piątek, 6 listopada 2015

28 "Dla mnie nie ma happy endu"

Alice

           Vivien została pochowana od razu następnego dnia z samego rana. Razem z czwórką innych osób z ich grupy, którym nie udało się przeżyć spotkania z gangiem Gabriela. Ich ciała spoczęły na pobliskim starym i zapomnianym cmentarzu. Jedynymi osobami biorącymi udział w tym pseudo pogrzebie byli mieszkańcy Gniazda.
          Wyszli za zdewastowany mur, który odgradzał cmentarz od drogi. Nie czekali na całkowite zakopanie zwłok do końca. Miały się tym zająć, tylko wyznaczone osoby. Zresztą Alice nie chciała na to patrzeć. Nie chciała widzieć, jak kolejne grudy ziemi i gliny przysypują jedną z najbliższych jej osób. Nie chciała jej takiej zapamiętać. Chciała, by w jej głowie obraz Vivien nadal być żywy.
          Kiedy podeszła z Felicity do czarnego samochodu, którym tu przydechy, obok nich pojawiła się Deborah. Ubrana była w klasyczną czerń, a ciemne okulary przysłaniały jej zimne zielone oczy. Kobieta westchnęła ciężko, wpatrując się w ich dwójkę.
- Po powrocie chcę was widzieć u siebie. Tylko was. Musimy porozmawiać.
- Jasne  - odparła Fel, wzruszając ramionami. Potem bez słowa wyminęła ją i zajęła miejsce za kierownicą. 
           Alice dostrzegła, jak Deborah odprowadza ją wzrokiem. Kiedy znów spojrzała na nią, dziewczyna lekko skinęła jej głową. Najstarsza odpowiedziała jej tym samym, a następnie odwróciła się, by udać się do własnego auta. Parker wcisnęła się na miejsce z tyłu. Alice raz jeszcze spojrzała na cmentarz, na którym już zawsze pozostanie Viv.
- Żegnaj przyjaciółko – pomyślała. Przełknęła ślinę, a potem sama wsiadła do samochodu.

           Szła obok Felicity. Obie wspięły się po schodach, by w ciszy dotrzeć do gabinetu Deborah. Alice zastanawiała się, czego tym razem może chcieć od ich dwójki. Nie przypominała sobie, by mogły coś przeskrobać, więc z pewnością była to całkiem inna sprawa do omówienia. Mimo tego dziewczyna, w jakiś sposób się denerwowała. Czy Deb będzie chciała poruszyć temat śmierci Vivien?
          Felicity pchnęła drzwi, a potem obie weszły do ciemnego wnętrza. Deborah siedziała za biurkiem, ewidentnie na nie czekając. Bez słowa zajęły miejsca na krzesłach, ustawione naprzeciwko niej. Zielone oczy starszej Wilczycy spojrzały w ich stronę.
- Sprawa będzie krótka – powiedziała Deborah, przełączając coś na swoim laptopie. – Chodzi o Ashtona. Vivien miała się nim zajmować, ale skoro jej… zabrakło… Trzeba coś z nim zrobić.
- Coś? –wydusiła z siebie Fel, a jej palce mocniej zacisnęły się na oparciach krzesła. – W jakim sensie coś?
- Cokolwiek. Nie mam na myśli jego eliminacji. Zespół musi być razem. Skoro jednak Vivien była waszą przyjaciółką, to postanowiłam oddać go w wasze ręce. Możecie zrobić z nim, co chcecie. Może nadal siedzieć sam w pokoju Viv. Może trafić do pokoju jednej z was. Możecie się wymieniać tym zwierzakiem. Mam to gdzieś. Weźmiecie na siebie opiekę nad nim.
- Jasne – odpowiedziała Alice, kiwając lekko głową.
- To tyle. Ashton tak, jak i reszta ma być na spotkaniach ze mną czysty i nakarmiony.
- Naturalnie – rzuciła Fel.
- To wszystko. Możecie iść.
             Bez słowa wstały ze swoich miejsc, a następnie wyszły na cichy korytarz. Zerknęły na siebie, by po chwili zejść na swoje piętro, na którym znajdowały się ich pokoje. Felicity spojrzała na drzwi, za którymi siedział osamotniony Irwin. Teraz jego los leżał w ich rękach. Wszystko zaczynało się komplikować. To nie tak miało wyglądać. Vivien miała być z nimi do końca.
- Wezmę go na kilka dni do siebie – powiedziała cicho Alice.
- Potem się zmienimy – odparła Fel, lekko zagryzając wargę.
- Trzeba mu powiedzieć.
- Wiem. Nie będzie to łatwa rozmowa. On ją lubił.
- Zrobisz to?
- Ja?
- Ja… Ja chyba nie dam rady. – Fel niepewnie pokiwała głową. – Ale będę tam z tobą. Musimy przeszukać jej pokój zanim dorwą się do niego inni.
- Pewnie.
- Widzimy się tu za godzinę? Chcę jeszcze iść nałożyć kwas.
- Za godzinę – powiedziała Fel, a potem podeszła do swoich drzwi. Po chwili zniknęła w środku własnego pokoju.


Felicity

           Stanęła przed lustrem w łazience. Wyciągnęła z kieszeni łańcuszek należący do Vivien. Przez chwilę przyglądała się srebrnemu księżycowi z białym oczkiem. Ona i Alice miały takie same. Tylko kolory oczek się różniły. 
           Wzięła głęboki oddech, powstrzymując łzy. Jej dłoń zacisnęła się mocniej na wisiorku. Kolejny wdech. Spojrzała w swoje ciemne oczy, a potem założyła łańcuszek, który swobodnie opadł na jej skórę tuż przy jej ozdobie. Teraz chciała mieć wrażenie, że ma Vivien cały czas przy sobie.
           Wyszła z łazienki, podchodząc do biurka. Wyciągnęła z szuflady zapasowe klucze od pokoju zmarłej przyjaciółki. Odwróciła się, spoglądając na siedzącego na łóżku blondyna. Luke dokładnie śledził każdy jej ruch. Od dłuższej chwili milczał, jakby i on analizował teraz całą sytuację, w jakiej wszyscy się znaleźli.
- Powiesz mu to, prawda? – zapytał cicho, przenosząc błękitne oczy na swoje dłonie. – On musi to wiedzieć. Nie możecie go okłamać.
- Luke- odparła, podchodząc do niego. Przeczesała dłonią jego blond włosy. – Powiemy mu prawdę. Nie zamierzamy go oszukiwać. Alice weźmie Ashtona na razie do siebie. Potem trafi tutaj. – Hemmings pokiwał tylko głową. – Musisz wrócić na swoje miejsce. Nie wiem ile zajmie nam przeszukanie jej pokoju. Nie możemy jednak zostawić tam czegoś, co zdradzi nasze plany.
- Jasne – odpowiedział, wstając. 
            Podszedł do swojego piankowego materaca. Usiadł na nim i bez słowa wyciągnął obie ręce w jej stronę. Założyła mu łańcuchy, a potem także i obrożę. Pocałowała go przelotnie w usta.
- Nie martw się o niego. Ash będzie w dobrych rękach. Jest silny. Da radę. 
           Luke znów kiwnął głową. Spojrzał na nią i tym razem to on przybliżył się. Jedną ręką ujął jej policzek, a łańcuchy które miał przyczepione na nadgarstku odezwały się, cicho pobrzękując. Jego wargi lekko musnęły jej, a ona poczuła przypływ nadziei. Nie może się załamać. To był pomysł Vivien, by ich stąd wyciągnąć. A ona chciała doprowadzić tą sprawę do końca.

           Wyszła na korytarz. Pod drzwiami od pokoju Viv już czekała na nią Alice. Dziewczyna była blada. Fel wyłapała u niej nutę zawahania, jakby bała się stanąć twarzą w twarz z Irwinem i prawdą. Obie wiedziały, że nie będzie to łatwe spotkanie. Obie były pewne, że kolejne dni też nie staną się prostsze. Los zaczął robić im pod górkę, a one musiały stawić mu czoła i brnąć do przodu pomimo tego, co się działo.
           Felicity podeszła do drzwi. Zauważyła, jak zatrzęsła jej się dłoń, gdy wkładała klucz do zamka. Przekręciła go, a potem otworzyła je, by moc jako pierwsza wejść do środka. Jak tylko pojawiły się w pomieszczeniu, od razu zamknęły za sobą drzwi na zasuwę. 
           Jej wzrok powędrował w stronę siedzącego pod ścianą chłopaka. Spojrzał na nie zdezorientowany, jakby spodziewał się zupełnie innej osoby. Ale ta osoba już nigdy nie miała wejść do tego pokoju. Już nigdy nie miała się do niego odezwać i uśmiechnąć.
- Co jest? Gdzie Viv? – zapytał od razu. Alice odwróciła się, a ona dostrzegła w jej oczach łzy.
- Zacznij od szafy. Dokładnie przejrzyj biurko- poinstruowała ją Fel. – Obejrzyj każdą rzecz dwa razy. – Alice, tylko pokiwała głową i zabrała się za robotę.
- Fel… Felicity, co się dzieje?- pociągnął dalej chłopak, a ona zobaczyła, jak się zatrząsł. Jakby gdzieś podświadomie czuł, że stało się coś złego.
            Zabrała z biurka klucze do jego bransolet, a następnie podeszła do niego. Ashton nie spuszczał z niej swoich ciemnych oczu. Zdobyła się na odwagę i spojrzała w jego tęczówki, w których malował się strach. Zanim się do niego odezwała, uwolniła jego ręce.
- Viv jest ranna, tak? To poważne? Fel… - ciągnął dalej. Dziewczyna przełknęła ślinę i pokręciła głową.
- Nie… W sumie teraz nic już ją nie boli i nie zaboli – powiedziała cicho. Przez chwilę poczuła napływające do oczu łzy, ale jak tylko wzięła głębszy oddech, one odeszły. Odeszły, jak Vivien. Nagle…
- Ty chyba…
- Vivien nie żyje - dodała powoli, dokładnie obserwując jego reakcję. – Podczas akcji w magazynie… Mocno ją poturbowali. Nie udało jej się…
- Nie… Nie… Nie… Nie Vivien… Ona… Ona nie dałaby się tak łatwo… To nie możliwe – wyrzucał z siebie Irwin, przyciskając dłonie do oczu. – Dlaczego kłamiesz, Fel?
- Myślisz, że okłamywałabym cię w ten sposób?
             Podniósł głowę. Jego blade policzki lśniły od słonych łez, które ciurkiem spływały po jego twarzy, kapiąc na białą koszulkę, w którą był ubrany. Pokręcił głową, oddychając coraz szybciej. Jęknął cicho pod nosem, zasłaniając się dłońmi po raz kolejny. Widziała, jak cały się trząsł. Dotknęła delikatnie jego ramienia, a on ciężko westchnął, nie przestając płakać.
- Ash… Ashton… 
            Nie spojrzał na nią. Musiała dać mu chwilę czasu. Przysunęła się do niego, a potem niepewnie objęła go ramionami. Była pewna, że ją odepchnie, ale chłopak wtulił się w nią mocniej.
- Przepraszam – wydusił z siebie, bardziej wciskając się w jej ciało. – Przepraszam…
- Nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina. – Lekko kiwnął głową, a ona przejechała dłonią po jego jasno brązowych włosach, które formowały się w niewielkie loki. – Będzie dobrze… Musi być dobrze.
- Tak często to słyszę, że powoli przestaję w to wierzyć – odpowiedział jeszcze ciszej.
- Nie możesz tak mówić – pociągnęła, gładząc dłonią jego plecy. – Musisz w to wierzyć. Pomyśl o swojej rodzinie, pomyśl o chłopakach, którzy też siedzą tu zamknięci, jak ty. Nie trać nadziei. Mimo tego, że masz wrażenie, jakbyś miał ją utracić, to za wszelką cenę trzymaj się jej. Nawet najmniejszej jej części, okej? – Pokiwał głową, a potem pociągnął nosem. Fel podniosła głowę i spojrzała na stojącą w drugim końcu pokoju Alice. Płakała, ona też płakała.

             Zostawiły Ashtona w spokoju, by mógł na swój sposób dojść do siebie po tej wiadomości. Fel okryła go szczelnie kocem, bo chłopak przez te wszystkie emocje trząsł się z zimna. Potem dołączyła do Alice i obie zaczęły przeszukiwać pokój ich zmarłej przyjaciółki. Spakowały do torby schematy ucieczki, jakie zrobiła. Zabrały zapasowe telefony, rzeczy chłopaka, a także komputery.
            Na samym końcu stanęły przy jej łóżku. Spojrzały na siebie, a potem przesunęły mebel. Usłyszały cichy stukot. Spod szczebli wypadł mały notes. Felicity złapała za niego, dokładnie mu się przyglądać. Był to pamiętnik. Wiedziała, że dziewczyna prowadziła coś takiego. Wsunęła go do siatki, na razie nie sprawdzając jego zawartości. Gdzieś w środku jednak wiedziała, że znajdzie w nim dużo odpowiedzi na pytania, które potwierdzą jej przypuszczenia. Przypuszczenia, że Vivien naprawdę straciła wolę życia.
            Odsunęły łóżko jeszcze bardziej. Następnie na kolanach sprawdziły deski. W końcu natrafiły na te luźne, które z łatwością udało im się wciągnąć. Każda z nich miała taką skrytkę pod podłogą. Każda z nich wiedziała, gdzie i czego szukać. Znały się na wylot.
             Zaczęły szybko przeglądać zawartość prowizorycznego schowka. Były tam zdjęcia, nie tylko ich, ale także jej rodziny. Zapasowe klucze do ich pokoi, a także kolejne mapy ich ucieczki. Fel zrobiła wielkie oczy, widząc ile tego nakreśliła Vivien. Z samego dna wyjęła białą kopertę formatu A5. Była zaadresowana do nich.
            Kiedy zacisnęła usta i usiadła na podłodze, Alice od razu znalazła się obok niej. Nachyliła się nad nią, widząc, jak Fel drżącymi rękami otwiera zaklejoną kopertę. Przechyliła ją, a z środka wysunęła się zgięta kartka papieru. Powoli rozwinęła ją, widząc drobny tekst napisany przez Vivien.


Kochana Felicity i Alice

           List powstał w trakcie przygotowywania naszej ucieczki. Jeśli to czytacie, to znaczy, że poszło coś nie tak i ja już nie mogę brać w tym udziału. Wolałam się zabezpieczyć w ten sposób. W końcu nie żyjemy w tym świecie od dziś. Wiemy, jaki jest okrutny i niebezpieczny. Jak potrafi Cię zgnoić i zdeptać.
           Nie przestańcie dążyć do celu. W końcu żyłyśmy tą ucieczką od samego początku. To ona dawała mi nadzieję do końca i mam nadzieję, że Wy nadal ją posiadacie. Proszę – wyprowadźcie ich z tego syfu, w jakim się znaleźli. Wyprowadźcie ich za wszelką cenę. Oddaję Wam moją siłę, której jakby nie patrzeć, miałam najmniej z Was.
           Zawsze mogłam na Was liczyć. Zawsze byłyście, by służyć mi pomocną dłonią. Byłyście mi tak bliskie, jak rodzina. Byłyśmy siostrami na dobre i złe. Byłyśmy razem, gdy było spokojnie i gdy wszystko waliło się, a my niczym topielcy próbowaliśmy odbić się od dna. Ale dawałyście mi siłę, bo stawiać czoła każdemu dniu w tym miejscu. W miejscu, które nigdy nie było i nie będzie naszym domem. Byłyście najlepszymi osobami, na jakie trafiłam. I za to wam dziękuję!
           Chcę mieć do Was jeszcze jedną prośbę. Przekażcie proszę Ashtonowi moje słowa – niech wie, że nie wszystko jeszcze jest skończone. Niech dalej ma wiarę, niech dalej ma nadzieję. Ashton to kolejna ciepła i serdeczna osoba z jaką mogłam spotkać w tym miejscu. Choć tak naprawdę wolałabym, by nigdy się tu nie pojawił. By mógł żyć dalej swoim pięknym i idealnym życiem, które miał wcześnie. By nie musiał doświadczać tego wszystkiego. Ale… Los to dziwka, bo zawsze tym najlepszym rzuca kłody pod nogi. A on… On należy do tych dobrych ludzi. Skoro mnie już nie ma, to Wy musicie mu pomóc. Chcę, by znów był szczęśliwy. Kto, jak nie on – a także i reszta chłopaków – zasługuje na dobre i szczęśliwe życie.
            Zawszę będę z Wami, nawet jeśli to całe pieprzenie o życiu po śmierci jest totalnym kłamstwem, które nam wciskają. Ja zawsze będę. I zawsze będę trzymać za Was kciuki! Wierzę, że uda Wam się uciec. Bo Wy też zasługujecie na coś lepszego, niż ten gang i ten brutalny świat.

Kocham Was.
Vivien


            Oderwała wzrok od kartki, czując spływające po policzkach łzy. Poczuła, jak dłonie Alice oplatają jej kark. Dziewczyna przysunęła się do niej. Znów płakały. Zresztą nie tylko one, bo cichy szloch wydarł się także z ust Ashtona. I to wcale nie pomogło wrócić im do normalnego stanu. To bolało jeszcze mocniej. Ale musiały się z tym zmierzyć po raz kolejny. Po to, by odzyskać siłę, którą tak bardzo chciała przekazać im Vivien. Tą siłą, którą jeszcze miała zanim Deborah jej kompletnie nie złamała.


Alice

            Rzeczy Vivien zostały przeniesione do pokoju Felicity, która chciała je raz jeszcze dokładnie przejrzeć. Ona za to miała zająć się rozbitym Ashtonem, który po odczytaniu listu znów był tylko cieniem człowieka, jakiego znały. Teraz to ona musiała być silna, by tchnąć w niego na nowo chęć do walki z Deborah i resztą.
           Fel pomogła jej przetransportować Ashtona i jego rzeczy do pokoju. Przywitała się też szybko z Calumem, a potem zniknęła za drzwiami zostawiając ich trójkę samą. Alice rozkuła chłopaka, który usiadł na łóżku. Następnie uwolniła Mulata, który od razu znalazł się obok przyjaciela. Dała im chwilę czasu. Wierzyła w to, że obecność Caluma pomoże Irwinowi przetrwać tą chwilę i tą nagłą zmianę. Dlatego, kiedy oni pogrążyli się w cichej rozmowie, a Ashton znów zaczął ocierać twarz, na której pojawiały się nowe łzy, ona zajęła się rozpakowywaniem jego rzeczy. Potem poszła przygotować dla nich spóźniony obiad. Odrobina samotności, bez jej towarzystwa, dobrze im zrobi.
           Kiedy z powrotem wróciła do pokoju, chłopaki w dalszym ciągu siedzieli w milczeniu na jej łóżku. Ashton przestał płakać. Nawet na nią spojrzał, lekko się do niej uśmiechając. Szybki postęp w jego zachowaniu zawdzięczała Calumowi. Poradzą sobie… Muszą… Nie mają innego wyjścia.
- Nie przerwiemy ucieczki, prawda? – zapytał Irwin, kiedy podała im gorące talerze.
- Nie ma mowy. Zabrnęliśmy w to zbyt daleko, by teraz tak się poddać. Zresztą Viv… Viv wyraźnie zaznaczyła nam to, że nie możemy dać ciała. Uciekniemy stąd. Nadal mamy ten sam cel – odpowiedziała, siadając na krześle naprzeciwko nich.
- Jeśli będziecie potrzebować pomocy z komputerem to…
- Na to liczymy, Ash – wtrąciła się Alice, również się do niego uśmiechając. – Jesteś po dobrej szkole, którą zapewniła ci Viv. Naprawdę twoja wiedza się przyda, bo ja i Fel w tej dziedzinie nie dosięgamy ci do pięt.
- Nasz komputerowy mózg – powiedział Calum, mierzwiąc mu włosy na głowie. Potem spojrzał na Alice i też lekko się uśmiechnął. Musiało być dobrze… Musiało.


Felicity

             Obróciła notes po raz kolejny w dłoni. Luke nie spuszczał z niej swoich błękitnych oczu. Nie odzywał się, tylko siedział tuż obok niej, obejmując ją ciasno ramieniem. Nie była pewna, czy chce to otworzyć. Czy na pewno chce poznać tajemnice swoje przyjaciółki. Z drugiej strony musiała dowiedzieć się tego, co działo się z nią po tej sytuacji w sali, kiedy to Deborah zgnoiła ją i poniżyła na ich oczach.
            Wzięła głęboki oddech, opierając notes na swoich kolanach. Hemmings przejechał dłonią po jej ramieniu, dodając jej tym gestem otuchy. Pocałował jej skroń, zatrzymując usta przy jej skórze na dłużej. Poczuła przyjemne ciepło, które od niego biło. Ciepło, którego potrzebowała. Dotknęła palcem wisiorka –  najpierw swojego, a potem Viv. Kolejny oddech. Otworzyła notes.
            Z początku przekartkowała go, tylko sprawdzając ilość tekstu. Niektóre z nich były krótsze, inne dłuższe. Jeszcze inne wpisy zawierały, tylko pojedyncze zdania. Na niektórych stronach widziała zamazane litery, jakby Vivien w połowie pisania rozmyśliła się i chciała zawzięcie wymazać to, co chciała tu pozostawić. Niektóre kartki były pogięte i pomarszczone, jakby wsiąkały jej łzy. Pod koniec widziała nawet wyschniętą krew. Domyślała się, że w końcówce swojego życia Vivien była już tak zdesperowana, że nie zwracała uwagi na to, że brudzi pamiętnik swoją krwią. Krwią, która pojawiała się z jej licznych nacięć na jasnej skórze.
- Nie musisz tego czytać – wyszeptał Luke, kiedy zadrżała w jego ramionach.
- Wiem, ale… Chcę. Chcę to zrobić.
- Zostawić cię?
- Nie.
- Okej… W takim razie będę obok – powiedział, opierając brodę o jej ramię. – Zawsze będę obok.
            Zaczęła czytać go od początku. Nieraz pomijała niektóre wpisy, które tak naprawdę nic nowego jej nie mówiły. Raz nawet się zaśmiała, bo Vivien z dokładnością opisała tu sytuację, kiedy cała ich trójka trochę sobie popiła, a potem Alice zrobiła striptiz niemalże na środku Newcastle. Prawie wtedy zgarnęła je policja, ale mundurowi nie wiedzieli, z kim mają do czynienia. Nic dziwnego, że szybko udało im się prysnąć – mimo dużej zawartości alkoholu we krwi. W końcu znały każdy zakamarek tego miasta. No i były o wiele szybsze od nich. Potem wpisy zaczęły się zmieniać. Najtrudniej było na samym końcu.

Mam wrażenie, że z tą chwilą wszystko się skończyło. Wszystko, jakby się zapadło. A ja nie potrafię się podnieść.

Sądzę, że już nigdy nie będę umiała normalnie funkcjonować. Nie jestem taka, jak one. Nie jestem tak silna, jak one. Zawsze byłam najsłabszym ogniwem. Zawsze byłam najsłabsza psychicznie.

Dlaczego ona mi to zrobiła???

Nienawidzę siebie. Nienawidzę swojego życia. Nienawidzę ich wszystkich. Nienawidzę nawet Ashtona, choć to nie jego wina…

Uwielbiam czuć żyletkę na swojej skórze. A przynajmniej kiedyś tak było… Teraz… Teraz, to już nawet nie pomaga, a jest pieprzonym nałogiem bez którego nie mogę sobie poradzić. Zresztą… Ja już nie radzę sobie z niczym.

Dlaczego nie mogę umrzeć? Dlaczego nie mogę wykrwawić się na śmierć? Dlaczego nie potrafię zrobić tego korku? Bo jestem pieprzonym tchórzem! Zabijam innych, a sama nie potrafię odejść!

Nie chcę z nimi rozmawiać. One nigdy nie zrozumieją… Zbyt dużo siły, zbyt dużo pieprzonej nadziei, która mnie wkurwia.

Jest akcja. Może… To dobry pomysł. Wykorzystać kogoś, kto pomoże ci umrzeć. By zrobił to za ciebie. Wystarczy się podłożyć. A wtedy… Wtedy na zawsze skończę z tym pieprzonym życiem. Życiem? To już kurwa nie jest życie, tylko pierdolona wegetacja. Nienawidzę…
Dziś chcę to zrobić. Oddam się w ręce temu, kto stanie na mojej drodze. Nie będę się bronić, nawet jeśli miałaby to być długa i bolesna śmierć. W końcu ja kocham ból… On zawsze był i będzie. Chcę w końcu to zakończyć. Dla mnie nie ma happy endu…

           - Fel? – wyszeptał Luke, kiedy zatrzasnęła notes. Zacisnęła mocno dłonie, wbijając paznokcie w skórę. Znów pojawiły się łzy. Blondyn przysunął ją bliżej siebie. Zabrał jej pamiętnik Vivien, odkładając go na bok. Dziewczyna wtuliła się w niego.
- To jej wina – powiedziała cicho. – To wszystko wina pieprzonej Deborah. To ona ją zniszczyła.
- Fel… Uspokój się- odparł, ujmując jej twarz w dłonie. – Nie rób czegoś, czego później będziesz żałować. Musisz się uspokoić. Nie daj się negatywnym emocjom.
           Pokiwała tylko głową. W tym momencie Luke jej nie uwierzył. Czuł gdzieś w środku, że Felicity i tak go nie posłucha. Gdy patrzył w jej ciemne oczy, miał dziwne przeczucie, że znów stanie się coś złego. Że tym razem stanie się to jednak na ich własne życzenie. 



***
Mamy dramatu ciąg dalszy, ale w końcu nie jest to radosne opowiadanie i nigdy takie być nie miało, choć pojawiały się takie momenty :)
Mam nadzieję, że ta część przypadła wam do gustu :)

Wiem, że jestem niedobra, że pozwoliłam Viv umrzeć, ale... Tak miało być. Taki był plan. Nie mogę też obiecać, że nie stanie się już nic złego innym. Bo... Może w tej historii nie ma miejsca na happy end? Jak myślicie?

Dziękuję za wasze komentarze - które były dla mnie naprawdę emocjonujące. Dziękuję! 

Kolejny w następny piątek!

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Znowu placze ... Co ty ze mna robisz?! Rozdział świetny :* ehh nw co mam napisać ...:/ ale wiem ze nie moge doczekac sie kolejnego rozdziału ! <3
    ~Pati~

    OdpowiedzUsuń
  2. Może nie ma miejsca na happy end? Żartujesz sobie? Stop śmierci w tym opowiadaniu, już przekroczyłaś limit, gdy Viv uśmierciłaś... Koniec. Happy end ma być ^^
    Rozdział wspaniały i smutny... Znowu się popłakałam, co ty ze mną robisz, no? Miałam nadzieję, że Vivien... No, że po prostu żyje, nwm jak, że po prostu przeżyła, ale jednak, jednak nie. Szkoda mi Ashtona. Wszystko co postanowisz napisać w dalszym ciągu będzie świetne, jestem tego pewna, ale proszę nie uśmiercaj już nikogo, już wystarczy XD
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Roxy weeeeeź co ty robisz ze mną i innymi ludźmi - bo pewnie nie tylko ja miałam łzy w oczach. Uspokój się i zbastuj, bo inaczej nie wypłacisz się na antydepresanty dla nas.
    Cały czas nie mogę uwierzyć w to, że Viv już nie ma. Było mi tak cholernie szkoda Asha, a potem też i dziewczyn, gdy czytały jej list. A potem te fragmenty z notesu... Aż mnie ściskało. Cieszę się jednak, że chłopaki nadal z nimi są.
    Jak nie ma happy endu? Zawsze możliwy jest happy end i weź mi tu już nie przeginaj.
    Czekam na ciąg dalszy :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń