piątek, 7 sierpnia 2015

16 "Co powiecie na małe malowanie?"

W tym rozdziale znów pojawia się scena +18 - jakby co ostrzegam!


Felicity

       Od dłuższego czasu ona i Vivien nie robiły nic innego, jak tylko zgłębiały się w plany Gniazda, które znalazły w gabinecie Deborah. Całość była tak rozrysowana, że ledwo czytelna. Po swojemu, więc przenosiły kolejne kawałki schematu na większy papier, zaznaczając poszczególne pietra i pomieszczenia. Praca ta była długa i żmudna i Felicity miała wrażenie, że nigdy jej nie skończą.
        Potarła oczy, odrywając je od kawałka mapy, którą przerysowywała. Luke uniósł głowę do góry, spoglądając na dziewczynę. Odsunęła się od biurka i wstała z krzesła, przeciągając się.
- Skończone? – zapytał chłopak.
- Jeszcze nie –jęknęła, marszcząc nos. Blondyn uśmiechnął się do niej lekko. – Zaraz dostanę na głowę, od tego ciągłego wpatrywania się w te małe punkciki.
- Zrób sobie przerwę.
- Nie ma czasu na przerwy.
- Zrób sobie przerwę – powtórzył, kręcąc głową na jej upór.
- Nie powinieneś mnie w tej pracy poganiać? Przecież to w waszym interesie leży, by zwiać stąd jak najszybciej – odparła, podchodząc do łóżka, na którym siedział. Hemmings nie spuszczał z niej swoich błękitnych oczu. Znów się uśmiechnął.
- Zrób sobie przerwę – pociągnął po raz kolejny, a ona westchnęła pod nosem i padła na łóżko obok niego. 
        Luke wychylił się i niemalże zawisł nad nią. Przetarła dłońmi twarzy i skupiła wzrok na chłopaku, którego miała obok. Przez chwilę między nimi panowała cisza. Felicity dokładnie obserwowała jego twarz, zatrzymując wzrok dłużej na jego błękitnych oczach, lekko zadartym nosie i kolczyku w wardze. Zobaczyła, jak jego kąciki ust znów podjechały do góry, by obdarzyć ją kolejnym lekkim uśmiechem. Robił to, o wiele częściej i to bardzo jej się podobało.
- Myślisz, że gdybyśmy poznali się w innych okolicznościach, to zostalibyśmy przyjaciółmi? – wypaliła, nie odrywając od niego swoich brązowych oczu.
- Myślę, że to by było całkiem prawdopodobne – odpowiedział, kiwając jednocześnie głową. – Teraz też jesteśmy przyjaciółmi.
- Nie, Luke… Teraz jesteśmy wspólnikami – poprawiła go, a on przekręcił oczami.
- To znaczy, że nie mam prawa cię lubić?
- To znaczy, że masz syndrom sztokholmski – odpowiedziała, a on prychnął pod nosem. Zareagowała na to cichym śmiechem.
- Nie przywykłaś do tego, że ktoś cię lubi tak normalnie? – wypalił, a ona lekko uniosła brwi do góry. – Tak, bezinteresownie?
- Nigdy o tym nie myślałam.
- A Vivien i Alice?
- To całkiem inna bajka.
- Oczywiście – powiedział ciszej Luke, a następnie uśmiechnął się po raz kolejny. Zobaczyła w jego policzkach lekkie dołeczki, które tak bardzo jej się podobały. 
        Niewiele myśląc złapała go za koszulkę i przyciągnęła do siebie. Poczuła jego ciepły oddech na swoich wargach, co było naprawdę przyjemnym dla niej uczuciem. Luke przez chwilę wpatrywał się w nią z tym niewinnym wyrazem twarzy, a potem połączył ich usta.
        Naparł na nią mocniej, a ona przejechała dłońmi po jego karku, mrucząc cicho pod nosem. Jego dłonie powędrowały wzdłuż jej odsłoniętych ramion, a ona poczuła przyjemny dreszcz, który przebiegł jej po plecach. Jego palce elektryzowały i powodowały, że robiło jej się jeszcze cieplej.
        Nagle poczuła wibrację na udzie, a potem dźwięk dzwonka rozniósł się po pokoju. Luke odsunął się od niej, siadając z powrotem na łóżku. Felicity westchnęła i również podniosła się. Wyciągnęła telefon z kieszeni, a następnie widząc osobę dzwoniącą, odebrała.
- Co jest Vivien?
- Wiem, gdzie są drzwi do podziemi.
- Rozpracowałaś to? – zapytała z uśmiechem.
- Przed chwilą. Masz ochotę wybrać się na małe zwiady?
- Jasne – powiedziała, dodając do swojej wypowiedz zbyt przesadny entuzjazm. Prawda była taka, że w tej chwili Felicity wolałaby zostać w swoim pokoju i znów pogrążyć się w kolejnych pocałunkach z Hemmingsem. Pod tym względem wcale się sobie nie dziwiła. Luke był przystojnym facetem, który ją pociągał. Słysząc jednak głos Viv po drugiej stronie, szybko zeszła na ziemię.
- Zaraz prześlę ci obraz. Zaznaczyłam na nim to miejsce. Zgadnij, gdzie się znajduje?
- Pewnie gdzieś tuż pod naszym nosem – odparła, zagryzając lekko wargę.
- Dokładnie pod naszym nosem.
- Czyli.
- Piwnica.
- Ale mi nowość – mruknęła Fel, a Vivien zaśmiała się.
- Nie ta, o której myślisz. Sala do ćwiczeń, a także te wszystkie sale tortur i przeznaczone do jeszcze innych rzeczy, jakich używa Deborah i Erick znajdują się od drugiej strony. Nie ma tam dojścia do tunelu, który jest pod ziemią. Chodzi mi o tą drugą piwnicę tą, w której…
- To małe pomieszczenie z bezpiecznikami i tym całym gównem?
- Dokładnie.
- Byłam tam kilka razy, ale nigdy nie widziałam tam jakiś drzwi.
- Nie wiem dokładnie, czy to są drzwi. To równie dobrze może być klapa w podłodze. To, co? Chcesz to sprawdzić?
- Pewnie.
- Ekstra. Ashton już podłożył fałszywy obraz pod kamery chłoptasiów z dołu. Masz drogę wolną. Będziemy ze sobą w kontakcie telefonicznym.
- Jasne. To do usłyszenia.
        Wsunęła z powrotem telefon do kieszeni i szybko podniosła się z łóżka. Pod czujnym okiem Luke'a, wciągnęła na nogi czarne trampki, a następnie poprawiła włosy, które rozczochrały jej się od leżenia. Odwróciła się w końcu w stronę chłopaka.
- Wychodzisz?
- Dosłownie na chwilę. Vivien odkryła drogę do podziemi. Idę ją sprawdzić.
- Uważaj…
- Zawsze uważam kotku – rzuciła, podchodząc do niego i wpijając się w jego miękkie wargi. Objął jej kark ręką, napierając na nią mocniej, a ona przechyliła głowę, by pogłębić ten pocałunek. W końcu odsunęła się od niego, czując wibrację w kieszeni, która oznaczała jedno. Vivien przysłała jej zdjęcie.
- Czy muszę… - zaczął, wskazując na piankowy materac leżący pod ścianą.
- Nie. To nie zajmie mi dużo czasu. Zaraz powinnam wrócić – odpowiedziała z uśmiechem Fel.
- Powodzenia – rzucił, kiedy ona ruszyła  w stronę drzwi.


Calum

        Obrócił lornetkę w dłoniach, przyglądając się jej z ciekawością. Alice zostawiła ją na biurku, a on bez pytania złapał za nią. Przypomniało mu się, jak za dzieciaka sam miał taką zabawkową lornetkę. Lubił się wspinać na drzewa i obserwować przez nią świat, który bez niej był tak bardzo daleko. Raz nawet przeszedł przez strychowe okno na dach, a potem przez długi czas obserwował to, jak jego kumple bawią się w chowanego. Zaśmiał się pod nosem, przypominając sobie, jak bardzo jego mama na niego krzyczała za to, że wpadł na taki pomysł, by wdrapać się na sam dach ich domu. Była wystraszona, że coś mogło mu się stać. Zagryzł lekko usta. Wolał sobie nie wyobrażać tego, jak teraz bardzo się o niego boi.
        Calum nie był pewny, ile dokładnie minęło czasu od ich porwania. W tym miejscu każdy dzień był niemalże identyczny, przez co dni tygodnia zlewały się ze sobą, a on tracił poczucie czasu. Miał wrażenie, że tkwi tu całe wieki, a jego dom i jego dawne życie uciekło na drugi koniec świata.
- Tylko nie zepsuj – powiedziała Alice, która siedziała na łóżku, porządkując papiery. – To drogi sprzęt i cholernie mi potrzebny.
- Jasne, będę uważać – odpowiedział, a ona zaśmiała się.
- Daj spokój, tylko cię wkręcam. Nie bierz wszystkiego tak do siebie Cal – odpowiedziała, a on zerknął na nią. 
        Od jakiegoś czasu zauważył te luźne oblicze Alice. Nieco zadziorne, dowcipne, a przede wszystkim pewne siebie. Przy niej to on wychodził na sztywniaka, ale Hood w dalszym ciągu nie potrafił do końca się rozluźnić. To całe miejsce nadal przyprawiało go o zimne dreszcze i wiele nieprzespanych nocy, podczas których rozmyślał nad tym, co było wcześniej.
        Usiadł obok niej, po raz kolejny obracając ciężką lornetkę w dłoniach. Alice utkwiła w nim swoje niebieskie oczy, które nie były, aż tak jasne, jak oczy jego przyjaciela. Calum w końcu podniósł głowę i również na nią spojrzał.
- Co? Chcesz sobie przez nią popatrzeć?
- Nie mogę podchodzić do okna – odpowiedział z ciężkim westchnięciem.
- Starczy ci dziesięć minut? – zapytała z lekkim uśmiechem.
- Pewnie – rzucił i również się uśmiechnął.
- To pokażę ci, jak to dokładnie działa – powiedziała, wstając z miejsca. 
         Podeszła do okna i machnęła na niego ręką. Calum odniósł się i po chwili znalazł się tuż obok niej. Ustawiła go odpowiednio, a potem wskazała daleki las, który ciągnął się, aż po horyzont. Stała tak blisko niego, że dokładnie czuł zapach jej perfum i ciepły oddech na swojej skórze, kiedy wypowiadała kolejne słowa.
- Skup się na tym – odparła. – Tutaj przybliżasz i oddalasz obraz. Po naciśnięciu tego guzika, włącza ci się siatka, na której możesz odczytać dokładną odległość od obiektu, na który patrzysz. Masz też coś w rodzaju kompasu, bo strzałka oznacza ci, w którą stronę na północ. Jeśli przesuniesz tu – dotknęła jego palca, przenosząc go na odpowiedni przycisk – włącza ci się tryb nocny z funkcją podczerwieni.
- Czy czegoś takiego nie używają w wojsku?
- Używają – powiedziała z uśmiechem. – Nie masz przed sobą zbyt ciekawego obrazu, ale baw się. Masz dziesięć minut.


Felicity

        Od razu, jak wyszła z pokoju, skierowała się w stronę schodów. Zeszła na parter, a potem odbiła na lewo. Idąc wzdłuż korytarza wsłuchiwała się w echo swoich kroków, które obijało się od ścian. Było tu cicho, jakby całe Gniazdo było puste. Fel wiedziała jednak, że część mieszkańców jest poza domem, a druga część kisi się w swoich pokojach, czerpiąc z wolnej chwili i relaksując się lub pracując nad kolejnym zleceniem Olsenów.
        Dotarła na sam koniec holu. Tuż przed nią znajdowały się drzwi, które prowadziły do niewielkiego pomieszczenia. Nacisnęła klamkę i weszła do środka, cicho zamykając je za sobą. Zapaliła światło.
        Pojedyncza żółta żarówka oświetliła pomieszczenie. Na jednej ścianie wisiały równo metalowe skrzynki z przełącznikami prądu, które zasilały gniazdo. W powietrzu unosił się zapach kurzu, a każdy jej krok unosił jego drobinki do góry. Naprzeciwko niej znajdowała się metalowa półka bez ścianek. Na niej poustawiane były kwadratowe kartony.
         Felicity wyciągnęła z kieszeni telefon. Odszukała zdjęcie, jakie wysłała jej Vivien i przyjrzała się mu uważnie. Według rysunku, który zrobiła jej przyjaciółka wynikało, że wejście do podziemi znajdować się musi, gdzieś przy półce. Chyba, że faktycznie dojście na dół prowadzi przez podłogę. W końcu plany nie były zbyt czytelne. Dlatego czarnowłosa najpierw zabrała się za sprawdzanie dołu.
         Dokładnie obeszła i przyjrzała się każdemu skrawkowi podłogi, ale nie znalazła tam nic, co mogłoby wyglądać na klapę. Podniosła głowę i znów skupiła wzrok na półce. Niewiele myśląc podeszła do niej i zaczęła ściągać z niej kartony. Najpierw jeden, potem drugi…
         Kiedy ściągnęła trzeci, jej oczy rozszerzyły się. Drzwi. Były tam drzwi. Przyspieszyła swoje ruchy, ściągając jeszcze więcej kartonów. Następnie odsunęła półkę, by mieć lepszy widok na drewniane stare drzwi. Klamka była okrągła, a zamek stary. Zrobiła zdjęcie. Potem przyjrzała się fakturze drzwi. Gdzieniegdzie widać było zadrapania i niewielkie wgłębienia, być może od uderzenia w nie czymś cięższym. Były pokryte niewielkimi wzorami, a każdy z nich wypełniony był grubą warstwą kurzu.
         Uklęknęła przy nich, badając zamek. Uśmiechnęła się szeroko. Nie sądziła, że wejście do podziemi Gniazda będzie tak dziecięco łatwe. W tym wypadku wystarczy odrobinę siły i dobry wytrych. Złapała za klamkę, przekonując się o tym, że drzwi faktycznie są zamknięte. Jednak to nie osłabiło jej entuzjazmu. W końcu Wilczyce radziły sobie z o wiele gorszymi rzeczami.
         Przeciągnęła półkę z powrotem na swoje miejsce, a następnie zabrała się za układanie na niej kartonów. Nagle poczuła wibrację na udzie. Wyciągnęła telefon i spojrzała na wyświetlacz. Skrzywiła się i niechętnie odebrała.
- Tak?
- Chcę ich mieć na dole za piętnaście minut – powiedziała Deborah, a następnie rozłączyła się zanim Fel zdążyła jej odpowiedzieć.
         Warknęła cicho pod nosem, chowając telefon z powrotem do kieszeni. Złapała za dwa ostatnie kartony i umieściła je na półce. Odwróciła się i szybko wyszła z piwnicy. Musiała wyszykować Luke'a na spotkanie z Deb, a zupełnie nie miała ochoty ponownie wpuszczać go w jej szpony.
         Cały dystans z piwnicy do pokoju pokonała niemalże półbiegiem. Nie mogła pozwolić, aby Luke spóźnił się na spotkanie z tą suką. Dlatego przyspieszyła swoje obroty i niemalże wpadła do pokoju, jakby się paliło. Luke podskoczył w miejscu, a następnie poderwał się na równe nogi.
- Co się stało?
- Szykuj się – powiedziała do niego, jednocześnie wyciągając telefon. – Deborah chce was widzieć.
        Luke skrzywił się, ale bez słowa poszedł do łazienki. Fel odprowadziła go wzrokiem, mając nadzieję, że Deborah każe im tylko grać, a nie wymyśli jakiejś kolejnej chorej metody na poniżanie ich. Wolałaby iść tam zamiast niego, szczególnie, że wiedziała, że jest o wiele bardziej odporna na jej zagrywki, niż on i jego przyjaciele.
       Kiedy za Lukiem zamknęły się drzwi, Felicity wybrała numer do Vivien. Przyłożyła telefon do ucha, czekając, aż Viv odbierze. Zrobiła to po drugim sygnale.
- Co jest? – Słyszała w jej głosie zdenerwowanie. Wiedziała, że i ona ma przyprowadzić na dół Asha.
- Znalazłam te drzwi.
- Super!
- Są stare i łatwo się do nich włamać. Prześle ci zdjęcie.
- Czyli, jak mniemam możemy powoli przechodzić do kolejnego punktu w naszym planie.
- O wiele większego punktu.
- Badanie podziemi. Gotowa szczurku?
- Jak najbardziej. Będzie trzeba tylko wybrać odpowiedni do tego moment. Nie wiemy, ile nam zejdzie łażenie po dole.
- Zajmę się tym – powiedziała szybko Vivien. – Widzimy się w sali.
- Jasne.


Michael

        Miał wrażenie, że nie opuszczał pokoju Parker od naprawdę długiego czasu. Ostatnio Deborah w ogóle nie zwoływała ich na dole. Dzisiaj jednak postanowiła to zmienić. Znów, więc szedł obok dziewczyny, mając zasłonięte oczy i mocno skrępowane dłonie. W oddali słyszał inne kroki, które mogły należeć do pozostałych.
       Parker otworzyła drzwi, a następnie wprowadziła go do pomieszczenia, którego nienawidził. Ustawiła go, a potem stanęła tuż za nim, lekko zaciskając palce na jego ramieniu. Tym razem nie słyszał stukotu obcasów, więc nie był do końca pewny, czy Deborah jest już w środku. Zaraz obok niego zjawiła się reszta Wilczyc, prowadząc jego przyjaciół.
- Rozkujcie ich i ściągnijcie im chusty – usłyszał jej głos i cicho przełknął ślinę.
       Ręce Parker najpierw powędrowały ku górze, a on po chwili mógł spojrzeć na siedzącą w fotelu zielonooką kobietę. Jej czujny wzrok błądził od jednej pary do drugiej. Na jej twarzy gościł mały złośliwy uśmiech, który przyprawiał go o dreszcze i szybsze bicie serca. Była jego koszmarem. Koszmarem, którego z chęcią, by się pozbył.
- Wyjść – rzuciła do swoich Wilczyc, a dziewczyny bez słowa opuściły salę. – Moje drogie pieseczki – powiedziała, nie ruszając się z miejsca. Clifford zauważył stojącego w kącie Stevena. – Dawno nie widzieliśmy się w komplecie. Stęskniłam się za wami. – Zaśmiała się. – Wiecie co robić – rzuciła, wskazując kąt z instrumentami.


Ashton

        Co i rusz uderzał w perkusję. Był tak skupiony na tym co robi, że zupełnie nie słyszał podniesionego głosu Deborah, która kazała im przestać. Gra była jego ucieczką od tego, co się działo. Mógł się też w pewien sposób wyżyć i wyzbyć negatywnych emocji.
- Dosyć! – rzuciła, podnosząc się z fotela. – Pora na inne zajęcia. Zostawcie instrumenty i podejdziecie do stołu.
        Irwin bez słowa odsunął się od bębnów, a następnie wstał z miejsca. Ruszył za chłopakami, którzy wykonywali jej polecenie. Usiadł niedaleko Luke'a i Caluma. Michael również chciał zająć miejsce, ale Deborah położyła mu rękę na ramieniu i szybko pokręciła głową. Stanął, więc niedaleko nich.
- Pomyślałam, że dzisiaj wykażecie się w innej dziedzinie. Co powiecie na małe malowanie? – zapytała, a na jej twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. Nie spodobał się on Ashtonowi. Zresztą w jej osobie nic mu się nie podobało. Była ich katem. Osobą, która go odpychała.
        Chwyciła za kartki leżące na brzegu stołu, a następnie zrobiła rundkę wokół nich, rozdając im biały papier wielkości A3. Resztę ułożyła na środku, miedzy nimi.
- To na wypadek, gdybyście mieli więcej pomysłów na obrazy – dodała i odwróciła się. 
        Podeszła do fotela, przy którym znajdowała się niewielka czarna reklamówka. Chwyciła za nią i wróciła do nich, a jej uśmiech powiększył się jeszcze bardziej. Stanęła obok Irwina, a on odsunął się od niej, nie chcąc jej dotknąć. Kobieta jednak tego nie zauważyła. Złapała za siatkę i przekręciła ją. Na stół wypadły cztery noże z czarną rękojeścią, a ich ostrza ukryte były w czarnych skórzanych pokrowcach.
- Do dzieła – powiedziała i odwróciła się do Clifforda. – Ty misiu potowarzyszysz mi przy fotelu. Weź gitarę. Chętnie posłucham, jak grasz tylko dla mnie.
        Ashton spojrzał na noże, a następnie przeniósł zaskoczony wzrok na swoich przyjaciół. Oni również nie wiedzieli, o co chodzi Deborah. To wszystko bardziej utwierdzało go w tym, że jest ona naprawdę mocno zbzikowana i niespełna rozumu.
- No? Na co czekacie? – zapytała, opierając dłonie o biodra, kiedy Michael ruszył po gitarę.
- Nie mamy czym rysować – odezwał się Luke, podnosząc głowę do góry i wlepiając w nią swoje błękitne oczy.
- Czyżby piesku? – odparła z jeszcze szerszym uśmiechem, ukazując im przy tym swoje białe zęby. – To mają być rysunki stworzone waszą krwią. Użyjcie noży.
        Ashton zrobił wielkie oczy i spojrzał na kobietę. Lekko rozchylił usta. Deborah naprawdę była szurnięta. Pokręcił głową. Nie zmierzał się w żaden sposób okaleczeć, tylko dlatego, że ta walnięta wariatka wpadła na kolejny głupi pomysł, by ich ośmieszyć.
- Co jest Irwin? – zwróciła się do niego. Kątem oka zauważył, jak Calum spojrzał wymownie na Luke'a, dając mu znać, by się nie wtrącał. – Masz robić to, co ci każe!
- Nie ma mowy – powiedział pewnym siebie głosem. Sam był zaskoczony skąd nagle znalazł u siebie tyle odwagi, by się jej postawić. Nie odrywał od niej wzroku, w dalszym ciągu wpatrując się w jej zimne zielone oczy.
- Czy ja się kurwa przesłyszałam?! Masz zamiar mi się stawiać?!
- Nie będę rysował – odparł przez zaciśnięte zęby.
- Będziesz – powiedziała i zanim zdążył się zorientować doskoczyła do niego. 
       Złapała go za koszulkę, a potem z całej siły pociągnęła do tyłu, przewracając go z ławy na której siedział. Puściła go, a on gruchnął na podłogę, czując, jak zagrzechotały mu wszystkie kości. Uniósł się na rękach, a ona kopnęła go w brzuch. Padł na ziemię po raz kolejny, wciągając drobinki kurzu, które uniosły się nad ziemią. Poczuł, jak jedzenie podchodzi mu do gardła, ale zanim zdołał raz jeszcze dźwignąć się na rękach, ona kopnęła go w żebra, wyduszając z niego cichy jęk.
       Usłyszał szuranie dochodzące ze stołu. Podniósł głowę. Chłopaki wstali ze swoich miejsc, zaciskając ręce w pięści. Deborah jednak nie dała się zastraszyć. To ona rozdawała tu karty. To była jej gra i oni musieli przejść kolejną rundę. Zanim którykolwiek z nich zdążył się zorientować, kobieta wyciągnęła broń i wycelowała w nich.
- Siadać! - Luke i Calum bez słowa zajęli swoje miejsca. – Bez żadnych głupich numerów! – Następnie podeszła do Asha, nachylając się lekko nad nim. – Jak będzie Irwin? Współpracujesz czy może wysłać cię do pokoju, do którego prowadzą schody pod nami?
- Współpracuję – wydusił z siebie, czując jak w ustach nazbierała mu się ślina.
- Grzeczny chłopiec – powiedziała, a następnie złapała go za koszulkę. Pociągnęła go do góry, a on wstał z podłogi. Popchnęła go w stronę stołu, na który poleciał, niemalże zwalając z niego rozłożone przez nią kartki papieru.


Calum

       Kiedy Ash zaczął się stawiać, wiedział, że to zwiastuje kłopoty. Nie chciał patrzeć na to, co Deborah może z nim zrobić. Na całe szczęście ta suka nie znęcała się nad jego przyjacielem zbyt długo, choć gdy Irwin z powrotem usiadł przy stole, nie prezentował się wcale najlepiej. Deborah do swojej kary użyła nóg i Hood nie był by zdziwiony, gdyby tymi kopniakami połamała mu żebra.
       Wstrzymał powietrze w płucach na dłużej, czując, jak stróżka potu spływa mu po plecach. Słyszał nierówny i ciężki oddech Irwina, który starał się uspokoić po tym, co się stało. Calum zacisnął dłoń, wciąż mając przed oczami wyciągniętą w ich stronę lufę jej pistoletu. Czy byłaby wstanie pociągnąć za spust? Był pewny, że tak.
- Bierzcie się w końcu do pracy – rzuciła Deborah, a potem odwróciła się w stronę Michaela, który przyglądał się temu wszystkiemu z wielkimi, jak spodki oczami. – A ty do mnie.
        Zajęła miejsce na swoim fotelu, a Michael usiadł tuż obok niej. W rękach trzymał gitarę. Calum zerknął na nią, a ona w dalszym ciągu wpatrywała się w nich, czekając, aż zaczną malować. Wiedział, że im dłużej oni zwlekają, tym narasta w niej gniew i irytacja. Naprawdę nie chciał wylądować w pokoju wyłożonym kafelkami.
        Luke musiał myśleć o tym samym, bo jako pierwszy złapał za nóż. Wyciągnął go z pokrowca i podsunął pod nos kartkę. Calum bacznie obserwował jego ruchy, co jakiś czas czując zimne dreszcze na plecach. Blondyn poruszył długimi palcami, a potem przyłożył ostrze do wewnętrznej części swojej dłoni. Zacisnął zęby i skrzywił się, kiedy przeciął sobie skórę. Od razu pojawiła się krew, która szybko wypłynęła z rany. Hemmings zacisnął rękę, a następnie ustawi ją nad białą kartką. Czerwone krople zaczęły barwić papier. Złapał za drugą kartkę. Bez zawahania umoczył w swojej krwi palca, a potem zaczął mazać po papierze, tworząc rysunek. Calum zamrugał oczami, wziął głęboki oddech i również chwycił za nóż.


Vivien

        Z zaciśniętymi zębami zakładała Ashtonowi łańcuch i chustę na oczy. Widziała, jak parę razy zatrzęsły jej się dłonie. Zupełnie nie podobało jej się to, co wymyśliła Deborah. Zupełnie nie podobało jej się to, co działo się w tej sali. Szczególnie, że znów doszło do pobicia.
        Wyprowadziła Irwina powoli na korytarz, a potem zaprowadziła go na górę. Chciała wiedzieć dokładnie, czym jej podpadł. W końcu prezentował się najgorzej wśród chłopaków.
        Otworzyła drzwi i od razu pociągnęła go w stronę łóżka. Jego kolana obiły się o materac, a ona klepnęła go w ramię, dając mu znak, by usiadł. Bez słowa to zrobił. Ściągnęła mu czarną chustę, a także łańcuchy i tą głupią obrożę. Odłożyła to wszystko na biurko.
        Wróciła do niego, przyglądając się jego skrzywionej twarzy. Z jego dłoni nadal powoli sączyła się krew, która kończyła swoją drogę wsiąkając w jego spodnie, które i tak były umazane czerwoną posoką. Koszulka również.
- Co się tam stało?
- Zakwestionowałem jej rozkaz – odpowiedział z goryczą, odwracając od niej głowę.
- Ashton – jęknęła Vivien. Ujęła jego twarz w dłonie, zmuszając go do tego, by znów na nią spojrzał. – Nie wolno ci się jej sprzeciwiać.
- Wiem.
- To dlaczego to robisz?
- Nie wiem, co mi strzeliło do głowy.
- Co ci zrobiła?
- Dostałem kilka kopniaków.
- Pokaż – powiedziała, a on podciągnął brudną koszulkę do góry. Tym razem to Vivien się skrzywiła widząc sine i zaczerwienione ślady na jego ciele. – Idź do łazienki, a potem się połóż. Przyda ci się chwila odpoczynku. Zawołaj mnie, jak się ubierzesz. Trzeba założyć ci opatrunek na tą rękę.
- Dzięki – rzucił szybko Irwin, a potem z grymasem bólu na twarzy, podniósł się z miejsca i ruszył do białego pomieszczenia.


Felicity

        Prychnęła cicho pod nosem, zawiązując bandaż na ręku Luke'a. Zazgrzytała zębami, nie mogąc pojąć, jak można być tak bezwzględnym i złym człowiekiem, jakim była Deborah. Przecież robili wszystko, co chciała. Dlaczego więc wymyślała, coraz to gorsze rzeczy? Do tego widziała stan Ashtona. Deborah bez ogródek powiedziała, że na to zasłużył. Felicity była pewna, że po porostu ukarała go za to, że się w jakimś momencie jej postawił.
- Jest w porządku – powiedział Luke, a ona poczuła na sobie jego wzrok.
- Właśnie kurwa widzę – odparła przez zaciśnięte zęby. – Rysowanie krwią. Ona jest popierdolona –syknęła.
- Hej – zaczął Luke, dotykając wolną dłonią jej twarzy. Siedzieli naprzeciwko siebie, więc Fel oderwała wzrok od białego bandaża i spojrzała wprost w jego błękitne tęczówki. – Już jest w porządku.
- To nie powinno się dziać – pociągnęła czarnowłosa, kręcąc głową.  – Nigdy nie powinniście się tu znaleźć.
- Przeszłości nie zmienisz.
- Wiem, a bardzo bym chciała.
- Jest naprawdę w porządku – powtórzył Luke, a ona westchnęła. – Może po tym da nam znów spokój?
- Oby. Oby odpieprzyła się od was na długo – rzuciła Felicity, robiąc na końcu małą kokardkę. – Gotowe.
- Dzięki.
         Dziewczyna bez słowa wstała z miejsca. Zebrała rzeczy i wrzuciła je do apteczki. Następnie wyniosła ją do łazienki. Kiedy wróciła do pokoju, Luke w dalszym ciągu siedział na łóżku. Oglądał swoją rękę, a ona przez chwilę spoglądała na niego w ciszy. Nie mogła obronić go przed wszystkim, co działo się w Gnieździe. Nie miała wpływu na decyzje podejmowane przez Deborah. Mogła jednak pomóc mu przetrwać ucieczkę. Nauczyć kilku rzeczy, aby droga ku wolności była łatwiejsza.
- Mam pomysł – powiedziała, podchodząc do niego. Złapała go za ręce i pociągnęła do góry. Chłopak wstał i spojrzał na nią z ciekawością. – Mamy trochę czasu, więc pomyślałam o tym, aby jeszcze bardziej przyszykować cię do ucieczki.
- Co chcesz zrobić?
- Kolejna lekcja – rzuciła ze śmiechem. – Obrona własna.
- Myślisz, że nie umiem się bić? – odparł, przekręcając oczami. Mimo to na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Nie… Bo nie o to tu chodzi. Możesz umieć, jak to ty powiedziałeś, bić się, ale musisz pamiętać, że na naszej drodze mogą stanąć o wiele bardziej wyszykowane do tego celu osoby. Uzbrojone nie tylko w broń białą, ale także w broń palną. – Luke zacisnął lekko usta. – Będziesz miął tą przewagę nad nimi, że oni raczej nie będę się spodziewali, jakiś bardziej złożonych zachowań względem ciebie.
- Bo?
- Bo nie będą wiedzieli, że cie przeszkoliłam – dodała ze śmiechem. – Zaskoczysz ich paroma trikami, gdyby doszło do bliższego kontaktu. To, jak? Chcesz spróbować?
- Pewnie.
- Okej. Przyda nam się trochę rekwizytów.
        Odwróciła się od niego i podeszła do szafy. Otworzyła ją i wyciągnęła z niej nóż oraz pistolet. Luke zrobił wielkie oczy. Felicity wyciągnęła magazynek i zabezpieczyła go, a następnie z tymi rzeczami wróciła do Hemmingsa. Położyła je na łóżku.
- Najpierw coś prostszego. – Podała mu nóż. – Może lepiej będzie, jak zasłonimy ostrze pokrowcem – powiedziała, kiedy Luke wyciągnął go i obrócił w palcach. Był cięższy i nieco większy, niż ten który trzymał w sali.
- Jasne – powiedział, chowając go z powrotem.
- Głównie chodzi o to, by jednym szybkim ruchem odsunąć od siebie narzędzie przeciwnika. Gdy masz możliwość, możesz je także przejąć. No… Zaatakuj mnie.
         Luke uśmiechnął się pod nosem i ruszył w jej stronę, podrzucając nóż w dłoniach. Widziała, jak mocniej zaciska na nim palce, a potem bierze zamach. Odsunęła się od niego, zręcznie złapała go za ramię i naparła na niego, przechylając go. Zahaczyła go nogą, a on poleciał w dół. W tym czasie wyrwała mu nóż i spojrzała na niego z triumfem. Hemmings jęknął pod nosem i podniósł się z podłogi, masując sobie pośladki.
- To było niezłe – wydusił z siebie.
- To prosty, ale bardzo skuteczny chwyt – powiedziała z uśmiechem. – Zaraz cię go nauczę.

         Po raz kolejny dźwignęła się z ziemi. Czuła, że jej pośladki powoli zaczynają strajkować, przed tym częstym kontaktem z twardą podłogą. Wyprostowała się i spojrzała na blondyna, który trzymał w rękach nóż, który przed chwilą to ona miała w dłoni.
- Świetnie, załapałeś to – powiedziała, kiwając głową. – Teraz coś trudniejszego. Broń palna. W tym wypadku już nie jest tak kolorowo. – Wzięła do ręki pistolet i podała go blondynowi. – Nigdy nie wiesz, kiedy twój przeciwnik postanowi pociągnąć za spust. Zasada jednak jest ta sama. Tak, jak ostrze noża, tak lufa pistoletu musi być skierowana, jak najdalej od ciebie, gdy już będziesz chciał coś zrobić. Przyda się też więcej siły, by wyrwać broń z jego ręki. Możesz też go w jakiś sposób rozkojarzyć.
- Dobra, łapię.
- To celuj we mnie – odparła, a Luke zawahał się. – Bez obaw, nie jest naładowany, więc nie zrobisz mi krzywdy. – Pokiwał głową. Wyciągnął rękę i zaczął w nią mierzyć.
         Felicity szybko doskoczyła do niego. Odepchnęła jego ręce, podbiła broń od spodu, co spowodowało to, że srebrny Colt wyleciał z jego ręki, a ona w powietrzu zręcznie go złapała i teraz to ona celowała w niego.
- Jesteś szybka.
- To było tak zwane, wzięcie cię z zaskoczenia.
- Też mogę cię wziąć z zaskoczenia – powiedział z pewnością w głosie, a ona zaśmiała się.
- No, to próbuj kotku – rzuciła z uśmiechem, a on odpowiedział jej tym samym.
       Ustawiła się, a Luke po chwili znalazł się tuż obok niej, próbując wyrwać broń z jej dłoni. Jednak Felicity za każdym razem była krok przed nim i jakby odczytywała jego zamiary, zanim od zdążył je wykonać. Roześmiała się widząc, jak Luke zmarszczył nos kombinując nad kolejnym pomysłem, który być może teraz uda mu się wykonać w całości.
- Nie powinieneś do mnie tak bardzo podchodzić- powiedziała, kiedy stanął tuż przed nią, napierając brzuchem na lufę pistoletu. – Tak nikt nie robi, bo łatwo można wtedy dostać kulkę.
- Czy to właśnie nie jest zaskoczenie?
- To że podszedłeś tak blisko?
- To tylko część planu.
- Jaka jest ta druga część?
         Luke uśmiechnął się do niej, a potem jak gdyby nigdy nic, pocałował ją. Felicity zamknęła oczy, dając się ponieść temu, co właśnie się działo. Blondyn przechylił głowę, by pogłębić pocałunek, a ona złapała go za dół jego koszulki i mocniej zacisnęła na niej palce. Nagle poczuła, jak Hemmings wyrywa jej broń z ręki i teraz to on celował do niej. Odsunął się, mając na ustach szeroki uśmiech.
- Ładnie, ale to nie przejdzie.
- Wiem, ale u ciebie przeszło – powiedział z triumfem. Podrzucił pistolet w dłoniach, a potem odłożył go na bok.
- Masz dość?
- Mam ochotę na coś zupełnie innego- odparł, odwracając się do niej. 
        Spojrzała na niego unosząc lekko brwi do góry, nie wiedząc, o co mu chodzi. Jej mina wywołała u niego cichy śmiech. Znów zbliżył się do niej i złapał ją za rękę. Jednym ruchem przyciągnął ją do siebie, a ona wpadła w jego ramiona. Uniosła brwi do góry, a Luke ponownie złączył ich usta ze sobą. Po sposobie, w jaki zaczął ją całować, domyśliła się, co miał na myśli. A ona nie miała nic przeciwko temu.
         Naparł na nią z taką siłą, że Felicity wylądowała na łóżku. Zepchnęła na ziemię nóż, który spadł w dół, odbijając się z głuchym łoskotem o podłogę. Zignorowała to zupełnie, zatapiając się w każdym kolejnym pocałunku Luke'a, który nawet na moment nie zwalniał tempa. Oplotła jego kark rękami, a on jeszcze bardziej przybliżył się do niej. Czuła przyjemne ciepło, jakie płynęło z jego ciała. Uwielbiała, gdy był tak blisko niej. Mogłaby to z nim robić bez końca i nie mieć dość. Tak bardzo na nią działał, że aż ona sama była tym zdziwiona. Nie broniła się przed tym, a jeszcze bardziej zatapiała się w jego pieszczotach.
         Poczuła kolejny przyjemny dreszcz, który powędrował przez jej ciało, gdy jego dłonie znalazły się pod jej bluzką. Na udzie wyczuła twarde wybrzuszenie, gdy Hemmings mocniej przycisnął swoje ciało do niej. Otarł się o nią, a ona głośniej wypuściła z ust powietrze. Chciała więcej… O wiele więcej…
        Złapała za jego białą koszulkę i pociągnęła ją ku górze. Luke ściągnął ją i odrzucił, gdzieś w bok, znów wpijając się  jej wargi. Po chwili jego usta zjechały na jej szyję, a ona jęknęła cicho. Jej dłonie zaczęły szybką wędrówkę po jego ciele. Uniosła się do góry i pozwoliła, by ścignął z niej górną część garderoby. Najpierw pozbył się bluzki, a potem jej stanika. Mruknęła pod nosem i mocniej zacisnęła powieki, kiedy poczuła jego rozgrzane wargi na swoich piersiach, które zostawiały na nich mokre i ciepłe ślady. Z ekscytacji i podniecenia, aż dostała gęsiej skórki. Spojrzał w jej oczy. Zagryzła wargę.
         Pociągnęła za sznurki w jego dresach. Zsunęła z niego spodnie wraz z bokserkami. Luke odchylił się i pozbył się kompletnie dołu. Jej palce zacisnęły się wokół jego członka, a on ponownie pocałował ją. Jego oddech przyspieszył, a potem cicho jęknął pod nosem. Rozpiął jej guzik i rozporek, a potem zsunął z niej dżinsy i figi. Kolejna warstwa ubrań wylądowała na ziemi.
         Nachylił się nad nią, pozwalając jej na to, by zatopiła się w jego błękitnych oczach. Przejechał palcami po jej twarzy, a potem przygryzł jej dolną wargę, co wywołało u niej ciche mruknięcie. Uśmiechnął się lekko, a potem wszedł w nią, na co ona zareagowała jękiem.
         Oplotła jego kark rękami, wsuwając dłoń w jego włosy i przyciskając go do siebie jeszcze bardziej. Luke od razu zwiększył tempo, a ona nawet nie próbowała protestować. Całkowicie dała się temu ponieść.
         Zacisnęła palce na jego ramieniu, a drugą ręką przejechała po jego boku. Uniosła nogi jeszcze wyżej, splatając je na jego plecach. Luke znów przybliżył się do niej, muskając jej usta, co doprowadzało ją do szaleństwa. Wbiła mu paznokcie w plecy, kiedy jego usta zjechały znów na jej szyję, a on lekko przygryzał i ssał jej skórę.
- Luke – wyrzuciła z siebie, kiedy Hemmings jeszcze bardziej przyspieszył swoje ruchy. 
        Jej ręka znów powędrowała w stronę jego włosów, ciągnąc lekko za końcówki. Blondyn jęknął cicho, napierając na nią jeszcze mocniej. Ponownie zwiększył tempo, a ona prawie krzyknęła.
- Jeszcze… trochę – powiedział, walcząc z przyspieszonym oddechem.
- Nie przestawaj – poprosiła, a potem mocno zacisnęła usta, czując, jak uderza w nią kolejna fala ciepła i przyjemności. Doszli w tym samym momencie.
         Luke uniósł się na rękach, by spojrzeć w jej ciemne oczy. Uśmiechnął się do niej lekko, a potem padł na pościel obok niej. Podciągnął się wyżej, by móc ułożyć się na poduszkach, a Felicity położyła się obok niego. Zawisła nad nim i delikatnie musnęła jego usta swoimi.
- To jest relaks po naszemu – powiedziała rozbawiona, a on parsknął śmiechem.
- Kto gasi światło? – zapytał, odgarniając z jej twarzy czarny kosmyk włosów.
- Ja się tym zajmę – odparła, a potem rozejrzała się dookoła. 
         Na szafce, która stała tuż przy łóżku, leżał niewielki notes, z którego przeważnie wyrywała kartki. Złapała za niego, a potem dokładnie wymierzyła. Zamachnęła się i rzuciła w kierunku przełącznika światła. Notes trafił idealnie w sam jego środek. Wokół nich zapanowała ciemność.
- To było super – powiedział ze śmiechem Luke.
- Jestem sokołem, więc muszę mieć dobre oko, co nie?
- Zostawmy twój gang – poprosił, łapiąc ją za ramiona i przyciągając do siebie. – Pomyślmy sobie, że poznaliśmy się na imprezie i teraz skończyło się nasze małe After Party – pociągnął, a ona zaśmiała się. Dokładnie to samo powiedziała mu kiedyś, kiedy dopiero wkraczali na ten poziom relacji, jaką mieli teraz.
- Opowiesz mi coś? – zapytała, opierając głowę o jego ciepłą klatkę piersiową. Luke złapał za kołdrę i przykrył ich. Po chwili poczuła jego dłoń na swoich plecach, która powoli zaczęła wędrować z dołu ku górze i odwrotnie. Westchnęła cicho, rozkoszując się jego dotykiem.
- Co byś chciała?
- Może coś o trasach koncertowych? Ostatnio opowiadałeś o studiu nagraniowym.
- Dobra, więc niech będzie o ostatniej trasie koncertowej – powiedział, splatając swoje palce z jej palcami. 



***
Kolejny za nami. Ten rozdział też wyszedł mi nieco dłuższy, ale rozdziały pojawiają się raz w tygodniu, więc postanowiłam go nie dzielić. 
Mam nadzieję, że ta część przypadła wam do gustu :)

Dziękuję wam za tak miłe słowa w komentarzach :) Motywujecie mnie do dalszego pisania! Wielkie dzięki!

Kolejny rozdział standardowo w następny piątek :)

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Wow!
    Nie wiem, co moge napisac, bo dalej przezywam ten sexytime ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uhh... dobra, ochlonelam.
      A wybacz ze zadam Ci takie malenkie pytanko i mozesz na nie nie odpowiadac,bo w koncu to Twoje opowiadanie, Twoja historia i Twoje pomysly, ale czy planujesz w przyszlosci napisac cos w takim deseniu, ze Luke bedzie sie opiekowal Fel? No wiesz... jakos sie uszkodzi dziewczyna przy jakies misji czy cos, albo planujesz jakas wpadke glownych bohaterow? No wiesz... nie kazda kobieta zazywa tabletki, a prezerwatywy raczej nie przelewaja sie w sypialni Fel.

      Usuń
  2. Genialny rozdział, po prostu zarąbisty :-)
    Czekam na następny <3
    Wspaniale piszesz i nigdy nie przestawaj.
    - twoja na zawsze wierna czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział!
    Scenka +18 - mrauuu <3
    Każdy twój rozdział mnie rozwala bardzo w pozytywnym sensie.
    Napisałam to w komentarzu na twoim innym blogu, ale tutaj też powtórzę : ty genialnie piszesz. Po prostu niesamowicie. Mogłabym czytać twoje rozdziały cały czas!
    To z rysowaniem krwią - no brak mi słów XD
    Czekam na następny rozdział ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zacznę od HOOT SCENKI uwielbiam je w twoim wykonaniu, jak głupio by to nie brzmiało XD Luke i Fel moja ulubiona para w tym opku, choć Calum i Alice też ich gonią ;) Deborah polecam wizytę w zakładzie zamkniętym z zaostrzonym rygorze, bo pada ci na glace coraz bardziej.
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału! Aż mnie skręca z ciekawości :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń