piątek, 9 października 2015

24 "Zakochałaś się w zwierzaku, Viv?"

W tym rozdziale pojawia się pewna scena poniżenia, która wiąże się z tak zwanymi scenami +18. Dlatego uprzedzam, bo nie każdemu może się ona spodobać!


Felicity

           Dwa dni po spotkaniu z Richardem, Wilczyce musiały zlikwidować kolejnego gwałciciela, którego wytyczyła im Deborah. Jednak kobieta nie była zadowolona z tego, w jaki sposób zginął. Według niej jej grupa wykonała egzekucję za szybko, nie starając się o to, by facet cierpiał katusze. Zabiły go – jednym strzałem w głowę, choć ona wyraźnie chciała, by tortury były długie i bardzo bolesne. To sprawiło, że Wilczyce po powrocie i po obejrzeniu przez Deborah materiału, wyleciały z jej gabinetu prawie na zbity pysk, zostawiając za drzwiami rozwścieczoną kobietę.
           Felicity jednak miała to gdzieś. Zrobiła swoje, teraz przyszedł czas na lekki relaks po tych wszystkich akcjach. Potrzebowała odrobiny odskoczni o tego wszystkiego. Nie miała pod ręką żadnej książki, więc odnalazła w internecie jedno z opowiadań i pogrążyła się wczytaniu, wylegując się na łóżku.
           Podniosła głowę, gdy Luke w końcu wyszedł z łazienki. Brał naprawdę długi prysznic i dziewczyna zastanawiała się, czy przypadkiem się tam nie rozmoczył lub co gorsza nie utopił. Blondyn jednak opuścił białe pomieszczenie z szerokim uśmiechem na ustach, jakby ten prysznic dodał mu energii i odprężenia.
           Podszedł do łóżka w momencie, kiedy Fel znów skupiła się na tekście. Poczuła, jak niedaleko niej ugina się materac. Luke po chwili znalazł się za jej plecami, obejmując ją ciasno ramieniem. Wyczuła od niego żel do mycia i dezodorant, którego zawsze używał. Jego włosy były wilgotne, więc odepchnęła go lekko ze śmiechem, kiedy chłopak przejechał nimi wzdłuż jej ramienia.
- Luke, no – jęknęła, gdy przycisnął twarz do jej karku, uprzednio odgarniając jej czarne włosy.
- Przeszkadzam?
- Trochę – rzuciła, zerkając na niego. Udał smutną minę, co rozbawiło ją jeszcze bardziej.
- Co takiego czytasz?
- Z początku pochłaniałam informacje o was, ale… W sieci nie ma już nic, czego bym nie wiedziała – powiedziała, a Hemmings wlepił w nią zaciekawione błękitne oczy. – Więc postawiłam na fan fiction z wami w roli głównej.
- Ty też? – jęknął, kręcąc głową. – Calum mówił, że Alice czasem to czyta.
- Wiesz… To nawet całkiem ciekawe…
- Przestań…
- Na przykład, jak tworzą pary między wami i…
- Teraz tym bardziej przestań – powiedział ze śmiechem, trącając jej policzek nosem. – To przerażające.
- To ciekawe. – Luke uniósł jedną brew do góry.- Fan fiction to część fanowskiego świata.
- Wiem, ale… To i tak przerażające.
- Luke, no – jęknęła po raz kolejny, gdy musnął ustami jej ramię, a potem lekko przygryzł ją w tym miejscu, co wywołało u niej szybki pojedynczy dreszcz. Zaśmiał się, wciskając twarz w zagłębieniu jej szyi.
- Co dalej z tym fan fiction?
- Jest tego całkiem sporo – powiedziała Fel. – Niektóre z nich są całkiem ciekawe, choć dziwnie czyta się o osobach, które zna się osobiście.
- Ach, tak…
- Luke – zaśmiała się, kiedy wyrwał jej komputer, stawiając go na ziemi. – Ja tu czytam i…
            Ale nie dokończyła. Blondyn zaśmiał się, a następnie wpił w jej usta, przerywając dziewczynie w pół zdania. Naparł na nią mocniej, a ona opadła na poduszki, poddając się temu całkowicie. Uwielbiała sposób, w jaki ją całował. Uwielbiała sposób, w jaki jej dotykał. Jakby jego skóra była wyposażona w maleńkie punkciki elektryczne, które wywoływały przyjemne mrowienie.
- Stwórzmy własne fan fiction – powiedział rozbawiony, łapiąc ją za nadgarstki i podnosząc je do góry tak, że wylądowały tuż przy jej głowie. – Erotyczne fan fiction…
- Takie też są.
- To może uda nam się stworzyć jakąś oryginalną historię?
- Co proponujesz?
- Ty dobra, ja zły.
- To oklepane – powiedziała Fel, a potem lekko zacisnęła usta, gdy Luke zaczął składać wolne pocałunki na jej szyi.
- Oklepane? – wyrzucił z siebie, podnosząc się, by móc spojrzeć w jej ciemne oczy. Pokiwała głową. – Bez jaj?
- Dużo jest takich opowiadań, w których to wy jesteście ci tajemniczy i źli. Przyciągacie do siebie grzeczne, niewinne dziewczynki, przewracając im świat do góry nogami.
- Może to nasza druga natura? – powiedział ze śmiechem. – To odwrócenie ról? Ty zła, ja dobry?
- To rzeczywistość – skwitowała Felicity, a Luke przekręcił oczami. – Taka prawda!
- Przestań – mruknął, przyciskając swoje wargi do jej warg, dzięki czemu Fel nie mogła mu odpowiedzieć. Po chwili znów na nią spojrzał. – To ma być erotyczne fan fiction.
- Ja dominująca, a ty grzeczny chłopiec spełniający moje rozkazy? – zaproponowała ze śmiechem Felicity.
- Chciałem być na górze.
- Może będziesz.
- Niech ci będzie – rzucił ze śmiechem, przejeżdżając dłonią wzdłuż jej ciała. Dziewczyna zadrżała. – Więc? Co na początek?
- Rozbieraj się śliczny chłopcze – powiedziała Fel, lekko go od siebie odpychając. – Ale powoli… Chcę to dokładnie zobaczyć.
- Wiesz, co? Ta historia zaczyna mi się podobać – rzucił ze śmiechem, a następnie podniósł się z łóżka.


Vivien

           Siedziała z Ashtonem przy biurku, pokazując mu kolejne sztuczki z zakresu omijania zabezpieczeń innych systemów monitorujących. Irwin szybko chłoną tą wiedzę, ku uciesze dziewczyny. Musiały mieć kogoś, kto oprócz niej znałby się na tym i kto w razie czego służyłby jej pomocą przy większych zadaniach. Ash był do tego idealnym kandydatem.
           Kiedy bez problemów wykonał szereg poleceń, Viv już chciała go pochwalić. Zdążyła jednak otworzyć usta, gdy w pokoju rozniósł się dźwięk dzwoniącego telefonu. Złapała za leżącą nieopodal komórkę i spojrzała na wyświetlacz. Skrzywiła się, widząc osobę, której imię pojawiło się na ekranie. Musiała odebrać.
- Tak?
- Za piętnaście minut chcę go mieć na dole – powiedziała szorstko Deborah. W dalszym ciągu wkurzała się za ich ostatnią akcję, której nie wykonały tak, jak tego oczekiwała.
- Jasne – rzuciła, a Deb rozłączyła się.
           Vivien odłożyła komórkę. Powoli odwróciła się w stronę ubranego na biało Ashtona. Chłopak lekko zacisnął usta. Nie musiała nic mówić. Irwin po wyrazie jej twarzy, szybko wywnioskował, co za spotkanie go czeka. Zwiesił głowę, przez chwilę spoglądając w czarną klawiaturę, która leżała tuż przed nim.
- Będzie dobrze – powiedziała Viv, kładąc mu dłoń na ramieniu.
           Ashton znów spojrzał na nią, a potem lekko skinął głową. Dziewczyna bez słowa wstała i podeszła do szafki. Złapała za jego łańcuchy i obrożę, a następnie założyła mu to wszystko, ponownie robiąc z niego niewolnika, którym był. Był dla Deborah, ale nie dla niej. Na samym końcu zawiązała mu czarną chustę na oczach. Złapała go za rękę i poprowadziła w stronę drzwi.
           Choć miała jeszcze dużo czasu, to nie chciała wpadać do sali na ostatnią chwilę. Wolała też się nie spóźnić. Dlatego niespiesznie szła razem z Ashtonem w kierunku ich osobistego kata, który czekał na nich w dużym i niemalże pustym pomieszczeniu.
           Vivien pchnęła drzwi. Oboje weszli do środka. Byli pierwsi. Deborah od razu spojrzała w ich stronę, a na ustach wymalował się jej znany złośliwy uśmiech. Pstryknęła palcami, sprawiając, że Vivien zatrzymała się. Ona również na nią spojrzała.
- Rozkuj go – rozkazała.
           Viv kiwnęła głową, ustawiając Ashtona na środku pomieszczenia. Ściągnęła mu chustę, a potem łańcuchy. Wtedy też wykonała jeden gest, który zaważył o wszystkim. Odważyła się do niego lekko uśmiechnąć, a Irwin szybko to odwzajemnił. Deborah od razu wyłapała to, co się stało.
- Jak słodko – mruknęła, przekręcając oczami. – Zakochałaś się w zwierzaku, Viv? – Dziewczyna spuściła głowę.- Odpowiedz!
- Nie.
- Wyglądało mi to na coś innego – ciągnęła dalej Deborah. – Może go lubisz?
- Nie mam prawa go lubić? – odparła, znów przenosząc na nią swoje brązowe oczy.
- Skoro lubisz odpadki – podsumowała Deborah ze śmiechem.
- Dlaczego to robisz? – wydusiła z siebie, choć później skarciła się w myślach za to, że w ogóle się odezwała. Starsza kobieta uniosła lekko brwi do góry. Następnie wstała z fotela i podeszła do niej. Echo jej kroków rozniosło się po pomieszczeniu. Zauważyła, jak Irwin przełyka ślinę.
- Bo to zabawne – wysyczała, przyciskając twarz do jej policzka. – Bo to cholernie cudowne uczucie, widząc, jak trzęsiecie przede mną portkami.
- To chore.
- Chore jest to, że obdarzyłaś uczuciem zwierzę. To jest chore.
- To nie jest żadne zwierze! – krzyknęła, a potem zasłoniła usta, zdając sobie sprawę z tego, że odważyła się podnieść na nią głos.
             Deborah zrobiła wielkie oczy. Vivien usłyszała, jak zazgrzytała zębami. Była pewna, że zaraz od niej oberwie. Była o tym święcie przekonana, szczególnie, że Deb już podniosła rękę.             Jednak cios zamiast spaść na nią, poleciał w kierunku Ashtona, trafiając go w żołądek. Chłopak zgiął się wpół, gdy Deborah użyła niemalże całej swojej siły, uderzając go pięścią. Viv złapała go za ramię, a następnie spojrzała na nią z wyrzutem.
- Och… Jakie to kurewsko słodkie. Tak się o niego martwisz?
- Jesteś…
- No, jaka jestem? – rzuciła, łapiąc ją za kark, a Vivien skrzywiła się. – Jaka jestem?!
- Zła i zepsuta– odparła, czując, jak zimny dreszcz przebiega jej po plecach.
- Dobrze, Vivien. Skoro uważasz, że ja jestem zła i zepsuta… To zabawimy się inaczej. Poczekajmy, tylko na publiczność.
- Nie…
- Za późno Viv, to twoja wina.
- Nie! Nic mu nie zrobisz!
- To się okaże, słodziutka – powiedziała Deborah.
- Ty… - zaczął Ashton.
- No, no… Robi się ciekawiej. Będziesz jej bronił kundlu? Jeszcze jedno słowo, a powiem Stevenowi, by zabrał cię w pewne miejsce. – Ashton zamknął usta i odsunął się od niej. – I tak ma być. Co nie zmienia faktu, że wasza postawa zupełnie mi się nie podoba. Sami jesteście sobie winni.


Felicity

            Zawiązała mu chustą oczy, a następnie cmoknęła szybko w usta, prosząc go, by był grzeczny. Blondyn zaśmiał się, na oślep wyciągając dłonie do przodu. Namierzył jej twarz, delikatnie przejeżdżając palcami po jej gładkiej skórze.
- Będę. Obiecuję – powiedział, nachylając się, by skraść jej jeszcze jeden pocałunek. Kiedy się odsunął, ona uśmiechnęła się do niego, ale on nie mógł tego widzieć. – Ty też obiecaj, że będziesz grzeczna.
- Słowo.
- Oby dotrzymane.
- Dotrzymane.
           Złapała go za przedramię i poprowadziła w stronę drzwi. Wyszła na korytarz w tym samym momencie, co Parker i Alice, prowadząc swoich chłopaków. Rzuciły sobie szybkie część, a potem pogrążając się w cichej rozmowie, ruszyły schodami na dół. Przeszły pustym holem, docierając do ciężkich drzwi, za którymi znajdowała się ona. Parker otworzyła je i cała szóstka weszła do środka.
           Felicity poczuła nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł jej po plecach, gdy tylko jej ciemne oczy spojrzały na środek sali. Już wiedziała, że stało się coś, co stać się nie powinno i wcale jej się to nie podobało. Vivien stała obok Ashtona, a tuż obok nich znajdowała się Deborah. W jej oczach lśniła złość, choć na twarzy wymalowany miała złośliwy uśmieszek. Widziała, jak Viv zatrzęsła się. Potem cała trójka spojrzała na nich. Fel przełknęła ślinę. Coś było nie tak.
- Dobrze, że już jesteście – powiedziała Deborah. – Dzisiaj mała zmiana. Macie stanąć z nimi przy stole. – Dziewczyny wymieniły spojrzenia. – Już!
            Stojąca obok niej Alice, podskoczyła w miejscu. Parker jako pierwsza poprowadziła Michaela do wskazanego przez Deb miejsca. Ustawiła się z nim przodem do starszej. W jej ślady poszła reszta.
- Zwierzęta na kolana – rozkazała Deborah. Felicity mocniej zacisnęła zęby, gdy Luke uklęknął tuż przed nią. – Rozwiązać im oczy. – Złapała za chustę i ściągnęła mu ją, chowając jej róg do kieszeni. – Pięknie.
- Co się dzieje? – zapytała Parker, nie odrywając od niej oczu.
- Właśnie wyszło na jaw, że Vivien kocha Ashtona – skwitowała Deborah. Fel zrobiła wielkie oczy. – Choć ona sama nie chce się do tego przyznać. Ale jedno i drugie staje za sobą murem, więc damy im chwilę na pobawienie się ze sobą. Na ujawnienie tych uczuć między nimi. – Alice i Fel zerknęły szybko na siebie, by po chwili znów na nią spojrzeć. – Chce was ostrzec. Jeden wasz nieprzemyślany ruch, jedno słowo, które nie powinno się pojawić, a wy i oni lądujecie w pomieszczeniu poniżej – pociągnęła, teatralnie wskazując na drzwi, które prowadziły na dół. Na dół, gdzie znajdowało się pomieszczenie z białymi kafelkami. – Vivien już dziś się mi postawiła i mam nadzieję, że żadna z was nie będzie na tyle głupia, by iść w jej ślady. Zresztą nie jestem w nastroju, przez to, jak zjebałyście tak proste zadanie. – Spojrzała po kolei na każdego. – Luke, jak się czujesz?
- Dobrze – odpowiedział z automatu, wiedząc, że milczenie z jego strony może ją zdenerwować.
- Cudnie. Macie położyć im ręce na ramionach, jak na dobre opiekunki zwierząt przystało. – Felicity od razu to zrobiła, lekko zaciskając palce na jego szerokich barkach. – A teraz przejdźmy do naszej słodkiej i niewinnej Vivien…
             Felicity musiała mocno się postarać, by nie zareagować. Wiedziała jednak, że jak tylko coś zrobi, Luke znów może oberwać. Ostatnio było naprawdę kiepsko i teraz w głowie powtarzała sobie tylko to, by już więcej nikt go nie skrzywdził. Dlatego zacisnęła zęby jeszcze bardziej i znów spojrzała na scenę przed sobą.


Vivien

            Przeszedł ją kolejny dreszcz, gdy Deborah zatrzymała się obok niej. Zachłysnęła się powietrzem, gdy kobieta wydobyła zza czarnej katany broń. Poczuła, jak stróżka zimnego potu spływa jej po plecach. Co zamierzała zrobić? Jaką grę chce rozpocząć?
- Nasi zakochani – powiedziała, podchodząc do nich. Złapała ich za ręce, a następnie splotła ich palce ze sobą. – Nasza para kochanków… Rozegramy mały teatrzyk, w którym on będzie Romeo, a ty pieprzoną Julią. Powiem wprost, że każde niewykonane polecenie skutkować będzie kulką. – Dziewczyna zadrżała. – Nie dla ciebie Viv, nie mogę stracić mojej Wilczycy. Kulka będzie dla niego. Przemyśl to szybko i rozeznaj się w konsekwencjach.
           Odsunęła się od niej, podchodząc do Irwina. Stanęła za jego plecami. Wyciągnęła przed siebie pistolet, nie odrywając od niej swoich zimnych zielonych oczu. Lufa czarnego Colta skierowana była w plecy młodego mężczyzny. Vivien zacisnęła usta i lekko skinęła jej głową. Musiała zgodzić się na wszystko. Nie mogła pozwolić, by Ashtonowi coś się stało. Nie przez jej głupotę. Nie przez to, że to ona się jej postawiła. Bo on niczemu nie był winny.
- Doskonale – powiedziała powoli Deborah, akcentując każdą sylabę. – Pocałuj go Vivien. Wszystko przecież zaczyna się od pocałunku. - Wzięła głęboki oddech. Zamknęła oczy i przybliżyła się do Ashtona, całując go w usta. – Nie tak! To ma być prawdziwy pocałunek do cholery!
             Vivien podskoczyła, gdy Deborah uniosła głos. Jej palce mocniej zacisnęły się na dłoni Ashtona, który odpowiedział jej tym samym. Znów przybliżyła się do niego, a potem pocałowała, przechylając głowę w bok, by go pogłębić. Może gdyby do takiego zbliżenia między nimi doszło w innych okolicznościach, to Vivien poczułaby motylki w brzuchu i przyjemne ciepło, które wypełniłoby każdą komórkę jej ciała. Teraz jednak czuła przerażającą pustkę i strach.
- Doskonale – rzuciła starsza ze śmiechem. – Przejdźmy do czegoś pikantniejszego!
- Nie – wymamrotała Vivien, kręcąc głową. Poczuła, jak w jej oczach gromadzą się łzy. Ze wszystkich sił starała się je powstrzymywać i na razie jej się to udawało.
- Mówiłaś coś, Viv? Chyba znasz zasady i…
- Przepraszam – powiedziała, spuszczając głowę w dół.
- Masz szczęście. Drugi raz tego nie zignoruję. Wróćmy jednak do waszej historii – pociągnęła, wymachując pistoletem. Podeszła bliżej nich, łapiąc Ashtona za kark. – Pomyśl sobie Vivien, że twój Romeo ma wielką ochotę na nieco zabawy. Zabawy z tobą. Że jest tak na ciebie napalony, że aż go roznosi. A ty, jako dobra Julia sprawisz, by znalazł się w niebie. Spójrz na niego. – Viv podniosła głowę, wlepiając oczy w Ashtona, który za wszelką cenę starał się unikać jej zielonych oczu. – Spójrz, jaki jest piękny i idealny. Te cudowne kręcone włosy, perfekcyjnie zarysowana linia szczęki i ust. Śliczne brązowe tęczówki, które pożerają cię wzrokiem. Zobacz na to ciało – podciągnęła mu koszulkę, ukazując jego dobrze zarysowany brzuch. – Czyż ono nie jest podniecające i pociągające? Spraw mu przyjemność Viv.


Alice

            Zacisnęła oczy. Nie chciała na to patrzeć. Nie chciała brać w tym udziału. Poczuła, jak tuż przed nią poruszył się niespokojnie Calum. Najchętniej zabrałaby go stąd, by żadne z nich nie musiało robić za publiczność w tej chorej historii, którą tworzyła Deborah.
           Zerknęła w bok. Felicity niemalże trzęsła się ze wściekłości. Widziała, jak nerwowo drżą jej policzki na twarzy. Jak walczy sama ze sobą, by tego nie przerwać. Alice jednak domyślała się, co ją powstrzymuje. Luke. Zarówno ona, jak i jej przyjaciółka były już na takim etapie sympatii do chłopaków, że bez mrugnięcia okiem zasłoniłby ich własnym ciałem, byleby tylko nic im się nie stało. Dlatego dalej stały tam, nie robiąc kompletnie nic, by uchronić Vivien przed publicznym upokorzeniem, do którego dążyła Deborah.


Vivien

             Deborah zaśmiała się, gdy pojedyncza łza wypłynęła z jej oka, tworząc powolną ścieżkę wzdłuż jej policzka. Wiedziała, że powoli kobieta dostaje to, czego chce. Upodlenia jej przed innymi, za to, że miała czelność poczuć sympatię do Ashtona. Że traktowała go, jak człowieka, a nie, jak zwierzę.
- Klęknij Viv – rozkazała, nadal stojąc obok Irwina. – Klęknij tuż przy nim. - Dziewczyna zacisnęła powieki, robiąc to, co jej kazała. – Dotknij go. – Jej ręce znalazły się na jego udach. – A teraz rozruszaj go trochę.
            Kolejne łzy wypłynęły z jej oczu, gdy zrozumiała do czego może zostać zmuszona. Co może stać się potem. Nie zawahała się jednak ani razu, gdy wprawiła w ruch dłonie. Gdy jej palce lekko muskały biały materiał na jego udach, a potem na brzuchu. Czuła, jak Ashton zadrżał, choć była pewna, że także i mu się to nie podobało.
- Włóż w to więcej zdecydowania, Viv. Przenieś się też na miejsce, które jest najbardziej spragnione twojego dotyku.
            Cicho wypuściła z ust powietrze, napierając dłońmi na ciało Ashtona jeszcze bardziej. Te ruchy były znacznie mocniejsze, niż poprzednie. Palcami lekko zahaczyła o jego krocze, a Irwin spiął mięśnie. W końcu ku uciesze Deborah, potarła kilka razy centralny punkt w jego spodniach. Mimo całej tej sytuacji, poczuła, jak członek Asha zrobił się twardszy.
- Doskonale – ciągnęła Deborah, w dalszym ciągu trzymając w pogotowiu pistolet, jakby chciała zaprotestować. – Podoba mu się to, Viv. Podoba mu się to, co robisz. Przejdź do następnego punktu. Dobierz się do niego, jak rasowa suka.


Ashton

            Zacisnął usta, starając się mieć gdzieś to, że wszyscy inni na nich patrzą. Nienawiść do Deborah wypełniała każdą część jego komórki w ciele. Chciał krzyczeć, zaprotestować, ale strach, który go opanował, gdy stała tuż obok niego z wyciągniętą bronią, robił swoje. Skutecznie go blokował.
            Poszedł, więc w inną stronę. Skoro nie mógł uwolnić siebie i Vivien od tego upokorzenia, postanowił jej w tym pomóc. Jeśli szybko załatwią tą sprawę, może Deborah się od nich odpieprzy i wrócą bezpieczni i cali do pokoju na górze. Dlatego skupił wszystkie swoje myśli na jej dotyku, wizualizując sobie tą scenę w nieco innym miejscu i w innych okolicznościach. Przeciąganie tego nie miało najmniejszego sensu.
            Wstrzymał powietrze, gdy Vivien ściągnęła mu spodnie, a potem bokserki. Obie te części garderoby znalazły się na wysokości jego kolan. Przeszedł go chłodny dreszcz, a on musiał ze wszystkich sił postarać się, by nie zacząć trząść się z zimna. Zimna, które pojawiło się też z czystego strachu i obawy o własne życie. Ashton od samego początku tej zabawy Deborah zrozumiał, że w tym przypadku nie chodzi o niego. On był tylko elementem, zabawką, którą się posługiwała. Kobieta skupiła się na Vivien i to ona dostała najmocniejszy cios.
- Idealnie, Viv – powiedziała Deborah. – Doprowadź go do szaleństwa. Użyj rąk… użyj swoich ust!
            Irwin przełknął ślinę, gdy dziewczyna delikatnie owinęła dłoń wokół jego członka. Słyszał jej przyspieszony oddech i był pewny, że Vivien płacze. W tym momencie wcale go to nie dziwiło. Obserwował Wilczyce od samego początku i wiedział, że ona jest najsłabsza psychicznie wśród nich wszystkich. A teraz Deborah zmusza ją do robienia takich rzeczy. Rzeczy, która zaboli ją podwójnie.
            Kiedy zaczęła poruszać dłonią w mało zdecydowany sposób, wypuścił cicho powietrze z płuc. Wrócił myślami do wyobrażeń, aby dojść, jak najszybciej. Aby nie przeciągać jej upokorzenia, które niosło ze sobą cierpienie. Nie miał odwagi spojrzeć na innych, więc zamknął oczy, by nie widzieć nic, co dzieje się wokół niego.
            Poczuł, jak palce Deborah mocniej zaciskają się na jego karku. Jak jej ciepły oddech owiał jego policzek. Vivien przyspieszyła, a on zdusił w sobie jęk. Gdy wyłączył wszystko inne, było to nawet przyjemne, choć nadal dalekie od tego, co by naprawdę czuł, gdyby doszło do tego w innym miejscu.
- Podoba ci się to Irwin? – Nie był pewny, czy powinien powiedzieć prawdę czy skłamać. Nie był pewny, czy w ogóle powinien się odezwać. Dlatego dla świętego spokoju lekko skinął głową.- Świetnie. Pokaż więc jej, że cię to kręci. Nie hamuj się Irwin, w końcu dziewczyna robi ci dobrze. – A potem Deborah zwróciła się do niej. – Weź go do ust Vivien.
             Odważył się spojrzeć na dziewczynę. Widział, jak cała się trzęsie. Jak nerwowo oddycha, starając się nie wpaść histerię. Zauważył na jej policzkach łzy, gdy lekko odwróciła się w stronę Deborah. Teraz Vivien prezentowała kompletną rozsypkę, a on nie mógł jej inaczej pomóc, jak tylko dochodząc.
              Zachłysnął się powietrzem, gdy jej wargi dotknęły jego członka. Znów zamknął oczy, skupiając się na innych okolicznościach i na wymyślonej przez siebie scenie, która pobudziła by go jeszcze bardziej. Cichy jęk wydobył się z jego ust, a on nie był wstanie go powstrzymać. Zadrżał po raz kolejny, gdy wsunęła jego członka do ust. Zaczęła wykonywać powolne ruchy głową, biorąc go coraz więcej.
- No, dalej Irwin. Niech wie, że to ci się podoba! Zaciśnij dłoń na jej włosach. – Prawie, że warknął sfrustrowany pod nosem, ale od razu jego ręka powędrowała w stronę ciemno brązowych włosów Vivien. Odruchowo pchnął biodrami do przodu, a potem skarcił się za to w myślach. Nie powinien tego robić.
             Dziewczyna przyspieszyła, dodając do tego rękę, która zacisnęła się na pozostałej części jego członka. Choć jej ruchy nie były ze sobą zsynchronizowane, to jednak on w tej chwili miał to gdzieś. Czuł przyjemne napięcie w podbrzuszu, a potem szybki dreszcz przebiegł go po plecach. Jęknął po raz kolejny, słysząc cichy śmiech Deborah.
- Tak, Irwin. Możesz to robić głośniej, chyba, że Vivien jest tak w tym beznadziejna. – Mruknął pod nosem, a potem kolejny jęk wydobył się z jego ust. – Dalej Irwin, dojdź dla niej. Niech wie, że wykonała zadanie. – A potem znów zwróciła się do dziewczyny.- Przyspiesz kochanie, nie katuj go za długo.
             Vivien od razu zrobiła to, co jej kazała. Ashton zadrżał po raz kolejny, gdy dziewczyna zwiększyła tempo. Rosnące napięcie i uderzenie gorąca poczuł niemalże w całym ciele. Przeklął cicho pod nosem, czując, jak zbliża się do końca.
- Jesteś blisko?- wyszeptała Deborah, a on pokiwał głową, zaciskając mocno usta. - No, Vivien ostatnia prosta. Twój Romeo zaraz dojdzie.
             Gdy tylko to powiedziała, Ashton jęknął głośniej po raz kolejny. Jego palce jeszcze bardziej zacisnęły się na włosach dziewczyny. Doszedł w jej usta, ciężko dysząc. Deborah zaśmiała się. Ashton otworzył oczy i spojrzał na Vivien. Kobieta podawała jej chusteczki. Wtarła się w nie, zanosząc się cichym szlochem.
- Koniec przedstawienia. Wciągaj portki Irwin i oboje macie się stąd wynosić – zarządziła Deborah.
             Ashton pociągnął bieliznę i spodnie, a potem zerknął w kierunku pozostałych. Michael był bliski płaczu, a Calum i Luke patrzyli na to co się stało ze strachem, który mieszał się z obrzydzeniem. Pozostałe Wilczyce jednak dobrze maskowały swoje emocje, choć Ash zdołał wyłapać u całej trójki wściekłość, rozżalenie i współczucie. Odwrócił od nich wzrok, gdy zapłakana Vivien zakuła go w łańcuchy, a potem zapanowała ciemność, gdy założyła mu na oczy chustę.


Vivien

            Wprowadziła go do pokoju, a następnie szybko ściągnęła z niego łańcuchy i chustę. Poczuła na sobie jego wzrok, gdy odwróciła się od niego. Zacisnęła usta, a z jej zielonych oczu znów wypłynęły łzy. W tym momencie chciała zostać sama.
- Viv… - zaczął Ashton, ale ona pokręciła głową.
- Daj mi spokój Ash, tylko o to proszę – wyrzuciła z siebie, a potem wleciała do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi. Zamknęła je na zamek.
- Vivien! – Chłopak znalazł się po drugiej stronie. Była pewna, że przyciska się do drzwi, bo słyszała go doskonale. – Wiem, że nie jest w porządku po tym, co się stało, ale proszę…
- Ash, ja też proszę. Daj mi spokój!
             Usiadła na brzegu wanny, zakrywając twarz rękami. Kolejny szloch wydobył się z jej ust, a ona nawet nie próbowała go powstrzymać. Czuła się skopana. Psychicznie skopana przez Deborah. Upokorzenie i rozgoryczenie cały czas w niej buzowało, a ona nie potrafiła sobie z tym poradzić. Ból psychiczny był dla niej sto razy gorszy, niż fizyczny, a teraz jej ciało, dusza i serce krzyczało i skomlało przez to, do czego doszło. Czuła się bezwartościowa, niczym zwykły śmieć. Czuła się, jak pierwsza lepsza zdzira, której zadaniem jest tylko zadowolić faceta. Czuła się zbrukana i do bólu upokorzona. Przecież widzieli to wszystko. Widzieli, co musiała zrobić.
             Jej oddech przyspieszył i stał się jeszcze bardziej przerywany, niż wcześniej. Oczy piekły ją od słonych łez. Doskoczyła do szafki i wyciągnęła z niej metalowe pudełko. Szybko otworzyła je i przejechała palcami po zawartości. Podwinęła rękaw bluzy, a potem zaczęła szukać tej jednej rzeczy. Swojej pomocy.
             Choć jej przedramię nosiło ślady wielu samookaleczeń, znalazła jednak miejsce, by wykonać jeszcze kilka dodatkowych sznyt. Cięła się bez opamiętania, a krew kapała do umywalki, barwiąc ją na czerwono. Każdy kolejny ruch srebrnej żyletki, miało dać jej ukojenie. Jednak Vivien czuła się jeszcze gorzej. W końcu odrzuciła ją od siebie, przewracając całe metalowe pudełko, które gruchnęło na ziemię z cichym łoskotem. Padła na ziemię, wylewając kolejne łzy i przyciskając do siebie poranioną rękę. Miała gdzieś to, że krew wsiąka w jej ubranie. I tak była skończona…


Alice

             Usiadła na ziemi przy łóżku, opierając się o nie plecami. Przed oczami, raz za razem stawali jej Ashton i Vivien i to, do czego zmusiła ich Deborah. Widziała ból na twarzy jej przyjaciółki, widziała grymas złości u chłopaka. Widziała tyle ich negatywnych emocji, że sama zaczęła je odczuwać. Chciała krzyczeć razem z nimi, ale nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
             Poczuła, jak Hood siada obok. Po chwili objął ją, przysuwając do siebie. Wtuliła się w niego, mocniej przyciskając twarz do jego białej koszulki. Wsłuchiwała się w spokojne bicie jego serca, które uspakajało. Calum przywarł do niej jeszcze mocniej. Każde z nich potrzebowało pomocy u tego drugiego, by nie rozlecieć się na kawałki.
- Wiesz, co – odezwał się chłopak, a ona zerknęła na niego. Widziała w jego ciemnych oczach smutek. – Po tym co zrobiła Deborah w końcu to do mnie dotarło.
- Co dotarło?
- Ona już nie skupia się na nas. Ona teraz wzięła się za was. Chce was łamać po kolei, jakby wiedziała, że coś się szykuje. Jakby miała pieprzony szósty zmysł, który podpowiada jej to, że może was stracić. Chce was za wszelką cenę złamać i zdominować. – Alice zacisnęła usta. Calum miał racje. Przyszła pora na nie.


Felicity

             Jak tylko ściągnęła z Luke'a łańcuchy i chustę, wyszła z pokoju zostawiając go samego. Musiała zobaczyć, co z Vivien. Wiedziała, bowiem, że dziewczyna jest najsłabsza z nich. Najsłabsza psychicznie, a Deborah uderzyła w tak czuły punkt, jakim jest totalne poniżenie i upokorzenie.
            Zapukała do drzwi, uderzając w znany rytm. One niemalże od razu się otworzyły, ale zamiast swojej przyjaciółki, zobaczyła Ashtona. Chłopak od razu odsunął się od wejścia tak, by przypadkiem nikt go nie zobaczył. Weszła do środka. Irwin usiadł na łóżku, spuszczając głowę. Podeszła do niego.
- Gdzie Vivien?
- W łazience – wyszeptał. Ukucnęła obok niego, ujmując jego twarz w dłonie. Ash spojrzał na nią, a po jego policzku spłynęła samotna łza.
- Musisz się trzymać. Nie daj jej tej satysfakcji, że was w jakiś sposób zniszczyła, okej? – Pokiwał głową, a ona wytarła z jego policzka kolejną łzę. – Jeszcze trochę. Potrzebujemy jeszcze trochę czasu.
- Fel?
- Tak?
- Skąd bierzesz w sobie tyle siły?
- Mam jej tyle samo, co ty – odpowiedziała cicho.- Jednak dzięki wam wiem, że mam dla kogo się podnieść. Mam obrany cel. Ty też masz osoby, dla których musisz ruszyć do przodu. Ty też masz cel i nie zapominaj o nim.
             Kiedy Ash po raz kolejny kiwnął jej głową, Fel wyprostowała się i podeszła do drzwi. Nacisnęła klamkę. Były zamknięte. Przymknęła oczy, biorąc powolny oddech. Następnie zapukała, przyciskając policzek do zimnego drewna.
- Viv?
- Zostaw mnie Fel – usłyszała po drugiej stronie wilgotny głos swojej przyjaciółki. – Potrzebuję pieprzonego czasu!
- Dobra, dobra… Masz go! Chcę jednak byś wiedziała, że zawsze możesz na mnie liczyć. Nie siedzisz w tym sama.
- Wiem, Fel… Wiem.
- Proszę Viv…
- Nic mi nie będzie – odpowiedziała głośniej. – Chcę tylko odrobiny samotności.
- Okej… okej… Już mnie nie ma.
             Odsunęła się, by raz jeszcze spojrzeć na siedzącego na łóżku chłopaka. Skinęła w jego kierunku głową, a on zrobił to samo. Następnie wyszła z pokoju, wracając do siebie. Nie była pewna, czy faktycznie powinna ją zostawiać. Wiedziała jednak, że Vivien by i tak nie otworzyła jej drzwi. Pod tym względem była dość uparta.
            Weszła do pokoju, a potem rzuciła się na łóżko, analizując wszystko raz jeszcze. Poczuła, jak Luke kładzie się tuż obok niej. Jego usta lekko musnęły jej skroń. Przysunęła się do niego, obejmując go ciasno, jakby to miało uratować ją przed popadnięciem w uczucie beznadziejności.
- Co z nimi?
- To ich ewidentnie zgnoiło.
- To wiem.
- Ash obiecał, że będzie się trzymał. Vivien nie chciała ze mną rozmawiać. – Luke kiwnął tylko głową, a potem zacisnął mocno wargi. Wcisnął się bardziej w jej ciało. Leżeli ze sobą pogrążeni w milczeniu i choć żadne z nich nie mówiło tego na głos, to każdy w głowie nadal kontynuował zamartwianie się o osoby z pokoju obok.




***
Deborah dobrała się do kolejnej z dziewczyn. Tym razem pod odstrzałem znalazła się biedna Vivien. 

Dziękuję wam za pozytywne opinię na temat tego opowiadania. Cieszę się, że wam się podoba. Niestety nie mogę jeszcze uwolnić chłopaków i dziewczyn - Oliwia musisz jeszcze trochę wytrzymać :)

Następny rozdział tradycyjnie pojawi się w kolejny piątek!

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Dziekuje, dziekuje, dziekuje!
    Dzieki Tobie, moze jakos przetrwam dzisiejsza noc. Kuzwa, zlapal mnie katar i zatkany nos, takze bede miec co dzis czytac. Zostawiam sobie najnowsze rozdzialy na pozniej, a w razie czego... wiec co czytac od poczatku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co. Za. Pieprzona. Zołza!
    Nie wiem jak nasrane trzeba mieć w głowie, by tak upokorzyć biedną Vivien (którą, swoją drogą, lubię najbardziej)? Naprawdę nie mam pojęcia co kieruje taką osobą, jak Deborah. W sumie po co szukać powodów, jest po prostu ostro popieprzona.
    Cholernie szkoda mi Viv i Ashtona. Zdaję sobie sprawę, że nie będzie im teraz lekko. Na szczęście Viv ma przyjaciółki, które - tak, jak zapewniła Fel - siedzą w tym razem z nią.
    Rozdział, mimo, że tak szokujący, jest prześwietny. Z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Heja genialny rozdział po prostu do następnego
    Pozdrawiam Marcela

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział epicki.
    Deborah jest walniętą suką, której z całego serca nienawidzę!!!
    Biedna Vivian, tak mi jej szkoda... Miałam nadzieję, że kiedyś między nią a Ash'em coś będzie, ale nie chciałam żeby to było coś takiego ... Jeden mały uśmiech, a ta pieprznięta Deborah już kazuje robić im coś takiego...
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie,nie, nie! Biedna Viv! Jak ona mogła jej zrobić coś takiego! To poniżej pasa! Biedny Ash i biedni ci co musieli patrzeć, a nie mogli nic zrobić! Mam nadzieję, że Viv się podniesie psychicznie z tego doła, który z pewnością złapała. Mam tylko nadzieję, że nie odsunie się od Irwina. Deb jesteś czystym złem i nienawidzę cię za to, co robisz! Mam nadzieję, że dziewczyny w którymś momencie ci dokopią ze te wszystkie krzywdy, jakie im wyrządziłaś!
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń