkę.
             Calum poczuł nieprzyjemne uczucie, kiedy nóż chudego mężczyzny przeciął mu ramię. Ciepła krew zalała jego rękę i przedramię, ale nie była to rana, która mogła by go unieruchomić. Gniew buzował w nim z podwójną silą. Wykorzystał odpowiedni moment i odskoczył od niego, a Alice władowała w jego ciało kilka kul. Po chwili rozległy się kolejne strzały. Trójka napastników padła nieżywa na ziemię.
             Wokół nich panowała cisza. Calum słyszał tylko ich przyspieszone oddech, kiedy próbowali złapać powietrze. Miał wrażenie, że są sami. Że już oprócz nich nikogo w pobliżu nie ma. Jakby ten podziemny koszmar w końcu dobiegł końca.
            Z pomieszczenia obok wyłoniła się Felicity. Zauważył krew na jej rękach. Wtedy ponownie dotarło do niego to, że Michael oberwał. I to nie było małe draśnięcie.
- Co z nim?
- Zatamowałam krwawienie. Powinno być w porządku - powiedziała szybko. Wyprostowała się, nasłuchując. – Nic.
- Chyba się skończyło – odezwała się Alice.
- Szybko – ponagliła ich Fel. – Musimy wynieść się z tych pieprzonych podziemi.
              Poszli za nią do pomieszczenia, w którym siedział Luke i Michael. Calum przełknął ślinę widząc przyjaciela w takim stanie. Clifford był niemalże szary na twarzy. Dostrzegł biały bandaż zaciśnięty na jego nodze. Luke i Ashton podnieśli go z miejsca, a chłopak cicho syknął pod nosem.
- Pójdziesz ze mną przodem – powiedziała Alice, wciskając mu w dłoń latarkę. Pokiwał, tylko głową.
              Wrócili na główny korytarz. Calum starł się nawet nie rozglądać, by nie móc dokładnie przypatrzeć się temu, co znajduje się w przedsionkach obok niego. Chyba wolał nie poznać, aż tak mocnych szczegółów z tego miejsca. Tuż za nimi był Luke, Ashton i Michael, a ich mały pochód zamykała Fel.
             W końcu Hood rozpoznał zakręt, który prowadził do tunelu C. Gdy skręcili w bok, Calum dostrzegł, że tu podłoże było znacznie bardziej suche, niż na głównym korytarzu. Mogli przyspieszyć. Chłopak zwiększył tempo jeszcze bardziej, docierając do krat, jako pierwszy. Widział, w których miejscach dziewczyny nakładały kwas. Zresztą jedna strona była całkowicie pęknięta. Niewiele myśląc, kopnął w kraty raz, a potem kolejny. Rozległ się zgrzyt, gdy blokada runęła na ziemię. Byli prawie wolni.


Felicity

             Kiedy tylko znaleźli się na zewnątrz, doszedł do nich hałas tego, co dzieje się w budynku. Krzyki, strzały i huki, rozprzestrzeniały się po całym ich terenie. Dziewczyna nawet nie trudziła się z tym, by zgasić latarkę. Wyrzuciła ją za siebie, a potem udała się za resztą w stronę lasu. Teraz byli prawie niewidzialni, kiedy noc dokładnie okrywała ich swoją czernią.
              Ona i Alice jako pierwsze dotarły do ukrytego samochodu. Calum pomógł im usunąć gałęzie i płachty, pod którymi znajdował się czarny bus. Widziała kątem oka, jak chłopaki sadzają na ziemi Michaela. Przyspieszyła swoje ruchy, a następnie wyciągnęła z plecaka kluczyki od auta.
- Dobra, teraz…
- Teraz się nie ruszać!
               Zamknęła oczy, rozpoznając ten głos od razu. Nie była pewna, skąd wiedziała, że tu będą. Czy śledziła ich od samego początku? Jak długo była w ich pobliżu? Widziała, jak na twarzy Alice wymalowała się wściekłość. Byli tak blisko ucieczki z tego miejsca. Ale na ich drodze znów pojawiła się przeszkoda.
               Powoli odwróciła się w stronę kobiety. Choć było ciemno, to doskonale widziała jej zielone zimne oczy. Broń Deborah błyszczała, kiedy Calum poświecił w jej stronę latarką. Zobaczyła, że i ona nie miała łatwej drogi, bo jej ubiór pokrywał się posoką, która mogła należeć do kogoś z jego ludzi, jak i kogoś z przeciwnego gangu.
- No, pięknie – powiedziała, przybliżając się do nich, w dalszym ciągu celując w Felicity. – Moje własne Wilczyce, przeciwko mnie!
- Najciemniej jest zawsze pod latarnią, co nie? – wydusiła z przekąsem Alice.
- Zamilcz! – warknęła, a jej dłoń mocniej zacisnęła się na broni. – Może i wygraliście jakąś część bitwy, ale wojna nadal trwa.
- Poetycko – odezwał się kolejny głos. Fel zerknęła w stronę Richarda, który wyłonił się zza pleców Olsen. – Ale tą wojnę wygrywam ja – dodał, a potem wycelował w nią i pociągnął za spust.
              Kolejny huk sprawił, że Felicity, aż się skrzywiła, kiedy zadzwoniło jej w uszach. Deborah zrobiła zaskoczoną minę, a potem padła twarzą na ziemię, gdy kulka przeszła przez jej mózg od razu odcinając ją od życia. Przez chwilę nikt się nie poruszył.
- Jak mówiłem dotrzymuję umowy – powiedział Richard, chowając broń. – Droga wolna. Uciekajcie zanim ktoś jeszcze się tu pojawi.
- Jak ty…
- Szedłem za nią cały czas, kiedy ona podążała za wami. Trzymała się w bezpiecznej odległości, posyłając wam pod nos swoich ludzi, którzy mieli was spowolnić. Bawiła się z wami w kotka i myszkę, a ja w to samo zagrałem z nią.
- Dobrze robi się z tobą interesy – powiedziała Fel.
- Cała przyjemność po mojej stronie. A teraz spadajcie.
               Nie musiał im tego dwa razy powtarzać. Felicity podała kluczyki Alice, która natychmiast wsiadła za kierownicę czarnego busa. Obok niej znalazł się Calum. Fel otworzyła drzwi, by zrobić miejsce dla Michaela. Chłopaki wsadzili go do tyłu, a potem sami zajęli miejsca w samochodzie. Dziewczyna jeszcze na odchodnym skinęła głową w stronę Richarda, a potem sama niemalże wskoczyła do środka. Alice odpaliła silnik.




***
Mamy ich wielką ucieczkę :) Mówiłam, że ktoś jeszcze zginie - na końcu widać, kto :D 
Postanowiłam też cały przebieg ucieczki pokazać z perspektywy chłopaków, w końcu wcześniej widzieliśmy już dziewczyny w różnych akcjach - teraz chłopaki mogli się wykazać w takiej ekstremalno-stresowej sytuacji :)

Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał. Postanowiłam nie dzielić go też na części, by nie rozdrabniać wszystkiego. Ostatni rozdział pojawi się klasycznie za tydzień, a potem epilog :)

Dziękuję wam też za komentarze - niestety, jak mówiłam wcześniej nigdy nie planowałam części drugiej. W ramach rekompensaty zapraszam was na Broken, który jak wiecie lub nie już się oficjalnie pojawił :) Historia co prawda inna, niż ta, ale mam nadzieję, że i ją polubicie :)

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. O taaaaaaaaaaaaaaaaak! Uciekli w końcu z tego piekła! Pa, pa Deb i tak nikt cię tu nie lubił i nikt nie zamierza po tobie płakać :P Biedny Mikey, mam nadzieję, że się z tego wyliże - choć znając ciebie Roxy, możesz nam dowalić w ostatnim rozdziale, że pękną nam serduszka. Strasznie podobali mi się chłopaki w akcji - mimo strachu, dali radę i to w jaki sposób Luke troszczył się o Michaela - PRZESŁODKIE! Akcja z udawaniem cioty - jak to określił :D - wyszła mu w stu procentach, że sama przez moment to łyknęłam :D
    Szkoda, że ta historia dobiega końca. Czekam na ostatni rozdział i epilog :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że nie będzie drugiej części. Ale oki. Rozdział supi dupi, exelent.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę mi smutno, że nie będzie drugiej części, ale wszystko co piękne, kiedyś się kończy. Zresztą nowe opowiadanie, to naprawdę niezła rekompensata.
    Taaaaak! Wreszcie uciekli z tego piekła. Nie szkoda mi Deb, ani trochę. Zginęła, a mi nawet smutno nie jest. Żegnaj wredoto! Luke jestem z ciebie dumna. Felicity sporo go nauczyła, a to jak udawał ciotę, przeczytam na pewno jeszcze parę razy, bo to było zarąbiste.
    Mam życiową rozterkę, bo nie wiem, czy mówić, że czekam na następny rozdział, bo będzie on ostatnim i zostanie jeszcze tylko epilog, ale z drugiej strony oczywiście nie mogę się doczekać dowiedzenia się jak to się skończyło... Co ty ze mną robisz, Roxy?
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy byłam w momencie śmierci Deb mój mózg krzyczał tylko "Die bitch, dieeee!" XD W końcu ktoś się jej pozbył, w końcu!
    Jak się cieszę, że ucieczka im się udała. Pomimo tylu przeciwności i tak spieprzyli z tej dziury, brawo! Mam nadzieję, że uda im się też wyjechać z tego lasu, z miasta, z kraju, cokolwiek. Oby jak najdalej od Gniazda.
    Cholernie nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, a z drugiej strony jest mi bardzo smutno, bo to już prawie koniec. :(
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń