sobota, 11 lipca 2015

13 "Będzie okej"

The Daily News

Wilczyce ponownie w akcji - Morderstwo w VetSky
       Wczoraj w godzinach wieczornych jeden z pracowników klubu VetSky, który mieści się w centrum Newcastle, znalazł martwego klienta. Nieżyjący mężczyzna to Ben Fisher, zastępca prezesa firmy N-sonic, zajmującej się dystrybucją znanych napojów gazowanych. Z wiarogodnych źródeł wiadomo, że był stałym bywalcem VetSky.
       Po oględzinach miejsca zbrodni, wszystkie oczy policji kierują się znów w stronę tajemniczej grupy znanej, jako Wilczyce. W pokoju, bowiem znaleziono ich słynny znak rozpoznawczy – karteczkę z namalowanymi ustami. Skoro Wilczyce zajęły się Benem Fisherem, to znaczy, że mężczyzna nie miał czystego sumienia.
       Po szybkiej odbytej rozmowie z jednym z funkcjonariuszy, którzy zajmują się tą sprawą, nasz reporter dowiedział się, że Ben Fisher ma na swoim koncie kilka gwałtów. Po wstępnej analizie zostawionych przez Wilczyce dowodów, wychodzi na to, że mężczyzna atakował głownie kobiety przed trzydziestką. Szef Fishera, a także jego rodzina odmawiają komentarzy na ten temat.
       Do masakry doszło w jednym z pokoi. Zdołaliśmy dotrzeć do kilku świadków, którzy chcą w tej chwili pozostać anonimowi. Poinformowali nas, że Ben Fisher musiał zostać torturowany, ponieważ jego ciało było skrępowane i przykute do drewnianego krzesła. W pomieszczeniu także było sporo krwi.
       Policja próbowała odczytać nagrania z monitoringu, by namierzyć potencjalne sprawczynie lub sprawców tego wydarzenia, ale niestety w tym przypadku system zawiódł, a nagrania okazały się być puste. Policja prosi o jakiekolwiek informacje, które umożliwią namierzenie grupy Wilczyc.
       Z drugiej strony doszło do nas wiele głosów sprzeciwu, o to by pozostawić tą grupę na wolności. Wielu mieszkańców uważa, że to właśnie ta grupa naprawia niedoskonały system funkcjonalności policji. Są za tym, by tajemnicze Wilczyce pozostały na wolności i w dalszym ciągu wymierzały kary przestępcom.


Felicity

       Obudziła się z cichym jękiem. Miała wrażenie, że bolą ją wszystkie kości. Czuła się, jakby spędziła całą noc śpiąc na ziemi. Jednak to nie była podłoga, a niewygodny piankowy materac blondyna. Jak on w ogóle może spać, na czymś takim?
       Podniosła się i złapała za swoją piżamę. Niedbale wciągnęła ją na siebie, a potem dźwignęła się na nogi, rozmasowując sobie kark. Skrzywiła się. Cholerny pieprzony materac.
- Która godzina?- Usłyszała za plecami głos Luke'a. Odwróciła się w jego stronę. Powoli usiadł i wlepił w nią swoje błękitne oczy.
- Nie mam pojęcia –odparła, wzruszając ramionami. – Jak ty możesz spać na tym gównie? – Chłopak uniósł brwi do góry.
- Wiesz, wyboru za wielkiego to nie miałem – odparł, kręcąc nosem.
- Ten materac jest… jest…
- Jest? – zapytał, nie odrywając od niej wzorku.
- Chujowy – wyrzuciła z siebie, a Luke zaśmiał się. – Naprawdę. Jest do kitu. Wszystko mnie boli.
- Idzie się do tego przyzwyczaić.
- Przyzwyczaić? Przyzwyczaić? – zapytała z niedowierzaniem. – Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej?
- A co by to zmieniło? Załatwiłabyś mi normalne łóżko?
- Od dzisiaj śpisz na moim. Lewa strona jest twoja- zarządziła, a potem szeroko ziewnęła. – Idę do łazienki – powiedziała i ruszyła w stronę białego pomieszczenia, zostawiając lekko zaskoczonego Luke'a za plecami.


Alice

       Siedziała na łóżku. O nogi oparty był jej laptop, a ona wpatrywała się w otwartą stronę. Właśnie zdążyła przeczytać najnowsze informacje z Newcastle. Prasa znów wspominała o Wilczycach. Upiła łyk kawy, a następnie odstawiła kubek na szafce. Zmieniła stronę.
- Calum odsuń się proszę od okna – powiedziała, zerkając na niego. Nikt nie mógł go zobaczyć. On doskonale o tym wiedział, a mimo to stanął za blisko.
- A… Tak… Przepraszam, zapomniałem – odparł, odsuwając się od niego. Odwrócił się w jej stronę. Uśmiechnęła się lekko. – Co robisz?
- Nic ciekawego. Właśnie odpaliłam YouTube – powiedziała, a on uniósł brwi do góry.
- YouTube?
- Myślisz, że my nie oglądamy filmików na YouTube? – zapytała ze śmiechem.
- Myślałem, że nie macie czasu na takie bzdury.
- Gdy go mamy, to robimy wiele innych normalnych rzeczy  – odpowiedziała, odwracając się do ekranu. – Ja oglądam śmieszne filmiki na YouTube. Przyznam się nawet do tego, że przeczytałam kilka fan fiction o was.
- Co?- rzucił Calum i ku jej zdziwieniu zaśmiał się pod nosem. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Tak rzadko widziała u niego uśmiech, nie mówiąc już o śmiechu. Ale potrafił… Nadal potrafił to robić.
- Możesz się ze mnie śmiać, ale ja lubię takie historie. Historie o miłości.
- Zauważyłem – odparł i podszedł do jej łóżka.
- Ja chcesz możesz się przyłączyć- rzuciła, poklepując miejsce obok siebie.
- Dawno niczego nie oglądałem.
- To śmiało. Przecież cię nie zjem – odparła, a on po raz kolejny uśmiechnął się do niej.
       Poczuła, jak materac ugina się pod jego ciężarem. Calum wszedł na łóżko i zajął miejsce obok niej. Siedzieli teraz ramię w ramię, jak para dobrych znajomych. Chłopak wlepił swoje ciemne oczy w monitor, a ona przez chwilę obserwowała go z boku.
- Włączysz coś, czy będziemy tak siedzieć? – zapytał, a ona zaśmiała się cicho.
- A może chciałam po prostu byś znalazł się obok mnie? – odpowiedziała i tym razem to on na nią spojrzał. – Jeny… Żartowałam – powiedziała, kręcąc głową. – Masz jakiś swój ulubiony?
- Nie.
- Co powiesz na śmieszne wpadki z talent show?
- Mi pasuje.
- Ten?
- Weź ten u góry – powiedział, pukając palcem w monitor. 
       Jego przedramię dotknęło jej przedramienia, a ona poczuła jego ciepłą skórę. Uśmiechnęła się. Calum nieco się do niej przekonał i to dodawało jej pozytywnej energii. Przestał ją traktować, jak kolejnego członka gangu. Byli teraz wspólnikami. Wspólnikami, którzy zmarnują trochę swojego czasu, na bzdurne,  a zarazem śmieszne filmiki z YouTube.


Vivien

       Siedziała przy biurku. Pochylała się nad monitorem. Od dłuższego czasu na ekranie nic się nie zmieniło. Dokładnie przyglądała się małym obrazom z kamer rozmieszczonych w Gnieździe. Dziś rano włamała się do systemu i połączyła się z ich komputerem, aby zyskać podgląd. Nawet zaangażowała w tą robotę Ashtona, który dwa razy zmienił ją przy komputerze.
       Potrzebowała informacji, by dowiedzieć się ile osób zazwyczaj kręci się po korytarzu. Zrobiła też szybki Print Screaan, by zrobić zdjęcie zamka i by potem przesłać je Alice. Każda z nich wiedziała, że podstawowym krokiem ku ucieczce, jest włamanie się do gabinetu Deborah i zdobycie planów Gniazda. Musiały to jednak zrobić w taki sposób, by kobieta tego nie zauważyła.
- I jak? – zapytał Irwin, stając za jej plecami.
- Bez zmian. Głównie Deborah i Eric. No i dwa razy wszedł i wyszedł Steven. Tak, to nikt więcej się tam nie kręcił.
- To chyba dobrze.
- To bardzo dobrze. Możemy zakładać, że pozostali mieszkańcy tam nie łażą. Choć i tak potrzebujemy dłuższej obserwacji.
- Zmienić cię? – zapytał.
- Nie, jest okej – powiedziała, opierając się na łokciach.
- W razie, czego jestem do dyspozycji.
- Zapamiętam – rzuciła z uśmiechem.
- Bo wiesz – ciągnął dalej Ashton. – Jakoś nie mam innych, lepszych rzeczy do roboty, a chciałbym jakoś pomóc.
- Bez obawy, pomagasz – powiedziała, odwracając się do niego.
       Ash posłał jej lekki uśmiech, a potem usiadł na łóżku. Niestety nie na długo. W pokoju Vivien rozległ się dźwięk jej komórki. Dziewczyna sięgnęła po nią i szybko odebrała.
- Tak?
- Chcę ich mieć na dole za dwadzieścia minut – powiedziała Deborah, a potem rozłączyła się. 
       Vivien odłożyła telefon i przez chwilę spoglądała na niego, jakby ten miał się zamienić w coś obrzydliwego. Niepewnie podniosła głowę. Irwin wpatrywał się w nią. Nie musiała nic mówić. Wiedział, co za spotkanie czeka go za chwilę.


Calum

       Gdy znaleźli się w tak znanej sali, Deborah od razu kazała im zacząć grać. Jak zwykle rozsiadła się na swoim fotelu, zarzucając nogi na podłokietniki i wpatrując się w nich z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Hood wielokrotnie czuł na sobie jej chłodne spojrzenie. Kilka razy nawet przezwyciężył sam siebie i zerknął wprost w jej zielone oczy. Były tak samo upiorne, jak cała jej postać.
       W końcu Deborah znudzona kolejnymi kawałkami, zagoniła ich na środek sali. Kazała im się ustawić w rządku, a ona przechodziła wzdłuż tego małego szeregu. Stukot jej obcasów roznosił się echem po pomieszczeniu, a Calum miał wrażenie, że ten dźwięk wbija mu się do mózgu siejąc spustoszenie.
       Po chwili się zaczęło. Kolejne rozkazy wydawane przez nią. Znów bawiła się w tresera i chłopak miał wrażenie, że to odpowiada jej najbardziej. Ich gra jest tylko wstępem do tej zabawy, którą lubiła najbardziej. Do całkowitej ich kontroli i zmuszania do rzeczy, których oni nie mieli ochoty robić.
- Pochyl się jeszcze niżej – rzuciła w stronę Asha, kiedy oni niemalże dotykali czołami zimnej podłogi. – Właśnie tak Irwin. Właśnie tak… A teraz na kolana i ręce do góry.
       Calum dźwignął się do pozycji pionowej. Wziął głębszy oddech i uniósł ręce nad głową. Kazała im klęczeć od dłużej chwili, a on czuł, jak zaczynają boleć go stawy.
       Deborah spoglądała na nich zadowolona, kiedy wykonali jej polecenie dokładnie tak, jak tego chciała. Uśmiechnęła się triumfalnie, a chłopak miał wrażenie, że żołądek zaraz fiknie mu koziołka. Ten uśmiech był tak złowieszczy, że idealnie nadawałyby się do filmów grozy.
       Wszyscy oprócz Deborah podskoczyli w miejscu, kiedy drzwi od sali otworzyły się z hukiem. Do środka wszedł Eric, a za nim szła trójka jego ludzi. Dopiero po chwili Hood zorientował się, że w sumie jest ich o jednego więcej. Tyle, że ten jeden szedł tak mocno pochylony, że z początku wcale go nie zauważył. Przełknął ślinę, kiedy jego mózg rozjaśnił mu obraz tego, co właśnie się dzieje. Pochylony mężczyzna nie był jednym z nich. Był ich ofiarą. Dostrzegł czarny worek zarzucony na jego głowę.
- Co jest Eric? – rzuciła Deborah, kiedy ją minęli.
- Nim się nie przejmuj – powiedział, machając ręką w stronę drzwi, za którymi znajdowały się schody. – Ten dupek nie chciał grać z nami czysto. Trzeba mu pokazać, że nie zadziera się z Olsenami.
- Droga wolna kuzynku – odparła kobieta, kiwając głową.
- A ty widzę dalej się w to bawisz – pociągnął Eric, wskazując na klęczący przed nią zespół.
- Są uroczy, czyż nie?
- Idź się leczyć- skwitował, a potem spojrzał na swoich ludzi. – Nie stójcie tak, jak idioci tylko zabierzcie go na dół!
       Raz jeszcze spojrzał na zespół, a następnie ruszył w stronę drzwi, za którymi zdążyli zniknąć pozostali. On również wszedł do środka, zamykając je za sobą. Calum jeszcze przez chwilę słyszał ich kroki, które dudniły wśród ścian, gdy schodzili na dół. Dałby sobie rękę uciąć, że w pewnym momencie usłyszał nawet jeden przerażony krzyk. A potem zapanowała cisza.
- Koniec przedstawienia – zarządziła Deborah. – Wracamy do tresury!


Felicity

       Felicity weszła pierwsza do sali, w której Deborah zwoływała chłopaków. Podniosła głowę i spojrzała na kobietę, która mocno zaciskała palce na włosach Caluma. Pokrzykiwała na niego, a on zaciskał zęby. Słyszała przekleństwa i gorzkie słowa kierowane w stronę Hooda. Zagotowało się w niej.
- Nie, nie, nie… - Usłyszała za plecami głos Vivien. Przyjaciółka próbowała złapać ją za ramię, by powstrzymać przed tym, co chciała zrobić. Niestety zadziałała za późno.
       Niesiona instynktem, bazująca na sympatii do zespołu i podsycana wściekłością, ruszyła pewnym krokiem w stronę Deborah. Felicity zupełnie straciła kontrolę, przez to, co zobaczyła. Dlaczego ona tak się nad nimi znęcała?
       Niewiele myśląc doskoczyła do niej, a następnie odepchnęła ją od Hooda. Na twarzach chłopaków pojawiło się zdziwienie, połączone z przerażeniem. Wkopała się. Oni już o tym wiedzieli.
       Deborah zazgrzytała zębami i spojrzała na nią. Gdyby to było możliwe, to jej wzrok mógłby w tym momencie zabijać. Teraz nie tylko Felicity była wkurzona. Teraz i Deborah podniosło się ciśnienie. A to groziło konsekwencjami.
- Przestań – rzuciła Felicity. – Sprawia ci to satysfakcję, czy jak?
- Bardzo głupi ruch – powiedziała Deborah, podchodząc do niej. Złapała ją za koszulkę i przyciągnęła do siebie.
- Co? Uderzysz mnie, jak Alice? – wydusiła z siebie.
- Nie – powiedziała i ku zdziwieniu Felicity, uśmiechnęła się do niej. Ale po chwili ten uśmiech przestał jej się podobać. – Zrobię coś znacznie innego. – Odwróciła się i dopiero wtedy Felicity dostrzegła stojącego w koncie mężczyznę. – Ty zostajesz – powiedziała do niej, a potem spojrzała na dziewczyny.- Zabierzcie ich.
       Rozległy się szmery, kiedy reszta Wilczyc zaczęła skuwać i wyprowadzać z pokoju chłopaków. Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, Felicity spojrzała na klęczącego niedaleko niej Luke'a. Przełknęła ślinę. Palce Deborah mocniej zacisnęły się na jej ubraniu. Kobieta znów uśmiechnęła się z satysfakcją.
- To było niemądre Felicity – powiedziała powoli.- Myślałam, że jesteś rozsądniejsza.
       Puściła ją i podeszła do Stevena. Łysy mężczyzna nachylił się do niej, a ona wyszeptała mu coś do ucha. Pokiwał głową, a potem znów się wyprostował. Deborah wróciła do Felicity, a ona poczuła, jak jej długie palce zaciskają się na jej nadgarstkach.
- Możesz go zabrać, a my sobie tu porozmawiamy – odparła, wpatrując się w dziewczynę i czekając na jej reakcje.
       Zaczerpnęła głośno powietrza, kiedy Steven szarpnął Hemmingsa i poprowadził go w stronę drzwi, za którymi znajdowały się schody. Zrobiła szybki krok do przodu, ale Deborah ze śmiechem powstrzymała ją i pociągnęła do tyłu. Felicity zachwiała się.
- Nie! Nie! Nie! – krzyknęła, kiedy Steven razem z Lukiem zatrzymał się przed drzwiami. Oczy jej i blondyna przez chwilę się spotkały. – On nic nie zrobił! Przecież on nic nie zrobił!
- Ale ty zrobiłaś! – rzuciła zadowolona Deborah.
       Drzwi zamknęły się za nimi z hukiem, a Fel poczuła, jak przechodzą ją ciarki. Wpakowała go w kłopoty. Swoim zachowaniem sprawiła, że Luke poniesie tego konsekwencje. Dlaczego nie posłuchała Vivien? Dlaczego dała się ponieść negatywnym emocjom? Odpowiedź była jedna… Bo lubiła całą tą czwórkę i to bolało, gdy widziała, jak ona się nad nimi znęca.
- Siadaj – rozkazała Deborah, wskazując jej jedno z ciężkich krzeseł stojących przy stole. – I radzę ci się nie stawiać.
       Felicity wzięła głębszy oddech i bez słowa usiadła na wskazanym przez nią miejscu. Deborah zbliżyła się do niej, opierając dłonie o mebel. Nachyliła się do niej tak bardzo, że Felicity dokładnie mogła przyjrzeć się jej twarzy. Widziała, jak zadrżały jej policzki.
- Nie podoba mi się to, że coraz częściej się stawiacie – powiedziała przez zaciśnięte zęby. Wyprostowała się i uderzyła ją w twarz. Głowa Fel odskoczyła, a ona poczuła, jak zapiekła ją skóra w miejscu, w którym spotkała się z dłonią Deborah.
- Może dlatego – odezwała się, czując, jak jej oddech nieco przyspieszył. – Że już od dawna przestałyśmy się ciebie bać. Czas robi swoje…
- Jeszcze jeden głupi wyskok, a zupełnie zmienię strategię. Oni zaczęli was zmieniać!
- Nie, to ty zaczęłaś nas zmieniać – odpowiedziała, szykując się na kolejne uderzenie, kiedy Deborah podniosła rękę. Jednak kobieta zatrzymała się, pozwalając jej dokończyć. – Ty, kiedy sprowadziłaś ich tutaj.
        Miała wrażenie, że Deborah zaraz straci zęby, jeśli nie przestanie tak mocno nimi zgrzytać. Słyszała doskonale ten nieprzyjemny dźwięk, kiedy jej zęby ocierały się o siebie. Zanim zdążyła się zorientować, kobieta wyciągnęła z kurtki broń, a potem uderzyła ją kolbą pistoletu. Zrobiła to tak szybko i włożyła w to tyle siły, że Felicity odskoczyła na krześle. Mebel nie wytrzymał i razem z nim runęła na podłogę z głośnym hukiem.


Luke

       Nie wiedział ile czasu siedzi tak bezczynnie na tych pieprzonych schodach. Drżały mu ręce, a w środku wszystko w nim chodziło. Denerwował się… Denerwował się o nią.
       Steven, co jakiś czas zerkał na niego i kręcił głową, dając mu znać, że ma siedzieć cicho. Dochodziły do niego różne dźwięki, od uderzania, do pisków i krzyków. Eric i jego ludzie w dalszym ciągu zajmowali się nieznajomym mężczyzną z workiem na głowie.
       W pewnym momencie usłyszał tak głośny huk, który wydobył się z sali, że aż podskoczył. Zauważył, że nawet Steven drgnął i przysunął się bliżej drzwi. Wstrzymał oddech, a potem zasłonił twarz rękami. Miał tego dość. Teraz nie tylko się denerwował, ale zaczął się też o nią bać. Co jeśli Deborah naprawdę zrobi jej krzywdę? Żołądek ścisnął mu się ze stresu, a on miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje. I nagle drzwi otworzyły się.


Felicity

       Przez chwilę leżała w miejscu, nie wiedząc, co się stało. W uszach jej huczało, obraz przed oczami był zamazany, a głowa pulsowała tępym bólem. Jęknęła cicho pod nosem, kiedy próbowała się podnieść. Miała wrażenie, że cała sala kręci jej się przed oczami. Przejechała dłonią po czole, gdy poczuła coś ciepłego. Następnie spojrzała na swoją rękę. Była we krwi.
       Podniosła niepewnie wzrok na Deborah. Postać kobiety po chwili się wyostrzyła. Felicity zamrugała parę razy. Czuła się, jakby była pijana.
- Weź się w garść – rzuciła Deborah. Felicity dźwignęła się na nogi, podtrzymując się jednocześnie stołu. – Masz go zabrać.
- Jasne – odpowiedziała, kiwając głową, ale zaraz przestała, kiedy poczuła kolejną falę bólu.
       Wlepiła oczy w Deborah, która odwróciła się od niej i ruszyła w stronę wyjścia. Poczekała jeszcze chwilę, aż ciężkie drzwi zamknął się za nią, a następnie chwiejnym korkiem ruszyła w stronę drugich drzwi. Złapała za klamkę i otworzyła je.
- Jak tam mała? – zapytał Steven.
- Chyba przeżyję- odpowiedziała, łapiąc się za głowę.
- Potrzebujesz pomocy?
- Mógłbyś… - zaczęła, ale obraz znów jej się zamazał. Zacisnęła dłonie mocniej na klamce. – Mógłbyś pomóc mi go zakuć?
- Nie ma sprawy. A ty może usiądź, co?
- Chciałabym, ale… Muszę się dostać do pokoju.
- Wolałbym, żebyś usiadła teraz. Wyglądasz, jakbyś się miała zaraz przewrócić – odpowiedział Steven, a potem spojrzał na Luke'a. – Właź do środka młody.
       Poczuła, jak ręce Stevena zaciskają się wokół jej ramion. Mężczyzna pociągnął ją w stronę stołu, a ona znów usiadła na krześle. Przymknęła oczy, starając się zmusić mózg do normalnej pracy. Ale od tego bólu wszystko jej się mieszało. Potrzebowała odpoczynku. Dłuższego odpoczynku. Już tak dawno nie czuła się, jak gówno.
- Dobra, już. –Usłyszała głos Stevena. – Pomóc ci dojść do pokoju?
- Nie, nie… Dam sobie radę. Dzięki.
       Spojrzała na niego, a ten tylko kiwnął głową. Następnie wyszedł z sali, zostawiając ich samych. Dziewczyna spojrzała na blondyna, który stał niedaleko niej zakuty w łańcuchy. Miał też zasłonięte oczy. Nie wiedziała, czy coś mu zrobili, czy nie.
       Zebrała się w sobie i dźwignęła na nogi. Z każdym jej krokiem, czuła, jakby jej mózg miał zaraz eksplodować. Podeszła do niego i udała, że poprawia mu chustę, którą miał na oczach. Nachyliła się bliżej niego.
- W porządku? – wyszeptała, a on pokiwał głową. – Nic ci nie zrobili?- Tym razem pokręcił głową. – Okej… Przepraszam Luke.
- Jest okej – odpowiedział, jeszcze ciszej, niż ona. Złapała go za ramię i ruszyła w stronę drzwi.


Luke

        Czuł jej drżące dłonie, kiedy ściągała mu obrożę i rozkuwała z łańcuchów. W końcu ściągnęła mu chustkę, a on mógł na nią spojrzeć. Zacisnął lekko usta i skrzywił się, widząc, w jakim jest stanie. Lewą część jej twarzy pokrywała krew, która teraz już powoli, wydobywała się z jej rany na głowie. Była blada.
- Jezu – mruknął, niemalże wyrywając z jej rąk jego rzeczy. Odłożył je na bok, a potem znów wrócił do niej. Złapał ją za rękę i poprowadził ją do łóżka. – Siadaj. Naprawdę wyglądasz, jakbyś miała się przewrócić.
-Już… Trochę mi lepiej – powiedziała, a głos nieco jej zadrżał.
       Usiadła, a on szybko poszedł do łazienki. Wszedł do białego pomieszczenia, rozglądając się. Jego wzrok natrafił na kupkę świeżych, czystych ręczników. Złapał za jeden i wrócił do Felicity, która siedziała pochylona, przyciskając dłoń do czoła. Uklęknął obok niej.
- Podnieś głowę. – Zrobiła to od razu. Odsunął jej rękę, by zastąpić ją ręcznikiem. Przycisnął miękki materiał do jej skóry. - Nie powinnaś…
- Nie mogłam na to patrzeć – przerwała mu, a on zagryzł wargę. Przejęła od niego ręcznik.
- Pamiętam, co mi powiedziałaś na początku – zaczął, a ona spojrzała na niego. – Że nie powinniśmy się jej stawiać i robić to, co karze. Dlaczego ty nie stosujesz się do tej rady?
- Bo ja jestem na innym szczeblu hierarchii – odpowiedziała i lekko się uśmiechnęła. Po chwili jednak na jej twarzy wymalował się grymas bólu. – Ona nas potrzebuje do tego, by spełniać jej chorą grę o sprawiedliwość. Wy to całkiem inna bajka Luke.
- Obiecaj mi, że nigdy więcej tego nie zrobisz – powiedział cicho, dotykając jej twarzy. – Obiecaj mi to.
- Nie mogę ci tego obiecać – rzuciła, a on pokręcił głową  z niezadowoleniem.
       Nagle rozległo się szybkie pukanie do drzwi. Luke, aż podskoczył w miejscu. Odwrócił się w ich stronę, wsłuchując się w znany kod. To była któraś z nich. Fel ciężko dźwignęła się na nogi i zachwiała się. Luke objął ją w pasie i zmusił do tego, by usiadła z powrotem.
- Siedź i się nie ruszaj.
- Od kiedy to ty mi rozkazujesz? – zapytała ze śmiechem, a on przewrócił oczami.
- Od momentu, kiedy robisz takie głupie rzeczy – skwitował i podszedł do drzwi.
       Pukanie było coraz głośniejsze. Hemmings wiedział, że dużo ryzykuje, ale widząc Felicity w takim stanie nie był pewny, czy dałaby radę do nich w ogóle dojść. Odsunął zasuwę, a potem nacisnął na klamkę, odsuwając się od wejścia, tak by nikt nie mógł go zobaczyć. Do środka weszła Alice.
- Luke?- powiedziała, widząc go tuż obok. – Co jest?
       Blondyn bez słowa wskazał głową na dziewczynę siedzącą na łóżku. Alice zamknęła drzwi i zasuwę, a następnie zbliżyła się do przyjaciółki. Felicity drgnęła, czując jej dłonie, które zacisnęły się na jej kolanach.
- Co ci zrobiła? – zapytała. Fel podniosła głowę. – Matko…
- Po prostu mi przywaliła. Czuję się, jak bym była na haju.
- Chyba mocno ci przywaliła – poprawiła ją Alice, a Felicity wzruszyła ramionami. – Dobra, pokaż to.
       Odsunęła ręcznik od rany, a potem pokręciła nosem. Luke obserwował ją z boku, jak dokładnie ogląda jej głowę. W końcu odwróciła się do niego.
- Przyniesiesz mi apteczkę? Powinna być w łazience.
       Chłopak pokiwał głową i wrócił do białego pomieszczenia. Nie miał pojęcia, gdzie Felicity trzyma apteczkę, dlatego zaczął szperać po wszystkich szafkach, na jakie natrafił. W końcu, gdy otworzył szufladę, zobaczył znane kolorowe pudełko, które przynosiła, gdy on potrzebował pomocy. Wziął je i poszedł do pokoju. Podał je Alice. Dziewczyna otworzyła je i wyciągnęła z nich gazę oraz wodę utlenioną.
- Przyda mi się jeszcze jeden mokry ręcznik.
       Znów kiwnął głową i ponownie poszedł do łazienki. Złapał za następny ręcznik, by po chwili zmoczyć go całego ciepłą wodą. Wycisnął go porządnie i wrócił do Alice, która już zajmowała się raną Felicity.
- Rana nie jest głęboka – powiedziała, a ona tylko pokiwała głową. – Nie będę ci jej zawijać. Krew niedługo powinna przestać lecieć i lepiej będzie, gdy dostanie więcej powietrza. - Wzięła od niego mokry ręcznik i zaczęła szybko przemywać jej twarz, szyję i dekolt, a także i ręce.
- No, ej! Nie jestem, aż tak niedysponowana – rzuciła Felicity, a potem skrzywiła się, gdy ból w głowie zahuczał z podwójną silą.
- Właśnie widzę. Miałam też ci coś przekazać – powiedziała Alice, wpatrując się w przyjaciółkę.
- Co takiego?
- Calum ci dziękuje.
- Nie ma sprawy. A nie chce kupić mi nowego mózgu? Ten cholernie boli – rzuciła, a Alice i Luke zaśmiali się pod nosem. – Wezmę nawet używany, jak będzie w dobrym stanie.
- Wracasz do normalności – odparła Alice, klepiąc ją po ramieniu.
       Wstała z miejsca, zabrała apteczkę i ręcznik i sama poszła do łazienki. Luke stał w miejscu, w dalszym ciągu uważnie przyglądając się Felicity, jakby ta miała zaraz mu oznajmić, że jednak nie jest dobrze i potrzebuje pomocy. Dziewczyna jednak nie ruszała się, w dalszym ciągu lekko przyciskając ręcznik do czoła. Słyszał jej cichy i spokojny oddech.
       Alice wyłoniła się z łazienki i spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami. Lekko uśmiechnęła się. Podeszła do niego, pocierając dłońmi spodnie.
- Będzie okej. Dobrze, że tobie nic się nie stało – powiedziała cicho. Luke kiwnął tylko głową, a potem lekko zacisnął usta. – Nie przejmuj się. Felicity obrywała mocniej. Po prostu teraz potrzebuje trochę snu i prochów. – Wyciągnęła rękę w jego stronę. Złapała go za nadgarstek i położyła na jego dłoni dwie podłużne tabletki. – Niech je weźmie. Są mocne, ale nic innego tu nie znalazłam. Pewnie szybko ją zamulą, ale dzięki temu zaśnie. 
- Gadacie tak, jakbym co najmniej miała umrzeć – odezwała się.
- Widzisz – wskazała na nią palcem Alice. – Będzie dobrze.
       Poklepała go po ramieniu, a potem wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Luke również ruszył w ich stronę, po to, by zasunąć zasuwę. Odwrócił się i po raz kolejny spojrzał na dziewczynę. Poruszyła się, ale nie podniosła głowy.
       Podszedł do biurka i chwycił za butelkę z wodą. Następnie wrócił do Felicity. Ukucnął obok niej, odgarniając z jej twarzy czarne kosmyki włosów.
- Weź je – powiedział, podając jej tabletki. Skrzywiła się lekko, ale bez sprzeciwu wsadziła je do buzi. Odkręcił butelkę, a ona przejęła ją od niego. Popiła je.
       Zabrał butelkę i odstawił ją z powrotem na biurko. Następnie podszedł do jej szafy i otworzył ją. Przejrzał jej zawartość, czując się, jak szpieg. W końcu wziął pierwszą lepszą koszulkę i razem z nią, wrócił do Felicity.
- Co ty robisz? – wydusiła z siebie, kiedy złapał za dół jej bluzki.
- Twoja koszulka jest cała we krwi. Pewnie nie chcesz się tak położyć.
- Nie, zdecydowanie nie.
- W takim razie ręka w górę.
       Jęknęła pod nosem, ale zrobiła to, co chciał. Pomógł jej przetrzymać ręcznik, a potem uwolnić się od brudnej koszulki i założyć świeżą. Po raz kolejny przejechał dłonią po jej twarzy, a ona lekko się uśmiechnęła.
- Luke… Mam wrażenie, jakbym się przyćpała – odparła ze śmiechem. – Ale głowa nadal mnie boli.
- Kładź się. Już.
- Jasne, tatuśku.
       Uniósł lekko brwi do góry, widząc, że Fel nie ma zamiaru wstać. Pokręcił głową i niewiele myśląc, wziął ją na ręce. Objęła jego kark rękami, wtulając się w jego szyję. Powoli zaczynała mu odjeżdżać. Położył ją delikatnie na łóżku po prawej stronie. Już chciał się wyprostować, kiedy dziewczyna złapała go lekko za rękę.
- Luke – powiedziała, a on zauważył, jak walczy z ciężkimi powiekami.
- Tak?
- Zostaniesz?
- Nigdzie się nie wybieram – odpowiedział, przeczesując palcami jej włosy.
       Przekręciła się lekko na bok, a on poprawił ręcznik, który dociskała do swojej rany. Obszedł łóżko, biorąc z podłogi jej brudną od krwi koszulkę i poszedł do łazienki. Wrzucił ją do kosza, a następnie wziął szybki prysznic. Kiedy wrócił do pokoju, ponownie zbliżył się do dziewczyny. Chciał sprawdzić, czy zasnęła. Drgnęła lekko, gdy znalazł się tuż nad nią.
- Myślałem, że śpisz.
- Śpię Luke. - Uśmiechnął się pod nosem. –A ty śpisz ze mną.
- Oczywiście.
       Wszedł na łóżko i położył się tuż obok niej. Naciągnął na nich kołdrę, przybliżając się jednocześnie do niej. Objął ją ramieniem, a ona wtuliła się w jego bok, cicho pomrukując. Odchylił lekko głowę do tyłu, biorąc głęboki oddech. Przymknął oczy analizując całą tą sytuację, która miała miejsce w sali. Kolejna z nich postawiła się Deborah. Co będzie, gdy zrobią to ponownie?



***
Rozdział ten wyszedł mi nieco dłuższy, ale nie wiedziałam, jak go podzielić, więc dodaję go w całości.  Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu :)

Kolejny w piątek :D

Pozdrawiam!

2 komentarze:

  1. Świetny już nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Nienawidzę tej kretynki. Jej naprawdę chyba sprawia przyjemność to, że ich tak traktuje. Szkoda mi chłopaków. Szkoda mi Fel i dziewczyn. Luke... słoooodziakuuu, ale jest opiekuńczym względem Fel :D To było urocze. Nie dziwię się, czemu nie złożyła mu obietnicy:D Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń