piątek, 3 lipca 2015

12 "Mam ochotę na coś innego" cz.1

Alice

Weszły do gabinetu Deborah. Kobieta siedziała przy biurku, bujając się na krześle. W rękach obracała mały, podłużny, srebrny nóż. Gdy usiadły na przygotowanych krzesłach, podniosła głowę, skupiając na nich zielone oczy. Przez chwilę między nimi panowała cisza.
— Czas doprowadzić do finiszu sprawę Bena Fishera — powiedziała powoli, odkładając nóż. Oparła się na łokciach, bardziej wychylając się w stronę Wilczyc.
Alice zacisnęła lekko usta. Wiedziała, co Deborah ma na myśli. Musiały teraz zrealizować przyszykowany wcześniej plan i dorwać w końcu gwałciciela, którego ona namierzyła. Wszystkie dowody i informacje doskonale podkreślały jego winę, więc widziały, że nie popełnią błędu i nie zlikwidują niewinnej osoby.
— Jeden z naszych kameleonów potwierdził informację, że w każdą środę Ben Fisher w godzinach wieczornych przebywa w klubie VetSky.
VetSky — odezwała się Parker. — To ten klub z pokojami na godziny?
— Dokładnie. Głównie pełno w nim napalonych mężczyzn i kobiet szukających szybkiej rozrywki — dodała Deborah. — Dziś jest środa.
— Co z właścicielem? — odezwała się Alice. 
W kwestii gwałcicieli Deborah stawiała na ostrą rozrywkę, a nie na szybkie pozbycie się winnego. Miały go potraktować i zlikwidować w taki sam sposób, w jaki on traktował i katował swoje niewinne ofiary.
— Przekupiony grubą kasą. Oczywiście nie wie, że w pokoju znajdzie trupa, ale nie będzie robił problemów. Wmówiliśmy mu, że odbędzie się u niego ważne biznesowe spotkanie, które wymaga kamuflażu i dlatego potrzebujemy jednego z jego pokoi. Dzisiaj ochrona nie będzie zwracać uwagi na kobiety.
— Cudownie — rzuciła Parker.
— Chcę mieć to wszystko na taśmie — powiedziała Deborah, a one pokiwały głowami. — Ruszajcie. Czasu jest coraz mniej. Ben za jakieś dwie godziny powinien zjawić się w klubie.
Dziewczyny wstały z miejsc i bez słowa opuściły gabinet. Milczały także w czasie drogi na górę. Odezwały się, dopiero gdy zatrzymały się przy swoich pokojach. Alice spojrzała na Felicity, która skrzywiła się z niezadowoleniem.
— Załatwimy to i po sprawie — powiedziała do przyjaciółki, a ona przekręciła oczami. 
Alice wiedziała, że Felicity nie lubi robić za przynętę, ale jeśli chodzi o Bena, to idealnie się do tego nadawała. Patrząc na profile jego ofiary, jej przyjaciółka była w typie mężczyzny. Wiedziała, że gdy Fel włączy swoje umiejętności aktorskie i manipulatorskie, będzie mieć faceta w garści.
— Jak się maskujesz? — zapytała Vivien.
— On lubi czarne — odparła Felicity. — Przynajmniej nie będę musiała kisić się w peruce.
— To co? — odparła Parker, zerkając na zegarek. — Za godzinę spotykamy się na dole?
— Tak — rzuciła Alice i jako pierwsza podeszła do drzwi od swojego pokoju.


Felicity

Weszła do pokoju. Luke siedział przy ścianie, mając na uszach słuchawki. Po chwili otworzył oczy i spojrzał na nią, lekko się przy tym uśmiechając. Podeszła do chłopaka i rozkuła go. Ściągnęła mu także obrożę. Odłożyła wszystkie jego rzeczy na bok, a następnie podniosła się z miejsca.
— Jak spotkanie? — zapytał, odkładając odtwarzacz.
— Udane. Plan został dopracowany.
— Wychodzisz gdzieś? — odezwał się po raz kolejny, kiedy Felicity podeszła do szafy.
— Mam robotę do wykonania — odpowiedziała bez entuzjazmu.
— Robotę? 
Nie odrywając od niej wzroku, wstał z miejsca i przeniósł się na łóżko, skąd miał lepszy widok na dziewczynę. I było znacznie wygodniej niż na piankowym materacu, od którego bolały go kości. 
— Tę robotę — powiedziała, dodatkowo kiwając głową.
Z szafy wyjęła czarną sukienkę z głębokim dekoltem oraz cienkie pończochy. Położyła to wszystko na łóżku, tuż obok chłopaka, który dokładnie śledził każdy jej ruch. Wróciła do szafy, by zabrać torebkę i wysokie kozaki.
Luke przypatrywał się w milczeniu, jak się ubiera. Nie chciała zdradzać mu szczegółów tego zadania, choć domyślała się, że blondyn dodał jedno do drugiego. Zresztą im mniej wiedział, tym lepiej dla niego. Po co mu dodatkowe przykre obrazy, które później będą go nawiedzać w snach.
Uniosła lekko brwi i zaśmiała się cicho, gdy Luke przez chwilę zapatrzył się na jej dłonie, które powoli wciągały na nogi pończochy. Kiedy ją usłyszał, odwrócił się i udał, że spogląda na coś zupełnie innego. Szczerze, nie miała ochoty wychodzić. Wolała siedzieć z nim w pokoju i cieszyć się jego towarzystwem. Hemmings był dla niej odskocznią od brudnego świata, w jakim żyła.
Po zrobieniu mocnego makijażu podeszła do lustra. Spojrzała na swoje odbicie. Nigdy nie lubiła takich strojów. Stylu bardziej wyzywającego, ostrego i nie tak komfortowego, jak dresy czy luźna koszulka. Teraz jednak musiała wcielić się w taką osobę, która skusi Bena i zaciągnie go do pokoju.
Zarzuciła na siebie dopasowaną, czarną marynarkę. W kozaka wcisnęła cienki, srebrny nóż, który pozostał tam niewidoczny. Na ramię zarzuciła niewielką torebkę, w której mieściła się kamera i kilka dodatkowych rzeczy niezbędnych do wykonania zadania.
Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Pukanie na dwa i jeden. Bez słowa podeszła do nich, by odsunąć zasuwę. Wpuściła Vivien do środka, która na tacce przyniosła jedzenie dla Luke'a.
— Wielkie dzięki — powiedziała, przejmując od niej tackę.
— Nie ma sprawy — rzuciła z uśmiechem. Była ubrana na czarno, więc Fel domyślała się, że jest już wyszykowana do wyjścia. Dziewczyna spojrzała na blondyna, który dalej siedział na łóżku. – Przetrzymałyśmy was dzisiaj trochę, więc pewnie jesteś głodny. Zrobiłam więcej kanapek.
— Dziękuję — odpowiedział Hemmings, a następnie wstał z miejsca, by przejąć tackę od Felicity.
— Widzimy się na dole — powiedziała Vivien do przyjaciółki i wyszła z pokoju.
Felicity zamknęła za nią drzwi. Podeszła do materaca i skinęła głową na chłopaka. Luke usiadł na swoim stałym miejscu i cicho westchnął. Odłożył tackę na bok, a potem wyciągnął ręce. Szybko zapięła mu bransolety i nałożyła na szyję obrożę.
— Coś dopicia?
— Chętnie.
— Okej — rzuciła z uśmiechem. Czuła na sobie jego spojrzenie. — Co jest?
— Kiedy wrócisz?
— Nie wiem, ile to potrwa — odpowiedziała, wzruszając ramionami.
— Uważaj na siebie. Po twoim stroju wnioskuję, że ty będziesz głównym bohaterem w tej akcji — powiedział powoli, a ona spojrzała w jego błękitne oczy.
— O nic się nie martw — rzuciła, dotykając lekko palcami jego policzka. — To bułka z masłem.
— Jasne — odparł cicho. Ponownie na nią spojrzał. — Wyglądasz...
— Jak?
— Seksownie — odpowiedział, a ona się zaśmiała. Luke po chwili do niej dołączył.
— Faceci... nie wiele potrzeba, by gały wam się zaświeciły niczym lampki bożonarodzeniowe, nie?
— To silniejsze od nas. Ale uważaj, okej?
— Luke, naprawdę się nie martw.
Chłopak przybliżył się, a ona wstrzymała oddech. Lekko musnął jej usta swoimi, by za chwilę znów wrócić do poprzedniej pozycji. Nie był to pełny pocałunek, ale Felicity i tak poczuła, jak robi jej się gorąco. Uśmiechnęła się i wstała, aby przynieść mu napój. Potem wyszła z pokoju.


Vivien

Czarny samochód zaparkował niedaleko klubu VetSky. W środku była tylko ona i Felicity. Alice i Parker wysiadły dwie ulice dalej, a potem szybko rozeszły się w przeciwne strony. Alice skierowała się na dach sąsiedniego budynku, by z góry obserwować klub. Parker usiadła na ławce przed budynkiem, kontrolując wchodzących i wychodzących klientów.
Vivien wyciągnęła komputer i połączyła się z siecią bezprzewodową, której sygnał był najmocniejszy. Następnie wykonała szereg szybkich działań, by włamać się do kamer — zarówno tych na ulicy, jak i w klubie. Rozłączyła obrazy na dwie części, by mieć podgląd na oba okna. Jej palce sprawnie przemieszczały się po klawiaturze, a Viv była jak w transie. Nie odrywała oczu od ekranu, dopóki nie wyłączyła nagrywania zdalnego. Dzięki temu Wilczyce dalej mogły pozostać anonimowe, a goście z ochrony nawet się nie zorientują, że coś jest nie tak.
— Gotowe — powiedziała Vivien, poprawiając się na fotelu. — Możesz ruszać. Powodzenia. 
Felicity kiwnęła jej głową, a potem szybko wysiadła z samochodu.


Felicity

Poprawiła sukienkę, w której nie czuła się zbyt dobrze. Tak naprawdę nienawidziła takich kreacji. Były mało praktyczne i tak bardzo niewygodne. Założyła czarne, skórzane rękawiczki. Zarzuciła na ramię torebkę. Machnęła jeszcze ręką w stronę Vivien, która siedziała ukryta w czarnym samochodzie. Po chwili usłyszała dzwoniący telefon. Odebrała go.
— Tak?
— Gołąb jest w klatce — doszedł do niej cichy głos.
— Kurwa, Parker, pierdol się, to nie jest jakiś film szpiegowski — mruknęła, kręcąc głową.
— Wyluzuj, słodziutka. Ta męska pizda właśnie weszła do VetSky.
Felicity ruszyła w kierunku klubu. Dochodził do niej nocny zgiełk miasta i stukot jej obcasów, a ona wsłuchiwała się w powolny oddech Parker, w dalszym ciągu przyciskając telefon do ucha. Dziewczyna nie mogła się odczekać, kiedy będzie mogła ściągnąć te przeklęte buty i resztę stroju. Przeszła obok Parker, siedzącej na ławce przed wejściem. Dostrzegła, jak koleżanka mocniej okrywa się płaszczem.
— No, no... Skarbie, jesteś śliczna — powiedziała Parker, a potem zaśmiała się cicho. — Gdybym leciała na dziewczyny, to od razu nabrałabym na ciebie ochoty.
— Wal się — syknęła Felicity, przekręcając oczami.
— Szkoda, że Hemmings jest ciągle uwiązany, bo pewnie nie raz myślał o tym, by dobrać się tobie do majtek.
— Pieprz się, niewyżyta wariatko — odpowiedziała głośniej, a Parker ponownie parsknęła śmiechem.
— Idź, złociutka, będę za tobą. Ben siedzi po prawej. Ja zajmę lewą stronę.
— Jasne — rzuciła i się rozłączyła.
Zbliżyła się do drzwi. Wzięła głęboki wdech, nakładając na usta lekki uśmiech. Pchnęła je i weszła do środka. Pierwsze, co poczuła, to zapach tytoniu i alkoholu unoszący się w pomieszczeniu. VetSky należał do klubów średniej klasy, do którego każdy miał łatwy dostęp. Na dole był większy bar, a na górze masa pokoi, w którym ludzie oddawali się zdradom i szybkim numerkom z przypadkowymi osobami. Zasada była prosta. To, co dzieje się VetSky, zostaje w VetSky.
Zobaczyła wysokiego mężczyznę. Jego brązowe włosy po boku były pokryte już lekką siwizną. Ben Fisher był po czterdziestce, ale prezentował się całkiem nieźle. Należał do tych bardzo zadbanych mężczyzn, którzy mają w sobie pewnego rodzaju klasę i elegancję, a także wyczuwalną charyzmę, która mogła onieśmielać innych.
Jak gdyby nigdy nic, podeszła do baru. Usiadła na wysokim krześle, zarzucając nogę na nogę. Niby przypadkiem dotknęła go delikatnie kolanem, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Poskutkowało od razu, bo Ben odwrócił się, skupiając na niej duże, zielone oczy. Uśmiechnęła się do niego, a następnie zwróciła się do barmana, zamawiając drinka. Udała, że wpatruje się w kolorowe butelki znajdujące się naprzeciwko, czując, jak mężczyzna dokładnie mierzy ją wzrokiem. Nachyliła się jeszcze bardziej, aby mocniej wyeksponować głęboki dekolt. Uniosła lekko głowę i znów przeniosła na niego wzrok. Teraz to on się uśmiechnął.
— Samotny wieczór? — zapytał, poprawiając czarną marynarkę.
— Można tak powiedzieć.
— Nigdy cię tu nie widziałem.
— Dzisiaj szukam rozrywki — odpowiedziała, biorąc od barmana kolorowego drinka. Upiła łyk, a potem lekko przejechała językiem po dolnej wardze.
— Rozrywki?
— Jestem wolną kobietą i wychodzę z założenia, że my tak, jak i wy panowie — uśmiechnęła się zalotnie, a on dłużej zatrzymał wzrok na jej ustach — możemy legalnie się zabawić w niezobowiązujący sposób.
— Kobieta wyzwolona?
— Kobieta współczesna — poprawiła go, a on się zaśmiał.
— Lubię takie podejście.
— W to nie wątpię. — Odwróciła się do niego jeszcze bardziej, ocierając się kolanem o jego udo. — A ty? Co taki przystojny i pociągający mężczyzna robi w tym miejscu? Samotny wieczór czy niezobowiązująca rozrywka?
— W tym miejscu, to raczej rozrywka — powiedział, nie spuszczając z niej zielonych oczu.
Felicity znowu się uśmiechnęła. Wiedziała, że już ma go w garści. Zresztą to nie było takie trudne. W końcu facet był rozpracowywany przez nie na wiele sposobów i naprawdę dużą porażką byłoby, gdyby nie udało jej się go zainteresować.
— To dobrze trafiłam — rzuciła, przeciągając sylaby, a on uśmiechnął się do niej ponownie. Dopiła drinka do końca i odstawiła małą szklankę na blat baru.
— Jestem Ben.
— Victoria.
— Masz ochotę na jeszcze jednego drinka? — zapytał, a on oparła się o jego uda. Poczuła, jak mężczyzna spina mięśnie.
— Mam ochotę na coś innego — powiedziała, zerkając na niego spod wachlarzu długich, gęstych rzęs. Na jego twarzy wymalował się po raz kolejny szeroki uśmiech. — I jak widzę, ty też chętnie byś już zaszalał.
— Z tobą na pewno — odparł, przybliżając się. Przejechał palcami po jej skórze na dłoni, a ona odpowiedziała mu, muskając palcami jego wewnętrzną stronę ud. — Jesteś szybka.
— Po co tracić czas na zbędne pierdoły?
— Masz stuprocentową rację — odpowiedział, a potem odwrócił się w stronę barmana. — Jeden pokój poproszę. 
Mężczyzna w białej koszuli sięgnął do niewielkiej, drewnianej półki. Wyciągnął jeden z kluczy. Felicity dostrzegła przyczepioną do niego zawieszkę z numerem dwadzieścia trzy. Ben przejął od niego klucz, każąc dopisać go do swojego rachunku, razem z drinkiem, którego z początku zamówiła Felicity. Potem wstał z krzesła, podając jej ramię. Wsparła się na nim i pozwoliła się poprowadzić w stronę czerwonych drzwi.
Zanim jednak ruszyła, odnalazła szybko wzrokiem Parker, a potem palcami na migi przekazała jej numer pokoju, w którym będzie. Kątem oka zauważyła, jak dziewczyna wyciąga telefon.


Parker

Weszła do klubu zaraz za Felicity, która kręcąc zalotnie biodrami, wzbudzała spore zainteresowanie wśród męskich klientów. Odprowadziła ją wzrokiem do baru, przy którym siedział Ben. Ona zajęła miejsce po lewej stronie tak, by mieć doskonały widok na tę dwójkę. Uśmiechnęła się lekko, widząc, że Felicity od razu przeszła do konkretów. Parker musiała jej to przyznać, była w tym niezła. Zresztą na takich ludzi jak Ben działały zwykłe proste teksty i mocny podtekst seksualny. Większa część męskiej populacji nie była zbytnio skomplikowana.
Zamówiła jednego drinka, a potem oparła się o bar, obserwując wszystkich dookoła. Nagle poczuła, jak ktoś intensywnie się w nią wpatruje. Powoli odwróciła się w stronę mężczyzny, który mógł być grubo po trzydziestce. Uśmiechnął się do niej.
— Co tu robi taka piękna istota, jak ty? — zapytał. Dziewczyna przewróciła oczami.
— Koleś, odpieprz się albo pożałujesz, że w ogóle miałeś czelność się do mnie odezwać — warknęła, prostując się. Fel właśnie zaczęła flirtować z Benem.
— Nie bądź taka zła...
— Spierdalaj — syknęła, kiedy się przybliżył.
— No, ślicznotko...
Parker niewiele myśląc, wyciągnęła w jego stronę rękę. Jęknął z bólu, gdy jej palce mocno zacisnęły się na jego przyrodzeniu. Lekko przekręciła dłoń, a on warknął ze złością pod nosem.
— Odpierdol się albo urwę ci jaja — rzuciła, a następnie puściła go i odepchnęła od siebie.
Nieznajomy obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem, a potem odwrócił się i odszedł, zostawiając ją w spokoju. Parker prychnęła z irytacją. Z chęcią, by Panu Pewnemu Siebie skopała dupę, ale było tu za dużo świadków.
Nagle dostrzegła ruch. Felicity i Ben wstali. Dziewczyna niby przypadkiem odwróciła się i wtedy ich spojrzenia spotkały się ze sobą. Zauważyła, jak koleżanka zgina palce prawej ręki. Najpierw pokazała dwa, a potem trzy. Parker wyciągnęła telefon i wykręciła numer do Vivien.
— Co jest?
— Pokój dwadzieścia trzy.
— Idealnie. Wschodnia część budynku. Alice nie będzie musiała zmieniać miejsca obserwacji. Dodatkowo przy balkonach znajduje się zejście przeciwpożarowe, więc będziecie miały, jak wrócić.
— Świetnie.
— W razie problemów daj znać.
— Nie przewiduję żadnych — skwitowała, a potem się rozłączyła.
Dopiła drinka i wstała z krzesła. Następnie ruszyła w kierunku czerwonych drzwi, za którymi niedawno zniknęła Felicity z Benem.


***
Ten rozdział wyszedł mi dłuższy, więc musiałam go rozdzielić na dwie części. Tym razem mniej chłopaków, a więcej "pracy", jaką wykonują dziewczyny. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Następny po weekendzie.

Pozdrawiam! 

#TheGreatEscapeFF

3 komentarze:

  1. Dlaczego mam takie wrażenie, że albo wszystko pójdzie jak z płatka, albo akcja się lekko spierdoli i któraś zostanie ranna? Nie chcąc ubliżać żadnej dziewczynie, ale jeśli by do tego doszło, to chciałabym, żeby to była Felicity. Dlaczego? Bo wydaje mi się, że tylko Luke byłby w stanie zająć się pokiereszowaną dziewczyną ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Super już nie mogę doczekać się drugiej części ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  3. W tej części Parker rozwaliła mnie na łopatki - ona i jej teksty, choć nadal mam do niej żal, za to jak traktuje Michaela. Gdyby miała podejście takie, jak reszta było by cudnie. Oby tylko Fel nic się nie stało. Uuu Luke czy mi się zdaje, czy podoba ci się taka wersja Felicity XD I to takie słodkie, jak on się o nią martwi :D Z niecierpliwością czekam na kolejną część rozdziału.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń