piątek, 23 października 2015

26 "Od samego początku chodziło o was i to wy macie dotrzeć do finału, jasne?"

The Daily News

Zwłoki przy barze Pure
        Wczoraj wieczorem w zaułku, tuż niedaleko baru Pure odnaleziono zwłoki białego mężczyzny. Po wstępnych oględzinach stwierdzono, że do zabójstwa musiało dojść w godzinach popołudniowych. Przyczyną śmierci było wykrwawienie na skutek poderżnięcia gardła.
        Policji udało się ustalić tożsamość nieżyjącego. Mężczyzna nazywał się Charles Morgan. Miał dwadzieścia dziewięć lat. Z podanych informacji wynika, że nie raz miał problemy z prawem. Chodzą słuchy, że mógł być członkiem mafii działającej w Newcastle. Ostatni raz widziano Charlesa właśnie w barze Pure, obok którego został zamordowany.
         Prokuratura już wszczęła dochodzenie, aby rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci. Policja prosi też wszelkich świadków o pilny kontakt, w celu ustalenia dokładniejszego przebiegu zdarzeń. Każda informacja jest cenna.


Alice

         Od momentu pocałunku, relacja między Alice i Calumem nieco się zmieniła. Nie szczędzili sobie miłych i czułych gestów, które pozwalały im się oderwać od brutalnej rzeczywistości, w której nie ma miejsca na większe uczucie. Dziewczyna zrozumiała, że zaczyna zależeć jej na Mulacie w całkiem inny sposób, niż ten, jaki odczuwała do tej pory. Stał się dla niej kimś ważnym. Był też doskonałą odskocznią od problemów, a także zabójcą samotności, która nieraz ją nawiedzała.
          Uśmiechnęła się pod nosem, czując jego dłoń pod koszulką. Hood delikatnie przejechał palcami po jej skórze, wywołując szybki pojedynczy dreszcz, który przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa. Jego usta znalazły się bliżej niej, a potem dotknęły lekko czerwonego policzka. Zaśmiała się, czując przyjemny ciężar, gdy Calum objął ją, kładąc się jednocześnie na jej plecach. Zaczął bawić się jej długimi włosami, a ona rozkoszowała się tą chwilą, nie mogąc przestać się uśmiechać.
- Alice – zaczął, przekręcając się na bok i obejmując ją w pasie. – Czy policja nadal nas szuka?
- Szuka. Gazety nadal o was piszą. Co prawda intensywność się zmniejszyła, ale tak… Nadal was szukają.
- A twoja rodzina?
- Co ma z tym wspólnego moja rodzina? – zapytała, czując, jak Calum zaczął palcami malować niewidzialne wzroki na jej plecach.
- Nigdy o niej nie mówisz.
- Bo nie ma o czym.
- Ale masz rodzinę?
- Można tak powiedzieć.
- Opowiesz mi?
- Naprawdę chcesz tego słuchać?
- Jestem ciekawy… Więc?
- Niech ci będzie. - Wzięła głęboki oddech, przymykając oczy. Nie lubiła mówić na temat swojego dawnego życia. Było dalekie od normalnego. A tym bardziej od idealnego. – Moi rodzice to nałogowi alkoholicy. W sumie nie miałam z nimi kontaktu od pięciu lat. Uciekłam z domu mając lat szesnaście. Wtedy znalazł mnie Richard. Nie mam rodzeństwa.
- Nie tęskniłaś?
- Za nimi? – Poczuła, jak Calum pokiwał głową. – Nie. Nie byli rodzicami dla mnie. Rodzice powinni zajmować się dzieckiem, w jakiś sposób się o nie troszczyć. Dla moich rodziców ważniejsza była butelka. Zawsze byłam im obojętna, ale nie miałam na tyle odwagi, by to zmienić. W końcu jednak zebrałam się w sobie. Spakowałam się i uciekłam. Nigdy nawet mnie nie szukali. Pewnie w ogóle nie obchodzi ich to, czy żyję.
- Przykro mi.
- Nie potrzebnie. Mam teraz inną rodzinę. Felicity i Vivien to moja rodzina. Są znacznie lepsze, niż to, co miałam do tej pory. Naprawdę czuje, że do czegoś przynależę. Do czegoś większego i nie mam tu na myśli powiązań w gangu. To więź między naszą trójką.
- Są, jak siostry?
- Dokładnie – powiedziała z uśmiechem.- Nie zamieniłabym ich na nikogo innego.
          Gdy tylko skończyła mówić, w pokoju rozbrzmiał dźwięk telefonu. Znana melodia rozniosła się po pomieszczeniu. Calum niechętnie podniósł się z miejsca, umożliwiając jej wstanie z łóżka. Klapnął na wznak na materacu, wlepiając w nią ciemne oczy. Dziewczyna podeszła od biurka, a następnie spojrzała na wyświetlacz. Szybko porwała komórkę i odebrała.
- Masz?
- Świeża dostawa. Możesz to odebrać już dzisiaj. – Zerknęła na zegarek. Dochodziło południe.
- Będę u ciebie za godzinę – rzuciła i rozłączyła się.
- Co się dzieje? – zapytał Calum, unosząc się lekko na łokciach, by lepiej ją widzieć.
- Nasz zamówiony kwas jest do odebrania – poinformowała go z lekkim uśmiechem. – Będziemy mogli rozpocząć kolejny etap ucieczki.


Ashton

           Powoli zaczynał wierzyć w to, że na dobre stracił z nią kontakt. Vivien od kilku dni nie robiła nic innego, jak tylko unikała go, jak ognia. Chciał z nią porozmawiać, wszystko wyjaśnić, ale ona bunkrowała się za każdym razem, gdy próbował się do niej odezwać. Nie wiedział, co dziewczyna robi w łazience, ale czasem znikała za drzwiami na długie godziny. Jedynym nieodłącznym elementem, który ze sobą zabierała był notes.
          Spojrzał na nią, lekko podnosząc głowę do góry. Od jakiegoś czasu miał wrażenie, że nie żyje, a wegetuje w tym cichym pokoju. Brakowało mu dawnego życia – dawnego życia tutaj. Pełnego rozmowy, wspólnego spędzania czasu i jej uśmiechu. Brakowało mu jej nauk, które pochłaniał z ciekawością, bo Vivien miała naprawdę szeroką wiedzę w zakresie technologii. Teraz jednak wszystko ustało, a on czuł się tak, jakby trafił do jeszcze gorszego świata, niż ten, w którym już był.
           Dziewczyna poruszyła się na łóżku. To samo zrobił on. Gdy tylko wstała, on też wstał. Postanowił ponowić próbę rozmowy. Teraz albo nigdy. Postawił wszystko na jedną kartę. Przecież Vivien nie może go unikać w nieskończoność.
- Musimy porozmawiać – powiedział stanowczo. Dziewczyna spojrzała na niego smutnymi zielonymi oczami, pełnymi rezygnacji. Gdzie podziała się dawna Vivien? Zniknęła w sali Deborah.
- Nie.
- Proszę Viv, jak długo tak będziemy ciągnąć. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Jesteśmy, Ash.
- Mam nieco inne wrażenie. Przyjaciele ze sobą rozmawiają, a ty… Ty traktujesz mnie, jak powietrze. Nie miałem wpływu na to, co się tam działo. Nie chciałem, ale…
- Przestań! Nie zaczynaj tego tematu!
- Viv!
- Odwal się Ash! –warknęła, a potem ruszyła w kierunku łazienki.
            Chłopak odprowadził ją wzrokiem. Westchnął ciężko pod nosem, wpatrując się tępo w białe drzwi. Jego oddech nieco przyspieszył, gdy wszystkie emocje zmieniały się w czystą frustrację. Starał się. Starał się ze wszystkich sił, by jej pomóc, ale i tak zawsze kończyło się tak samo. Długim pobytem w łazience.
           Niewiele myśląc ruszył w stronę łazienki. Nie słyszał szczęknięcia zamka, więc był pewny, że tym razem Vivien o nim zapomniała. Dlatego złapał za klamkę i nacisnął ją. Otworzył drzwi na oścież, a potem zamarł. Nie spodziewał się takiego widoku. Wielokrotnie zastanawiał się, co ona tu robi, ale nie sądził, że doprowadza się do autodestrukcji.
           Przełknął ślinę, widząc cienkie stróżki krwi spływające po jej ręku. Okaleczała się. Okaleczała się i sądząc po śladach na jej przedramieniu, musiała to robić od dłuższego czasu.           Oczy zaszły mu łzami. Nie mógł zrozumieć, dlaczego posuwała się do takich czynów. Spojrzał na nią, szukając jakiegokolwiek zrozumienia, ale go nie uzyskał. Vivien stała przestraszona naprzeciwko niego, jakby odkrył jej sekret, który tak mocno starała się ukryć. Czy dziewczyny wiedziały o tym, co sobie robi? Po jej reakcji, wątpił w to.
- Wynoś się – wycedziła przez zaciśnięte zęby. Po jej policzkach zaczęły płynąć słone łzy.
- Viv…
- Wynoś się!
           A potem zrobiła coś, co go jeszcze mocniej zaskoczyło i zszokowało. Podeszła do niego, chwyciła go za kark, a potem brutalnie wyrzuciła z łazienki, jakby był dla niej tylko zwykłą szmacianą lalką, a nie dobrze zbudowanym dwudziestojednolatkiem. Nie wiedział, skąd wzięła w sobie tyle siły. Być może to przez to, że Ash był zbyt oszołomiony tym, co zobaczył. Dlatego nawet nie próbował się postawić. 
          Drzwi trzasnęły z głośnym hukiem, kiedy Vivien znów ukryła się w łazience, tym razem przekręcając zamek. Irwin jeszcze przez chwilę spoglądał na nie, a potem wrócił na swój piankowy materac, w dalszym ciągu nie mogąc uwierzyć w to, co zobaczył. Nie sądził, że jest, aż tak źle.


Calum

            Spojrzał na wchodzące Wilczyce. Cała trójka usiadła na łóżku. Przyjrzał się bladej Vivien, która wyglądała, jak cień człowieka, którym była kiedyś. Wiedział, co ją zdołowało i sprowadziło na dno. Pieprzona Deborah. Alice i Felicity były całkowitym jej przeciwieństwem. Widział na ich twarzach lekkie podekscytowanie. Szczególnie ono urosło, gdy Alice rozdzieliła małe buteleczki na ich trójkę. Następnie spojrzała na Hooda. Kiwnęła mu głową.
- Co mamy dokładnie z tym robić? – zapytała Fel, obdarzając go szczerym i miłym uśmiechem. – Ponoć to ty jesteś naszym geniuszem chemicznym. – Chłopak odwrócił się w ich stronę jeszcze bardziej, by dokładnie móc je widzieć.
- Kwas, który macie nie rozpuści krat od razu. Trochę to potrwa, ale w końcu puszczą. Musicie regularnie je nim smarować. Powtarzać tą czynność, jak najczęściej.
- Zamówiłam go w osobnych buteleczkach, abyśmy nie musiały się wymieniać. Każda będzie mieć swoją. Pojedynczo będziemy chodzić do krat, aby nie wzbudzić podejrzeń. Przy dobrej organizacji, nikt nie powinien zauważyć, że się tam kręcimy.
- Jasne. Całkiem niezły plan – odparła Fel, kiwając głową.
- W każdej buteleczce jest dozownik, więc łatwiej będzie wam się go nakładać – pociągnął Calum. – Uważajcie na ręce. Jest silnie żrący.
- Jasne. Załapałam – odparła Fel i wstała z miejsca.
- A ty dokąd?
- Pozwólcie, że rozpocznę ten proces – rzuciła z uśmiechem. – Idę na pierwszy ogień.


Felicity

           Po odbyciu spaceru na tyły Gniazda, wróciła do budynku. Nakładanie kwasu nie było trudne i zajmowało niewiele czasu. Mogły to robić z wyskoku, w czasie innych swoich zajęć, co było im na rękę.
          Weszła do swojego pokoju, a błękitne oczy blondyna od razu spojrzały wprost na nią. Podeszła do biurka, odkładając kwas, a następnie znalazła się obok Luke'a, by rozkuć go z łańcuchów. Poczuła jego zaciekawiony wzrok na sobie.
- Myślałem, że wrócisz później.
- To było krótkie spotkanie – odpowiedziała, odkładając bransolety na bok. – Zaczynamy roztapiać kwasem kraty w przejściu pod ziemią.
- Wcielacie kolejny punkt w życie?
- Dokładnie, kotku – powiedziała, przejeżdżając palcem po jego nosie. – Trzeba też zająć się tobą.
- Och, zajmuj się mną, jak najczęściej – odparł ze śmiechem. Felicity uniosła jedną brew do góry, a chłopak zaśmiał się po raz kolejny. – Dobra... Wiem, że nie o to ci chodziło.
- Masz szczęście, że jesteś słodki – rzuciła, całując go przelotnie w usta. – Wstawaj, pora na naukę.
- Naukę?
- Nie wiemy kiedy dokładnie puszczą kraty, więc musimy was przygotować.
- Już?
- Uznałyśmy, że powinniście poznać szczegółowy plan ucieczki – pociągnęła, podnosząc się.
           Wróciła do biurka. Z dolnej szuflady wyciągnęła rozrysowaną mapę, a także spis poszczególnych punktów. Rozłożyła to wszystko na łóżku. Luke podszedł do niej i usiadł obok, gdy i ona zajęła miejsce na miękkim materacu. Oboje pochylili się nad schematem.
- Skup się, to ważne – powiedziała, przejeżdżając dłonią po jego ramieniu. – W czasie ucieczki może się wiele zdarzyć. Głównie chodzi nam o wyprowadzenie was. My jesteśmy na drugim miejscu…
- Czekaj, czekaj… Chyba nie chcesz powiedzieć, że w razie czego się podłożycie – przerwał jej z niedowierzaniem. - Mieliśmy uciekać razem.
- Będziemy, ale to wy jesteście tu najważniejsi.
- To mi się nie podoba.
- Nie musi – skwitowała wzruszając ramionami, a Luke prychnął pod nosem. Zignorowała go, pukając palcem w mapę. – Nie będziemy mieć jej pod ręką, więc głownie chodzi o to, byście i wy zapamiętali dokładnie drogę. Alice i Vivien nauczą tego pozostałych. Zostaje Michael, który nie będzie miał pojęcia, w którą stronę iść. Dlatego musicie się pilnować. A w szczególności pilnować jego, by się nie zgubił.
- Zakładasz z góry, że możemy mieć problemy?
- Od samego początku biorę to pod uwagę. Jeśli nic się nie wydarzy, to cała nasza siódemka dotrze z punktu A do punktu B bez zbędnych komplikacji. Jeśli jednak nam nie wyjdzie, wy sami ruszycie do przodu, aby zakończyć ucieczkę…
- Ale…
- I nie będziecie oglądać się za siebie – przerwała mu, a Luke westchnął ciężko. – Może ci się to nie podobać, ale tak trzeba. Pod żadnym pozorem nie będziecie się cofać, ani na nas czekać, gdy wydarzą się komplikacje.
- Nie… Fel…
- Tak zostało postanowione. Od samego początku chodziło o was i to wy macie dotrzeć do finału, jasne? – Blondyn przekręcił oczami. – Okej… Przyjrzyj się tej mapie dokładnie. Zapamiętaj każde szczegóły, każdy zakręt i przejście i… Czy ty mnie słuchasz?
- Słucham – odparł niewinnym tonem, w dalszym ciągu spoglądając na nią. Fel przekręciła oczami, a następnie złapała go za brodę. Chłopak myślał, że uzyska od niej kolejny szybki pocałunek, ale ona odwróciła jego głowę w kierunku mapy.
- Tu się patrz – rzuciła, siląc się na poważny ton, ale dało się w nim słyszeć nutkę rozbawienia. – Proszę cię Luke, skup się chociaż raz.
- Dobra, skupiam się – powiedział z uśmiechem. – Co dokładnie trzeba zapamiętać?
- Wszystko.
- Wszystko?
- Prawie wszystko. Doprowadzimy was do podziemi, to pewne. Potem jednak mogą pojawić się problemy, dlatego musicie wiedzieć gdzie iść dalej. Nie możecie zabłądzić, bo podziemia mają kilka rozwidleń – wskazała palcem na mapie, poszczególne pokreślone punkty. – My celujemy w zielony. Ono doprowadzi nas do krat.
- Prosto, lewo, prosto i prawo. Drugie prosto znacznie dłuższe. Trzy rozwidlenia. Dojść trzeba do czwartego.
- Dokładnie.
- Okej. Czyli jeszcze raz: prosto, lewo, prosto i prawo. Drugie prosto znacznie dłuższe – powtórzył, a dziewczyna pokiwała głową.
- Idźmy dalej – pociągnęła, gdy powtórzył swój skrót myślowy po raz trzeci. – Później cię z tego przepytam.
- Będzie nagroda, jak odpowiedzi będą poprawne? – zapytał, mrugając do niej, jednocześnie uśmiechając się do niej szeroko.
- Ty tylko o jednym.
- Nie moja wina, że tak na mnie działasz. To, jak?
- Może być nagroda pod prysznicem?
- Jezu… Dawaj tą mapę i nie przeszkadzaj mi. Będę zakuwać – powiedział, wyrywając jej notatki. Felicity zmierzyła go wzrokiem, a potem wybuchła śmiechem.


***
Chyba śmiało mogę zaliczyć ten rozdział do tych spokojniejszych - nie licząc wybuchu Vivien, przez co oberwał Ashton, który chciał dobrze. 
Mam nadzieję, że ta część przypadła wam do gustu :)

Kolejny rozdział w następny piątek!

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Końcówkę czytałam 7 razy XD
    Szkoda mi Ashtona, Vivien powinna z nim porozmawiać, w końcu to nie jego wina.
    Rozdział wspaniały,
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny Alice i Calum są tacy słodcy razem, podobają mi się razem ;) Ash odkrył sekret Vivien, myślałam jednak, że dziewczyna z nim pogada, a ona go wywaliła... błagam Viv opanuj się i pogadaj z nim, on chce w końcu dobrze! Końcówka była po prostu boska. Uwielbiam Luka i Fel tak samo, jak Caluma i Alice :) nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału!
    pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział ! Czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń