piątek, 21 sierpnia 2015

18 "Nie chcesz wiedzieć" cz.1

The Daily News

Poszukiwania trwają
        Zespół 5 Seconds of Summer, w którego w skład wchodzi Luke Hemmings, Calum Hood, Ashton Irwin i Michael Clifford nadal posiadają status zaginionych. Do zniknięcia doszło na drodze krajowej A15 z Newcastle w stronę Perkins. W poszukiwania zostały zaangażowane wszystkie miejscowe patrole, a także ochotnicy, którzy razem z policją przeczesywali pobliski las.
        W dalszym ciągu policja stara się ustalić motyw porwania. Liczono na to, że do tej pory porywacze się odezwą. Rodzina i przyjaciele zespołu proszą o jakiekolwiek informacje, które pomogłyby w odnalezieniu ich bliskich.
         Funkcjonariusze policji biorą też pod uwagę możliwość, że zespół wcale nie został uprowadzony. Coraz częściej dochodzą do nas słuchy, że policja z Newcastle przychyla się do teorii, w której czwórka młodych mężczyzn mogła zostać zamordowana, a ich ciała są dobrze ukryte. Dlatego również i my ponawiamy prośbę, o każdą nawet najdrobniejszą informację, która pomoże nam dojść do prawdy na temat tego, co stało się z australijskim zespołem 5 Seconds of Summer i co tak naprawdę wydarzyło się na krajowej A15.


Felicity

         Sprawdziła białą teczkę, w której miała wszystkie potrzebne papiery i dokumenty. Znajdowały się tam też dwa bilety do Brisbane, wystawione na fałszywe dane dla jej matki i siostry. Widząc, że niczego nie brakuje, zamknęła teczkę i wcisnęła ją do torby. Wzięła głęboki oddech. Musiała psychicznie przygotować się na niezbyt wygodną rozmowę ze swoją rodzicielką, a wcale nie miała na to ochoty. Nie będzie to łatwe zdanie, by zmusić je do ucieczki. Do ucieczki z Newcastle, do której ona się przyczyniła. Jednak priorytetem dla niej było ich bezpieczeństwo.
        Odwróciła się spoglądając na Luke'a, który leżał rozłożony na jej łóżku i z ciekawością wlepiał w nią swoje błękitne oczy. Hemmings ostatnio robił to coraz częściej, a ona nie miała nic przeciwko temu. Wiedziała, że pod jakimś względem sprawdza, czy wszystko z nią w porządku, szczególnie, że ostatnio zaczęła obrywać – najpierw Deborah, a potem gang Richarda.
- Jesteś zdenerwowana – powiedział powoli.
- Nawet nie będę zaprzeczać – odparła, a chłopak usiadł na materacu.
         Wyciągnął rękę w jej stronę, a ona nie zastanawiając się dłużej, chwyciła za nią. Pociągnął ją, a ona po chwili znalazła się w jego ramionach. Czuła przyjemne ciepło bijące od jego ciała, co potrafiło skutecznie ją rozluźnić, na tyle by zacząć znów normalnie myśleć. Przejechał dłonią po jej plecach, a ona wtuliła twarz w zagłębienie w jego szyi.
- Dasz radę – powiedział cicho. – Twoja mama w końcu to zrozumie.
- Mam taką nadzieję, ale i tak to nie zmieni mojego statusu w rodzinie.
- Statusu?
- Czarnej owcy- rzuciła ze śmiechem, a Luke uśmiechnął się pod nosem.
- Przynajmniej masz możliwość spotkania się ze swoją matką i siostrą.
          Oderwała się od niego i spojrzała w jego przygaszone oczy. Przestał się uśmiechać. Za każdym razem jego humor diametralnie się zmieniał, gdy napominał o swojej rodzinie. Felicity wcale mu się nie dziwiła. Sama zamartwiałaby się podwójnie, gdyby nie wiedziała, co dzieje się z Lori czy jej matką. Szczególnie, że jej siostra jest chora, co wiąże się z częstymi wzlotami i upadkami na zdrowiu, jakby Lori przez większość swojego życia tkwiła na wyboistej kolejce górskiej.
- Wiem, że długo to trwa…
- To nie twoja wina – przerwał jej. – I tak dużo robicie. Po prostu… Nie ważne.
- Tęsknisz i martwisz się o nich, to normalne – powiedziała szeptem, ujmując jego twarz w dłonie. – Ale w końcu do nich wrócisz. Twoja mama odzyska swojego najmłodszego syna.
         Luke spojrzał w jej ciemne oczy i lekko kiwnął jej głową. Pogładziła go palcami po policzkach, a potem przybliżyła się od niego, by połączyć ich usta. Blondyn odpowiedział od razu, przyciągając ją do siebie jeszcze mocniej. Ich pocałunek był spokojny i delikatny, jakby oboje chcieli na dłużej zachować tą chwilę.
        W końcu Felicity odsunęła się od niego i powoli wstała z miejsca. Luke zacisnął usta i bez słowa podszedł do swojego piankowego materaca. Usiadł na nim, znów wpatrując się w czarnowłosą dziewczynę.
        Wzięła z podłogi jego obrożę i łańcuchy i podeszła do niego. Hemmings wyciągnął ręce w jej stronę, a ona szybko skuła go, przyczepiając koniec metalowego łańcucha do kółka w ścianie. Następnie założyła mu na szyję obrożę.
- Potrzebujesz czegoś? – zapytała.
- Nie, wszystko mam – odpowiedział, spoglądając na książkę i odtwarzacz, które leżały na jego poduszce. - Powodzenia.
- Przyda się- rzuciła i już chciała się podnieść, ale Luke złapał ją za rękę. 
         Spojrzała na niego, a on przybliżył się do niej. Musnął swoimi ustami jej usta, a potem lekko uśmiechnął się dodając jej otuchy. Odpowiedziała tym samym, a potem podniosła się, złapała za torbę i wyszła z pokoju, zostawiając go samego.

        Zatrzymała się przed domem, w którym się wychowała, a który był tak obcym dla niej miejscem. Spojrzała w jego kierunku, zagryzając wargę. Liczyła na to, że Lori nie będzie w domu, a ona na spokojnie wyjaśni matce wszystko – a raczej tylko to, co mogła jej powiedzieć.
        Wysiadła z samochodu i ruszyła w stronę drzwi frontowych. Zatrzymała się przed nimi, a jej palce mocniej zacisnęły się na torbie, w której spoczywała biała teczka. Wzięła głęboki oddech i zapukała. Po chwili usłyszała kroki, a drzwi otworzyły się.
- Felicity?
- Cześć mamo – powiedziała, a kobieta przepuściła ją w drzwiach. Weszła do środka rozglądając się po znanym wnętrzu. W tle cicho grał telewizor. – Jest Lori?
- Lori ma pewien kryzys – odparła, a dziewczyna przełknęła ślinę. Zaczęła myśleć o najgorszym. Czy rak znowu za mocno daje o sobie znać? – Nie przejmuj się to nic takiego.
- Jak mam się nie przejmować? – powiedziała z wyrzutem Fel, patrząc na matkę. – Dlaczego nic mi nie powiedziałaś, że Lori…
- Lori za bardzo zaczęła przeżywać porwanie swoich idoli.
- Co?
- Mówiłam, że to nic takiego. Jeśli chodzi o stan jej zdrowia, to ostatnio naprawdę jest dobrze. Nie masz czym się niepokoić Fel.
- Jest u siebie? – Matka pokiwała głową. Felicity spojrzała w stronę schodów, potem jednak znów przeniosła swoje ciemne oczy na rodzicielkę. – Najpierw jednak chcę porozmawiać z tobą.
- Zrobić coś do picia?
- Nie będzie to milusia rozmowa przy herbatce mamo – odparła Fel, przechodząc z matką do kuchni.
- Coś się stało – rzuciła Samantha, dokładnie obserwując swoją córkę, która usiadła na krześle. Zajęła miejsce obok niej.
          Fel zacisnęła mocniej usta, nie wiedząc od czego powinna zacząć. Jaj matka wpatrywał się w nią z taką intensywnością, że przez chwilę dziewczyna myślała, że nie da rady wydusić z siebie, ani jednego słowa. W końcu wzięła głęboki oddech i rozpięła torbę. Wyciągnęła z niej białą teczkę. Położyła ją na stole i przesunęła w stronę matki. Kobieta spojrzała na nią, a potem jej oczy znów zatrzymały się na córce.
- Co się dzieje Felicity? – zapytała, a ona wychwyciła, jak zadrżał jej głos. – Stało się coś poważnego?
- Stało się – odpowiedziała powoli. – Wiem, że nie powinnam… Że nigdy nie powinnam stawiać was w takiej sytuacji. Szczególnie Lori. – Spojrzała na matkę. Widziała, że się boi. – Sprawa jest poważna, bo chodzi tu o wasze bezpieczeństwo.
- W co ty się wpakowałaś Felicity? – powiedziała cicho Samantha, przyciskając dłoń do ust. – Masz kłopoty?
- Mogę je mieć, dlatego chcę was zabezpieczyć.
- Fel…
- Mamo, nie przerywaj mi – rzuciła, w dalszym ciągu nie spuszczają z niej oczu. – Nie chcę, by słyszała to Lori, więc powiem to od razu. Tak, mogę mieć kłopoty. Ponieważ planuję coś, co z pewnością nie spodoba się wielu osobą. Dlatego posłuchaj mnie uważnie. W tej teczce – puknęła w białą tekturę – są fałszywe dokumenty, którymi będzie się posługiwać w Brisbane.
- W Brisbane? Fałszywe dokumenty? Felcity, jak… Co się dzieje?
- Spakujesz najpotrzebniejsze rzeczy, swoje i Lori. Za cztery dni wsiądziesz do samolotu, który wylatuje z samego rana do Brisbane. Powiesz Lori, że zabierasz ją na dłuższe wakacje. Na miejscu spotkasz się z Adamem Dowsonem. On zabierze was do domku na wsi. W teczce znajdują się też najpotrzebniejsze kontakty z lekarzami, gdyby stan zdrowia Lori się pogorszył. Ma też umówioną wizytę kontrolną w dziecięcym Szpitalu Najświętszej Marii Panny, dokładnie za tydzień. Do dyspozycji będziecie mieli samochód, a w razie jakichkolwiek problemów czy nagłych potrzeb, kontaktujecie się z Adamem. Przelałam pieniądze na inne konto, z którego w Brisbane będziesz korzystać. Nowa karta i pin są w teczce. Po wyjeździe z Newcastle, zaczniesz się przedstawiać nazwiskiem Enderson. Przedstawisz się tak nawet Adamowi. Nie będziesz się ze mną kontaktować. Jeśli coś będzie się działo z Lori lub z tobą, o czym będę musiała wiedzieć, przekaż to Adamowi. On poda tą informację dalej.
- W co ty się wpakowałaś? – jęknęła matka, a z kącików jej oczu pociekły łzy.
- Przykro mi, ale nie mogę ci niczego powiedzieć. Tkwię w czymś od dawna, na co nie miałam wpływu. Teraz jednak zwracam się przeciwko pewnym ludziom, robiąc w końcu coś dobrego. Niestety to też ma swoje konsekwencje, ale jeśli wszystko się uda, to znowu się zobaczymy. Może wtedy… Może wtedy wszystko się zmieni i ułoży. – Felicity złapała matkę za rękę, a kobieta spojrzała na nią, w dalszym ciągu wylewając z siebie łzy. – Będzie dobrze. Wierzę w to, że będzie dobrze. Wiem, że nie byłam córką roku, wiem, że wiele rzeczy robiłam nie tak, jak trzeba. Nie byłam świętą osobą mamo, ale w końcu mam szansę to naprawić i wyrwać się z tego. Ale żeby to zrobić, muszę mieć pewność, że ty i Lori jesteście bezpieczne.
- Co takiego robiłaś Felicity? – zapytała szeptem Samantha.
- Nie chcesz wiedzieć.
- Jesteś moją córką, chcę to wiedzieć…
- Uwierz mi. Nie chcesz wiedzieć – powiedziała, wstając z miejsca. – Przejrzyj teczkę i przygotuj się do wyjazdu. Zabierz Lori na te fałszywe wakacje na wieś. Obie spróbujcie żyć nieco innym życiem. Zrobisz to, mamo? – Samantha spojrzała na Fel, a potem delikatnie pokiwała głową. Dziewczyna uśmiechnęła się do matki. – Pójdę do Lori.
         Wyszła z kuchni, zostawiając matkę samą. Wyszła na hol i spojrzała w stronę schodów. Wzięła głęboki oddech, a potem weszła na górę. Z początku nie chciała widzieć się z Lori, ale słysząc, że jej siostra dalej przejmuje się zespołem, który tak uwielbia, postanowiła do niej zajrzeć. To będzie też w jakiś sposób jej forma pożegnania. Nie pełnego pożegnania, bo Fel miała nadzieję, że dane im będzie to, że znów się kiedyś zobaczą.
        Zatrzymała się przed białymi drzwiami, na których wisiały kolorowe litery składające się w napis – Pokój Lori. Zapukała, a potem nie czekając na odpowiedź, weszła do środka.
- Słyszałam, że ktoś tu ma kryzys – powiedziała z uśmiechem.
        Spojrzała na swoją siostrę, która na dźwięk jej głosu, szybko uniosła głowę do góry. Miała zaczerwienione oczy od łez, a jej niebieska chustka, która zakrywała jej łysą głowę, przekrzywiona była na bok. Twarz jej siostry nadal była blada, ale Fel cieszyła się, że ten nagły spadek formy nie jest związany z jej stanem zdrowia.
- Felicity! – krzyknęła piętnastolatka, a potem rzuciła się w jej ramiona.
- Cześć młoda – powiedziała, obejmując ją mocno. Przejechała dłońmi po jej plecach, a jej siostra załkała po raz kolejny. – Jest, aż tak źle?
         Odsunęła ją na odległość swoich ramion, w dalszym ciągu zaciskając na jej drobnym i chudym ciele palce. Lori pokiwała głową, a potem poprowadziła ją do łóżka. Usiadła, a Fel zrobiła to samo. Złapała ją za rękę.
- Jeśli chcesz, by mama dostała przez ciebie zawału, to idziesz dobrą drogą – zażartowała czarnowłosa, a Lori uśmiechnęła się przez łzy. Felicity poprawiła jej chustę, która teraz zjechała jej prawie na oczy.– Mów, co się dokładnie dzieje, bo mama powiedziała tylko tyle, że przeżywasz porwanie swoich idoli.
- Napisali… Napisali w The Daily News, że istnieje też możliwość, że oni… że oni… mogli zostać – mówiła, łkając, a potem ściszyła głos, by dokończyć – zamordowani.
- Co? Po co ktoś miałby mordować taki zespół? – rzuciła Fel, kręcąc głową. – Nie wierz we wszystko, co piszą w gazetach Lori.
- A jeśli to prawda? – jęknęła, wtulając się w siostrę.
- Nie prawda.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? – zapytała Lori, odsuwając się od niej i mrużąc na nią oczy. Felicity zacisnęła usta.
- Mam dobrą intuicję starszej siostry.
- Mówisz tak, bym przestała się mazać.
- Dokładnie – rzuciła, pukając ją palcem w ramię, a Lori lekko się uśmiechnęła. – Nie sądzę, by 5 Seconds of Summer spotkał taki los, bo kto by na tym skorzystał? Myślę, że to porwanie. A porywacze grają na czas, by zażądać od ich rodzin określoną wielką sumę pieniędzy. Chłopaki żyją i pewnie mają się dobrze, choć pewnie za przyjemnie to im tam nie jest. Ale żyją. I ty, jako ich fanka, musisz w to mocno wierzyć. Wierzyć w nich.
- Wierzę… Wierzę w nich – powiedziała Lori, kiwając głową. - Ale te wszystkie spekulacje…
- Zostaw je za plecami. Chłopaki wrócą… W końcu wrócą i dalej będą tworzyć muzykę, którą wy tak bardzo kochacie.
- Mówisz tak, jakbyś naprawdę to wiedziała – odparła dziewczyna, a Fel uśmiechnęła się do niej lekko.
- Bo też w to wierzę. To niewinne chłopaki i nic nie powinno się im stać. Jak powiedziałam wcześniej, nikt by na tym nie skorzystał, gdyby ktoś postanowił zrobić to, co pisano w tej głupiej gazecie.
- Z Wilczycami się nie mylą – rzuciła Lori, a Fel wstrzymała oddech. – Ludzie je popierają, a one działają dalej. Policja nie może ich namierzyć. Większość ludzi jest za tym, by zostawiono je w spokoju i to się zgadza. Nawet na internecie to się potwierdza…
- Lori, przestań – powiedziała Felicity, kręcąc głową. – To, że udało im się potwierdzić kilka informacji, nie znaczy, że nie mylą się, co do 5 Seconds of Summer. Po prostu nabierz do tego więcej dystansu i nie załamuj się każdą głupią niepotwierdzoną informacją. Obiecasz mi to?
- Obiecuję.


Luke

        Podskoczył na miejscu, kiedy drzwi otworzyły się, a potem zamknęły z hukiem. Fel zasunęła zasuwę, a potem nawet na niego nie patrząc, rzuciła się na łóżko, zakrywając twarz rękami. Luke w pierwszej chwili poderwał się ze swojego miejsca, ale zaraz został cofnięty do tyłu, kiedy zabrzęczały łańcuchy, ciągnąc go z powrotem na piankowy materac.
- Felicity – rzucił, a dziewczyna wyciągnęła w jego stronę palec.
- Daj mi chwilę- powiedziała rozżalonym głosem, nie odrywając głowy od pościeli. – Przechodzę jebany kryzys egzystencjonalny i potrzebuję paru minut, by się z powrotem zebrać do kupy.
- Co się stało?
- Uderzyło we mnie pieprzone poczucie winy, za te wszystkie kłamstwa, które muszę wciskać mojej matce i siostrze, za to, że muszę trzymać gębę na kłódkę, za to, że ty tu jesteś, a ja muszę grać Świętą Siostrzyczkę Dobrą Radę, którą do cholery nie jestem. Moje życie jest tak chujowe… Nienawidzę siebie i całego tego pieprzonego gangu!
         Blondyn westchnął cicho, a potem ściągnął z siebie obrożę, odkładając ją na bok. Odchylił niebieski piankowy materac. Odnalazł między deskami wsuwkę do włosów. Wyciągnął ją i szybko zaczął grzebać nią w zamku od pierwszej bransolety. Potem odpiął następną. Schował ją z powrotem, a potem dźwignął się na nogi.
        Podszedł do łóżka, na którym leżała Felicity. Usiadł obok niej, przejeżdżając dłońmi po jej plecach, a ona zadrżała pod wpływem jego dotyku. Niewiele myśląc położył się obok, obejmując ją ramieniem. Słyszał, jak ciężko westchnęła. Złapał za jej dłoń i przełożył ją sobie przez bok. Poczuł, jak jej palce mocniej zaciskają się na jego białej koszulce. Odgarnął z jej twarzy czarne włosy. Spojrzała na niego.
- Rozmowa z mamą tak cię dobiła?
- Z mamą i siostrą- powiedziała, przysuwając się do niego jeszcze bliżej. Teraz prawie stykali się ze sobą nosami.
- Nie masz powodu, by się nienawidzić. Robisz i mówisz to wszystko, tylko po to, by one były bezpieczne.
- Robię – prychnęła pod nosem. – Ta… Robię fantastyczne rzeczy.
- Akurat nie ty podejmujesz tu decyzje, więc o to też nie możesz mieć do siebie pretensji.
- Powinieneś być na mnie wściekły – powiedziała, podnosząc się na rękach. – Ty też powinieneś mnie nienawidzić.
- Nienawidzę Deborah i reszty jej ludzi, ale ciebie… Dlaczego mam nienawidzić ciebie? Nie zrobiłaś mi nic złego. Odkąd tu jestem zajmujesz się mną, pomagasz mi, a mogłabyś mnie mieć w głębokim poważaniu i traktować tak, jak robi to Parker w stosunku do Michaela – odpowiedział, a ona skrzywiła się. – I nie… Nie jest to syndrom sztokholmski, którym tak często tłumaczysz sobie moje zachowanie względem ciebie.
- Teraz czuję się jeszcze gorzej – mruknęła, padając na poduszki.
- Świetnie… Byłem pewny, że zrobi ci się lepiej – odparł, kręcąc nosem z niezadowoleniem. – Ja tu się przed tobą otwieram, a ty mówisz, że czujesz się jeszcze gorzej. Fantastycznie… Chyba… Chyba…
- Chyba, co?- Odparła, znów się podnosząc.
- Chyba cię teraz pocałuję żebyś w końcu przestała wygadywać takie głupie rzeczy – powiedział i złapał ją za rękę. 
        Zanim zdążyła się zorientować, wpadła w jego ramiona. Wsunął dłoń w jej włosy i złączył ich usta ze sobą. Felicity odpowiedziała mu tym samym, napierając na niego jeszcze bardziej. Zamruczała pod nosem, co wywołało u niego lekki uśmiech.
- Lepiej ci? – wyszeptał, kiedy odsunęła się od niego.
- Chyba tak.
- Wychodzi na to, że wolisz żebym się nie odzywał, tylko załatwiał takie sprawy w ten sposób.
- Oczywiście, że nie – odparła, kręcąc głową. – Masz się do mnie odzywać.
- To rozkaz? – zapytał ze śmiechem, a ona przekręciła oczami. Po chwili jednak na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
- Uwielbiam cię kotku – powiedziała cicho, a on trącił swoim nosem jej nos. – Ale nie spodoba ci się jedna rzecz. – Uniósł lekko brwi do góry. – Napisali coś o was w gazetach.
- Co takiego?
        Felicity oderwała wzrok od jego błękitnych oczu, sięgając dłonią w stronę torby. Rozpięła ją i wyciągnęła z niej gazetę. Przerzuciła kilka stron, a kartki zaszeleściły w cichym pokoju. Zgięła ją i podała blondynowi, który usiadł na łóżku.
        Jego oczy szybko przeleciały po drobnym tekście. Pokręcił głową raz, a potem kolejny, nie mogąc uwierzyć w to, że te pismaki napomknęli o czymś takim, jak morderstwo. Zagryzł wargę, a jego palce mocniej zacisnęły się na gazecie. Przymknął oczy, starając się odrzucić obraz reakcji własnej matki, która mogłaby to przeczytać.
- Luke – powiedziała cicho Fel, dotykając jego ramienia. – To tylko głupi tekst. Mam nadzieję, że nikt z waszych rodzin w to nie uwierzy.
- Nie… Moja mama – odparł, a potem wziął głęboki oddech, czując ścisk w gardle. –Moja mama nie uwierzy, dopóki nie dostanie potwierdzenia. Dosłownego i naocznego potwierdzenia. Mogę się założyć, że rodzice pozostałych chłopaków tak samo.
         Felicity pokiwała tylko głową. W dalszym ciągu czuł jej wzrok na sobie. Złożył gazetę i odłożył ją na bok. Po chwili poczuł jej dłonie, oplatające się wokół niego, które dawały mu ukojenie. Uspakajał się, a w jego głowie wznów zapaliła się lampka z nadzieją. Złapał za jej dłoń i lekko musnął ustami wierzch jej skóry. Odwrócił się i spojrzał w jej ciemne oczy. Uśmiechnęła się do niego. Oparł swoje czoło o jej czoło i wziął kolejny głębszy oddech.
         Nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Mruknął pod nosem niezadowolony, kiedy odsunęła się od niego. Znów dorwała się do torby. Wyciągnęła z niej dzwoniący telefon. Luke dokładnie obserwował jej ruchy, mając nadzieję, że nie odezwał się do niej jego koszmar.
- Co jest Viv? – rzuciła Felicity, a on odetchnął z ulgą. – Dzisiaj?... Pewnie, że tak… Chętnie to zrobię… Mamy czas… Tak… Jasne, zaraz go tam przyprowadzę. – I rozłączyła się.
        Luke podniósł głowę, znów spoglądając na dziewczynę. Był ciekawy tego, co się stało. Felicity odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła. Przybliżyła się do niego. Szybko i krótko pocałowała go, a potem zeskoczyła z łóżka. Zanim zdążył się zorientować zrzuciła z siebie ubrania, a on wstrzymał oddech. Teraz mógł podziwiać jej zgrabne ciało, ozdobione tatuażami w samej tylko bieliźnie.
- Co się dzieje? – zapytał, gdy Felicity wciągnęła na siebie czarne dresowe spodnie i bluzę z kapturem.
- Idziemy do Alice- powiedziała z entuzjazmem, a on uniósł brwi do góry. Najwidoczniej jej kryzys już minął, bo dziewczyna znów zaczęła tryskać humorem i energią.
- Bo?
- Vivien chce sprawdzić podziemia.
- Dzisiaj?
- A no, dzisiaj… Ona i Ashton obserwowali ludzi w Gnieździe. Ponoć wielu z nich jest poza budynkiem, a co za tym idzie, mniej się ich kręci. Do tego wszystkie mamy dzisiaj wolne, więc to jest najlepszy moment, by odbyć tą wycieczkę.
- A ja i chłopaki?
- Nadal potrzebujemy dodatkowych oczu do obserwacji korytarzy – powiedziała, podchodząc do niego. Znów pocałowała go. – Dlatego podnoś z wyra ten swój seksowny tyłek, bo czeka nas trochę roboty.


Alice

        To był jej pomysł, by zaangażować w dzisiejszą pracę Michaela. Problem polegał na tym, że znajdował się on w szponach Parker, która nie była wtajemniczona w to, co dzieje się w pokojach obok. Musieli jednak mieć jeszcze jedną osobę, która będzie razem z nimi śledziła obraz z monitoringu Gniazda. Dodatkowo przyda mu się przerwa od rygoru Parker. Dobrze mu zrobi chwila wahnienia i odrobina normalności.
        Zatrzymała się przed pokojem koleżanki. Wyciągnęła rękę i głośno załomotała do drzwi. Po chwili otworzyły się, a Alice przybrała na twarzy wyraz zniecierpliwienia i złości. Parker zmierzyła ją od góry do dołu, unosząc lekko brwi do góry.
- Co się dzieje?
- Nie wytrzymam z nim dłużej – powiedziała, wpychając się do środka. Przelotnie zerknęła na siedzącego pod ścianą Michaela. Chłopak wlepił w nią zaciekawione spojrzenia, ale ona odwróciła się do niego plecami.
- Co się dzieje? –powtórzyła Parker.
- Nie wiem… Calum ma chyba jakieś pieprzone załamanie nerwowe. Od dwóch dni nie robi nic innego, jak tylko wyje w poduszkę.
- Ooo… Ruszyło cię serducho?- zakpiła Parker.
- Raczej mój mózg już tego nie wytrzymuje. Lubię go, jest całkiem spoko. Zwykle siedzi cicho i mi nie przeszkadza – skłamała, lekko zaciskając usta. – Ale teraz jest gorzej. Pożycz Michaela.
- Co?
- Pożycz mi Michaela – powiedziała, lekko tupiąc nogą. – Pomyślałam, że może jak spotka się z kumplami, to mu przejdzie, a ja odzyskam spokój.
- Jasne, bierz go – rzuciła Parker, wzruszając ramionami. – Ale ani słowa Deborah.
- Jasne, jak słońce. Ona do tej pory nie wie, że przyprowadzałaś go do Fel. Zresztą pewnie i tak ją to nic nie obchodzi, bo sama powiedziała, że w pokojach możemy robić z nimi, co tylko chcemy.
- To fakt. Możesz go zabrać.
- Ekstra. Ja to nie pomoże, to chyba palnę sobie w łeb – pociągnęła teatralnie Alice. 
         Parker odwróciła się i podeszła do biurka. Chwyciła za kluczyk i razem z nim ruszyła w stronę Clifforda. Odczepiła jego łańcuch od kółka, a potem pociągnęła go w stronę Alice. Założyła mu na oczy opaskę, a klucz przekazała dziewczynie.
- Nie spiesz się. Chętnie skorzystam z tego, że go tu nie ma – powiedziała Parker, wskazując jej drzwi.
- Dzięki.
- I mam… Mam nadzieję, że Hoodowi się polepszy – dodała, a Alice zrobiła wielkie oczy, a potem szybko pokiwała głową. Parker uśmiechnęła się do niej, a potem odprowadziła ją do drzwi.


Calum

         Odwrócił się w stronę otwierających się drzwi. Uśmiechnął się szeroko, widząc Alice w towarzystwie Michaela. Cały plan – choć był tak prosty i dość naiwny – to i tak wypalił. Podniósł się z miejsca i podszedł do nich.
- Dobrze cię widzieć stary – powiedział, kiedy Alice, ściągnęła mu opaskę z oczu.
- Ciebie też – odpowiedział Clifford, dokładnie mu się przyglądając. Następnie niepewnie spojrzał na Alice.
- To z tym kryzysem i płaczem to była ściema – poinformowała go czarnowłosa. – Musieliśmy mieć jakiś pretekst, by cię stamtąd wyciągnąć. – Rozkuła go, odkładając na bok jego łańcuch i obrożę. – Rozgość się. Tu panują takie same zasady, jak u Felicity. Calum wprowadzisz go w nasz dzisiejszy plan?
- Jasne.
        Złapał go za ramię i pociągnął w stronę łóżka. Usiedli. Nie zdążył jednak odezwać się, ani jednym słowem, bo w tym momencie rozległo się pukanie. Pukanie na dwa i jeden, które on doskonale znał. Alice podeszła do drzwi i otworzyła je. Do środka wpadła pozostała część ich ucieczkowej grupy.
- Udało ci się – rzuciła ze śmiechem Vivien, spoglądając na Michaela, jednocześnie rozkuwając Ashtona z jego łańcuchów.
- Dobra robota Alice – odparła Felicity. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko do Clifforda, a on odpowiedział jej tym samym.
- Calum właśnie go wprowadza – rzuciła Alice, wskazując na nich.
- Gdzie skończyłeś?- zapytała Fel, siadając obok niego, kiedy rozkuła Luke'a.
- W sumie nawet nie zacząłem – odpowiedział zgodnie z prawdą. Dziewczyna kiwnęła głową. Calum spojrzał na zielonowłosego. – W skrócie wszystko prezentuje się tak: zdobyłeś odcisk, a Alice zrobiła kopię. Fel niedawno włamała się do gabinetu, wykradając plany Gniazda. Dziewczyny rozpracowały korytarze i dzisiaj chcą sprawdzić podziemia.
- To nasza potencjalna droga ucieczki – wtrąciła się Felicity, a Calum zauważył, jak Michael spojrzał na nią i po raz kolejny uśmiechnął się. Uniósł lekko brwi do góry i miał ochotę parsknąć śmiechem, ale szybko się powstrzymał, wiedząc, że Michael pewnie spaliłby się ze wstydu. Zresztą to nie był czas na śmiech i żarty. Mieli robotę do wykonania.
- My zostaliśmy zgromadzeni po to, by obserwować korytarze. Musimy mieć pewność, że nikt się tam nie kręci – dokończył Hood, a Michael pokiwał głową.
- Ale go wyszkoliłaś – zaśmiała się Vivien, siadając przy biurku przyjaciółki i rozkładając na nim swój sprzęt. – Fel, daj swój komputer.
        Czarnowłosa podniosła się z miejsca i podeszła do Vivien, podając jej laptopa. Oparła się o biurko i spojrzała na zgromadzonych. Uśmiechnęła się.
- Ktoś ma lepszy humor – powiedziała Alice. – Przez telefon nie brzmiałaś zbyt optymistycznie.
- Wizja łażenia po kanałach tak mnie nakręca – odpowiedziała Fel, poprawiając związane włosy.
- Alice, gdyby coś się działo, to niech stery przejmie Ashton – rzuciła Vivien, odwracając się do nich.
- Ashton nowy spec od technologii – zaśmiał się Luke. – Michael masz konkurencję.
- Czyżby to wcześniej Mikey, był numerem jeden w tej dziedzinie? – zapytała Felicity, spoglądając na Clifforda, na którego twarzy znów pojawił się uśmiech.
- Był, ale teraz to jego miejsce jest zagrożone – odparł Irwin, pukając kumpla po plecach.
- Dostał szkolenie od naszego speca – pociągnęła Felicity, a Ashton wyszczerzył się do chłopaków.
- Dlatego – przerwała im Vivien, robiąc zniecierpliwioną minę – gdyby coś działo się z łączem, obrazem, z czymkolwiek, to za cholerę nie ruszać i pozwolić Ashtonowi się tym zająć. Bo jeden zły ruch, a tamci pod nami dowiedzą się, że majstrujemy przy kamerach i wtedy będziemy mieć totalnie przejebane. Dotarło?
- Czym się tak stresujesz? – zaśmiała się Alice. – Damy sobie radę.
- Może tym, że będę musiała was z tym wszystkim zostawić. Więc Ash – spojrzała na chłopaka, a on kiwnął jej głową – w tobie moja nadzieja, by oni tego nie zjebali.
- Pocieszająca jest twoja wiara w naszą piątkę – rzuciła Alice, kręcąc nosem, co wywołało u pozostałych gromki śmiech.
- Po prostu dmucham na zimne – skwitowała Vivien, wzruszając ramionami. – Tak, jak zawsze podłoże fałszywy obraz pod kamery, które prowadzą do piwnicy. Waszym zadaniem jest obserwowanie każdego skrawka Gniazda i sprawdzanie, czy nikt nie kręci się w pobliżu drzwi. Gdy tak się stanie, do akcji wkracza Alice i odciąga delikwenta od piwnicy. Jasne?- Pokiwali głowami. – Ja i Felicity schodzimy do podziemi, by je sprawdzić. Będziemy mieć z wami kontakt tylko na górze, czyli w piwnicy. Gdy zejdziemy niżej, z pewnością zasięg się urwie. Zadzwonimy do was, gdy wrócimy do pomieszczenia wyjściowego. Wy dajecie nam znać, że pole jest czyste, a my wyłazimy. Jasne? – Znów pokiwali głowami. – Podzieliłam was na sektory. Alice bierze kamery wokół budynku, Luke masz pierwsze piętro, Michael drugie, Ashton trzecie, a Calum bierze parter. Oprócz tego jesteśmy w kontakcie przez telefon komórkowy. Jasne? – Ponownie pokiwali głowami. – W takim razie, bierzmy się do roboty.
- Do to dzieła szczurku – rzuciła ze śmiechem Felicity. 



***
Jak widać małymi krokami dziewczyny z pomocą chłopaków zaczynają wprowadzać kolejne punkty ucieczki w życie. Mam nadzieję, że ten rozdział przypadł wam do gustu :)

Dziękuję za wasze mega pozytywne słowa! Cieszę się, że opowiadanie wam się podoba :) 

Kolejna część rozdziału numer 18 tradycyjnie w następny piątek:)

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział, szczurki mają robotę XD
    Ash komputerowiec ^^
    Wszystko super, czekam na następny rozdział ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda mi Fel, ale na szczęście ma Luka a on ją :) razem są super. Tak samo stawiam na Caluma i Alice, dwa słodziaki :) czy mi się zdaje, czy Michael coś tam ma do Fel? Nie no Mikey cukierasie zostaw ją dla Hemmo :) chyba, że Roxy dążysz do jakiegoś kwasu między tą trójką. Jestem ciekawa co tam te nasze szczurki znajdą w tych tunelach :)
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Nonononononononononononononononononononpnononononknonkonononononokno No no no no no *-*-* wowo

    OdpowiedzUsuń
  4. No dawaj już ten kolejny rozdział dziewczyno, ja już tu nie wytrzymuje! Hahaha :D

    OdpowiedzUsuń