piątek, 31 lipca 2015

15 "Dzisiaj wkraczamy w kolejny punkt planu"

Vivien

       Alice odebrała gotowe klucze po dwóch dniach. Jeden, od pokoju Parker, schowała u siebie, drugi od gabinetu Deborah przekazała Felicity. Teraz wystarczyło poczekać na odpowiedni moment, aby dostać się do pomieszczenia i zdobyć plany Gniazda. 
       Vivien musiała mieć oko na kobietę i jej współpracowników, dlatego przez ten czas prawie nie odrywała się od komputera, szykując notatki. Ciągle włamywała się do monitoringu Gniazda, aby mieć podgląd na poszczególnych jej mieszkańców. Nie była jednak w tym sama. Ashton okazał się być godnym współpracownikiem z dość dobrym okiem. Dodatkowo nauczyła go tej trudnej sztuczki i teraz on sam bezproblemowo mógłby to zrobić, a nawet podłożyć fałszywy obraz pod monitor mężczyzn siedzących na dole. Vivien wiedziała, że ta umiejętność może mu się przydać, gdyby życie wyeliminowało dziewczynę z dalszej realizacji planu ucieczki.
       Usłyszała dzwoniący telefon. Oderwała wzrok od monitora i spojrzała na wibrującą na biurku komórkę. Widząc osobę dzwoniącą, szybko po niego sięgnęła i odebrała.
- Co jest Alice?
- Dostałam cynk od Stevena, że Deborah wybiera się dzisiaj na jakieś spotkanie – powiedziała lekko dysząc. Od jakiegoś czasu dziewczyny przebywały w ich sali treningowej, gdzie razem z Parker udoskonalały i ćwiczyły swoje umiejętności walki. Vivien przeważnie omijała te spotkania. W ramach poprawy kondycji wolała długodystansowe biegi w terenie.
- Ekstra – rzuciła z uśmiechem. – Fel już wie?
- Tak. Niedawno wróciła do siebie, aby się przyszykować. Deborah wyjeżdża o drugiej.
- A co z tobą?
- Zostałam, aby Parker nie nabrała podejrzeń. Sama też zaraz się zwinę.
- Przyszykuję wszystko.
- Jesteśmy w kontakcie – rzuciła Alice, a potem usłyszała jej ciche warknięcie. – Spierdalaj Parker, nie widzisz kurwa, że rozmawiam?!
       Vivien przekręciła oczami i rozłączyła się, odkładając telefon na biurko. Poderwała się z miejsca, a następnie podeszła do drzwi od łazienki, za którymi od dłuższego czasu siedział Irwin. Zapukała głośniej, niż zamierzała.
       Drzwi otworzyły się. Uniosła lekko brwi do góry, odsuwając się od niego. Ashton stał przed nią w samym tylko ręczniku, wycierając się drugim. Woda ściekała mu z nosa i włosów, a Vivien na dłużej zatrzymała wzrok na jego klatce piersiowej. Musiała to przyznać, że był to w pewnym rodzaju dość smaczny widok. Szybko jednak zbeształa się za to w myślach. Ashton to tylko dobry przyjaciel, nic więcej.
- Co jest? – wydusił z siebie.
- Przyspiesz swoje ruchy. Dzisiaj wkraczamy w kolejny punkt planu. Za dwie godziny Deborah wychodzi. Mamy szansę włamać się do jej gabinetu.
       Chłopak tylko pokiwał głową i wrócił do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Vivien zamrugała oczami i dopiero teraz zorientowała się, że od tego widoku zrobiło jej się ciepło. Pokręciła głową starając się pozbyć sprzed oczu na wpół gołego Irwina i wrócić do rzeczywistości. W końcu miała do wykonania pilną robotę i musiała być maksymalnie skupiona.


Alice

       Wparowała do pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Calum siedzący na swoim piankowym materacu, podskoczył i uderzył w ścianę, zaskoczony tym jej nagłym wtargnięciem. Skrzywił się masując sobie tył głowy, wlepiając jednocześnie zaciekawione spojrzenie w dziewczynę.
- Co się stało? – wydusił z siebie, kiedy ta szybko podeszła do niego i pozbyła się jego łańcuchów i obroży.
- Mało czasu – rzuciła tylko. – Będziesz nam potrzebny.
- Co się dzieje Alice?- zapytał po raz kolejny, wstając z materaca.
- Realizujemy na szybko kolejny punkt planu. Felicity włamie się dzisiaj do pokoju Deb. Matko- mruknęła pod nosem, jednocześnie krzywiąc się. – Koniecznie muszę wziąć prysznic. Odpal komputer Cal, Vivien zaraz się z nami połączy.


Felicity

       Sprawdziła małą kamerkę, upewniając się, że jej pamięć jej pusta, a bateria naładowana. Zawczasu wyciszyła dźwięk w swoim telefonie. Musiała mieć kontakt z dziewczynami, ale jednocześnie musiała działać cicho. Nie chciała, by ktoś przyłapał ją na tym, jak myszkuje w rzeczach Deborah. Wolała nie myśleć, co by z nią zrobiła, gdyby to wyszło na jaw.
       Luke siedział przy biurku, odwrócony w jej stronę, a ona czuła na sobie jego czujny wzrok. Praktycznie nie spuszczał z niej oczu, dokładnie śledząc każdy jej ruch. Z pewnością nadawałby się na dobrego obserwatora.
- Dlaczego to musisz być ty? – zapytał cicho, kiedy ona schyliła się, by zawiązać buty.
- Jestem szczurem – powiedziała z uśmiechem.
- Co? – odparł z lekkim uśmiechem na ustach. – Jakim znowu szczurem?
- To jeden z podziałów w naszym gangu – odpowiedziała mu, prostując się. – Szczur to osoba, która dobrze zna się na planach, mapach i włamywaniu się do różnych miejsc.
- I ty jesteś szczurem? – Fel pokiwała głową i uśmiechnęła się.
- Jestem też sokołem – dodała. – Człowiekiem od snajperek.
- Macie dziwne te nazwy.
- Nie my je wymyślałyśmy. Vivien też jest szczurem, ale ona musi zostać na miejscu. Jest też specem od komputerów, więc dziś zasiądzie za biurkiem. Wiesz, że jesteś nam potrzebny – chłopak pokiwał głową. – Więc rób to, co ona ci każe.
- Wiem.
- Świetnie – powiedziała z uśmiechem i podeszła do niego. Nachyliła się w jego stronę. – Tworzymy zespół.
- Bardzo ryzykowny zespół – poprawił ją, a ona zaśmiała się.
- Trafne spostrzeżenie.
       Luke złapał ją za ręce i przyciągnął w swoją stronę. Usiadła na jego kolanach, obejmując go ramieniem, a on po prostu wpił się w jej usta, prawie pozbawiając ją tchu. Uwielbiała, gdy tak robił. Pomagał jej się odprężyć i zrelaksować, a także nie myśleć o tych gorszych rzeczach. Uwalniał ją od czarnej strony jej życia.
- Jesteś najlepszy kotek – wyszeptała, co wywołało na jego twarzy szeroki uśmiech. – Ale muszę się zbierać. Zaraz na ekranie pojawi się Vivien, więc muszę być gotowa.
- Obiecaj, że będziesz na siebie uważać.
- Zawsze na siebie uważam.
- Jasne- prychnął pod nosem, a ona musnęła ostatni raz jego usta i wstała z jego nóg. Luke puścił jej dłonie, odwracając się w kierunku monitora.
       Dziewczyna złapała za kamerkę i wsunęła ją do kieszeni, tak samo, jak telefon. Odwróciła się w stronę blondyna i wzięła cichy głęboki oddech. Musiały zaangażować ich w tą akcję, aby mieć wszystkie miejsca pod obserwacją. Felicity nie ufała ludziom z Gniazda, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się to, by ktokolwiek myszkował jej po pokoju. Miała więc nadzieję, że tym razem będzie tak samo. W końcu ona i Alice zostawiają chłopaków bez łańcuchów, przy ich komputerach.
       Całą tą obserwację dokładnie zaplanowała Vivien. Dziewczyna podzieliła trzy pokoje na cztery sektory, które mają obserwować. Będą w kontakcie za pomocą komunikatora internetowego, a ona dodatkowo będzie mieć łączność telefoniczną z Felicity. Ona i Ash wezmą dwa dolne sektory, Calum dostaje drugie piętro, a Luke trzecie te, na którym znajduje się gabinet Deborah. Alice ma za zadanie dostać się na dach i stamtąd obserwować drogę. Oprócz tego Vivien odłączyła obraz z tych kamer, które mogłyby namierzyć Fel i wrzuciła im fałszywy obraz pustego korytarza tak, by nikt nie wiedział, że czarnowłosa kręci się po miejscu, w którym być nie powinna.
       W końcu na ekranie pojawiła się znajoma twarz dziewczyny. Felicity podeszła do Luke'a, który już nachylał się w stronę jej przyjaciółki.
- Wszystko gotowe- powiedziała Vivien. – Deborah wyszła. Nie wiemy, kiedy ma zamiar wrócić, wiec ruszaj póki masz czas. – Następnie spojrzała na blondyna. – Luke, zaraz podłączę ci odpowiedni obraz. Będziesz mnie tylko słyszał. – Chłopak pokiwał głową.- Strzałkami zmieniasz kamery. Możesz też dać podgląd na całość, wtedy pojawi ci się kilka małych okienek na raz. Wystarczy że naciśniesz F4. Scrollem przybliżasz i oddalasz obraz.
- Jasne.
- Informuj mnie o każdym, kto zacznie się kręcić w tych rejonach. – Chłopak znów pokiwał głową.
- Fel – zwróciła się do niej, a ona bardziej nachyliła się w stronę ekranu. – Z tego co pamiętam Dominic trzymał plany Gniazda w dużej czerwonej tubie. Łatwo ją powinnaś namierzyć, bo była zamszowa. Przynajmniej wkładał je tam, kiedy mnie szkolił.
- Jasne. Zamszowa czerwona tuba. Bułka z masłem – odparła dziewczyna, kiwając głową.
- I nie szarżuj – ciągnęła Vivien, a Fel przekręciła oczami. – Dostajesz cynk i uciekasz, rozumiemy się?
- Tak. Bez obaw Viv.
- W takim razie ruszaj.
       Twarz Vivien zniknęła, a po chwili pojawił się obraz z pierwszej kamery, która umiejscowiona była na trzecim piętrze. Fel zerknął na Luke'a, który spojrzał na nią i lekko się uśmiechnął.
- Powodzenia.
- Powodzenia – odpowiedziała i ruszyła w stronę drzwi.


Luke

       Przetestował podane przez Vivien klawisze. Wszystko działało tak, jak mówiła. Wziął na podgląd całości. W ten sposób dobrze widział każdy obraz z każdej kamery w swoim obszarze. Na razie korytarze były puste.
       Przysunął się bliżej monitora, opierając łokcie o biurko. Złączył dłonie, układając na nich brodę. Jego oczy przesuwały się po obrazach, ale nadal nikogo nie widział. Dopiero po dłuższej chwili zauważył idącą Felicity.
       Kiedy dziewczyna pojawiła się na piętrze i rozejrzała się, z drugiego końca holu wyłonił się młody mężczyzna. Luke przybliżył obraz, przyglądając się jego twarzy.
- Vivien.
- Co jest Luke?
- Mam faceta na horyzoncie.
- Zaraz zrobię sobie podgląd. – Nastała chwila ciszy. Mężczyzna zauważył Felicity i podszedł do niej. – To tylko Troy. Fel powinna zaraz go spławić.
        Luke wstrzymał oddech, kiedy Troy zbliżył się do dziewczyny. Uśmiechał się do niej. Zaczęli rozmawiać. Blondyn uniósł brwi do góry, widząc, jak mężczyzna dotyka przelotnie jej dłoni. Felicity coś odpowiedziała, a on zaśmiał się. Hemmings zazgrzytał zębami. Po chwili Troy skinął jej głową i odszedł w stronę schodów.
- Poszedł – powiedziała Vivien. – Po problemie. Daj mi znać, jak pojawi się ponownie.
- Jasne – rzucił Luke.
       Widział, jak dziewczyna rozgląda się, a potem szybko idzie w przeciwną stronę. Domyślał się, że to właśnie tam znajduje się gabinet Deborah. Przełączył widok na całość, by na mniejszych okienkach śledzić jej drogę.
       Felicity wyciągnęła z kieszeni klucz i wsadziła go do zamka. Cicho przekręciła go i złapała za klamkę. Drzwi ustąpiły. Odwróciła się w stronę kamery i uśmiechnęła się, pokazując mu uniesiony kciuk. Uśmiechnął się pod nosem. Dziewczyna weszła do środka, znikając mu z oczu.
- Weszła do środka – powiedział Luke, łapiąc za puszkę z colą.
- Dobra. – A potem zwróciła się od jego przyjaciela. – Ashton, daj znać Alice, że Fel jest w środku.
- Jasne.


Felicity

       Nigdy nie była w gabinecie Deborah sama. Pomieszczenie to teraz wydawało się być dziwnie puste, ale nadal miało w sobie coś złowieszczego. Miała wrażenie, jakby Deborah miała zaraz wyskoczyć zza szafy, czy biurka z głośnym okrzykiem Mam cię! Wiedziała jednak, że kobieta przebywa poza budynkiem, choć nadal wyczuwała tu jej dziwną obecność.
       Aby nie przedłużać i nie stać bezczynnie, podeszła do oszklonej szafy. Powoli otworzyła ją i zajrzała do środka. Było tu mnóstwo papierów i planów, z który i ona nieraz korzystała. Ogólnie panował tu totalny bałagan, a Fel zaczęła wątpić w to, by znalazła to, czego szuka. Zaczęła przewalać wszystkie kartki i papierzyska, ale nie znalazła czerwonej zamszowej tuby.
       Wiedziała, że nie ma czasu przeglądać zawartości szafy po kolei i sprawdzać każdy napotkany schemat, czy plan. Dlatego odpuściła i podeszła do kolejnej dużej szafy. Otworzyła ją. Wśród segregatorów i teczek, dostrzegła wciśniętą w kąt czerwoną tubę. Uśmiechnęła się pod nosem i złapała za nią. Delikatnie wyciągnęła ją, starając się nie robić bałaganu. W końcu nie mogła pozwolić, by Deborah zauważyła, że ktoś tu myszkował.
       Drżącymi z ekscytacji rękami otworzyła tubę. Przechyliła ją w bok. Na jej dłoń wypadł zwinięty w rulon cienki długi papier. Wyciągnęła go całego, odkładając tubę na bok. Następnie zaczęła rozwijać plany.
- Kurwa –syknęła pod nosem. 
       Wiedziała, że plany Gniazda są stare, ale nie wiedziała, że są tak mało precyzyjnie rozrysowane. Wszystko niemalże nakładało się na siebie, a ona nie do końca wiedziała, na co patrzy. Z pewnością odczytanie tego zajmie im trochę czasu.
       Papier zawijał się na bokach, więc Fel ustawiła na jego koniuszku jedną część tuby. Na pozostałych trzech końcach poustawiała zszywacz, dziurkacz i paczkę spinaczy, które znalazła na biurku kobiety. Następnie wyciągnęła kamerę i powoli zaczęła nagrywać obraz, starając się, by sprzęt nie trząsł jej się w dłoniach. Była to mozolna praca, bo liczył się każdy fragment tej pieprzonej mapy.


Alice

       Przyłożyła lornetkę do oczu, skupiając się na samochodzie, który wyjechał zza lasu. Przywarła do podłoża jeszcze bardziej, podpierając się drugą ręką, by prawą zwiększyć parametry i wyostrzyć obraz. Wzięła głęboki oddech, rozpoznając czarny samochód. Wiedziała, do kogo należy. Wiedziała, kto raca do domu.
- Co? Kurwa! Tak szybko? - jęknęła z zawodem, a potem szybko wydobyła z kieszeni telefon. Wybrała numer i przycisnęła telefon policzkiem do ramienia, nie spuszczając oczu z samochodu Deborah.
- Co jest Alice? – usłyszała głos Asha, który robił za jej kontakt z bazą, czyli Vivien.
- Powiedz Viv, że ona wraca – syknęła drążącym głosem. – Ona już kurwa wraca!
- Ja pierdolę – warknął po nosem Ash, a potem przekazał informację dalej. – Gdzie jest?
- Dojedzie tu pewnie za jakieś pięć minut, biorąc pod uwagę stałe tempo jej jazdy, które się nie zmienia.
- Kurwa – syknął Irwin. – Mówi, że pięć minut – rzucił do Vivien.
- Ashton?
- Tak, Alice?
- Wyciągnijcie ją z stamtąd – rzuciła, zagryzając wargę.
- Właśnie to robimy.


Felicity

       Drgnęła i podskoczyła czując wibrację w kieszeni. Wydobyła szybko telefon. Zobaczyła kto dzwoni, a następnie odebrała.
- Co jest Viv?
- Uciekaj – rzuciła szybko jej przyjaciółka. – Deborah wraca.
- Przecież miała mieć spotkanie…
- Fel, zabieraj dupę i wiej!
- Nie zdążyłam nagrać wszystkiego – syknęła.
- Trudno. Uciekaj!
- Ale…
- Kurwa Felicity! Możesz choć raz zrobić to, o co cię kurwa proszę?!
- Tylko na to zerknę – rzuciła i rozłączyła się.
       Brakowało jej do nagrania ostatniego fragmentu. Wyłączyła kamerę i wsunęła ją do kieszeni. Następnie szybko przyjrzała się dokładnie ostatniemu schematowi. Jeśli się skoncentruje, to jest w stanie to zapamiętać. W końcu miała dobrze rozwiniętą i wyćwiczoną fotograficzną pamięć. Jej wzrok był znacznie szybszy, niż oko kamery. Dlatego już po chwili zwinęła plany i wsunęła je z powrotem do tuby. Potem wrzuciła ją do szafy i poukładała rzeczy z biurka na swoim miejscu. Ruszyła w stronę drzwi, czując, jak jej oddech ze zdenerwowania przyspieszył. Wiedziała, że igra z ogniem, ale kto by nie wykorzystał danej im szansy?


Calum

       Siedział cały spięty przed ekranem, przed którym zostawiła go Alice. Słyszał całą rozmowę, jaka odbywała się między Vivien, a Ashem. Przestało mu się to podobać, szczególnie wtedy, kiedy dziewczyna wrzeszczała na Fel, by ta uciekała. Po tonie jej głosu wnioskował, że Fel jednak nie do końca słuchała rozkazów swojej koleżanki.
- Kurwa jego mać – wysyczała Vivien, a on, aż podskoczył.
- Wyszła? – zapytał z nadzieją, choć bardzo dobrze wiedział, jaką dostanie odpowiedź.
- Nie, rozłączyła się.
- Bez jaj – doszedł do niego rozczarowany głos Luke'a. – Co teraz?
- Mam nadzieję, że ona wie, jak kurwa ryzykuje – pociągnęła temat Vivien. – Zabiję ją. Naprawdę ją zabiję. Co u Alice, Ash?
- Mówi, że Deborah zatrzymała się na podjeździe.
- Zaraz pewnie pojawi się na twoim ekranie. Luke, czy Fel wyszła już z gabinetu?
- Nie.
- Kurwa, pięknie.
- Mam Erica na drugim piętrze – powiedział szybko Calum, kiedy dostrzegł mężczyznę wychodzącego z jakiegoś pokoju. – I jeszcze jakiegoś kolesia.
- Gdzie idą?
- Na dół – odpowiedział, dokładnie śledząc ich drogę. – Przez chwilę mignął mi też Steven, ale on po chwili wrócił tam, skąd wyszedł.
- Dobra mam ich. Eric i Peter.
- Deborah weszła do budynku – powiedział Ash, a Calum mocniej zacisnął szczękę. Czemu ona nie wychodzi?
- Luke? – odezwała się ponownie Vivien.
- Nie wyszła – powiedział, a Hood usłyszał zdenerwowanie w jego głosie. Sam zazgrzytał zębami. Poczuł, jak żołądek skręca mu się w ciasny supeł. Co jeśli ich plan ucieczki nawali już na wstępie? Wiedział, że Fel ich nie wyda, ale naprawdę lubił tą dziewczynę i nie chciał, by poniosła jakieś krwawe i bolesne konsekwencje za to, co zrobiła. A mógł się domyślić, że Deborah byłaby wstanie ostro wymierzyć jej karę.
- Deborah rozmawia z tą dwójką – powiedział Ashton.
- Jest! – krzyknął Luke, a Calum odetchnął z ulgą. – Wyszła. Zamknęła drzwi i kieruje się w stronę schodów.
- Vivien cofnij ją! – powiedział szybko Calum.
- Co się dzieje?- wtrącił się Luke.
- Mam kogoś na drugim piętrze i chyba wchodzi na górę.
- Zaraz do niej zadzw…
- Za późno – rzucił Hood, widząc, jak Fel wpada na młodego mężczyznę. Prawie się od niego odbiła, ale mężczyzna zaśmiał się i coś zaczął do niej mówić. Ona też uśmiechnęła się, machnęła na niego ręką, a potem zaczęła coś mu opowiadać, mocno przy tym gestykulując.
- Widzisz ich Calum? – zapytał Hemmings.
- Rozmawiają – powiedział, głośniej oddychając.
- Niech ona spada – rzuciła Vivien. – Deborah idzie do siebie!


Felicity

       Wyszła zza rogu i niemalże zbiegła schodami na dół. Skręciła w bok i wleciała w Troy’a, który zmierzał na górę. Spojrzał na nią ze śmiechem i pokręcił głową.
- Spieszy ci się?
- Umówiłam się na rozmowę z siostrą – powiedziała powoli.
- Znalazłaś w składziku to, co chciałaś?
- Nie. Same graty. Miałeś rację. Kupię nowe ramy.
- A nie mówiłem – rzucił ze śmiechem. – A ty nie chciałaś mnie słuchać.
- Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze do tego? – odparła, a on wzruszył ramionami i znów się uśmiechnął. – Zresztą jest tam taki burdel, że prawie mnie przygniotło. Szperam i nagle łup… Prawie dostałam jakimś meblem w łeb. Byłoby pięknie, gdybyście pomyśleli o tym, że nie każdy mieszkaniec tego szacownego budynku jest dryblasem na waszą miarę.
- A może my panowie lubimy, jak kobiety proszą nas o pomoc?
- Takiego słodziaku – mruknęła.
       Zamarła słysząc kroki. Starała się przybrać na twarzy normalny wraz. Na szczęście Troy odwrócił się w stronę wchodzącej na górę Deborah, więc nie zauważył jej zmieszania. Fel zrobiła obojętną minę, krzyżując ręce na piersiach. Kobieta pojawiła się w zasięgu ich wzroku.
- Cześć Deb – rzucił mężczyzna. – Już po spotkaniu?
- Nie wkurwiaj mnie – odpowiedziała, mijając ich. – Tak się robi interesy, że zanim dojedziesz na miejsce, twój klient okazuje się być trupem. Mogę się założyć, że to sprawka tego skurwiela Richarda. To już kolejny raz, kiedy wyniuchał, coś co go nie powinno obchodzić.
- Wiesz, co by ci poprawiło humor? – rzucił Troy z rozbawieniem.
- Co?
- Szybki numerek.
- Pierdol się Garnson! – warknęła Deborah, a potem na przywitanie skinęła Fel głową. Dziewczyna odpowiedziała tym samym. Kobieta odwróciła się i weszła po schodach, zostawiając ich samych.
- Po, co ją prowokujesz? – odparła Felicity, mierząc go wzrokiem.
- Bo to jest kurewsko zabawne – rzucił. – Na razie mała.
       Troy jednak był idiotą. Felicity przekręciła oczami, a potem ruszyła w stronę swojego pokoju. Jeszcze kawałek, a skończy się to całe przedstawienie. Zresztą chciała się znaleźć tam, jak najszybciej, by czym prędzej przenieść zapamiętany plan na papier.
       Wpadła do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Oczy blondyna od razu oderwały się od monitora i spojrzały w jej stronę. Luke już chciał się odezwać, ale ona uciszyła go machnięciem ręki. Doskoczyła do biurka i wyciągnęła z nich kartkę.
- Co jest?
- Daj mi chwilę – odpowiedziała.
-To ona? – Usłyszała głos Vivien. – Fel, kurwa nie żyjesz!
- Potrzebuję chwili – powiedziała, nachylając się nad biurkiem. – Nie zdążyłam nakręcić całego planu i…
- Zapamiętałaś go – dokończyła za nią Viven.
- Dokładnie, dlatego dajcie mi się skupić.
- Okej… To zmienia postać rzeczy. Nakrzyczę na ciebie później.
- Jak można tak szybko zapamiętać coś takiego?- Doszedł do niej zdziwiony głos Caluma.
       Machnęła ręką w stronę monitora i złapała za leżący marker. Otworzyła go i szybko zaczęła przesuwać nim po papierze. Najpierw jedna kreska, a potem druga. Spod jej ręki wychodził szybki szkic, który co chwile stawał jej przed oczami, gdy jej mózg przywoływał ten obraz. Czuła na sobie zaskoczony wzrok Luke'a. Nie przerywała pracy. Dopiero kiedy skończyła, podniosła głowę. Wyciągnęła z kieszeni kamerkę i odtworzyła nagranie. Potem porównała to rysunkiem. Zgadzało się. Wszystko się zgadzało.
- Mam to – powiedziała z triumfem.
- Super! – krzyknął Calum.
- Czy już teraz mogę na ciebie nakrzyczeć?
- Z chęcią do ciebie dołączę – odezwała się Alice. – Właśnie weszłam do pokoju i Calum streścił mi szeptem całą twoją powaloną akcję.
- Zejdzie ze mnie – powiedziała ze śmiechem, a Luke uśmiechnął się do niej. 
       Złapał ją za rękę, a ona mocniej zacisnęła palce wokół jego palców. Pocałowała go delikatnie w skroń. Uwielbiała być blisko niego.
- To było głupie – odparł blondyn.
- Luke – zaczęła Vivien.
- Tak?
- Mogę pierwsza? – pociągnęła dziewczyna.
- Jasne.
- Felicity Sanderson, czy ciebie doszczętnie powaliło?! – zagrzmiała Vivien, a Fel zachichotała pod nosem. 



***
Powoli nasza grupa uciekinierów realizuje plan ucieczki. Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

No, niestety rozdziały są wrzucane raz w tygodniu, bo jak na  razie piszę je na bieżąco, a nad każdym z nich trochę siedzę, bo nie chcę, by były pisane na tak zwany odwal. Mam nadzieję, że "na stukam" ich więcej, gdy będę mieć więcej wolnego :) Więc kolejny znów pojawi się w następny piątek :)

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Nie mogę się doczekać następnego życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Omomomonomonomnom *-* pochłaniam

    OdpowiedzUsuń
  3. Felicity, ty ryzykantko! Przecież gdyby Deb, albo ktokolwiek, wszedł d tego gabinetu, to nasza Fel miałaby tyłek przerobiony na gospodarkę centralnie planowaną. :o Ale na szczęście nic się nie stało.
    Lucas jest taki słodki, kiedy się martwim tylko schrupać :D
    Pozdrawiam cieplutko! :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogę powiedzieć, że denerwowałam się razem z Calumem ;) Felicity faktycznie dużo zaryzykowała, bo jakby dopadła ją tam Deborah to była by masakra do kwadratu. Luke jesteś słodki i uroczy, gdy się tak o nią martwisz i coś mi się zdaje, że nasz Lu coś do niej więcej po prostu czuje. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie odkryłam twojego bloga i przeczytałam od razu wszystkie 15 rozdziałów. WoW. Jeszcze raz powtórzę, dla lepszego efektu: WoW.
    To jest zajebiste! Nie... To coś więcej niż zajebiste. Po prostu nie z tej ziemi i ja ani trochę nie przesadzam. Tak się wciągnęłam, że to aż nie ludzkie. Wszystko takie idealne, każde słowo dopasowane... Jak ty to robisz?
    Jak ja się denerwowałam... Ech ta Fel... A Luke taki słodki. No po prostu wszystko wow.
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń