piątek, 28 sierpnia 2015

18 "Naszą drogą ucieczki jest tunel C" cz.2

Vivien

       Szły pustym korytarzem, kierując się na sam jego koniec, w stronę osamotnionych drzwi. Felicity przycisnęła się do nich, nasłuchując. Następnie wskazała na nie palcem, dając znać swojej przyjaciółce, że w środku nikogo nie ma. Nacisnęła klamkę i obie weszły do środka. Czarnowłosa zapaliła światło.
        Vivien rozejrzała się po zakurzonym pomieszczeniu, w którym jedynym źródłem światła, była widząca leniwie nad nimi żółta żarówka. Przystawiła telefon do ucha.
- Jesteśmy w środku- powiedziała do Alice.
- Tak, Calum was widział –odpowiedziała, a Viv usłyszała, jak jej palce powoli przesuwają się po klawiaturze laptopa, na którym pracowała.
- Odezwę się za chwilę –rzuciła, widząc, jak Fel powoli ściąga kartony. Podeszła do niej, by jej pomóc.
- Trzeba przesunąć szafkę – powiedziała cicho, a Vivien pokiwała głową.
        Ściągnęły kartony, układając je pod ścianą w równym rządku, by wyglądały tak, jakby stały tam od dawna. Następnie obie zbliżyły się do metalowej półki bez ścianek. Złapały za nią, a Fel kiwnęła głową. Obie przesunęły ją na bok, starając się robić, jak najmniej hałasu.
- Jak sytuacja na korytarzu Alice? – zapytała Vivien, przykładając telefon do ucha.
- Bez zmian. Jest pusto.
- Felicity zaraz otworzy drzwi.
- Viv?
- No?
- Uważajcie tam na siebie – powiedziała cicho Alice.
- Będziemy – zapewniła, a potem utkwiła wzrok w Felicity, która ukucnęła przy drzwiach. Włożyła wytrych do środka i pogmerała w zamku. Po chwili rozległ się cichy szczęk, a Viv wytrzeszczyła oczy.  Czy to mogło być, aż tak łatwe?
         Vivien podeszła do dziewczyny, w momencie kiedy ta złapała za brudną klamkę. Wymieniły spojrzenia. Felicity powoli nacisnęła na nią, a drzwi ustąpiły. Otworzyły się z cichym skrzypnięciem.
- Vivien? – Usłyszała głos Alice.
- Zaraz wejdziemy. Jest ciemno, jak w dupie – zrelacjonowała jej.
         Felicity wyciągnęła z kieszeni latarkę i poświeciła nią. Przed nimi znajdowało się niewielkie, jeszcze bardziej zakurzone pomieszczenie. Po ścianach pięły się stare rury, rozgałęziając się na górze. Na środku podłogi leżał zamknięty żelazny właz.
         Czarnowłosa nie czekając na nią, zeszła z pojedynczego stopnia, wchodząc do środka. Vivien wzięła głęboki oddech, a następnie szarpnęła za półkę, by ustawić ją kawałek od drzwi, które po chwili za sobą zamknęła. Teraz jedynym ich źródłem światła była latarka trzymana przez Fel. Dziewczyna szybko wyciągnęła swoją i zapaliła ją.
- Nad nami jest stara lampa – powiedziała Fel, świecąc w tamtą stronę. – A na ścianie duży włącznik. Myślisz, że nadal dochodzi tu prąd?
- Warto to sprawdzić, choć musimy też liczyć się z tym, że możemy zrobić jakieś pieprzone zwarcie.
- Ryzykujemy? – zapytała, a ona zauważyła na jej twarzy szeroki uśmiech.
- Ty już chyba podjęłaś decyzję – rzuciła, przekręcając oczami. Następnie znów przysunęła telefon do ucha. – Alice, spróbujemy zapalić światło. Daj znać, czy coś dzieje się na górze.
- Jasne.
         Felicity podeszła do przełącznika. Vivien obserwowała dokładnie każdy jej ruch, nie odrywając telefonu od twarzy. Widziała, jak palce dziewczyny przesuwają się po nim. Fel zacisnęła usta, a Viv kiwnęła jej głową. Nacisnęła na przełącznik, a w pomieszczeniu rozbłysło słabe żółtawe światło.
- I co? – zapytała szybko.
-Zamigała nam, tylko lampka na biurku, którą włączyłam dla kontroli. Komputery pracują normalnie.
- Czyli wszystko gra.
- Dokładnie – odpowiedziała Alice, a one wyłączyły latarki.
- Wezmę cię na głośnomówiący – powiedziała Vivien, przesuwając palcem po ekranie.
- Co tam macie? – zapytała.
- Właz, zamknięty na kłódkę.
- To chyba nie problem?
- Ani trochę – odpowiedziała Fel, kucając przy nim.
         Uklęknęła tuż obok niej. Czarnowłosa wyciągnęła z kieszeni podłużną wsuwkę i wsadziła ją w otwór. Szybkim i zręcznym ruchem, otworzyła ją. Odłożyła kłódkę na bok, a następnie chwyciła za uchwyt od włazu. Pociągnęła raz, a potem drugi raz, ale on w ogóle się nie poruszył.
- Alice, jak sytuacja na korytarzu?
- Calum, jest ktoś na parterze? - Nastała chwila ciszy. – Nikogo nie ma.
         Vivien odłożyła telefon na podłogę i wstała z miejsca. Zbliżyła się do Fel i również chwyciła za uchwyt. Pokiwały do sobie głową, dając sobie niemy znak, a potem obie z całej siły pociągnęły za niego. Właz odrobinę się przesuną.
- Jeszcze raz – powiedziała Felicity.
         Znów to zrobiły, a właz po raz kolejny ruszył się. Powtórzyły to samo, jeszcze trzy razy, aż w końcu właz odsłonił zejście do podziemi. Vivien zauważyła fragment metalowej drabiny, która prowadziła w dół.
- Co się tam dzieje? – zapytała Alice.
- Otworzyłyśmy właz – poinformowała ją Vivien, łapiąc za telefon. Felicity nachyliła się nad zejściem i zaświeciła w niego latarką. – Ile?
- Na moje oko, około dziesięć metrów – odpowiedziała Fel, w dalszym ciągu wpatrując się w dół.
- Alice możemy teraz stracić zasięg – odezwała się ponownie Viv.
- Schodzicie?
- Tak.
- Powodzenia.
- Która pierwsza? – zapytała Felicity, robiąc niewinną minę.
- Masz pierwszeństwo – odparła ze śmiechem Vivien.
- Tchórz – skwitowała, a potem wyłączyła latarkę i wsadziła ją z powrotem do kieszeni.
- Widzimy się na dole – pociągnęła Viv, a Fel pokazała jej środkowy palec. 
          Podeszła do drabiny i zaczęła powoli po niej schodzić. Vivien jeszcze przez chwilę wsłuchiwała się w echo, które wydawały jej ciężkie buty, uderzając o metal. Odbijało się od murów, brzmiąc jeszcze głośniej. Dziewczyna lekko zacisnęła usta. Miała wrażenie, jakby była bohaterką, jakiegoś kiepskiego horroru. W końcu jednak usłyszała, jak Fel ląduje na płaskim podłożu. Poświeciła latarką na górę.
- I jak? – zapytała Viv, nachylając się w stronę drabiny.
- Nie jest tak ciemno. Najwidoczniej światło włącza się też tu, ale nie wszystkie lampy działają. Śmierdzi stęchlizną i jest dość strasznie i zimno.
- Pocieszające – rzuciła, przekręcając oczami, a potem sama zaczęła schodzić po drabinie.


Felicity

         Słyszała, jak Vivien schodzi po drabinie. Odeszła kawałek dalej, by przyjaciółka nie wylądowała jej przypadkiem na głowie. Poświeciła latarką po pomieszczeniu, w którym była. Panował tu pół mrok. Ze wszystkich wiszących na ścianach lamp, działały tylko dwie i to ledwo.
         Zaświeciła latarką po kontach, badając teren. Wszędzie walały się, jakieś śmieci, począwszy od wiader, wyblakłych kartek papieru, drewna i ubrań. Miała wrażenie, że jest tu wszystko, z czego tylko człowiek mógł kiedykolwiek korzystać.
- Tu jest, jak w horrorze – powiedziała Viv, zatrzymując się obok niej.
        Felicity uśmiechnęła się, a potem poświeciła sobie latarką w twarz, wydając przy tył głośne uuu. Przyjaciółka trzepnęła ją w ramie, co wywołało z jej strony cichy śmiech, który rozniósł się echem. 
        Machnęła na nią ręką i podeszła do kolejnych drzwi. Otworzyła je z dziecięcą łatwością. Wyszła, jako pierwsza. Rozejrzała się. Były w podziemiach, które składało się z długiego tunelu i bocznych pomieszczeń.
         Kątem oka zobaczyła, jak Vivien zerka na telefon, a potem chowa go z powrotem do kieszeni. Miała rację. Tak głęboko pod ziemią, nie ma zasięgu.
- Bez kitu, brakuje tylko tej psychodelicznej muzyczki z tych wszystkich filmów grozy – pociągnęła Vivien, a potem pisnęła podskakując, kiedy niedaleko nich przebiegł gruby, brudny szczur.
- Słodziaczek – zagruchała Fel, a Vivien udała, że wymiotuje. – Ale fakt, to miejsce jest na swój sposób przerażające.
        Zaczęły iść w głąb korytarza. Wiedziały, że tunel, który oznaczyły literą A jest zamurowany. Do sprawdzenia  miały jeszcze B i C i oba prowadziły na lewo. 
        Felicity poświeciła latarką na pomieszczenia. Były tam łóżka, brudne pościele i stare rozklekotane meble. Na pierwszy rzut oka wyglądało to wszystko, jak opuszczone pokoje bez drzwi. W kilku z nich dostrzegła leżące kraty, a także dziecięce zabawki.
- Boże – wydusiła z siebie Vivien, świecąc na pomieszczenie obok nich.
         Felicity spojrzała w głąb. Znajdowało się tam metalowe łóżko do zabiegów i porozrzucany stary sprzęt lekarski, a także kilka pustych szklanych butelek po lekach, igły i brudne bandaże. Spojrzała do następnego, w którym znalazła duże drewniane krzesło, które mogło służyć do przeprowadzania elektrowstrząsów, czy innych dziwnych rzeczy. Jedno było pewne… Te wszystkie rzeczy, nie napawały optymizmem do zwiedzania kolejnych części podziemia.
- Kurwa – rzuciła Vivien. – Może Gniazdo, tylko z pozoru było domem.
- Nie mamy w ogóle pewności, czy kiedyś było domem. To tylko nasze przypuszczenia – powiedziała Fel, wsłuchując się w odgłos ich kroków, który roznosił się echem.
- Może tu kiedyś był szpital…
- Szpital psychiatryczny – skwitowała czarnowłosa, a Vivien jęknęła pod nosem. – Obleciał cię strach?
- Szpital psychiatryczny raczej nie jest dla mnie zbyt pocieszającym numerem jeden. Brakuje tylko ducha albo jakiegoś potwora, który nas zeżre.
- Patrząc na to wszystko, obstawiam, że to mógł być szpital psychiatryczny, choć ja się na tym nie znam- pociągnęła temat Fel, a Vivien wzdrygnęła się. – A każdy szpital psychiatryczny ma duchy.
- Kurwa, przestań- warknęła Vivien, a Fel roześmiała się. Echo zaniosło jej głos dalej, przez co Fel miała wrażenie, jakby ktoś zaśmiał się razem z nią. – Ja pierdole… Ja pierdole… Złapałam mega cykora.
- Wyluzuj Viv, to żywych trzeba się bać, a nie umarłych – powiedziała z pewnością w głosie Fel. Złapała ją za rękę, a jej przyjaciółka wrzasnęła, podskakując w miejscu. –Ej, chciałam tylko byś się mniej bała!
- Okej, okej… Przestraszyłaś mnie.
- Przepraszam. - Vivien ścisnęła jej rękę i obie ruszyły przed siebie, kierując się w stronę tunelu B.


Michael

        Miał wrażenie, że czas wlecze się niemiłosiernie długo, odkąd Vivien i Felicity opuściły pokój. Przez pierwsze kilka minut wszyscy siedzieli w milczeniu, dokładnie obserwując to, co dzieje się na ich ekranach. Alice była w kontakcie z dziewczynami, a Calum na bieżąco relacjonował im ich drogę, która prowadziła do piwnicy. Po tym, jak zniknęły za drzwiami, stracili je z oczu.
        Wpatrywał się w monitor komputera stacjonarnego Alice, ale korytarze były puste. Wiedział, że nie powinien tego robić, ale co chwilę zerkał na zegarek na ekranie, co powodowało, że minuty biegły jeszcze wolniej. Kiedy komórka Vivien straciła sygnał, jedyne co mógł robić, to wyobrażać sobie, to gdzie i w jakim miejscu musiały się obie teraz znajdować. Na pewno nie było zbyt przyjemne.
         Między nimi znów nastała cisza. Dopiero później Alice i Calum zaczęli ze sobą rozmawiać, poruszając temat, jakiś filmików na YouTube, które niedawno razem oglądali. Potem Luke wspomniał o jakimś artykule w gazecie i nowej piosence All Time Low, którą nagrała mu Felicity, a Ashton napomknął o książce, którą teraz czytał. To wszystko sprawiło, że Michael poczuł się zupełnie obcy. Obcy będąc z nimi. Bo jedyną rozrywką, którą miał u siebie w pokoju, to przyglądanie się meblom, łańcuchom i krzątającej się Parker, a także pogrążenie się raz po raz w swoich własnych myślach.
        Po raz kolejny poczuł ukłucie zazdrości, wywołane tym, że trafił do tak parszywego miejsca. I choć oni tkwili w nim tak samo, jak on, to jednak warunki ich egzystencji były bardziej normalne, niż jego. Były bardziej przyziemne i cywilizowane. Z drugiej jednak strony cieszył się, że nie wszystkie Wilczyce są takie same, jak Parker. Dzięki temu oni teraz planują ucieczkę. A dla wolności był w stanie to jakoś wytrzymać, choć tak wiele razy czuł, że jest już na krawędzi, by się kompletnie załamać.
         Zacisnął usta, starając się odgonić te wszystkie myśli od siebie. Powinien czerpać z tego spotkania, jak najwięcej, by naładować baterie na kolejne, samotnie spędzone dni w pokoju Parker. Powinien cieszyć się z tego, że widzi swoich przyjaciół poza salą Deborah. Czuł jednak wewnątrz siebie nutę goryczy, której nie potrafił do końca zwalczyć. Która w jakiś sposób go blokowała tak, że miał wrażenie, że to nie jest jego rzeczywistość. Bo on tu zupełnie nie pasował.
- Nie zasypiaj Michael jesteś nam potrzebny – powiedział Irwin, pukając go w ramię, kiedy Clifford w dalszym ciągu siedział w jednej pozycji. Podskoczył na swoim miejscu i spojrzał na kumpla. Ashton uśmiechnął się do niego, a on lekko skinął głową.
- Skoczę do łazienki – rzucił Michael, wstając z krzesła. Odwrócił się i ruszył w stronę białych drzwi. Nie widział jednak, jak wszyscy za jego plecami, wymieniają między sobą zaniepokojone spojrzenia.


Felicity

         Przestała już zwracać uwagę na to, co znajduje się w pomieszczeniach obok, które ciągnęły się przez cały tunel. Te wszystkie stare, porzucone i rozwalone rzeczy potrafiły przyprawić o gęsią skórkę. Nie dziwiła się, czemu Vivien się bała. Sama przez długą chwilę miała wrażenie, jakby trafiła do jednego z filmów o duchach.
- Kurwa, to ma jakiś koniec? – zapytała, przekręcając oczami.
- Niech to się już skończy – jęknęła Vivien.
- Wyobraź to sobie, że będziemy musiały pokonać ten tunel w nocy.
- Nie dobijaj mnie.
- Ashton w razie czego potrzyma cię za rękę – odparła ze śmiechem Fel, a echo znów poniosło jej głos w dal, kiedy tylko podniosła go o parę tonów.
- Myślę, że w czasie ucieczki będziemy na takiej adrenalinie, że nie będzie to konieczne. Zresztą mogę się założyć, że wtedy będziemy poruszać się szybciej. W końcu będziemy znać drogę.
- To prawda… Ej, chyba jesteśmy – powiedziała Fel, wskazując na bok.
        Korytarz dalej ciągnął się na przód, ale po lewej znajdował się skręt. Bez namysłu ruszyły w tamtą stronę, powoli stawiając stopy, bo w tym miejscu zabrakło działających lamp. Felicity świeciła latarką i to samo robiła Vivien, która szła tuż za nią.
- Dalej chyba nie pójdziemy – powiedziała czarnowłosa, podnosząc głowę.
- Co?
- Zobacz. Zawalony.
         Poświeciła latarką na gruzowisko, które sięgało samej góry. Jakby ktoś zburzył w tym miejscu kilka ścian, a potem postanowił tego nie sprzątać. Były tu duże fragmenty cegieł, prętów i desek.
- Chyba korytarz B można wykreślić z naszej drogi – skwitowała Vivien.
- Myślisz, że po drugiej stronie znajdują się ciała umarłych?
- Nienawidzę cię – mruknęła prze zaciśnięte zęby Viv, a Fel znów się zaśmiała.
- Już się uspokajam.
- Daj rękę i zamknij się.
- Już nic więcej nie mówię – odparła Fel, chwytając przyjaciółkę za wyciągniętą dłoń. – Kierunek tunel C.


Calum

        Kiedy drzwi zamknęły się za Michaelem, wszyscy spojrzeli na siebie. Widział, jak Luke nerwowo zagryza wargę, jak Ashton zaciska usta i jak Alice kręci się na swoim krześle, co jakiś czas zerkając na drzwi od łazienki. Hood wziął głęboki oddech. Zachowanie jego przyjaciela zaniepokoiło i jego. Czy w pokoju Parker dochodzi do jakiś przykrych dla niego rzeczy? Czy jest coś, o czym oni nie wiedzą? O czym nawet nie wiedzą dziewczyny? W jego głowie pojawiło się na raz tyle pytań, a on nie potrafił znaleźć odpowiedzi, na choćby jedno z nich.
- Myślicie, że coś się stało? – Ashton zadał pytanie, które pojawiło się także i w jego głowie. Jego głos był cichy, więc reszta od razu przysunęła się bliżej, by lepiej go słyszeć.
- Z początku było normalnie – powiedział Calum. – Uśmiechał się i tak dalej… Dopiero jakoś teraz… Nie mam pojęcia.
- Pokój Parker nie jest super ekstra miejscem – odezwała się Alice. – Nie możemy się oszukiwać. Michael pod tym względem ma przekichane.
- Czy ona mogła coś mu zrobić? – zapytał Luke, nie odrywając swoich błękitnych oczu od Wilczycy.
- Nie sądzę. Parker może i jest szurnięta, ale nie jest też, aż taką psychopatką, by znęcać się nad nim w jakikolwiek sposób.
- Myślę, że – zaczął Calum, a wszyscy spojrzeli w jego stronę. – Myślę, że on może czuć się po prostu samotny. Spójrzcie na nas. Zaczęliśmy mówić o filmach, książkach, muzyce, a on jest od tego kompletnie odcięty.
- Może go to w jakiś sposób przytłoczyło? – wydusił z siebie Irwin.
- Nie mam pojęcia, ale nie chcę, by się załamał. Szczególnie, że raz był już temu bliski – powiedział Luke, ściszając swój głos jeszcze bardziej.
- Jak się po tym podniósł? – zapytała Alice. – Może i nam uda się zrobić to samo?
- To było, jak po raz pierwszy pojawił się w pokoju Felicity. Najpierw rozmawiała z nim ona, a potem ja. Długo… Nie wiem, o czym oni mówili, ale my zaczęliśmy gadać o samych pierdołach. Muzyka, głównie nasza, no i wspominaliśmy trasę koncertową…
- Coś się wymyśli – rzuciła Alice, a potem machnęła na nich ręką. – Wracajcie do obserwacji.
- Może polepszy mu się, jak wróci Fel? –wypalił cicho Calum, ale usłyszał go tylko Luke.
         Blondyn spojrzał na niego, marszcząc czoło. Mulat wzruszył tylko ramionami, ucinając tym gestem temat. Odwrócił się do ekranu, przy którym pracował, ale nadal czuł wzrok blondyna na sobie. Czyżby nagle Lukowi nie podobało się to, że Michael zbyt entuzjastycznie reaguje na Felicity? Hood przybrał neutralny wyraz twarzy, słysząc otwierające się drzwi od łazienki. Michael wrócił do pokoju.


Vivien

        Skręciły w tunel C. Przeszły kawałek, a Vivien wstrzymała oddech. Światło. Widziała wdzierające się do środka światło. Puściła rękę dziewczyny i szybkim tempem ruszyła przed siebie. Fel poszła w jej ślady, niemalże drepcząc jej po piętach.
         Na końcu tunel podchodził nieco do góry, przez co utworzyła się niezbyt stroma górka. Z łatwością podeszły pod nią, a palce Vivien zacisnęły się na żelaznych kratach. To właśnie była ich droga… Droga ucieczki. Droga ku wolności.
- O, kurwa –syknęła Fel, dokładnie przyglądając się prętom. – Udało się.
        Wyjście na zewnątrz było okrągłe i zakratowane. Pewnie z drugiej strony wyglądało, jak koniec zwykłych kanałów. Otwór był na tyle duży, że łatwo będzie się schylić i przez niego przejść. Obie wiedziały, że teraz będą musiały znaleźć sposób, by pozbyć się żelaznych prętów, które tworzyły kraty.
- Jak to możliwe, że nikt nigdy się tym nie zainteresował? – wypaliła Fel. – Że nikt z Olsenów nie sprawdził tego przejścia.
- Może sami nie wiedzą, że istnieje? Gdy Dominic uczył mnie rozpracowywania map na schemacie Gniazda, nigdy nie zwracał uwagi na te podziemia. Zresztą nie oszukujmy się, ta mapa nie była zbyt wyraźnie nakreślona.
- Jezu Viv…
- Co?
- Zobacz, na którą stronę ten tunel wychodzi – wskazała ręką Felicity.
        Vivien odwróciła się od niej i spojrzała na pobliski las. Uśmiechnęła się. Pokonując drogę przez podziemia, skrócą sobie dojście do lasu, w którym czekać na nich będzie ukryty samochód. Droga na powierzchni była niebezpieczna, ale oni mogą jej połowę przejść pod ziemią, tuż pod nosem Deborah.
- Idealnie.
- Chyba mamy trochę tego pieprzonego szczęścia – rzuciła Fel, łapiąc ją za ramię i lekko nią potrząsając.
- Najwidoczniej mamy – odparła, nadal się uśmiechając.


Alice

         Powoli zaczęła się niepokoić tym, że Vivien i Fel jeszcze nie wyszły z podziemi. Wolała nie wiedzieć, co tam mogło im się stać. Bębniła palcami w biurko, a Calum, co jakiś czas zerkał na nią, marszcząc przy tym nos. Zauważyła, że nie tylko ona zaczęła się niecierpliwić. Clifford wiercił się na swoim miejscu, a Luke dla odmiany ciężko wzdychał pod nosem. Ashton wlepiał swoje brązowe oczy w monitor, co jakiś czas przejeżdżając dłonią po swoich dłuższych i skręconych włosach, jakby robił to nieświadomie.
         Wszyscy podskoczyli na swoich miejscach, kiedy rozdzwonił się jej telefon komórkowy. Alice sięgnęła po niego, a widząc osobę dzwoniącą, odetchnęła z ulgą. Odebrała.
- No, w końcu – mruknęła, a Calum wypuścił ze świstem powietrze z ust.
- Korytarz czysty?
- Calum, jest ktoś na parterze? – Hood wlepił oczy w monitor, szybko sprawdzając obraz z kamery.
- Nie.
- Droga wolna.
- Niedługo będziemy – rzuciła Vivien, a Alice wyczuła, że musiała się uśmiechnąć. Rozłączyła się.
         Odłożyła telefon na biurko, odwracając się do pozostałych. Chłopaki wpatrywali się w nią, nie ukrywając nawet ciekawości. Uśmiechnęła się lekko do nich.
- Sądząc po tonie Vivien, chyba im się udało –powiedziała, wstając z miejsca.
- Widzę je – odezwał się Calum, wskazując na monitor.
- Nic im nie jest – powiedział cicho Clifford i uśmiechnął się. Alice zauważyła, jak Mulat zerknął na kumpla, a potem sam lekko się uśmiechnął.
          Po kilku minutach usłyszała pukanie na dwa i jeden. Doskoczyła do drzwi, odsuwając zasuwę. Otworzyła je i odsunęła się, by zrobić im miejsce. Dziewczyny wpadły do środka z szerokimi uśmiechami na twarzy. Alice zamknęła za nimi drzwi i szybko podeszła do nich.
- I?
- Naszą drogą ucieczki jest tunel C – powiedziała zadowolona Felicity. – Co prawda ma żelazne kraty, ale…
- Wychodzi na dobrą stronę- przerwała jej Vivien. – W połowie drogi do lasu.
- Ekstra! – skwitowała Alice. – Czyli teraz musimy pozbyć się krat?
- Pozbyć krat, załatwić transport, kupić najpotrzebniejsze rzeczy – zaczęła wyliczać Fel, ale Alice uderzyła ją lekko w ramię. Ta zaśmiała się i podeszła do lodówki. Wyciągnęła z niej puszkę z zimnym napojem. Otworzyła ją, wzięła kilka łyków i usiadła na łóżku, tuż obok Luke'a. 
- Bułka z masłem – powiedziała po chwili, a Vivien przekręciła oczami, co wywołało cichy śmiech ze strony Alice i chłopaków. Optymistyczne podejście Fel do całej tej sprawy, przechodziło też na innych, a dziewczyna nie miała nic przeciwko temu, by czerpać od niej tą energię. Szczególnie, że Fel potrafiła nią zarażać innych.




***
Podziemia sprawdzone :) Plan powolutku idzie na przód. Na razie pojawiło się trochę optymizmu, ale bez obaw - na horyzoncie nadal czai się Deborah :D 

Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Dziękuję za wasze pozytywne komentarze! 

Następny rozdział w kolejny piątek :)

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. B)) gdy przeczytałam fragment z duchami. Sama poczułam niepokuj *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak szły tymi tunelami, to sama zaczęłam się bać..:D Dzielne babki! Mam nadzieję, że w końcu uda im się uciec. Ale kurcze, jak to zrobią to coś czuję, że na pewno będą ich szukać..:/ Oby wszystko się ułożyło. Cudny rozdział, taki pełen pozytywnej energii! No nie biorąc pod uwagę duszków..:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny mam nadzieje ze szybko uda im się z tamtąd uciec juz nie mogę doczekać się next wstawiaj szybko! ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń