piątek, 2 października 2015

23 "Dlaczego Wilczyce zwracają się przeciwko swoim?"

Alice

         Naciągnęła na siebie czarną bluzę z kapturem. Czuła uważne spojrzenie Caluma na sobie, który z dokładnością śledził każdy jej ruch. Usiadła na łóżku, zawiązując skórzane wysokie buty. Miała wrażenie, że słyszy, jak serce łomocze jej w klatce piersiowej, jakby zaraz miało wyskoczyć. To nie była normalna akcja. To było wejście do paszczy lwa.
         Nie bała się o siebie. Bała się o Felicity i Vivien, które miały stanąć w oko w oko z Richardem. Tym Richardem, który kiedyś je porwał i przetrzymywał. Tym Richardem, od którego wszystko się zaczęło. To przez niego były tu – w tym złym i tak potwornym miejscu. To przez niego same były puste, jak oczy ich ofiar.
         Odsunęła od siebie czarne myśli. W końcu musi zmienić nastawienie na bardziej pozytywne. Sama była za tym, by zaangażować go w ich plan. Tylko Viv do tej pory miała pewne wątpliwości. Alice wiedziała, że kto, jak kto, ale Richard będzie potrafił skutecznie zrobić nalot na Gniazdo, co da im szansę ucieczki. Być może bezproblemowej.
          Wstała i znów podeszła do wysokiej szafy. Z samego dołu wyciągnęła długi futerał. Złapała go i wróciła z nim do łóżka. Hood w dalszym ciągu skupiał na niej swoje ciemne oczy. Położyła futerał tuż obok niego i otworzyła go. Usłyszała, jak chłopak wstrzymuje powietrze. Podniosła na niego wzrok. Widziała to wypisane na jego twarzy. W tym momencie chyba dotarło do niego to, jak niebezpieczny był ich pomysł. W środku znajdowała się czarna snajperka i paczka naboi.
- Może… Może powinniście to jeszcze raz przemyśleć – powiedział cicho, nie odrywając oczu od broni.
- Przemyślałyśmy to. O nic się nie martw – odparła z lekkim uśmiechem, choć nie wiedziała, czy to zdanie ma dodać otuchy jej samej, czy może naprawdę przegonić wątpliwości chłopaka. – To tylko w ramach zabezpieczenia. Nikt nikogo nie zabije. Podasz mi proszę lornetkę?
          Mulat zacisnął lekko usta i bez słowa wstał z łóżka. Podszedł do jej biurka i chwycił za przedmiot. Wrócił z nim do niej, a ona przejęła od niego lornetkę. Szybko sprawdziła, czy sprzęt nadal działa tak, jak powinien. Działał. Alice miała nadzieję, że faktycznie tylko ona pójdzie w ruch.
          Nagle w pokoju rozniósł się dźwięk dzwoniącego telefon. Alice rzuciła się w kierunku szafki. Porwała z niej komórkę. Spojrzała na wyświetlacz, odetchnęła z ulgą i odebrała.
- Co masz?
- Potwierdzam wcześniejsze informacje – usłyszała po drugiej stronie męski, lekko zachrypnięty głos.
- Idealnie. Spłaciłeś swój dług, Caro – odpowiedziała, a potem odłączyła się. Spojrzała na Caluma. – Już czas.
          Chłopak kiwnął po raz kolejny głową i podszedł do swojego piankowego materaca. Usiadł na nim, a następnie wyciągnął w jej stronę dłonie. Zakuła go w łańcuchy, na szyję zakładając ówcześnie jego obrożę.
- Alice – zaczął, a dziewczyna znów na niego spojrzała. – Błagam cię… Uważaj. Ty i one, okej?
- O nic się nie martw cukiereczku – odparła z uśmiechem.


Luke

          Zamknęły się za nią drzwi, a on jeszcze przez moment wpatrywał się w nie, jakby Felicity miała zaraz wrócić. Zapanowała cisza. Poczuł, jak zatrzęsły mu się dłonie, gdy sięgał po odtwarzacz. Musiał zakłócić ten spokój, jaki pojawił się wokół niego. Zakłócić te myśli, które notorycznie pojawiały mu się w głowie.
           Felicity opowiedziała mu w skrócie o planie, który teraz miały zrealizować. A Lukowi wcale się on nie podobał. I tak mocno ryzykowali z ucieczką, błądząc po tunelach Gniazda i spiskując za plecami Deborah. Teraz dziewczyny miały wyjawić cząstkę tej wielkiej ucieczki komuś z zewnątrz. Komuś, kto był tak samo zły, jak Olsenowie. Komuś, kto kiedyś zrobił im tak wielką krzywdę i utorował drogę do tego świata. Richard…
           Wciąż czuł ten niepokój, który pojawił się zaraz po tym, jak Felicity zaczęła się przygotowywać. Jak narzucała na siebie czarne ubrania i płaszcz, który sięgał jej do kolan. Jak ukryła w nim dwa Colty i dwa noże. Jak wciągała na dłonie rękawiczki i wiązała włosy w koński ogon. Jak sprawdzała magazynki i dodatkowy telefon. Miał dziwne wrażenie, że dziewczyny wpakują się w jakieś bagno, z którego już mogą nie wyjść cało. A on tak bardzo nie chciał, by coś jej się stało…


Vivien

            Zatrzymała się przy niewielkim parku, niecałe pięć kilometrów od ich miejsca docelowego. Alice wysiadła, ściskając w ręku dużą torbę. Podeszła do przednich drzwi, a Fel otworzyła okno. Spojrzała na nie, podnosząc lekko okulary do góry.
- Błagam cię Fel, tylko nie przeginaj – powiedziała cicho Alice.
- Wyluzuj, nic się nie stanie. Ty likwidujesz tylko osoby, które bezpośrednio zagrożą tobie – odpowiedziała jej przyjaciółka.  – Żadna z nas nie chce mieć dodatkowej krwi na rękach.
- Damy ci znać, jak wyjdziemy. Mogę się założyć, że będziemy po tym mieć ogon, ale da się ich zgubić – odparła Vivien. – Chyba, że Richard będzie na tyle uprzejmy i się odpierdoli.
- Powodzenia – rzuciła Alice. – Jesteśmy w stałym kontakcie.
- Powodzenia – odparła Felicity.
            Alice jeszcze na odchodnym kiwnęła im głową, a potem skierowała się w stronę wysokiego budynku. Vivien otworzyła komputer i szybko włamała się do systemu kamer. Ściągnęła potrzebny jej obraz i wgrała go na drugi telefon Felicity. Następnie znów podłączyła się do sieci. Trochę to trwało, aż złamała zabezpieczenia gangu Richarda. Dziewczyna jednak była mistrzem w tej dziedzinie, więc nawet jego spece nie byli w stanie jej niczym zaskoczyć. Potrzebowała tylko odrobinę więcej czasu, by dojść do celu i uzyskać podgląd z ich kamer.
- Wjazd jest obstawiony – powiedziała, przekręcając laptopa w stronę czarnowłosej. – Ale mają niekryte tyły od strony rzeki Huntera. Możemy zejść od tej strony i dostawać się do budynku od północnej części. W środku może być gorzej. – Przełączyła obraz, który teraz ukazywał wnętrze dużego hangaru, który przerobiony został na coś w rodzaju biura. W środku nie było wolnej przestrzeni, a labirynt korytarzy, które prowadziły do poszczególnych pokoi. – Z tego co widać, ciągle ktoś się kręci.
- Musimy wziąć ich z zaskoczenia. Weźmy za tarczę, jakiegoś mięśniaka.
- Co powiesz na Vincenta? Jest dość blisko z Richardem. Z tego, co mówił Caro, niemalże jego prawa ręka.
- Pasuje.
- Dasz radę?
- Jeśli zadziałam szybko, to dam radę go zgarnąć.
- Musimy się dostać do gabinetu Richarda. Jest na samym końcu. Caro mówił, że od kilku dni praktycznie nie opuszcza hangaru. Gotowa?
- Bardziej nie będę.


Felicity

          Zostawiły samochód za sobą, gdy zbliżył się do rzeki. Wokół nich panowała pustka. Z daleka majaczył im metalowy hangar – ich cel, do którego zmierzały. Vivien, jako pierwsza zeszła po starej zardzewiałej drabinie. Niewielki segment betonu odgradzał górną część powierzchni od wody. Fel rozejrzała się raz jeszcze, a następnie ruszyła za przyjaciółką.
           Szła za Vivien w milczeniu, co i rusz powtarzając w głowie poszczególne punkty planu. Dostać się do środka, zaskoczyć Vincena i za jego pomocą dorwać się do Richarda, który musi zgodzić się na ich warunki. Wiedziała, że nie będzie to łatwe, bo igrają z ogniem. Ale to była najlepsza metoda, jaką mogły wykorzystać przy ucieczce.
           Poczuła na twarzy przyjemny lekki wiatr. Słońce świeciło, ogrzewając ich czarne stroje. Fel poczuła, że jeszcze trochę i zacznie się w nich gotować.
           W końcu Vivien zatrzymała się i dała jej znak, że przyszła pora na nawiązanie połączenia z Alice. Felicity wlepiła w nią swoje ciemne oczy, patrząc, jak wyciąga telefon. Wsunęła słuchawkę do ucha, a potem kilka razy przejechała palcem po ekranie.
- Alice, słyszysz mnie?... Świetnie. Wchodzimy.
           Czarnowłosa kiwnęła jej głową i jako pierwsza wspięła się na górę, po jeszcze bardziej zdezelowanej drabinie, niż ta, której używały wcześniej. Musiała mocno podciągnąć się, bo u góry brakowało kilku szczebelek. Podała rękę Vivien, a potem obie ruszyły w stronę płotu.
- Jak sytuacja? – zapytała szeptem Fel, spoglądając na hangar.
- W dalszym ciągu mamy pustą drogę – poinformowała ją Vivien, zerkając na tablet, którego wyciągnęła z kieszeni. – Ruszaj.
          Dziewczyna wspięła się po drucianym płocie, a następnie zwinnie przeskoczyła na drugą stronę. Odczekała chwilę, aż Vivien do niej dołączy, a potem obie skierowały się w stronę metalowych drzwi. Vivien, co i rusz sprawdzała ich położenie, przełączając obrazy przechwycone z kamer, które rozstawił tu Richard. Felicity kucnęła przy bocznym wejściu. Wyciągnęła wytrych i zaczęła gmerać w zamku. Liczyła na to, że ten szybko puści i nie skaże ich misji na porażkę.
          W końcu usłyszała cichy szczęk. Zerknęła na przyjaciółkę. Nie musiała nic mówić. W tej sytuacji obie rozumiały się bez słów. Viv skinęła jej głową, dając jej znak, że może wchodzić. Uniosła palec do góry i wskazała jej kierunek. Pierwsze drzwi na lewo. To tam siedział Vincent, który miał posłużyć im, jako żywa tarcza, a także karta przetargowa.
          Felicity otworzyła drzwi najciszej, jak umiała, ale one i tak w połowie tej drogi lekko zaskrzypiały. Znów spojrzała na Viv, ale ona ponownie pokiwała jej głową. Wsunęły się do środka, niczym dwa nieproszone szczury, które chcą urządzić sobie imprezę u nieprzyjaznych gospodarzy.
          Czarnowłosa szybko wyciągnęła pistolet i odbezpieczyła go. Jej ręka, ukryta pod czarną rękawiczką, spoczęła na klamce, której chłód i tak wyczuła przez skórzany materiał. Wstrzymała oddech i otworzyła je, mając nadzieję na to, że one przynajmniej nie zaczną skrzypieć. Ku jej uldze, nie wydały z siebie żadnego dźwięku, przez co mężczyzna siedzący przy biurku, był nieświadomy tego, że właśnie dwie Wilczyce z konkurencyjnego gangu złożyły mu wizytę.


Ashton

          Spojrzał w stronę okna. Z początku zastanawiał się, co teraz porabiają jego kumple. Wiedział, że Calum i Luke tak samo jak on, siedzą w pokoju sami. Jego myśli popłynęły w stronę Michaela. Nie widział go od tak dawna. Nie wiedział dokładnie, ile minęło dni od ostatniego ich spotkania w sali Deborah, ale miał wrażenie, jakby od tego czasu upłynęły całe wieki. Miał nadzieję, że jego przyjaciel jakoś się trzyma po tym, co musiał tam oglądać.
         Potem jego myśli skoncentrowały się na niemalże samobójczym zadaniu, jakie wyznaczyły sobie dziewczyny. Na wtargnięciu do obcego gangu i spotkaniu się twarzą w twarz z ich szefem. Vivian nie wiele mu powiedziała na temat tego całego Richarda. Wiedział tylko tyle, że już kiedyś się z nim spotkały, a to spotkanie zapoczątkowało ich przestępczą karierę. Miał tylko nadzieję, że uda im się cało wrócić do Gniazda.


Felicity

           Działała, jak w automacie. Jakby rozgrywała jakąś scenę, którą znała na pamięć. Jakby odgrywała ją wciąż na nowo i na nowo. Złapała za krzesło, na którym siedział łysy mężczyzna, a potem pociągnęła go do tyłu. Zanim zdążył się zorientować, ona już przysunęła lufę pistoletu do jego głowy.
- Żadnych numerów Vincent – wyszeptała cicho, tuż przy jego uchu. – Spróbuj zrobić coś, co mi się nie spodoba, a przestanę być grzeczna. Ręce za głowę.
- Co jest? – wydusił z siebie, ale posłusznie zrobił to, o co go poprosiła.
- Dobry chłopiec – wymruczała pod nosem. Jedną ręką złapała za jego krzesło i obróciła je tak, by mógł znaleźć się z nią twarzą w twarz. Vincent rozszerzył swoje szare oczy.
- To wy.
- Niespodzianka złociutki.
- Już jesteście trupami – zagroził, a Fel zaśmiała się cicho pod nosem.
- To się okaże. Skup się skarbie, bo nie będę powtarzać dwa razy.
- Pierdol się.
- Nie, nie, nie- powiedziała, machając pistoletem tuż przed jego oczami. – Może zaczniemy jeszcze raz? Ale najpierw musisz coś zobaczyć. Viv, pokaż mu nagranie.
          Druga Wilczyca podeszła do nich. Wyciągnęła z kieszeni Fel telefon. Kilka razy postukała palcem w ekran, a następnie przystawiła go mężczyźnie niemalże pod sam nos. Na jego twarzy wymalowało się najpierw niedowierzanie, a potem przerażenie. Już teraz wiedział, o co toczy się gra. Miał przerąbane.
- Czego chcecie?
- Chcemy porozmawiać z Richardem. To pilna sprawa kochasiu – odpowiedziała Fel, kiwając na Vivian, która od razu zabrała telefon. – Jest tutaj?
- Jest, ale jeśli myślicie, że się wam uda to…
- Uda, bo inaczej ta blondynka i jej słodki synek pożegnają się z życiem. Nasza przyjaciółka ma ich cały czas na muszce. – Vincent przełknął ślinę. – Sprawa wygląda następująco. Prowadzisz nas do Richarda i gwarantujesz nam rozmowę z nim w cztery oczy. Wtedy nic nikomu się nie stanie, a Lauren i Timmy będą dalej hasać niewinnie po parku. Ale jeśli wykręcicie nam jakiś numer, a my stąd nie wyjdziemy, to synek i żonulka Richarda żegnają się z życiem i to ty będziesz musiał się przed nim tłumaczyć. Zależy nam tylko na rozmowie.
- To nie wyjdzie…
- To lepiej się kurwa postaraj, by wyszło – syknęła Fel, a jej palce mocniej zacisnęły się na srebrnym Colcie. – Włącz w to tyle gry aktorskiej i bądź tak przekonywujący, jakbyś chciał zgarnąć pieprzonego Oscara, jasne? – Pokiwał głową.
- Tylko rozmowa? Dlaczego mamy wam ufać?
- Bo gra toczy się już o coś zupełnie innego Vincent. Wolałabym jednak być nie wtykał swojego nochala za bardzo w nasze sprawy – odparła, a potem uderzyła go w ramię. – Wstawaj. Ręce nadal za głową. – Mężczyzna zacisnął usta, a potem powoli podniósł się z krzesła. – Vivien.
           Jej przyjaciółka znów podeszła do nich, tym razem ściskając w rękach pistolet. Wymierzyła w niego. Fel odłożyła swój na bok, a potem zbliżyła się do Vincenta jeszcze bardziej. Dokładnie go obszukała, odrzucając na bok dwa noże i dwa glocki, które przy nim znalazła. Podniosła głowę, widząc, jak mężczyzna zagryza wargę, gdy przejechała po raz kolejny po jego udach, zahaczając palcami o środek jego spodni.
- Podnieciłeś się Vincent?
- Pieprz się- warknął, a Fel zaśmiała się złośliwie. Podniosła się i złapała za swojego Colta. Gdy znów zaczęła do niego mierzyć, Viv ściągnęła go z muszki.
- Idziemy – powiedziała ostrzejszym tonem.
          Wolną ręką złapała go za koszulkę i choć był od niej dużo wyższy, to z łatwością pociągnęła go w stronę drzwi. Jej druga dłoń w dalszym ciągu ściskała broń, która teraz ukryta była pod płaszczem i przyciskała się do boku mężczyzny. Vivien złapała za klamkę i otworzyła drzwi.
- Pamiętaj o umowie kochasiu i o tym, co jest naszą kartą przetargową – wyszeptała, a on kiwnął jej głową. – Prowadź!


Michael

          Leżał na swoim piankowym materacu niemalże cały dzień, czując, jak jego kręgosłup powoli zaczyna krzyczeć z bólu. Ta pozycja była już niewygodna, ale Clifford bał się ruszyć. Od samego rana przypominał sobie te wesołe i przyjemne chwile, które spędził nie tylko z chłopakami, ale także z rodziną. Udało mu się przywołać tak wiele wspomnień, że miał wrażenie, że jak tylko się ruszy, to znów je na długi czas straci. A prawda była taka, że coraz ciężej było mu do nich wracać. Tak, jak by jego mózg umiał tylko wracać do tych przykrych i bolesnych momentów w jego życiu. A najczarniejsze i najbardziej straszne działy się właśnie w tym miejscu. W Gnieździe.
          Od czasu do czasu słyszał, jak Parker krząta się po pokoju. Jak stawia przed nim śniadanie, a potem obiad. Raz poprosił ją o wodę i dziewczyna bez mrugnięcia okiem, podała mu ją, a on bał się jej nawet za to podziękować. W pewien sposób nadal go przerażała. W pewien sposób dalej jej osoba go przytłaczała. Jednak widział jej twarz, w momencie, gdy Calum walczył z Benem, a potem gdy Fel karała Luke'a. Parker na moment zrzuciła maskę, a on dostrzegł w niej zdegustowanie, niedowierzanie i jakby przerażenie. I to były te nowe oblicza, o których on nie miał pojęcia, że jeszcze w niej istnieją.


Felicity

           Vincent prowadził ich przez korytarze, uspakajając swoich ludzi, którzy nie kryli zaskoczenia i oburzenia, pojawieniem się w ich hangarze Wilczyc. Jednak mężczyzna wziął sobie do serca groźby młodych kobiet i za wszelką cenę starał się nie spowodować tragedii, jaka mogłaby się wydarzyć.
          W końcu dotarli do końca korytarza. Vivien otworzyła drzwi i cała trójka weszła do niewielkiego przedsionka. Naprzeciwko nich znajdowały się kolejne drzwi, które prowadziły do gabinetu Richarda.
- To tu? – zapytała Vivien.
- Tu.
- Dobra robota, kochasiu – powiedział Fel, szczypiąc go za policzek. – A teraz stój na czatach. Masz wypieprzyć każdą osobę, jaka się tu pojawi. Nie chcemy mieć świadków. – Pokiwał tylko głową.
          Felicity sięgnęła do paska, wyciągając kolejny pistolet. Kiwnęła głową do Vivien, która odsunęła się od drzwi. Uśmiechnęła się pod nosem. Uwielbiała mocne wejścia, a teraz nie mogła się doczekać wyrazu twarzy Richarda, gdy zrobią mu nieoczekiwany nalot.
          Czarnowłosa ruszyła w ich stronę, a następnie kopnęła je z całej siły. Drzwi otworzyły się z hukiem, uderzając o ścianę. W środku oprócz Richarda znajdowała się także dwójka innych mężczyzn. Wszyscy podskoczyli na swoich miejscach.
- Puk puk – powiedziała Fel, nadal się uśmiechając. – Żadnych gwałtownych ruchów panowie.
- Ty – odezwał się Richard, wlepiając w nią swoje ciemne oczy.
- Stęskniłeś się, pysiu? Mamy do pogadania! – Następnie zacmokała pod nosem, przenosząc swoje oczy na jego towarzysza. – Nie radzę.
          On jednak zupełnie zignorował jej groźbę. Sięgnął za marynarkę, ale zanim zdążył wyciągnąć pistolet, Fel pociągnęła za spust. Kula trafiła go prosto w rękę, a mężczyzna zawył z bólu. Krew trysnęła w stronę jego kompana, obryzgując dodatkowo biurko i leżące na nim papiery.
- Chyba powiedziałam wyraźnie – odparła, mrużąc na niego oczy.
- Ty suko – zawył ranny.
- Jeszcze słowo, a będziesz mieć naprawdę przejebane – powiedziała, a następnie spojrzała na Richarda. – Rozmowa w cztery oczy. Tylko ty i nasza dwójka.
- Bo?
- Vivien.
          Druga Wilczyca wydobyła z kieszeni telefon komórkowy. Włączyła nagranie, a potem rzuciła w jego kierunku. Richard zręcznie go złapał, a potem przyjrzał się jego zawartości. Jego oczy zrobiły się wielkie, jak spodki. Felicity dostrzegła, jak zadrżała mu dłoń. Na czole pojawiły się kropelki potu. Miały go.
- John, Andew, wypierdalać! – warknął Richard. Tamci nie czekając na kolejny rozkaz, wstali ze swoich miejsc, by zaraz opuścić gabinet swojego szefa. Vivien zamknęła za nimi drzwi.
- Dobra decyzja Richard – powiedziała powoli Fel.
- Mam podsłuch…
- Nie masz – rzuciła Vivien. – Jesteś sprawdzony na wszystkie sposoby. – Mężczyzna przekręcił oczami.
- Czego kurwa chcecie?
- Nie tak ostro, skarbie. To delikatna sprawa- skwitowała Fel, siadając na fotelu tuż przed jego biurkiem. – Jednak zanim cokolwiek ci powiemy, musisz nam obiecać, że ta rozmowa zostanie, tylko między nami.
- Skąd masz pewność, że dotrzymam słowa?
- Ponoć dotrzymujesz umów – ciągnęła dalej Fel, wzruszając ramionami.- W tym jesteś najbardziej znany. Richard zawsze dotrzymuje słowa i umów. – Następnie wskazała na telefon. – Twoja słodka Lauren i synek są naszą przepustką. Nic im się nie stanie, jeśli stąd wyjdziemy. Spróbuj tylko nas śledzić, a z łatwością odnajdziemy ich jeszcze raz… I wtedy nie będzie tak kolorowo. Wiemy, że mają obstawę. Dwóch łysych goryli w pobliżu.
- Skąd…
- Nasza przyjaciółka ciągle ma ich na oku.
- Skąd mogę wiedzieć, że mówisz prawdę? – Vivien podeszła do niego, a następnie odłączyła słuchawkę.
- Alice, jak sytuacja u ciebie? – zapytała.
- Całkiem nieźle- odezwała się trzecia Wilczyca. – Blondyna i ten mały słodki dzieciak dalej są w parku. Masz ode mnie pozdrowienia, Richard!
- Kurwa – syknął, a dziewczyna zaśmiała się. – Co to za umowa i skąd wiecie, że na nią pójdę?
- Bo od zawsze chciałeś rozpieprzyć gang Olsenów – powiedziała cicho Fel, a Richard spojrzał na nią uważnie. Przysunął się bliżej biurka, opierając dłonie o mebel.
- Zainteresowałaś mnie. Jednak to wasz gang. Dlaczego Wilczyce zwracają się przeciwko swoim?
- Oni nigdy nie byli nasi – pociągnęła czarnowłosa. – Nigdy nie chciałyśmy trafić do takiego świata. To, co z nas zrobili możesz zawdzięczać po części sobie. Od ciebie wszystko się zaczęło.
- No, tak… Nie mylicie się w tym, że faktycznie moją mocną stroną jest to, że zawsze dotrzymuję umów. A wy, w tym momencie mocno mnie zaciekawiłyście. O co toczy się gra?
- O wolność. Chcemy zniknąć Richard i ty nam w tym pomożesz.
- Mów dalej złociutka.
- Czyżbyś był zainteresowany?
- A nie wyraziłem się jasno? Od zawsze gang Olsenów mieszał mi szyki, to idealna okazja do tego, by ich rozpieprzyć i to od środka.
- I to dokładnie od środka – powiedziała powoli Fel. – Chcemy byś zrobił wielkie bum, w momencie, kiedy my będziemy dawać nogę. Odwrócisz ich uwagę od nas. Masz nam zagwarantować to, że nikt nie będzie nas ścigał, a co za tym idzie, musisz pozbyć się ich wszystkich.
- To muzyka dla moich uszu. Skąd jednak mam wiedzieć, że nie chcecie mnie wrobić?
- My też dotrzymujemy umów, Richard, czyżbyś o tym nie wiedział?
- Doskonale o tym wiem. Gdzie i kiedy?
- To w swoim czasie. Plan jest dopiero realizowany.
- Czemu akurat ja?
- Bo jesteś w tym najlepszy… Zaraz po nas – odpowiedziała Fel, a Richard zaśmiał się. – Będziemy w kontakcie. Skontaktujemy się z tobą podając dokładny dzień, godzinę i miejsce. Dostaniesz namiary na naszą siedzibę. Uderz z góry, bo my będziemy uciekać dołem. I jak? Umowa stoi? – Richard spojrzał na nią. Uśmiechnął się, wyciągając do niej dłoń. Fel podała mu swoją. Umowa została zapieczętowana.


Luke

         Poderwał się do pozycji siedzącej, jak tylko drzwi otworzyły się. Spojrzał w stronę wchodzącej dziewczyny. Odetchnął z ulgą, widząc ją w jednym kawałku. Fel uśmiechnęła się szeroko, a następnie podeszła do niego, by ściągnąć jego łańcuchy.
          Ukucnęła przy nim, ale blondyn po prostu ujął jej twarz w dłonie i pocałował ją, nie czekając na to, aż zostanie rozkuty. Poczuł przyjemne ciepło, gdy jej wargi weszły w równy synchronizowany ruch z jego ustami. Przechylił głowę, by pogłębić ten pocałunek, który z delikatnego zmienił się na bardziej zachłanny. Miał wrażenie, że w tym momencie cały stres i nerwy go opuściły. Nie wiedział, co by zrobił, gdyby nie udało jej się wrócić.
- Jej… Cóż za miłe powitanie – wyszeptała, w dalszym ciągu uśmiechając się do niego szeroko.- Interesuje cię to, czy się udało?
- Udało. Widzę, że się udało.
- Masz mnie – powiedziała, spoglądając w jego błękitne tęczówki. 
         Luke również się uśmiechnął, przejeżdżając palcami po jej policzkach. W tle zabrzęczały łańcuchy, ale w tym momencie miał to gdzieś. Felicity była cała i zdrowa i na daną chwilę, tylko to się dla niego liczyło. I już nie bał się przyznać tego nawet przed samym sobą, że cholernie mu na niej zależy.


Calum

          Nie wiedział, w którym momencie zasnął. Nagle jednak poczuł, jak coś dotyka jego skóry, a potem rozległ się dźwięk łańcucha. Ktoś ściągnął mu bransolety i odłożył je na bok. Poczuł lekkie mrowienie, w miejscach, w których dotknęły go jej palce. Niemalże od razu rozpoznał, kto to.
- Wróciłaś – powiedział z nieukrywaną ulgą. – Mój Boże, Alice…
- Stęskniłeś się? – rzuciła ze śmiechem. – Nie chciałam cię obudzić. Chciałam tylko, by było ci wygodniej…
- Mniejsza z tym – przerwał jej, siadając. Spojrzał w jej niebieskie oczy. Dopiero teraz zorientował się, że w pokoju zapaliła lampkę. – Czy nic wam się nie stało? Ten wasz pomysł był tak szalony i ekstremalny.
- Nic. Richard zgodził się na nasza umowę. A Fel… Fel była rewelacyjna w roli tej złej – powiedziała ze śmiechem. – Choć dużo nie widziałam, ale wszystko słyszałam i…
- Alice?
- Tak?
- Naprawdę się cieszę, że nic ci nie jest – powiedział jednym tchem, wywołując na jej twarzy kolejny szeroki uśmiech. Przybliżył się do niej, a potem szybko pocałował ją w czoło. – Naprawdę… - Zobaczył jej zaskoczoną twarz. Po chwili jednak dziewczyna dotknęła lekko jego policzka.
- Głodny?
- Jak wilk – odpowiedział, a ona parsknęła śmiechem.
- Ja tak samo. Może Riley ma w zapasie jakąś pizzę albo zapiekankę.
- Cokolwiek. Zjemy razem?
- Zjemy razem – powiedziała, a on uśmiechnął się do niej szeroko. 



***
Na razie można uznać, że Wilczycom i chłopakom dopisuje szczęście, ale los znów wszystko im poprzewraca, bo łatwo być nie może :) Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał :)

Dziękuję wam za miłe słowa w komentarzach! Uwielbiam je czytać! Co mogę napisać - jesteście super! :)

Krótkie info na koniec - mianowicie pojawiła się kolejna nowa historia! Byłam pewna, że ten blog upubliczni się później, ale jakoś się wyrobiłam z czasem i swoją "premierę" ma na początku października. Liczę na to, że i ta historia się wam spodoba :)

Zapraszam na Pokochać ciszę

Poniżej dla ciekawych, zwiastun do obejrzenia - to cudo, jak zwykle zrobiła dla mnie Monia :) 

Pozdrawiam i do następnego piątku!

3 komentarze:

  1. Rozdział wspaniały!
    Ejjj nooo weź ich uwolnij, dużo się już namęczyli ... Szkoda mi w dalszym ciągu ich wszystkich i chcę aby byli już wolni XD
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Fel w roli bad girl niesamowita!
    Wilczyce dały czadu i ich ostre wejście robi wrażenie ;)
    Rozdział zaliczam do jednego z moich ulubionych.Nie mogę doczekać sie nexta
    ~karo~

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG :D Uwielbiam Fel jako taką złą :D I Lukey jak się o nią maaaartwi :D Słodkie. Jest i Calum i Alice - to było też mega sweetaśne - chce by te parki były ze sobą :D Nie mogę doczekać się kolejnej części. Coś czuję, że tam też będzie się działo.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń