czwartek, 25 czerwca 2015

09 "Dla ciebie wszystko jest czarne?"

Felicity

       Życie Felicity przed porwaniem nie należało wcale do łatwych. Jej rodzina borykała się z wieloma problemami  śmierć ojca, choroba siostry, problemy finansowe. Jednak dopiero, gdy trafiła pod skrzydła Deborah i wciągnęła się w chory świat Olsenów, zdała sobie sprawę, jak bardzo nie doceniała tego, co miała. Wtedy zrozumiała, że w jej pierwszym życiu była szczęśliwa, choć tak często ignorowała to uczucie. Drugie życie  jak je określała  dawało stabilizację finansową, ale sprawiło, że Felicity musiała odsunąć się od osób, które tak bardzo kochała. Od własnej rodziny.
       Nie było tak, że całkowicie ignorowała siostrę i matkę. Widywała się z nimi rzadko, przeważnie nie przedłużając swoich wizyt. Głównie chodziło jej o ich bezpieczeństwo. W świecie, w którym żyła rodzina była, niczym karta przetargowa, którą mogli wykorzystać jej wrogowie. A ona tak bardzo nie chciała wciągać ich w to wszystko. Miała do wyboru życie obok nich i wiszące przy tym niebezpieczeństwo lub ograniczenie kontaktów do minimum i pewność, że nic im się nie stanie. Wybrała oczywiście to drugie.

       Poprawiła włosy, nachylając się w stronę lustra. Złapała za pomadkę i przejechała nią po ustach, nadając im głębszy, ciemnoróżowy odcień. Wsunęła ją do torebki i wyprostowała się. Chciała wyglądać normalnie. Normalnie jak na dwudziestolatkę. Na dwudziestolatkę, która nie ma żadnych powiązań ze światem przestępczym.
       Wychyliła się i lekko uśmiechnęła. Luke od dłuższego czasu siedział na łóżku i z ciekawością się jej przyglądał. Gdy ich oczy spotkały się ze sobą, on również się uśmiechnął. Zauważyła, że chłopak robi to coraz częściej.  A z uśmiechem było mu do twarzy.
       Złapała za torebkę i przerzuciła długi pasek przez głowę. Zamknęła szafę i podeszła do biurka. Wzięła telefon, a następnie znów odwróciła się w stronę Hemmingsa. Podeszła do niego i lekko zacisnęła usta.
 Kiedy wrócisz?  zapytał. Było to już standardowe pytanie, jakie jej zadawał, gdy tylko szykowała się do wyjścia.
 Za parę godzin  odparła, wzruszając ramionami.  Ile mi to zajmie, tego dokładnie nie wiem.
 Jasne. Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić.
 Dobrze bawić  powtórzyła i znów lekko się uśmiechnęła.  Nie jestem pewna, czy ja jeszcze potrafię funkcjonować w normalnym świecie.
 W takim razie graj  odparł, spoglądając w jej ciemne oczy.
 Będę musiała.
 Cieszę się, że spotkasz się z siostrą  powiedział powoli. Pokiwała, tylko głową. Wiedziała, że i on pragnie zobaczyć się z rodziną. Tyle że w jego przypadku nie było to możliwe.
 W końcu ma jutro urodziny. Co roku zabieram ją na obiad, a potem na szybkie zakupy. W każde urodziny… Tyle że jutro rano musi stawić się w szpitalu. Znając nasze szczęście, szybko z tych badań nie wróci  odparła, krzywiąc się. Luke złapał ją za rękę, a ona wstrzymała oddech.
 Dla ciebie wszystko jest czarne?
 A ty, odkąd tu trafiłeś, dostrzegasz inne barwy?
 Dostrzegam  powiedział cicho.  I pamiętam te, które widziałem, zanim tu trafiłem.
 Cieszę się  odparła, przejeżdżając palcem po jego dolnej wardze.  A teraz niestety, ale musisz wrócić na swoje miejsce.
       Odsunęła się, a on wstał z łóżka. Dokładnie śledziła każdy jego ruch, gdy podchodził do piankowego materaca. Usiadł na nim, a ona wzięła głęboki oddech. Nie lubiła go krępować, ale wiedziała, że nie ma innej możliwości.
       Podeszła bliżej i kucnęła obok. Blondyn bez słowa wyciągnął dłonie w jej stronę, a ona zapięła metalowe bransolety na jego nadgarstkach. Następnie włożyła mu na szyję obrożę. Łańcuch przyczepiła do dwóch metalowych kółek, które znajdowały się w ścianie.
 Obiecasz mi coś? – zapytał, wpatrując się w nią. Spojrzała w jego błękitne tęczówki.
 Zależy co?  odpowiedziała, a on lekko się uśmiechnął.
 Że na spotkaniu przestaniesz tkwić myślami w tym miejscu? Tobie też należy się przerwa…
 W tym świecie nie ma przerwy, Luke  przerwała mu, a on pokręcił głową.  Ale niech będzie. Postaram się o tym nie myśleć.
 Chciałbym jeszcze powiedzieć: pozdrów siostrę, ale wiem, że nie możesz tego zrobić.
 Zdecydowanie nie mogę tego zrobić.  Luke wzruszył ramionami i znów się uśmiechnął.  Ale zdecydowanie lubię, gdy to robisz.
 Co?
 Gdy się uśmiechasz  powiedziała i delikatnie musnęła jego usta swoimi.  Do zobaczenia później.
 Do zobaczenia  wyszeptał.
       Wstała z podłogi i złapała katanę leżącą na łóżku. Raz jeszcze spojrzała na chłopaka, a potem wyszła z pokoju, zostawiając go samego.

       Czarny samochód zatrzymał się przed niewielkim, białym budynkiem. Oprócz równo ściętego trawnika nie było tu żadnej innej zieleni. Jej matka nie miała czasu na zabawę w ogrodnika, dlatego od zawsze stawiała na minimalizm.
       Felicity spojrzała w bok i ciężko westchnęła. Rodzinny dom. Dom, w którym się wychowała i przez wiele lat mieszkała, był teraz dla niej zupełnie obcy. Za każdym razem, gdy tu przyjeżdżała, czuła się, jak intruz. Intruz, który wkracza w świat, do którego już nie należy.
       Ściągnęła z nosa ciemne, przeciwsłoneczne okulary i wsunęła je we włosy na czubku głowy. Wzięła głęboki oddech i wysiadła z samochodu. Zamknęła go, a potem szybko skierowała się w stronę drzwi wejściowych. Zatrzymała się przed nimi i przez chwilę spoglądała na nie. Założyła na usta uśmiech, mając nadzieję, że wygląda na naturalny i zapukała.
       Po drugiej stronie rozległy się szybkie kroki. Felicity wstrzymała oddech. W końcu drzwi otworzyły się, a ona uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
 Fel!  krzyknęła Lori, rzucając się w jej ramiona. Odwzajemniła ten gest, mocniej przyciągając do siebie siostrę.
 Cześć  powiedziała, gdy dziewczyna odsunęła się od niej.  Ktoś tu jutro skończy piętnaście lat. Moja kochana, mała siostrzyczka. No, już nie taka mała  odparła, mierząc ją od góry do dołu.
 Starzeję się  odparła, a Fel zaśmiała się pod nosem.  Wchodź.
       Wpuściła ją do środka. Lori zatrzymała się przy schodach. Felicity dokładnie jej się przyjrzała. Jak zawsze była blada, ale przynajmniej nie miała podkrążonych oczu i zsiniałych ust, jak ostatnio, gdy ją widziała. Dzięki temu wiedziała, że jej siostra czuła się lepiej, niż ostatnio. Na głowie znajdowała się zielona chustka, ukrywająca brak włosów, które straciła przy ostatniej chemii.
 Dasz mi jeszcze chwilę?  zapytała Lori.
 Jasne.
       Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, a Felicity dostrzegła ten znany błysk w jej ciemnych tęczówkach, które były tak podobne do jej oczu. Skinęła jej głową, a potem szybko wbiegła na górę.
       Fel odwróciła się i przeszła do kuchni, z której dochodziła krzątanina jej matki. Weszła do pomieszczenia, spoglądając na niską, nieco zgarbioną kobietę. Samantha odwróciła się.
 Cześć, mamo  powiedziała Fel, siadając na wolnym krześle, które stało przy niewielkim, okrągłym, drewnianym stole.
 Cześć  odparła, wycierając dłonie w ścierkę.
       Przez chwilę wpatrywały się w siebie w milczeniu. Felicity wiedziała, że jej matka w pewnym sensie ma do niej żal za to, w jaki sposób postępuje. Niestety, ona musiała karmić ją kłamstwami. Bowiem Samantha nie wiedziała, czym tak naprawdę zajmuje się jej starsza córka ani do jakiej grupy osób należy.
 Lori chyba czuje się dobrze  powiedziała, opierając głowę na ręce.  I naprawdę lepiej wygląda.
 Ostatnio tryska energią.
 To dobrze.
 Dobrze… A co się z tobą działo?
 Mamo  jęknęła, przekręcając oczami.  Wiesz, że nie chcę o tym rozmawiać.
 Tylko że ja się martwię. Pomagasz nam finansowo, bez ciebie nie stać nas by było na leczenie Lori, ale jakim kosztem, Felicity? Mam wrażenie, jakbym straciła córkę…
 Nie straciłaś mnie, mamo  powiedziała powoli, nie spuszczając z niej wzroku.  A zresztą jestem już duża, nie musisz…
 Wiem. Możesz robić, co chcesz, ale i tak nadal pozostajesz moim dzieckiem. A matka będzie się martwić o swoje dziecko do końca swojego życia.
       Felicity mocniej zacisnęła usta. Jej rodzicielka za każdym razem poruszała tę kwestię, a ona nie mogła nic zrobić. Tym razem jednak po jej słowach wcale nie pomyślała o swojej rodzinie, ale o matce Luke'a, która przeżywa porwanie syna. Która przez całe dnie zamartwia się o to, gdzie on jest, czy jest bezpieczny i czy w ogóle żyje. Samantha przynajmniej widywała ją od czasu do czasu, a matka chłopaka żyła w niewiedzy, co jest chyba jednym z gorszych możliwości, jakie mógł podsunąć jej los.
– Słuchasz mnie w ogóle? – wyrzuciła z siebie Samantha, a Fel znów na nią spojrzała.
 Przepraszam, zamyśliłam się.
 W co ty się wpakowałaś?
 W nic.
 Zawsze tak mówisz. Mam jednak matczyną intuicję i wiem, że to twoje nic, czymś jest. Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
 Bo nie mogę!  warknęła, zrywając się z miejsca. Kobieta nie spuszczała z niej dużych, brązowych oczu.  Zrozum, mamo, nic nie mogę powiedzieć!
 Dlaczego?  Fel zacisnęła mocniej zęby.
 Już jestem  Usłyszała głos Lori i szybko się odwróciła.
 Super. W takim razie idziemy  powiedziała, zarzucając jej rękę na ramię.  Kurczę, Lori, niedługo mnie przerośniesz.
– Uważajcie na siebie  powiedziała Samantha.
 Jasne  rzuciła Lori z uśmiechem.
 Przywiozę ci ją z powrotem za kilka godzin  odparła Felicity, a kobieta tylko pokiwała głową.


Vivien

       Siedziała na łóżku z podciągniętymi nogami. O uda opierał się jej pamiętnik, w którym zapisywała wszystko, co dzieje się w jej popieprzonym życiu. Tym razem jednak na jednej ze stron tworzył się plan ucieczki. Plan, który wymyśliła, by uwolnić z tego bagna nie tylko chłopaków, ale także przyjaciółki.
       Podniosła głowę i spojrzała w stronę Ashtona, który siedział naprzeciwko niej. W jego rękach znajdowała się wczorajsza gazeta. Wiedziała, że Irwin jej nie czyta, tylko z nudów przegląda obrazki. Kiedy tylko zauważył, że ona mu się przygląda, drgnął i wlepił w nią swoje brązowe oczy.
 Co?  wydusił, a ona uśmiechnęła się. Następnie na kartce papieru pojawiło się kolejne zdanie, zapisane drobnym drukiem.
 Nie mogę sobie na ciebie od czasu do czasu zerknąć?  zapytała, nie odrywając oczu od pamiętnika.
– Możesz. Zresztą nie jestem tu osobą, która w jakikolwiek sposób może, o czymkolwiek decydować  odparł, wzruszając ramionami.
 Inspirujesz mnie, Ash  powiedziała ze śmiechem.
 Co?  zapytał z uśmiechem.
 Mniejsza z tym  odparła, machając ręką.
       Usłyszała szelest pościeli. Ashton poruszył się na swoim miejscu. Po chwili usiadł obok niej. Odchyliła pamiętnik w bok, by nie zobaczył jego treści. Odwróciła się w jego stronę, zatrzymując dłużej wzrok na jego ciemnych tęczówkach.
 Piszesz poezję? – wypalił, a ona parsknęła śmiechem.  Nie?
 Nie. Nie znam się na poezji.
 To, do czego potrzebujesz inspiracji?
 Nie mogę ci powiedzieć  rzuciła, zamykając pamiętnik.
 Ostatnio poprawił ci się humor  odparł powoli, dokładnie śledząc jej reakcję.
 Chyba w końcu musiał nadejść ten dzień, w którym nieco podniosłam się psychicznie.
 Coś się stało?
 Nie. To znaczy… Ciężko to wytłumaczyć, nie mogąc ci powiedzieć wprost.
 To tajemnica?
 Myślę, że niedługo się o tym dowiesz.
 Jak mniemam, to coś dobrego?
 Coś pozytywnego. 
       Ashton przyglądał jej się z ciekawością, a ona się uśmiechnęła. Miała nadzieję, że ich plan wypali. Że każde z nich będzie mogło uwolnić się od tego świata, do którego zostali wciągnięci. Ten pomysł napawał ją prawdziwym optymizmem, a ona miała nadzieję, że ten stan utrzyma się u niej na dłużej. Szczególnie że tu, tak wszystko szybko się zmienia, a ona potrzebowała odskoczni od smutnych i bolesnych rzeczy. Odskoczni innej niż jej przyjaciółka żyletka.
 Ash.
 Tak?
 Obejrzymy jakiś film?
 Mówisz serio?
 Dawno niczego nie oglądałam.  Irwin uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową.  Super. Komedia?
 Komedia będzie spoko.
 Skoczę do kuchni. Może znajdę tam coś na przekąskę…
 Viv?
 Tak?
 Naprawdę będziemy oglądać film?  zapytał, jakby ona miała za chwilę oznajmić, że robi sobie z niego żarty.
 Myślę, że ty i ja potrzebujemy jakieś małej rozrywki  powiedziała z uśmiechem, a Ash ponownie pokiwał głową.


Felicity

       Razem z Lori znalazły się w małej, ale przytulnej restauracji. Nie było tu prawie ludzi, więc mogły cieszyć się spokojem i własnym towarzystwem. Kiedy Lori w końcu wybrała danie, Felicity podeszła do niewielkiego baru, by złożyć zamówienie. W lokalu bowiem nie było kelnerów, a samoobsługa.
       Oparła się o drewnianą ladę i spojrzała w ekran telewizora, który wisiał prawie naprzeciwko niej. Grał cicho, ale ona doskonale słyszała słowa reportera. Zacisnęła mocniej usta. Poruszali temat zaginięcia chłopaków.
 W dalszym ciągu trwają poszukiwania zespołu 5 Seconds of Summer  powiedział dziennikarz, wpatrując się w oko kamery.  Policja utrzymuje, że zespół został porwany. Prawdopodobnie niedługo porywacze zażądają okupu.  Uniosła brwi, a potem prychnęła cicho pod nosem.
 Policja utrzymuje- pomyślała.  Pewnie tę bajeczkę sprzedała im, jakaś wtyka Deborah.
 Co podać?  odezwał się pulchny mężczyzna, który pojawił się za ladą. Oderwała wzrok od ekranu i spojrzała na niego.
 Dwie duże cole i dwie panierowane piersi z kurczaka z pieczonymi ziemniakami  wyrecytowała, by po chwili znów utkwić wzrok w ekranie telewizora. 
       Obraz zmienił się, a ona przełknęła ślinę. W wiadomościach pojawiła się matka Hemmingsa. Nawet bez pomocniczych napisów, by ją rozpoznała. Miała blond włosy i oczy, tak bardzo podobne do oczu Luke'a.
 Błagam, jeśli ktokolwiek wie coś na temat mojego syna, proszę, niech się odezwie  powiedziała płaczliwym tonem, przyciskając do drżących warg białą chusteczkę.  Zapłacimy każdą sumę, by ich odzyskać. Nasze rodziny są gotowe spełnić każdą prośbę, byleby tylko chłopaki wrócili do domów. Luke… Luke ma dzisiaj urodziny… Mieliśmy…
       Ale Fel już jej nie słuchała. Odwróciła się, przyciskając dłoń do ust. Wolała nie widzieć tego, co zobaczyła. Wolała się od tego odciąć. Deborah zniszczyła nie tylko życie chłopakom. Zniszczyła też życie ich rodzinom. Obraz płaczącej matki Hemmingsa, nie należał do najprzyjemniejszych widoków, szczególnie że ona wiedziała, co przeżywa Luke.
– To przykre, co spotkało ten zespół  powiedział mężczyzna, wskazując na telewizor.  Nic miłego nie wiedzieć, co dzieje się z twoim dzieckiem.
 Z pewnością – odparła, prostując się.  Żadna przyjemność.
 Mi się zdaje, że niedługo porywacze się odezwą  ciągnął, kiwając przy tym głową.  W końcu są sławni, pewnie bogaci, więc zażądają za nich, jakąś sporą sumę.
 Może  rzuciła.
 Zawołam panią, gdy zamówienie będzie do odbioru.
 Dziękuję.
       Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę stolika. Usiadła naprzeciwko Lori, która wlepiła w nią ciemne oczy. Fel przez chwilę unikała jej wzroku. W końcu jednak podniosła głowę. Myślami jednak była w Gnieździe, w swoim pokoju razem z nim, choć przed wyjściem obiecała mu, że się od tego uwolni. Z początku jej się to nawet udawało, ale po tym, co zobaczyła, teraz było to dużo trudniejsze do wykonania.
 Wiesz  zaczęła Lori.  Ubóstwiam 5 Seconds of Summer.
– Ja też ich lubię  odpowiedziała, choć wiedziała, że ona lubi ich inaczej, niż jej siostra, która osobiście ich nie znała.
 Martwię się o nich…
 Przecież ich nie znasz.  Lori uniosła brwi, prychając pod nosem.
 Ale jestem ich fanką, więc się o ich martwię.
 Jesteś ich fanką?
 Kocham ich i ich piosenki  oznajmiła z uśmiechem.
       Felicity, tylko pokiwała głową. Wszyscy o wszystkich się martwili, a ona miała wrażenie, że jest w samym środku tego cyrku. W końcu tego nie zniesie. Jak można nie eksplodować, od tak wielu emocji i uczuć?
 Skoro jesteś ich fanką  powiedziała, po chwili ciszy, jaka między nimi nastała.  To jakiej oni muzyki słuchają?
 Nirvana, Blink-182, Green Day…  zaczęła wymieniać Lori, a Fel uśmiechnęła się lekko. 
              Widziała na twarzy siostry szeroki uśmiech, kiedy o nich mówiła. Świeciły jej się oczy, gdy opowiadała o zespole z nieukrywaną pasją. Wpadła… Jej siostra wpadła. Naprawdę była ich wielką fanką.

       Po obiedzie Felicity zabrała Lori do większego centrum handlowego w Newcastle. Ich wspólny czas powoli się kończył. Jej siostra musiała wrócić w końcu do domu, aby zażyć leki, które przyjmowała o konkretnej porze. Leki, bez których nie miałaby szans na dalsze życie.
       Wchodziły, więc do konkretnych sklepów, tych, które Lori lubiła najbardziej. Felicity obserwowała z uśmiechem, jak przegląda bluzki, spodnie i swetry. Jak w końcu odrywa się od szarej rzeczywistości, mogąc nieco zaszaleć za pieniądze siostry. To był ten czas, w którym choć na moment mogła zapomnieć o chorobie. 
– Cholera, Fel, zobacz!  powiedziała głośniej Lori, ciągnąc ją w stronę sklepu z fanowskimi gadżetami.  Mają tam koszulki z 5 Seconds of Summer! I nie tylko koszulki!
 Chcesz się obkupić?  zapytała ze śmiechem.
 Mogę?
 Bierz, co chcesz  rzuciła, kiedy zatrzymały się przy odpowiednim dziale.
 O, kurwa…
 Nie przeklinaj!  skarciła ją, a Lori zrobiła przepraszającą minę. Potem jednak uśmiechnęła się szeroko. 
       Odwróciła się w stronę gadżetów, a Fel dostrzegła jej rozbiegane oczy. Jej siostra nie wiedziała, na czym zatrzymać wzrok  na kubkach? Na koszulkach? Na opaskach czy może na poduszkach?
 Tego jest tyle…
 Zróbmy tak  powiedziała Fel, spoglądając na zegarek.  Ty zostań tu i wybierz to, co ci się podoba…
 Ale podoba mi się wszystko…
 Wybierz w miarę rozsądku, to co ci się podoba, a ja skoczę do sklepu obok.
 Na elektronikę?  zapytała zdziwiona Lori.
 Muszę kupić coś na prezent dla jeszcze jednej osoby, która też ma urodziny. I muszę zahaczyć o cukiernię.
 Jasne. Nie ma sprawy.
 Wrócę za dziesięć minut. 
       Lori pokiwała głową i zaczęła przeglądać ubrania z logo zespołu. Fel przekręciła oczami. Jej siostra właśnie była w maniakalnym szale fanowskich zakupów. Odwróciła się ze śmiechem i wyszła ze sklepu. Czas kupić jeszcze jeden prezent.

       Weszła do pokoju, zamykając drzwi na zasuwę. Odwróciła się i spojrzała na blondyna. Luke odłożył książkę, a potem lekko się uśmiechnął. Felicity bez słowa położyła swoje rzeczy na łóżko, a następnie podeszła do niego.
 Jak spotkanie? – zapytał Luke, wyciągając w jej stronę ręce.
 Udane. Moja siostra czuje się dobrze, więc na razie nie muszę się o nią martwić. Dowidziałam się też czegoś.
– Czego?
 Ma kompletnego świra na punkcie swoich idoli  powiedziała ze śmiechem. 
       Odpięła łańcuch z kółek, a następnie ściągnęła mu bransolety. Luke rozmasował nadgarstki. Zdjęła jego obrożę i razem z resztą odłożyła ją na bok.
 Jacy to idole? – Felicity podniosła na niego wzrok.
 Tacy jedni  rzuciła, wzruszając ramionami.  Może ty też ich znasz?
 Kto?
 Jakieś 5 Seconds of Summer  powiedziała, a Luke zaśmiał się.  Znasz ich?
 Nigdy o nich nie słyszałem. Pewnie jakieś głupki, które myślą, że umieją śpiewać.
 Moja siostra twierdzi, że są cudowni  odparła, a chłopak się uśmiechnął.  Jeszcze jedna sprawa.
 Tak?
 Powinieneś dostać po głowie  rzuciła, udając obrażoną.
 Co zrobiłem?
 Nie powiedziałeś, że masz urodziny  odparła z miną nadąsanego dziecka, co wywołało u niego kolejny uśmiech. Po chwili jednak wzruszył ramionami.
 W tym miejscu raczej nie myśli się o takich rzeczach.
 Powiedziałeś, że widzisz jaśniejsze barwy życia  przypomniała mu, a chłopak kiwnął głową.  Czy urodziny się do tego nie zaliczają?
 Zaliczałby się, gdybym mógł spędzić je w innym miejscu.
 W sumie racja  powiedziała, pukając się placem w policzek.  Chcę jednak, żebyś coś zrobił.
 Co takiego?
 Zamknij oczy i nie podglądaj.
 Co?
 No, zrób to – jęknęła, pstrykając go palcem w nos. 
             Luke zamknął oczy, a ona uniosła brwi. Niewiele myśląc, złapała za jego chustę i naciągnęła mu ją na głowę.
 Ej!
 W ramach bezpieczeństwa byś naprawdę nie podglądał  powiedziała ze śmiechem, a potem przejechała palcami po jego blond włosach.  To zajmie chwilę.
       Wstała i podeszła do łóżka. Wyciągnęła z siatki szerokie pudełko z ciastkami. Gdy je otworzyła, sięgnęła po jedynego pączka, który tam się znajdował. Chciała z początku w cukierni kupić jakiś miniaturowy tort, ale żadnych nie było. Postawiła, więc na pączka z budyniem.
       Z torebki wydobyła niewielkie, tekturowe pudełeczko. Wyjęła z niego jedną świeczkę. Zamocowała ją na podstawce i umieściła na pączku. Tak powstał prowizoryczny tort. Sięgnęła po raz kolejny do wnętrza torby, wyciągając z niej nowy, granatowy odtwarzacz mp4. Zapaliła świeczkę i z całym zakupionym arsenałem, podeszła do blondyna. Ukucnęła obok niego.
 Dobra, już. Możesz ściągnąć chustę. 
       Chłopak złapał za tył materiału i zsunął go z oczu. Odrzucił go na bok, a potem spojrzał na dziewczynę, robiąc wielkie oczy.
 Wszystkiego najlepszego, Luke.
 Jej… Dzięki.
 Pomyśl życzenie.
       Hemmings spojrzał na nią, a następnie przymknął powieki. Felicity nie musiała czytać mu w myślach. Doskonale wiedziała, o czym mógł marzyć. O tym, o czym z pewnością marzył Ashton, Calum i Michael. O tym, czego chciała cała ich czwórka. Luke otworzył oczy i zdmuchnął świeczkę.
 I prezent.
– Fel, nie musiałaś…
 Daj spokój  rzuciła ze śmiechem, podając mu pudełko.  Pomyślałam, że odtwarzacz będzie dobrym pomysłem. Zrobisz mi listę utworów, a ja ci ją wgram. Odzyskasz muzykę. Chociaż odrobinę muzyki.
 Dzięki. Trafiony prezent  powiedział z uśmiechem, obracając zapakowany odtwarzacz w dłoniach.


***
Jak dla mnie ten rozdział jest z tych nieco bardziej optymistycznych, a dla was? 
Dziękuję bardzo za wasze pozytywne komentarze. Cieszy mnie to, że historia was wciągnęła.
Kolejna część w poniedziałek :)
Pozdrawiam!

#TheGreatEscapeFF

6 komentarzy:

  1. Tym razem coś pozytywnego.
    Rozdział był spoko ale chyba wole te z nutką mroku i...ekscytacji?
    Niezły pomysł z prezentem dla Luka ;)
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału !
    A najbardziej nie mogę się doczekać tej wielkiej ucieczki !
    Życzę weny
    ~karo~

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka słodka i urocza scena. Bardzo fajny rozdział oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieco bardziej pozytywny, ale i tak jakoś szkoda mi się zrobiło Fel. Widać, że troszczy się o siostrę, a nie może być tak blisko i często obok jak by tego chciała. Lori, kolejna fanka chłopaków, gdyby tylko się dowiedziała, kto ich przetrzymuje... zdecydowanie trafiony prezent dla Luka ;)
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju rozdział jest świetny już nie kasę doczekać się poniedziałku ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  5. O Boże! Gdyby Lori dowiedziała się, że to jej własna siostra przetrzymuje jej idolów, to by dopiero było!
    Szkoda, że Fal nie może poświęcić rodzinie tyle czasu, na ile tak naprawdę zasługują, ale z drugiej strony, dzięki temu, co robi, Lori może mieć szansę na wyleczenie się całkowicie.

    Luke... ten to też dobry numerek. Rozumiem, że mógł się nie przyznać do tego, że ma urodziny, ale mam nadzieję, że uda mu się nieco wykorzystać ten fakt i oprócz pseudo torciku oraz prezentu, przyjdzie też czas na małe co nie co, a jeszcze lepiej by było, gdyby Fel spróbowała przyprowadzić do niego, choć na chwilę chłopców. Może przemyślisz o tym i jeszcze lepiej by było, gdyby faktycznie wpadli na urodzinki przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ekhem.. No to tak. Od dosyć dawna czytam twoje pozostałe dwa blogi, ale dopiero dziś zaczęłam czytać ten. I powiem Ci, że to jest GENIALNE!!! Kobieto, zakochałam się w tym blogu. Nie wiem co napisać, bo jestem w głębokim szoku. Jedyne co mi przychodzi teraz do głowy, to, to, że Deborah jest okropną SUKĄ, za przeproszeniem. Powiem Ci jeszcze, że piszesz naprawdę genialnie i twoje ff są jednymi z najlepszych jakie czytałam. I jeszcze na koniec możliwe, że wyjdę na przemądrzałą, ale piszę się ,,Bierz", a nie ,,Bież" :) Tyle z mojej strony ;)
    ~D.

    OdpowiedzUsuń