środa, 1 lipca 2015

11 "To jest gra"

The Daily News

Dalsze poszukiwania zespołu
       Mijają kolejne dni od zaginięcia australijskiego zespołu 5 Seconds of Summer. Ashton Irwin, Calum Hood, Luke Hemmings i Michael Clifford nadal są oficjalnie zaginieni. Na razie policja nie wpadła na żaden trop, który mógłby doprowadzić ich do potencjalnych oprawców.
       Mimo wielu niewiadomych policja nadal utrzymuje, że chłopaki najprawdopodobniej żyją. Oczekuje się na telefon od porywaczy. W takich sytuacjach zazwyczaj trochę to trwa. W końcu jednak oprawcy odzywają się, żądając określonego okupu w formie gotówki. Rodziny ofiar liczą na to, że wkrótce doczekają się sygnału od drugiej strony i upewnią się, że ich bliscy są cali i zdrowi.
       W dalszym ciągu policja prosi świadków wypadku, a także osoby, które mają jakiekolwiek informacje na temat 5 Seconds of Summer, aby zgłaszały się do miejscowego komisariatu. Każda wskazówka w tej sytuacji jest na wagę złota.


Alice

       Mówią, że najciemniej jest pod latarnią. Tak samo, jak najlepiej planować wszystkie rzeczy w miejscu publicznym. Choć w ich pokojach nikt ich by nie podsłuchał, to jednak Wilczyce wybrały sobie na miejsce spotkania kawiarnię w centrum Newcastle. Kawiarnię, która była niewinna i niepowiązana w żaden sposób ze światem, do jakiego należały. Oprócz tego łatwiej im było się skupić, gdy były daleko od Gniazda.
       W gangu Olsena dziewczyny zbudowały sobie status złożony z lojalności i zaufania, więc ich wspólne spotkania, nie były brane jako spiskowanie przeciwko swoim. Nikt za nimi nie chodził, nikt nie podsłuchiwał i nie śledził. W końcu i one miały prawo do chwili relaksu, którą spędzą na babskim plotkowaniu o niczym.
       Gdyby ktoś z ich gangu przechodził obok kawiarni, zobaczyłby po prostu rozmawiające ze sobą dziewczyny. Umiały się maskować, grać, więc nawet planowanie ucieczki, mogły zmienić w zwykłe, luźne spotkanie przy ciepłej kawie. Nie bały się tego, że mogą zostać w żaden sposób zdemaskowane. Miały odpowiednią pozycję, która pozwalała im na to, by robić to, co chciały.
       Od dłuższego czasu rozmawiały cicho na temat planu, który trzeba było udoskonalić. Wstępny plan Vivien tylko ogólnikowo wskazywał na punkty, na jakie musiały zwrócić uwagę. Teraz trzeba było go dokładnie rozbudować, by potem realizować go krok po kroku. Cała trójka wiedziała, że jest to największy i najpoważniejszy projekt, jaki tworzą. Wcześniejsze ich zadania zlecone przed Deborah nie były, aż tak mocno przemyślane. Tu nie mogły sobie pozwolić na żadne komplikacje. Drugiej szansy nie będzie.
 Ogólnie mamy sześć podstawowych punktów  pociągnęła Vivien.  Dla mnie najgorszy jest pierwszy i ostatni.
 Dla mnie najgorsze są wszystkie  oznajmiła Alice.  Chociaż nie… Najgorzej będzie wydostać się z Gniazda.
 Sprawić, byśmy rozpłynęli się w powietrzu – dodała Felicity.  No i trochę nas będzie…
 Trzeba dokładnie zabezpieczyć nasze rodziny  powiedziała Viv, spoglądając na Fel. – Nie mogą stanowić karty przetargowej. Też muszą zniknąć.
 Moja matka będzie uradowana  mruknęła dziewczyna.  Wtedy definitywnie będzie wiedzieć, że w coś jednak się wpakowałam.
– Nawet jeśli będzie trzeba, to jej to w końcu powiedz  rzuciła Alice.  Ona i Lori muszą uciekać. Uruchomię moje kontakty. Będą mogły zatrzymać się w Brisbane. Twoja rodzina też  dodała, wpatrując się w Vivien.  Tam moi znajomi im pomogą. I nie martw się o siostrę. W Brisbane mają dobry szpital, więc w razie czego…
 Wiem, wiem... Lori już tam była.
 Można im ufać?  zapytała Viv, spoglądając na Alice.
 Tak. Zresztą parę razy ocaliłam im finansowo dupę, więc mają u mnie duży dług wdzięczności. Skontaktuje się z nimi.
 Tylko nic im nie mów  rzuciła Viv.
 Spoko, nie pisnę słowem. Po prostu pobieżnie nakreślę im sytuację.
 Co następne?  zapytała Fel, wpatrując się w kartkę.


Ashton

       Siedział na materacu pogrążony we własnych myślach. Vivien wyszła z dziewczynami już jakiś czas temu, a on został sam. Zresztą samotność doskwierała mu nawet wtedy, gdy ona była w środku. Wiedział, że zawsze może z nią porozmawiać, ale jednak była dla niego całkiem obcą osobą. Brakowało mu rodziny, brakowało mu przyjaciół.
       Złapał za gazetę, którą zostawiła na krześle, tuż obok jego materaca. Przerzucił kilka stron. Nagle natknął się na artykuł na temat ich zaginięcia. Wczytał się w tekst, a potem rzucił gazetą w drugi kąt pokoju. Trafił na wypowiedź swojej matki. Martwiła się o niego i odchodziła od zmysłów. Nie chciał tego czytać.
       Zasłonił twarz rękami, starając się jakoś trzymać. Z jego oczu wydobyły się pojedyncze łzy. Te kilka słów tak bardzo bolały. Miał wrażenie, że minęły wieki, odkąd widział swoją rodzinę. Odkąd z nimi rozmawiał. Przywoływał ich obraz we wspomnieniach, mając nadzieję, że jego mózg nigdy nie sprawi, że będzie miał z tym problem. Bo czy może być coś gorszego od tego, by zapomnieć? By zapomnieć o tych, których się kocha?


Vivien

       Jej palce szybko przesunęły się po ekranie białego tabletu. Sprawdziła lokalizację przez satelitę. Miejsce było idealne. Odosobnione, na pograniczu dwóch miast. Idealne na ukrycie, czegoś większego. Z bazy danych, do której się włamała, wyczytała, że droga ta jest prawie w ogóle nieużywana. Większość kierowców wolała przejeżdżać autostradą, która skraca czas podróży i jest bardziej komfortowa od jazdy po starej, nieodnowionej ulicy.
 Uderzymy w Muswellbrook  powiedziała, odrywając wzrok od urządzenia.  To prawie dwie godziny drogi od Newcastle, w przeciwną stronę, niż Sydney. Bardziej w głąb.
 Dobry pomysł  odparła Fel.  W razie problemów, będziemy mogli ich zaskoczyć. Mogę się założyć, że nie będą spodziewać się tego, że wybierzemy całkiem inny kierunek podróży.
 Przejedziemy na około. Tam dojdzie do zamiany aut  pociągnęła Vivien.  Znalazłam idealne miejsce.
 Dobra robota  pochwaliła ją z uśmiechem Alice.


Calum

       Poruszył dłońmi, a metalowe łańcuchy zabrzęczały. Dźwięk rozniósł się echem po pustym pokoju. Spojrzał w stronę okna, wpatrując się w czyste, jasne niebo. Miał wrażenie, że od wieków nie był na dworze.
       Jego palce mocniej zacisnęły się na książce, którą zostawiła mu Alice. Nigdy nie przepadał za tego typu powieściami. Zresztą dla niego była to po prostu literatura dla kobiet. Ale Alice nie miała nic innego pod ręką, więc musiał zadowolić się tym, co miał. Spojrzał na ciemną okładkę 50 twarzy Greya.
       W środku znajdowała się zakładka, zrobiona ze zdjęcia, na której widniały trzy roześmiane dziewczyny, które on znał. Na fotografii Felicity, Alice i Vivien nie wyglądały, jakby należały do jednego z większych gangów w Newcastle. Sprawiały wrażenie zwykłych, niegroźnych, młodych kobiet. Calum przez chwilę zastanawiał się, kiedy i w jakich okolicznościach zrobione było zdjęcie.
       Jego myśli odsunęły się od Greya i fotografii. Skupił się na ostatniej rozmowie odbytej w pokoju Felicity. Wtedy kiedy dowiedzieli się o ucieczce. Na samą myśl jego serce biło znacznie szybciej i głośniej. Była szansa na to, że się wyrwą. Pamiętał doskonale uśmiechnięte twarze dziewczyn, które dały im nadzieję. Cała trójka zaczynała zyskiwać w jego oczach, a Alice stawała się dla niego jeszcze bliższa, niż wcześniej. Lubił ją i ufał jeszcze bardziej. Był tym zaskoczony, ponieważ z początku zakładał, że nie będzie wstanie się przełamać. Teraz jednak cała jego nadzieja, była w ich rękach, a on bez przeszkód wierzył w to, że im się uda.


Felicity

       Upiła łyk kawy, a potem odstawiła wysoką szklankę na bok. Przewróciła pojedyncze kartki papieru i zapisała kolejne zdanie przy planie, który układały. Zagryzła lekko wargę, a następnie podniosła głowę, by znów spojrzeć na przyjaciółki.
 Wiem, że to ekstremalne  powiedziała, kiedy obie wpatrywały się w nią czujnym wzorkiem.  Ale to może się udać. Richard od zawsze chciał dorwać Olsenów.
 Jeśli będzie chciał z nami gadać  odparła Alice.
 O to się nie bój  skwitowała Fel.  Choć wolałabym go w to nie wciągać, to on jako jedyny ma takie możliwości, by zrobić zamieszanie. A potrzebujemy dużego bum, by odwrócić uwagę mieszkańców Gniazda.
 Jak to rozegramy?  zapytała Viv.
 Zasięgniemy języka u informatorów  powiedziała powoli Felicity.  Richard nie jest głupi. Potrafi się ukryć, ale my też mamy parę sztuczek, które możemy wykorzystać. Musimy się do niego dostać. Nie będzie to proste, szczególnie że ma dużo ludzi wokół siebie, dlatego będziemy musiały zagrać nieczysto, aby nas wysłuchał. Myślę jednak, że pójdzie na nasz układ.
 W to nie wątpię  odparła Alice.  Kto, jak kto, ale on zawsze chciał ich rozwalić. Teraz będzie miał ku temu okazję.
 Igramy z ogniem  rzuciła Vivien.
 Igramy z ogniem, odkąd wpadłaś na pomysł z ucieczką  skwitowała Fel ze śmiechem.


Luke

       Leżał wyciągnięty na swoim materacu. Miał przymknięte oczy, a w uszach słuchawki. W prawej dłoni ściskał odtwarzacz, który dostał od Felicity na urodziny. Wgrała mu jego ulubione piosenki, a on mógł dzięki temu, choć na trochę oderwać się od tego bagna, w którym tkwił.
       Przez chwilę wsłuchiwał się w głos wokalisty Green Day, który wyśpiewywał kolejną zwrotkę utworu Boulevard of Broken Dreams. W myślach wtórował mu, starając się, jak najbardziej uciec od rzeczywistości, w jakiej się znalazł.
       Jego mózg zaczął przywoływać wspomnienia jeszcze sprzed porwania. Obrazy pojawiały się powoli, a on dokładnie mógł się im przyjrzeć. Oni na scenie, w trasie, on w rodzinnym domu, z braćmi i rodzicami, on na imprezie, on jadący drogą…
       Drgnął i usiadł, kiedy przed oczami stanął mu wypadek, który był bramą do świata Wilczyc i Olsenów. Jego oddech nieco przyspieszył, a on ciężko westchnął. Poczuł na plecach niezbyt przyjemny dreszcz, bo doskonale pamiętał, co było potem. Bicie, poniżanie, a nawet tortury w wykonaniu Deborah i jej ludzi. I ciągłe rozmyślanie o tym, co dalej i czy reszcie nic nie jest.
       Pokręcił głową, jakby to miało mu pomóc przegonić czarne myśli. W końcu przecież miał nadzieję. Nadzieję na lepsze. Nadzieję, która pojawiła się wraz z planem dziewczyn. Z planem, nad którym w tym momencie pracowały. Luke dobrze wiedział, dlaczego dzisiaj się spotykały. Liczył na to, że już niedługo będą miały pełen obraz sytuacji i możliwości realizowania go w praktyce.


Vivien

       Podparła się na łokciach, przybliżając się jeszcze bliżej stolika, przy którym siedziały. Jej palce znów szybko przesuwały się po tablecie. Co jakiś czas kiwała głową, kiedy któraś z jej przyjaciółek wymieniała uwagi do poszczególnych punktów planu.
 To stary budynek  powiedziała Alice.  Bardzo stary.
- Jeśli tak, to musi być jakieś dodatkowe wyjście  pociągnęła Fel.
 Myślisz o czymś takim, jak podziemia?  zapytała ze śmiechem Vivien.
 Większa piwnica, podziemia… Nie wiem, cokolwiek  odpowiedziała, pukając palcem w policzek.
 Przeważnie domy wybudowane w tym czasie miały coś takiego  pociągnęła Viv, odwracając urządzenie w ich stronę.  Zobaczcie.  Wskazała na obrazek przestawiający drewniane wyjście, za budynkiem jakiegoś innego domu.
– I?
 Coś takiego widziałam na tyłach Gniazda. To jest wskazówka  odpowiedziała z uśmiechem.- Akurat to pochodzi z posiadłości umiejscowionej w Sydney. Też coś w rodzaju takiej oddalonej od centrum plantacji. Z tego, co wyczytałam, budynek powstał mniej więcej w tym samym czasie, co nasze Gniazdo.
 I?  pociągnęła Alice.
 A to, że musi mieć coś takiego, jak podziemia. Wiemy, że jest piwnica, ale może jest też coś poza nią  odpowiedziała Vivien.  Przeważnie w tamtych czasach ludzie budowali dodatkowe schronienia w obawie przed wojną czy epidemią. Musimy mieć plany Gniazda, by dowiedzieć się, co kryje się pod nim. Może to będzie dobrym wyjściem, aby dać stamtąd nogę.
 Kolejny punkt  rzuciła Fel, nachylając się nad papierem.  Odnaleźć plany budynku.
 To się robi coraz bardziej pokręcone  skwitowała Alice.  Jak byśmy brały udział w jakiejś grze.
 To jest gra  skwitowała Vivien ze śmiechem.  Tyle że w tej grze nie mamy dodatkowych żyć, by poprawić błędy.


Michael

       Siedział na materacu, wpatrując się w swoje jasne dłonie. Nie wiedział, na czym ma skupić myśli – na planie ucieczki czy może znów wrócić do wspomnień o rodzinie? A może zająć się teraz kolejną analizą Deborah i jej dziwnej gry? A może lepiej skoncentrować się na tych miłych chwilach w pokoju Felicity?
       Bezczynność i samotność spychały go na pogranicze biernej egzystencji, w której to on nie miał żadnej kontroli nad niczym. Nawet nad samym sobą. Miejsce to obdzierało go ze wszystkiego, co miał. Zabrało pasję, zabrało przyjaciół, zabrało godność, zabrało siłę… Ale znów gdzieś w środku rozpaliła się w nim nadzieja i on postanowił się jej trzymać wszelkimi możliwymi sposobami.
       Spojrzał na dziewczynę siedzącą na łóżku. Parker już od jakiegoś czasu pochylała się nad laptopem, a jej chude palce, co chwilę poruszały się po klawiaturze. Dochodził do niego cichy dźwięk stukania w przyciski. Próbował sobie przypomnieć, kiedy on sam miał na kolanach swój komputer. Było to tak odległe wspomnienie, że nawet nie potrafił dokładnie go określić, w jakim momencie to było. Przed ostatnim koncertem czy może udało mu się dorwać do niego zaraz po? A może było to tuż przed podróżą do Sydney? Co wtedy na nim robił? Nie miał pojęcia…
       Odwrócił głowę, kiedy Parker spojrzała w jego stronę. Udawał, że wpatruje się w okno. Widział jasne niebo. Z pewnością na zewnątrz była piękna pogoda, a on marzył o tym, by choć na chwilę znaleźć się poza chłodnymi murami budynku. Zastanawiał się, co robi teraz reszta chłopaków i czym zajmują się dziewczyny. Czy zaczęły wcielać w życie plan ucieczki? Czy może nadal udoskonalają go, by ustrzec się błędów w jego realizacji?


Felicity

       Podarła zapisane kartki na drobne kawałki. Zgarnęła je do przezroczystej siatki i zawiązała ją. Plan został dokończony i opracowany niemalże do perfekcji. Wiedziała, że przeniesienie go do rzeczywistości będzie trudne. Ale czy one nie robiły już równie trudnych rzeczy? Knuły, spiskowały, rozpracowywały innych, a nawet zabijały. Teraz muszą tylko sprawić, że siedem osób zniknie.
 Jak to wygląda w całości?  zapytała Alice, wychylając się w jej stronę.
 Obiecująco i kurewsko ciężko  odpowiedziała Fel, podając przyjaciółce kartkę.
       Alice przez chwilę studiowała gotowy plan, jaki ułożyły, a potem przekazała go Vivien, która wlepiła w niego zielone oczy. Zacisnęła lekko usta, a potem uśmiechnęła się pod nosem. Fel zauważyła, że pomysł z ucieczką, nawet tak bardzo ekstremalny, wprawia dziewczynę w doskonały humor. Miała nadzieję, że ten jej stan utrzyma się znacznie dłużej.
       Przejęła zapisaną kartkę, by po raz kolejny zerknąć na to, co wyszło spod ich rąk. Jej oczy powoli błądziły po wyznaczonych punktach. Będzie ciężko, ale teraz nie ma już odwrotu... Przyszedł czas na wielką ucieczkę.
       Felicity położyła szczegółową notatkę przed sobą, a następnie spojrzała na przyjaciółki, które wpatrywały się w nią z ciekawością. Dziewczyna pokręciła nosem.
 To chyba byłoby na tyle  odezwała się Alice.
 Jeszcze jedno  powiedziała Vivien.  Obiecajmy sobie coś.
 Co takiego?  zapytała Fel, składając kartkę.
 Że bez względu na wszystko, będziemy kontynuować plan ucieczki  powiedziała powoli Vivien.
 Nie rozumiem  rzuciła Alice, marszcząc czoło.
– Wiadomo, jak u nas jest. Nigdy nie wiesz, czy w czasie roboty nie oberwiesz  pociągnęła Vivien.  Nawet jeśli zostanie z naszej trójki, tylko jedna, to nadal będzie próbować. Okej? Mimo tego zrobi wszystko, by wyciągnąć chłopaków…
 Zgoda  powiedziała szybko Felicity.
 Zgoda.
 Zgoda  rzuciła z uśmiechem Vivien.
       Nagle Felicity poczuła wibrację na nodze, a potem w kawiarni rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Wyciągnęła szybko telefon i spojrzała na wyświetlacz. Skrzywiła się.
 To ona?
 Ona  odpowiedziała i odebrała.  Tak?
 Parker powiedziała, że jesteście na mieście  odparła Deborah.
 Tak, jesteśmy w centrum na kawie…
– Mam to gdzieś. Macie natychmiast wracać. Czas wziąć się do roboty.
 Jasne.
 Ile potrzebujecie czasu?
 Pół godziny.
 Macie pół godziny  powiedziała i rozłączyła się. Felicity spojrzała na dziewczyny, chowając telefon do kieszeni.
 Robota czeka  mruknęła niezadowolona i cała trójka zaczęła zbierać swoje rzeczy. Zapłaciły za kawę, a następnie szybko opuściły kawiarnię.



***
Kolejny rozdział za nami. Znów na horyzoncie pojawiła się Deborah - tęskniłyście za nią? :D 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu.

Co powiecie na następny w piątek?

Pozdrawiam!

#TheGreatEscapeFF

3 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że plan opracowany przez laski jednak będzie dopięty na ostatni guzik i uda się im wszystkim uciec. No w sumie Parker mogłaby zostać w Gnieździe, jej aż tak nie lubię :D
    Grr, Deborah, aż boję się wiedzieć co zaplanowała do roboty dziewczynom. Oby znowu nie potraktowała chłopców jak zwierząt, bo normalnie ją znajdę i zrobię z dupy jesień średniowiecza.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobało mi się to, że dałaś tak wiele perspektyw. Każdy z chłopaków przeżywa to co się dzieje na różne sposoby. Na różne sposoby szukają ucieczki od tego w co wpakował ich los. Mam nadzieję, że plan dziewczyn wypali i uratują chłopaków. Bleee Deborah, ja tam za nią nie tęskniłam. Coś mi się zdaje, że dziewczyny nie będą uradowane tym, co zastaną na miejscu. Ciekawe co wymyśliła ta wariatka? czekam na ciąg dalszy :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Super juz nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń