poniedziałek, 6 lipca 2015

12 "Zakończ to" cz.2

Uwaga! Uprzedzam, że w tym rozdziale pojawia się niewielka scena tortury - bo można ją tak nazwać oraz tak zwana scenka +18. 


Felicity

Otworzył drzwi i niczym prawdziwy dżentelmen przepuścił ją pierwszą. Weszła do środka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Wyglądał klasycznie jak na ten typ miejsca. Ściany był w barwie malinowej, a na środku stało wielkie łóżko z czerwono-czarną pościelą. Po lewej stronie znajdowała się duża, skórzana sofa, a niedaleko niej stolik i dwa krzesła. Nad łóżkiem zawieszony był telewizor i odtwarzacz. Regał ustawiony całkowicie na końcu pokoju uginał się od kaset z filmami pornograficznymi.
Odłożyła torebkę na stół i odwróciła się w stronę Bena, który zamykał drzwi na klucz. Uśmiechnęła się od niego zalotnie. Mężczyzna podszedł do niej. Już chciał ją objąć, lecz ona złapała go za marynarkę i szybkim zdecydowanym ruchem ściągnęła ją z niego.
— Przechodzisz do konkretów?
— A mamy powód, by zwlekać? — odparła, przejeżdżając palcami po jego brodzie.
— Twoje rękawiczki są mega podniecające, gdy dotykają mojej skóry — odparł, przymykając powieki i powolutku wypuszczając powietrze z ust.
— Dobry dodatek do ostrzejszej zabawy, Ben — rzuciła, odwracając się od niego.
Sama zsunęła z ramion marynarkę i powiesiła ją na oparciu jednego z krzeseł. Przejechała dłońmi po udach, czując, jak mężczyzna pożera ją wzrokiem.
— Jesteś piękna.
— Dziękuję — odparła z uśmiechem. — Powiedz mi, Ben... lubisz ostrzejszą zabawę? — Uniósł lekko brwi. — Ja uwielbiam. Uwielbiam się pieprzyć z facetem i być osobą dominującą. — Oblizał usta, kiwając głową. — Mogę się założyć, że i ty lubisz dominować.
— Lubię — odpowiedział, przejeżdżając dłońmi po spodniach. Felicity zauważyła lekkie wybrzuszenie w tym miejscu.
— Zróbmy tak...
— Co tylko chcesz, kochanie — powiedział, podchodząc do niej bliżej. Wyciągnął w jej stronę ręce, ale ona złapała go za nadgarstki.
— Nie tak szybko — odparła, uśmiechając się przy tym.
— Twoje gierki mnie skutecznie nakręcają.
— I o to chodzi, cukiereczku. Ale skoro oboje lubimy dominować, zróbmy mały podział. Ja jestem górą na początku, potem ty. Niech każde z nas dostanie coś dla siebie.
— Zgoda.
— W takim razie — powiedziała, jeszcze bardziej zmniejszając między nimi odległość. — Usiądź na krześle na środku pokoju — wyszeptała, a on drgnął od ciepłego oddechu, który owiał jego skórę.
Po raz kolejny uśmiechnęła się, kiedy Ben ochoczo zaczął wypełniać jej polecenie. Postawił krzesło w wyznaczonym miejscu, a potem usiadł. Dziewczyna chwyciła za torebkę i wyciągnęła z niej dwie czarne chustki. Okręciła je wokół dłoni, podchodząc do niego.
— Małe urozmaicenie — odparła, przywiązując mu nadgarstki do krzesła.
— Coraz bardziej mi się to podoba. Nie jesteś grzeczna...
— W tej sferze nigdy nie byłam. Mam na ciebie wielką ochotę, Ben — powiedziała, opierając dłonie na jego udach, a potem przejeżdżając nimi w górę, bliżej jego bioder. Mężczyzna mocniej zacisnął usta, a potem spojrzał na nią z nieukrywanym pożądaniem. — Będziesz miał coś przeciwko, jeśli sobie to nagram?
— Co?
— Daj spokój, nikt się nie dowie. Zaufaj mi — odparła, klepiąc go po kolanie. — Potem, kiedy już będzie po, odtworzymy film i zrobimy to jeszcze raz...
— Jasne, słońce. — Przejechała palcem po jego wargach, a on przymknął powieki i zamruczał.
— Świetnie. W takim razie zaczynajmy zabawę.
Odwróciła się i wróciła do stołu. Z torebki wyjęła kamerę. Uruchomiła ją i odpowiednio ustawiła. Następnie podeszła do radia i włączyła je. Rozbrzmiała muzyka, a ona podkręciła ją jeszcze bardziej.
— Nie za głośno?
— Nie chcę słyszeć innych pieprzących się tu osób — powiedziała, ponownie się do niego zbliżając.
— Tak, kochanie...
— Grzeczny chłopiec — odparła, a potem złapała go za podbródek. — Powiedz mi, Ben, jak to jest być takim nieczułym skurwielem z ładną buźką?
— Co?
— Masz w sobie ten czar — pociągnęła, dotykając jego ramion. — Masz coś, co powoduje, że kobiece serca miękną. Ale ty... ty postawiłeś na coś zupełnie innego.
— O czym ty mówisz?
— Nie powiem, ale byłyśmy zdziwione, gdy się okazało, że taki przystojniak, biznesmen, pan idealny jest taką zmorą. Facetem, który ma gdzieś kobiety. Dla którego liczy się brutalny seks. Powiedz mi, Ben, dlaczego tak pociąga cię gwałt? — Mężczyzna wstrzymał powietrze. — To dlatego, że ofiara się broni? To dlatego, że płacze? Lubisz bić kobiety, Ben, tego nie ukryjesz. Zadowala cię przemoc i seks jednocześnie?
— Kim jesteś?!
— Jestem twoim koszmarem — powiedziała, wsuwając palce w jego włosy, a potem mocno za nie szarpiąc. Ben wygiął głowę do tyłu. — Pewnie znasz naszą grupę, a jak nie, to mogę ci podpowiedzieć. Chcesz wiedzieć, Ben?
Puściła go. Mężczyzna niepewnie pokiwał głową. Objęła go po raz kolejny. Przybliżyła usta do jego ucha, a potem zawyła niczym wilk. Mężczyzna drgnął, a potem zamarł. Widziała, jak mocniej zaciska palce na krześle.
— Proszę — jęknął, a ona znów się odsunęła. Podeszła do torby. Wyciągnęła z niej średniej wielkości obcęgi. — Błagam...
— One też błagały, Ben — powiedziała, prezentując mu narzędzie, które znajdowało się w jej rękach. — Prosiły i błagały, ale ty byłeś zbyt wielkim skurwielem, by je zostawić. Znasz nas... my nie odpuszczamy takim jak ty.
— Nie ujdzie ci to na sucho — wydusił. Zaczął się trząść ze strachu, spoglądając na jej spokojne oblicze. Była niewzruszona. Ben w końcu był gnidą.
— Uchodziło do tej pory.
— Dowiedzą się... dużo osób cię widziało...
— Cukiereczku, my mamy swoje sposoby. Żadnego DNA, żadnego obrazu z kamery. Będziesz krzyczał, ale tu wszyscy krzyczą. Zresztą muzyka skutecznie cię zagłuszy.
— Nie zrobisz tego...
— Robiłam to już wiele razy — rzuciła obojętnym tonem, podchodząc do niego. — Skupmy się jednak na czymś innym. Ciągle mówisz o sobie. Porozmawiajmy więc o twoich ofiarach. Siedem kobiet. Siedem biednych, zgwałconych przez ciebie kobiet. — Widziała, jak na jego czole zebrały się krople potu. Był blady i przerażony. Uśmiechnęła się do niego złośliwie. — Wiesz, co się z nimi stało?
— N-nie.
— To zaraz się dowiesz.
Obcęgi zbliżył się do jego palca. Pokręcił nerwowo głową. Zaczął błagać ją, by tego nie robiła, ale ona tylko zaśmiała się cicho. Poniżała go tak, jak on poniżał swoje ofiary. Jego palec znalazł się pomiędzy szczypcami. Wstrzymał oddech, zerkając na nią. Posłała mu chłodne spojrzenie.
— Angela White, pierwsza kobieta, którą zgwałciłeś. Młoda dziewczyna, która przez ciebie popełniła samobójstwo. Nie poradziła sobie z traumą. To ty masz jej krew na rękach — powiedziała powoli, a potem mocno zacisnęła obcęgi. Mężczyzna wrzasnął, a potem usłyszał głośne chrupnięcie, kiedy złamała mu małego palca. Poczuł w ustach napływającą ślinę. Pocił się coraz bardziej, a na ciele pojawiła się gęsia skórka.
— Proszę...
— Margaret McDeel, ofiara numer dwa. Zgwałcona trzy lata temu. Wyciągnąłeś ją z klubu, aby dobrać się do niej na jakimś pustkowiu. Margaret do tej pory korzysta z pomocy psychiatry. Boi się ludzi. Wiesz, kogo to wina.
Obcęgi zacisnęły się na jego drugim palcu, a on wrzasnął po raz kolejny, kiedy Felicity mu go złamała. Z jego oczu wypłynęły pojedyncze łzy. Miał wrażenie, że pali go całe ciało.
— Ben, Ben, Ben... Byłeś i jesteś dupkiem — odparła, obracając narzędzie tortur w rękach. — Cwany i sprytny. Dziwne, że cię nie znaleźli i nie zamknęli. Ale ty... ty masz odpowiednie kontakty, prawda?
— Błagam... zlituj się nade mną — wyjęczał i rozpłakał się jak małe dziecko. — Naprawdę żałuję...
— Czy żałujesz też Taylor Whitemoore? Tej dwudziestopięciolatki, którą niemalże zostawiłeś na śmierć przy drodze numer piętnaście? Ledwo przeżyła, by potem i tak odebrać sobie życie.
Zacisnęła obcęgi na jego trzecim palcu i użyła dużej dawki siły, by nacisnąć na rączki. Kość pękła z cichym trzaskiem, przecinając skórę. Krew wypłynęła z jego niesprawnej kończyny, powoli barwiąc fotel i chustę.
— Zabij mnie — powiedział drżącym głosem.
— Mażesz się jak gówniarz, Ben — warknęła, a potem uderzyła go metalowym narzędziem, rozcinając mu łuk brwiowy. Krew zalała jego twarz, a ona szarpnęła go za włosy. — Ty też zabiłeś jedną z nich... Monique Perez. Czarnowłosa ślicznotka, którą tak, jak inne wyłowiłeś w klubie i zabrałeś na wycieczkę. Doprowadziłeś ją do takiego stanu, że biedaczka doznała wewnętrznych obrażeń i wykrwawiła się na śmierć. Zabiłeś ją, Ben... A ona miała przed sobą jeszcze tak wiele do osiągnięcia. Wiesz, że była pływaczką? Odnosiła sukcesy. Przygotowywała się na zawody, a ty przekreśliłeś to wszystko, bo nie potrafiłeś się oprzeć.
Kiedy to powiedziała, obcęgi zacisnęły się na jego czwartym palcu. Mężczyzna przeraźliwie wrzasnął, gdy pękła kolejna kość w jego dłoni. Pot spływał mu po twarzy, mieszając się z krwią. Nie wytrzymał napięcia i tej całej sytuacji. Popuścił.
— Oj... Serio, Ben? — rzuciła ze śmiechem Felicity, spoglądając na jego mokre od moczu spodnie. — Posikałeś się ze strachu? Biedny mały skurwiel.
Podniosła nogę. Jej szpilka trafiła w jego krocze. Mężczyzna pokręcił szybko głową, a potem krzyknął jeszcze głośniej, kiedy przycisnęła obcas do jego przyrodzenia. Z jego oczu wypłynęły kolejne łzy. Znów złapała go za włosy i pociągnęła do tyłu. Ben oddychał szybko i płytko, jakby przebiegł maraton.
— Co powiesz na piątą ofiarę? Danieel Jackson. Była przed trzydziestką. Najstarsza kobieta, którą zgwałciłeś. Na szczęście Danieel żyje, choć też korzysta z pomocy specjalistów, aby dojść do siebie, po tym, co jej zrobiłeś w ciemnym zaułku na tyłach starej stacji benzynowej. Działa też w fundacji i mogę się założyć, że nienawidzi cię z całego serca. Chyba ucieszy się, gdy z tobą w końcu skończę.
Obcęgi zbliżyły się do jego drugiego małego palca. Po chwili Felicity go złamała. Ben wziął głęboki wdech. Jeszcze dwie... jeszcze dwie ofiary, a czarnowłosa go zabije i skróci jego cierpienia.
— Brnijmy w to dalej, Ben — powiedziała, okrążając krzesło, na którym siedział.
Było mu słabo. Obraz przez chwilę rozmazał mu się przed oczami. Gdy wziął głęboki wdech, zwymiotował na siebie. Felicity się skrzywiła. Nienawidziła tak brudnej roboty. Zresztą nienawidziła całej tej szopki, do której zmuszała ją Deborah. Wolałaby szybko go załatwić i wrócić do Gniazda.
— Chyba nie zbyt dobrze się czujesz, skarbie — odparła, spoglądając na niego, gdy wyrzucał z siebie kolejną porcję wymiocin. Podniósł głowę, ciężko dysząc. — To upokarzające, jak znajdą cię w takim stanie...
— Pierdol się.
— Tak, jak pierdoliłeś Annie Cook. Zaciągnąłeś ją do ciemnego lasu. Zgwałciłeś i mocno pobiłeś. Użyłeś tyle siły, że złamałeś jej szczękę i wybiłeś przednie zęby. Ona też nie żyje, Ben... Przedawkowała. Wiesz, co teraz będzie? Kolejny szósty palec.
Podeszła do niego i szybko włożyła jego palec między szczęki. Nacisnęła z całej siły. Kość natychmiast się roztrzaskała. Przebiła mu skórę, zalewając jego dłoń czerwoną posoką. Mężczyzna krzyknął, a potem głośniej jęknął. Z jego oczu ponownie wypłynęły łzy.
— Nienawidzę cię — rzucił, patrząc na nią rozbieganym wzorkiem.
— Ja też cię nienawidzę, Ben. Tak, jak nienawidzi cię twoja siódma ofiara, Gabrielle Diaz. Dziewczyna hiszpańskiego pochodzenia, którą dorwałeś. Ma za sobą dwie nieudane próby samobójcze. Ale może jak się dowie, że w końcu opuściłeś ten świat, to wróci, choć po części do dawnego życia?
Obcęgi zacisnęły się na jego siódmym palcu. Felicity mocno nacisnęła na rączki i kolejny palec pękł z głośnym chrupnięciem. Ben krzyknął po raz kolejny, a potem zamilkł. W dalszym ciągu ciężko dyszał.
— Jesteś złem...
— Jestem kostuchą — odparła, uderzając go w twarz. — Tylko trzy kobiety żyją. Reszta nie. Masz je na sumieniu, Ben. Jesteś skończony.
Odwróciła się i podeszła do torebki. Wyciągnęła z niego telefon. Wybrała odpowiedni numer i przyłożyła urządzenie do ucha. Parker odebrała po pierwszym sygnale.
— Jest gotowy.
— Jestem pod drzwiami.
Rozłączyła się, chowając komórkę z powrotem do torebki. Spojrzała na mężczyznę, który do niedawna był taki pewny siebie. Który prezentował się nienagannie, a teraz wyglądał jak wrak człowieka.
— Czas na wielki finał, kochanie — powiedziała, podchodząc do drzwi. 
Przekręciła klucz i otworzyła je. Do pokoju weszła Parker. Rzuciła teczkę niedaleko jego krzesła. Teczkę zawierającą obciążające go dowody.
— No, no, no — odparła, przypatrując się Benowi, który znów zaczął płakać. — Cóż za cudowna scena rodem z filmów. Zła ona i zły on...
— Zakończ to — powiedziała Felicity, odsuwając się od niego.
— Nie ma sprawy, słodziutka — rzuciła, a Ben znów zaczął kręcić głową i błagać o litość.
Dziewczyna zupełnie go zignorowała. Zatrzymała się za jego plecami. Z kieszeni wyciągnęła coś białego. Szybko rozwinęła foliowy worek, a potem narzuciła mu go na głowę, ściskając na dole sznurki i odcinając mu tym dopływ powietrza.
Ben zaczął się rzucać, ale Parker tylko zwiększyła siłę ucisku. Odchyliła jego głowę, by jeszcze szybciej pozbawić go upragnionego tlenu. Sznurki owinęła wokół palców. Czarne, skórzane rękawiczki skutecznie chroniły ją przed otarciami. Oparła kolano o krzesło, by zyskać jeszcze więcej siły.
W końcu Ben znieruchomiał, a Parker go puściła. Ściągnęła mu worek foliowy z głowy. Odrzuciła tę zbędną rzecz na bok. Nachyliła się nad nim, sprawdzając, czy oddycha. Następnie skontrolowała jego puls. Podniosła wzrok i spojrzała na koleżankę. Pokręciła głową. Ben nie żył.
— Sprawa zakończona — oznajmiła Felicity. – Spadamy.
Zabrała swoje rzeczy. Przekręciła klucz w zamku. Parker narysowała jeszcze szminką usta, a potem przykleiła kawałek papieru do czoła nieżyjącego mężczyzny. Obie wyszły na balkon, od razu dostrzegając starą, zardzewiałą drabinę przeciwpożarową. Wymieniły spojrzenia. Parker niewiele myśląc, uderzyła nogą o zabezpieczenie, które pękło pod naciskiem jej ciężkich butów. Drabina zjechała w dół, a potem zatrzymała się niecały metr nad ziemią.
— Panie przodem — powiedziała Parker z rozbawieniem.
Felicity przekręciła oczami. Wzięła głęboki wdech, wspinając się na barierkę. Złapała za drabinę i szybko zaczęła po niej schodzić. Tuż nad nią była Parker. Zeskoczyła z ostatniego stopnia, lądując niczym kot na słabo oświetlonej drodze. Potem obie ruszyły wąską ulicą w kierunku samochodu, w którym czekała reszta.


Luke

Podniósł się do pozycji siedzącej, słysząc przekręcający się w zamku klucz. Nie wiedział, która jest godzina, ale od dawna na dworze panowała ciemność, więc sądził, że jest już grubo po północy.
Drzwi w końcu się otworzyły i do środka weszła Felicity. Zamknęła je cicho za sobą, a potem się odwróciła. Jej wzrok skupił się na nim. Uniosła z lekkim zaskoczeniem brwi. Po chwili uśmiechnęła się do niego.
— Obudziłam cię? — zapytała, odkładając rzeczy na łóżko.
— Nie spałem.
Podeszła do chłopaka i rozkuła go. Ściągnęła mu obrożę. Zapatrzył się w jej ciemne oczy. Ona również na niego spojrzała. Ponownie się uśmiechnęła.
— Znowu masz problemy ze snem?
— Tu chodzi o coś innego — odpowiedział powoli. Dziewczyna usiadła przed nim i ściągnęła z nóg długie kozaki. Uważnie obserwował jej ruchy.
— O co? — zapytała, przybliżając się do niego. 
Oparła dłonie o jego uda, a on poczuł, jak zrobiło mu się gorąco. Działała na niego, a do tego była w takim mocno kobiecym wydaniu. Choć wiedział, że ona nie lubi takiego stylu, to wyglądała w nim naprawdę kusząco.
— Po prostu — zaczął i wzruszył ramionami. — Czuję się pewniej, gdy zasuwa jest zasunięta.
— Okej. W takim razie teraz możesz bez przeszkód spróbować zasnąć. — Pokiwał głową, przecierając dłońmi twarz. Podniósł wzrok. Felicity spoglądała na niego z lekkim uśmiechem.
— Co?
— Chyba że chcesz iść ze mną pod prysznic? — rzuciła jak gdyby nigdy nic. Jego oczy się powiększyły. Zaskoczyła go tym pytaniem. Po chwili jednak dziewczyna się zaśmiała. — Bez stresu, tylko żartowałam. Śpij, Luke.
Delikatnie przejechała dłonią po jego policzku, a potem podniosła się z miejsca. Przeniosła rzeczy z łóżka na biurko, złapała za piżamę i przeszła do łazienki. Luke przez cały czas bacznie ją obserwował. Kiedy zamknęły się za nią drzwi, wziął głęboki wdech. Oparł głowę o ścianę i przymknął powieki. Wróciła...
Nie wiedział, ile dokładnie minęło czasu, ale Felicity w końcu wyłoniła się z łazienki. Zgasiła światło i zerknęła na niego. Uniosła brwi. Zauważyła, że odkąd go zostawiła, on w ogóle nie zmienił pozycji, w jakiej siedział.
— Rozmyśliłeś się w kwestii snu? — zapytała, ponownie do niego pochodząc. Usiadła obok. — Może za dużo myślisz?
— Tylko to mi zostało...
— Kotku — mruknęła, łapiąc go za rękę. — Może myślenie zostaw sobie na dzień. W końcu padniesz, jak nie będziesz spał.
— Wszystko mi jedno...
— A mi nie. Wiesz dlaczego? — Cicho przytaknął.
Objęła go, a on oparł głowę o jej ramię. Przeczesała palcami jego włosy, a on lekko zacisnął usta. Poczuł przyjemny dreszcz na plecach. Zaczął się rozluźniać. Może za chwilę przestanie w ogóle myśleć. Jej palce po raz kolejny przejechały po jego włosach, a on wstrzymał oddech. Lubił, gdy tak robiła.
Podniósł się, nie odrywając od niej wzroku. Był tak blisko, że czuł na wargach jej spokojny oddech. Zamrugała, a on zapatrzył się w jej ciemne oczy. W końcu ujął jej twarz w dłonie, by po chwili połączyć ich w spokojnym pocałunku. Felicity odpowiedziała od razu, przysuwając się do niego jeszcze bardziej. Jej palce zacisnęły się na jego białej koszulce.
Ich pocałunek zmienił się w szybszy i bardziej zachłanny, gdy objęła go mocniej, a jego dłonie zaczęły wędrówkę po jej ciele, co jakiś czas zahaczając o skrawek jej bluzki. W końcu pociągnął ją w swoją stronę, a ona od razu odsunęła się od ściany. Pozwoliła mu na to, by ściągnął z niej górną część garderoby.
Cicho jęknęła, kiedy przygryzł jej dolną wargę, a potem usłyszał to po raz kolejny, kiedy jego usta zjechały niżej, zatrzymując się na jej piersiach. Odchyliła się, ułatwiając mu dostęp do swojego ciała. Jej skóra była miękka i przyjemna w dotyku. Dodatkowo pachniała czymś owocowym, choć Luke nie był pewny, czy to jej żel do mycia, czy może balsam do ciała.
Felicity złapała za jego koszulkę, podciągając ją. Po chwili odrzuciła koszulkę na bok. Naparła na niego mocniej, a on znów wpił się w jej wargi. Popchnęła go i Luke wylądował na plecach. Usiadła na jego biodrach, by obdarować go kolejną porcją gorących pocałunków. Jej usta lekko muskały jego skórę na brodzie, szyi, a potem i na klatce piersiowej. Otarła się o niego, a on niekontrolowanie spiął mięśnie.
Zauważył, że zaczął szybciej oddychać, kiedy Felicity dobrała się do jego spodni. Kolejny dreszcz przebiegł mu po plecach, gdy dziewczyna zsunęła je razem z bokserkami. Spojrzała na niego, a on zagryzł wargę. Uśmiechnęła się lekko, a ten uśmiech cholernie mu się podobał. Po chwili poczuł jej dłoń, która oplotła się wokół jego członka. Zaczęła wykonywać powolne ruchy w górę i w dół, a Luke głośniej wypuścił powietrze z płuc.
Jęknął, czując jej wargi na sobie. Zacisnął mocniej dłonie na poduszce, którą miał pod głową. Przełknął ślinę, a potem przeklął cicho pod nosem. Nie mógł skupić się na niczym innym, jak tylko na tym, co właśnie z nim robiła. Miał wrażenie, że przeniósł się do całkiem innego świata, w którym byli tylko we dwoje.
— Cholera, Felicity — wydusił. 
Jego oddech przyspieszył jeszcze bardziej. Uderzyła w niego kolejna fala gorąca, a on znów jęknął cicho i zacisnął usta. 
Zawisła tuż nad nim, uśmiechając się z zadowoleniem. Wsunął dłoń w jej włosy i zmusił ją do tego, by pocałowała go raz jeszcze. Doprowadziła go do takiego stanu, że miał problem z racjonalnym myśleniem, ale na daną chwilę miał to gdzieś.
Przekręcił się na bok, sprawiając, że dziewczyna wylądowała na plecach. Teraz to on górował nad nią. Przejechał dłońmi po jej ciele, a ona zadrżała. Szybkim ruchem pozbył się jej bielizny. Dotknął jej wewnętrznej strony ud, a potem nie przedłużając tego momentu, szybko w nią wszedł. Usłyszał głośniejszy jęk, który nakręcił go jeszcze bardziej.
Przyspieszył ruchy, a ona objęła go mocniej. Oplotła nogami jego biodra i znów wsunęła dłoń w jego włosy. Oddychała już tak samo szybko, jak on. Oparł się swoim czołem o jej, nie zwalniając tempa.
— Kurwa — syknął, kiedy przejechała paznokciami po jego kręgosłupie, a zaraz potem przeszedł go kolejny dreszcz wywołany tym pochłaniającym doznaniem.
— Nie przestawaj — powiedziała cicho.
Luke zacisnął usta, nie próbując nawet na chwilę zwolnić. Po chwili rozchylił wargi, a ona pocałowała go zachłannie. Zakręciło mu się w głowie z braku powietrza, ale niech go coś strzeli, jeśli skłamie, że nie było to przyjemne uczucie.
Poczuł, jak na czole zbierają mu się kropelki potu, a ona znów jęknęła głośniej, przywierając do niego jeszcze bardziej. Uderzyła w niego kolejna fala gorąca, połączona z dużą dawką rozkoszy. Felicity doszła tuż przed nim, a on zaraz po niej.
Ostatkiem sił utrzymał się na rękach, starając się na nią nie upaść. Dyszał tak ciężko, jakby przed chwilą skończył długo dystansowy bieg. Dziewczyna uniosła się i musnęła lekko jego drżące wargi. Pogłaskała go po twarzy, a on przechylił się, by paść na miejsce obok niej.
— Jezu — wydusił.
— Ale to było szybkie i mocne — odpowiedziała. Jej oddech był taki sam jak jego. Głośny i nierówny.
Poczuł, jak dziewczyna odwraca się i obejmuje go w pasie. Przysunął się, łapiąc za koc, który skopali. Okrył najpierw ją, a później siebie. Przymknął oczy, otaczając ją ramieniem. Był wykończony, ale i — pomimo tego strasznego miejsca — zadowolony. 




***
Część druga rozdziału za nami. Mam nadzieję, że przypadła wam do gustu. 


Pozdrawiam!

#TheGreatEscapeFF

7 komentarzy:

  1. Wybaczam! Woow, serio czytam to ff od początku i jeszcze nie odważyłam się skomentować rozdziału. Perspektywa Felicity jestem napisana fantastycznir. Ta drastyczna scena z łamaniem palców była interesująca! Czekam na sobotę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super juz nie mogę doczekać się soboty ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam to! Nie współczuję Benowi, był gnidą i tyle. Fel jako ostra babka. Luke ewidentnie ma na nią chrapkę :) aaaw no i dostał to co chciał. Końcówka świetna. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jak zwykle jest przecudny. Felicity w roli torturującej - świetny motyw. I ta scena +18 na końcu, olaboga. Ty wiesz, jak zadowolić swoje czytelniczki, prawda? :D
    Z każdym nowym postem coraz mocniej shippuję Lukeya i Fel. No, pytanie brzmi: kto ich nie shippuje?
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  5. O boże co się teraz dzieje Chcę dalej jak najszybciej:D

    OdpowiedzUsuń
  6. czytam twoje drugie opowiadanie i jest swietne, czekam do soboty niecierpliwie<:

    OdpowiedzUsuń