piątek, 19 czerwca 2015

08 "To było silniejsze ode mnie"

The Daily News

Morderstwo na Union Street
       Wczoraj w jednym z domów przy Union Street, znaleziono zwłoki pięcioosobowej rodziny. Jedną z ofiar był Roger Martin, szanowany policjant z Biura Śledczego w Newcastle.
       Według wstępnych oględzin miejsca zbrodni, do masakry doszło dzień wcześniej w godzinach wieczornych. Nie znaleziono jednak śladów włamania. Prawdopodobnie oprawcy dostali się do środka przez otwarte drzwi frontowe, ówcześnie odłączając domostwo od zasilania elektrycznego. Śmierć poniosło pięć osób: Roger Martin, jego żona Elizabeth Martin, dwójka jego synów  sześcioletni Josh i trzyletni Jason oraz teść Victor Hyllondon. Zwłoki zostały znalezione przez jednego z funkcjonariuszy Biura Śledczego w Newcastle, Jerome’go Carla, który zaniepokojony brakiem kontaktu ze strony swojego kolegi, postanowił zajrzeć do jego domu. Jak sam mówi, to co zobaczył na miejscu, ocierało się o prawdziwy horror.
       Do tej pory nie ustalono, kto mógł przyczynić się do zbrodni ani jaki mógł być jej motyw. Nie wiadomo też, ilu było oprawców. Sądząc jednak po tym, co policja zastała na miejscu, pewne jest, że jedna osoba nie byłaby w stanie tego dokonać. Śledczy ustalili, że musiała być to grupa profesjonalistów, więc chcą bardziej przyjrzeć się sprawom prowadzonym przez Rogera Martina. Jest podejrzenie, że zmarły funkcjonariusz Biura Śledczego i jego rodzina, padli ofiarami zemsty i porachunków ze strony większej grupy przestępczej.


Felicity

       Przerzuciła papiery, a następnie szeroko ziewnęła. Po raz kolejny przeglądała akta gwałciciela z Newcastle. Praca ta była żmudna i dość nudna, ale one musiały mieć wszystko dokładnie zaplanowane, by nie doszło do żadnych, nawet najmniejszych komplikacji.
       Nagle usłyszała ruch, dochodzący z materaca, który leżał pod ścianą. Luke przekręcił się na bok i powoli otworzył oczy. Spojrzała w jego błękitne tęczówki. Chłopak drgnął i ciężko podniósł się do pozycji siedzącej, przecierając dłońmi bladą twarz.
 Dzień dobry, kotek  powiedziała z uśmiechem, odkładając papiery na bok.
 Która godzina?
 Po jedenastej  odpowiedziała, podnosząc się z łóżka.  Nic dziwnego, że wstajesz o tej porze. Wiem, że miałeś problemy ze snem.
 Nie pierwszy raz  mruknął, opierając się o ścianę.
 Dlatego cię nie budziłam. Głodny?  Kiwnął głową.  Co powiesz na tosty?  Ponownie pokiwał głową.  Okej. Ile potrzebujesz czasu?
 Daj mi dziesięć minut  powiedział, a następnie wstał i poszedł do łazienki.
       Felicity przerzuciła jeszcze jedną zapisaną kartkę, a potem zamknęła teczkę. Przerwa od tej sprawy dobrze jej zrobi, a zresztą miała ochotę na mocną kawę. I na coś słodkiego. Miała nadzieję, że Riley nie zjadł wszystkich słodyczy, jakie widziała dziś rano w kuchni.

       Wyszła z pokoju, ówcześnie zakuwając Luke'a w łańcuchy. Ostrożności nigdy za wiele, nawet jeśli przebywała w tym samym domu, co on. Wolała dmuchać na zimne. Przeciągając się, ruszyła na dół. W Gnieździe panowała cisza, jakby większość osób znajdowała się poza budynkiem. Wsłuchując się, tylko w echo swoich kroków, dotarła w końcu do królestwa Riley’ego. Mężczyzny jednak nie było w środku.
       Nastawiła w czajniku wodę. Włączyła toster. Przygotowała kromki chleba. Złapała za czekoladowego batona. Rozwinęła go z opakowania i pochłonęła go w bardzo krótkim czasie. Zrobiła sobie i blondynowi kawę, a następnie wzięła się za robienie tostów.
       Nagle usłyszała szybkie kroki, które zmierzały w stronę kuchni. Były ciężkie i dość wyraźne, szczególnie że wchodząc tu, nie zamknęła za sobą drzwi. Była pewna, że to Riley. Jednak kiedy odwróciła się i spojrzała na wchodzącego, wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia. Nie był to ich kucharz, a zupełnie ktoś inny. Ktoś, kogo nie widziała od miesiąca. Przed nią stanął Troy Garnson.
       Uśmiechnął się, mierząc ją powoli wzrokiem od góry do dołu. Jego zielone oczy mocniej skupiły się na jej twarzy. Dziewczyna zacisnęła usta i odwróciła się od niego.
       Troy Garnson był wysokim, dobrze zbudowanym dwudziestosześciolatkiem z dużymi sukcesami na koncie w ich świecie. Wykształcony, pochodzący z dobrej rodziny przystojniak, dość szybko zyskał mocną pozycję u Olsenów. Mając szesnaście lat, zaczął z nimi współpracę, robiąc za chłoptasia na posyłki dla medyków. Potem jednak dzięki swojemu sprytowi, lojalności i wiedzy, wspinał się po szczeblach hierarchii. Teraz był jedną z ważniejszych osób wśród handlarzy organami, a jego wiedza medyczna sprawiała, że nie jednych zbijał z piedestału.
 No, mała  powiedział, podchodząc bliżej.  Trochę czasu minęło. Nawet się ze mną nie przywitasz?
 Miło cię znów widzieć, Troy  odparła, zerkając na niego. Na jego twarzy ponownie zagościł szeroki uśmiech.
– Ciebie też, Felicity.
 Jak tam interesy?
 Bez komplikacji. Choć trochę czasu musieliśmy spędzić w Townsville.
 Miesiąc…
 Odliczałaś dni?
 Nie bądź idiotą  rzuciła, odwracając się. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak blisko niej był. – Między nami już nic nie ma i ty się o to doskonale postarałeś.
 Więc to moja wina?  Fel prychnęła pod nosem, a ten zaśmiał się.  Dobra, oboje jesteśmy temu winni. Na początku ja chciałem zabawy, a ty czegoś więcej, a potem te role się odwróciły. Jednak, skarbie, nie oszukujmy się, ale ani ja, ani ty nie potrafimy kochać tak naprawdę, więc nic i tak by z tego nie wyszło.
 Dobrze, że jest to już wyjaśnione.
 Co nie zmienia faktu, że od czasu do czasu moglibyśmy…
 Nie ma mowy  wtrąciła, kładąc przyszykowane tosty na talerzu.  Wybij to sobie z głowy.
 Jak tam chcesz. Ale wiedz, że na mnie zawsze możesz liczyć. Zresztą lubiłem te nasze łóżkowe zabawy. Nadal mnie kręcisz.  Przejechał palcem po jej ramieniu, a ona warknęła cicho, co wywołało kolejny chichot z jego strony.  Już się nie unoś.
 To mnie nie wkurzaj!
 Zmieńmy temat na coś bardziej miejscowego  powiedział, opierając się o blat.  O co chodzi z 5 Seconds of Summer?
 Zapytaj Deborah, bo my wiemy tyle samo, co reszta.
 Wiedziałem, że w końcu jej odpieprzy  skwitował.  Mogę?
 Nie, sam sobie zrób  powiedziała, układając szybko wszystko na tacce.
 Za to cię uwielbiam, Felicity.
 Powodzenia, kochaneczku  rzuciła, łapiąc za tackę. Następnie minęła go i ruszyła w stronę wyjścia.
       Kiedy tylko doszła do schodów, prychnęła głośniej pod nosem. Nie było go miesiąc, a teraz sprzedaje jej te swoje głupie gadki. Niech się pierdoli. Choć Fel musiała przyznać, że oboje się sobą w jakiś sposób bawili, to ona zaangażowała się w to bardziej. Jednak Troy wybrał całkiem inną drogę, przecinając ich uczucie. W końcu i ona zrezygnowała z tego uczucia. On wyjechał na miesiąc, załatwiając sprawy ze swojej działki, a ona przez ten czas zdążyła się z niego wyleczyć. A przynajmniej taką miała nadzieję. Teraz stawał się, tylko kolejną irytującą osobą w Gnieździe.
       Weszła do pokoju, zamykając za sobą drzwi na zasuwę. Bez słowa podeszła do Luke'a i podała mu jedzenie. Wzięła swój kubek z kawą. Ustawiła go na szafce i rzuciła się na łóżko jak nadąsane dziecko.
 Co jest?
 Nie ważne  mruknęła, wciskając się bardziej w poduszkę. 
       Przed oczami znów stanął jej Troy i ten jego pewny siebie uśmieszek, który ją po prostu wkurzał. Była pewna, że gdy wróci, to zareaguje na niego łagodniej, bardziej obojętnie. Jednak myliła się. Kiedyś była w nim na zabój zakochana, ale w tym miejscu takie uczucia nie miały racji bytu, co obydwoje skutecznie udowodnili, raniąc się nawzajem. Fel i tak większość winy zrzucała na niego i te jego dziwne gry, które z nią prowadził.
 Przecież widzę  pociągnął Luke.
 Zajmij się swoim jedzeniem  warknęła, nawet na niego nie patrząc.
       Raptownie odwróciła się, gdy poczuła jego dłoń na swoim ramieniu. Nie słyszała nawet, że ruszył się z miejsca. Nie zdała sobie sprawy, że był tak blisko.
 Felicity?
 Odpieprz się, Luke!  krzyknęła, odpychając jego rękę. 
       Uniósł brwi, będąc nieco zdezorientowanym jej nagłym wybuchem. Dziewczyna zacisnęła mocniej usta i poczuła się głupio. Dlaczego wyżywała się na nim? Na osobie, która w tym momencie wykazała w stosunku do niej trochę empatii? Luke odwrócił głowę i spojrzał w drugi kąt pokoju.
 Przepraszam  powiedziała, niepewnie przybliżając się do niego. Musnęła palcami jego palce, a on drgnął pod wpływem jej dotyku.  Znów na nią spojrzał.  Przepraszam.
– Jest okej.
 Wcale nie  rzuciła, kręcąc głową.
 Naprawdę. Nic się nie stało  powiedział, lekko się uśmiechając. Lubiła, jak to robił.
       Westchnęła ciężko i podniosła się na kolana. Teraz jeszcze dokładniej widziała błękitne oczy chłopaka. Dotknęła dłonią jego policzka, a on przymknął powieki.
 Nie mogę się na ciebie wydzierać, bo nic mi nie zrobiłeś. Teraz wolałabym, żebyś to ty na mnie nawrzeszczał.
 Nie mam takiego zamiaru  odpowiedział, a ona wzruszyła ramionami.  Mogę zrobić coś innego…
 Co?  zapytała, uważnie go obserwując.
 Na przykład to  odparł ciszej i ujął jej twarz w dłonie.
       Pierwsze, co poczuła, to jego gorący oddech na swojej skórze, a potem jego wargi na swoich. Oplotła jego kark rękami, a on przechylił głowę, by pogłębić ten pocałunek. Było to powolne, wręcz ślamazarne, ale tak bardzo dla niej przyjemne i uspakajające, że mogłaby to kontynuować przez kolejnych kilka godzin.
 Dzięki  wyszeptała, gdy się od niej odsunął. Na jego twarzy znów zagościł lekki uśmiech.
 Dzięki  powiedział, a ona spojrzała na niego zdziwiona.
 Za co?
 Bo pomagasz mi zapomnieć  odparł, wstając z miejsca. 
       Wrócił na swój materac i przysunął do siebie talerz z zimnymi już tostami. Wgryzł się w jednego i ponownie na nią zerknął. Uśmiechnęła się.
 Widzę, że ci przeszło.
 Bo pomagasz mi się uspokoić  odparła, biorąc kubek z kawą.
 Transakcja wiązana.
 Syndrom sztokholmski  skwitowała, a on przekręcił oczami.


Michael

       Leżał na materacu z zamkniętymi oczami. Po wczorajszym pobycie w pokoju, w którym przetrzymywany jest Luke, czuł się znacznie lepiej. Czuł się pewniejszy i nieco silniejszy niż wcześniej. Ta chwila spędzona z przyjacielem była mu potrzebna. Teraz wierzył, że będzie w stanie jeszcze bardziej podnieść się z tego dołka, w który wpadł. Potrzebował po prostu odrobiny normalności i zmniejszenia stresu.
       Nagle w pokoju rozbrzmiał dźwięk dzwoniącego telefonu. Parker wynurzyła się z łazienki, owinięta białym, puchowym ręcznikiem. Podeszła do biurka i szybko odebrała połączenie. Michael uważnie ją obserwował.
 Jasne, zaraz tam będzie  powiedziała dziewczyna i rozłączyła się. Odłożyła telefon na miejsce i nawet na niego nie patrząc, wróciła do łazienki.
       Minęło kilka minut i zanim Michael zdążył się zorientować, wyskoczyła z pomieszczenia ponownie, już teraz kompletnie ubrana. Związała swoje brązowe włosy w niedbały kok, a następnie wróciła do biurka. Wcisnęła srebrny kluczyk do kieszeni w spodniach.
 Wstawaj, Deborah chce was widzieć  rzuciła przez ramię, zakładając czarne trampki.
       Clifford powoli podniósł się z miejsca. Dziewczyna podeszła do niego i odczepiła łańcuch. Związała mu chustę na oczy i bez słowa popchnęła go w stronę drzwi.
       Kazała mu się zatrzymać przy ścianie, a potem jednym szarpnięciem zmusiła go, by poszedł za nią. Michael stawiał krok za krokiem, mając nadzieję, że nie spadnie ze schodów. Parker nie prowadziła go tak uważnie i powoli, jak robiła to wczoraj Felicity. Ona raczej mało się przejmowała tym, że mógłby upaść, rozkwasić sobie twarz lub po prostu polecieć w dół. Może upadek nie byłby taki głupi? Michael mógłby może w ten sposób uwolnić się od wizyt w tym ciemnym i ponurym pomieszczeniu? Szybko jednak przestał o tym myśleć, przypominając sobie obietnicę, którą złożył wczoraj Luke'owi. Że mimo wszystko się nie podda.


Vivien

       Przyprowadziła Ashtona do sali, w której znajdowała się już reszta dziewczyn oraz oczywiście Deborah. Uśmiechnęła się do niej z triumfem, wskazując na szereg. Vivien bez słowa, poprowadziła Irwina w ich stronę. Ustawiła go obok Caluma.
 Na kolana  rozkazała Deb. Nie musiała nic robić, bo Ashton bez sprzeciwu szybko wykonał polecenie.  Rozwiążcie im oczy.
       Ręce Viv lekko zadrżały. Zresztą jak zawsze w takich sytuacjach. Powoli rozwiązała jego chustę. Deborah przez chwilę mierzyła chłopaków wzrokiem, a potem znów spojrzała na swoje Wilczyce.
– Rozkujcie ich.
       Rozległ się szczęk metalu, kiedy każda z nich zaczęła uwalniać ich ręce. Vivien zrobiła to jako ostatnia. Kobieta pokazała na stół, a one bez słowa ruszyły w jego kierunku. Odłożyły ich bransolety i chusty, a potem znów się odwróciły.
 Wy  zwróciła się do chłopaków  wiecie, co chcę usłyszeć. Zabierajcie się za grę.
       Chłopaki posłusznie wstali i bez słowa podeszli do przyszykowanych instrumentów. Cała czwórka przez chwilę ich obserwowała. Dla Vivien poruszali się jak zombie. Zupełnie bez wyrazu, stłamszeni przez coś, czego w żaden sposób nie mogą kontrolować. Zacisnęła mocniej usta.
 Wy  powiedziała Deborah, przenosząc na nie swoje zielone oczy.  Chcę mieć wstępny raport dotyczący sprawy, nad którą aktualnie pracujecie. Trzeba wyznaczyć termin jej realizacji.
 Jasne  odparła Parker.
 Macie na to dwie godziny. Potem wracacie tu i zabieracie ich.
        Pokiwały głowami i od razu wyszły z sali. Viv zamknęła za sobą drzwi, słysząc pierwsze uderzenie w perkusję. Potem dźwięk ten zniknął, a one znów znalazły się na cichym korytarzu.
– To, co biblioteka?  zapytała Alice.
 Jasne. Spotkajmy się tam za dziesięć minut  powiedziała Felicity.
 Czyżbyś miała, coś innego do roboty? – zaśmiała się Parker, uważnie obserwując koleżankę.
 Chcę dopić kawę, która została na górze  oznajmiała jej, unosząc brwi.  Zresztą muszę zebrać wszystkie papiery do kupy.
 Już myślałam, że chodzi ci o Troy’a  rzuciła Parker, a Fel zazgrzytała zębami.  Widziałam, że wrócił.
 Mam go gdzieś  prychnęła czarnowłosa.
 Serio? Odpuszczasz takie ciasteczko?
 Mam go gdzieś  powtórzyła Felicity, a Parker wybuchła śmiechem.
 Jak tam sobie chcesz. Czyli droga ku niemu jest wolna?  pociągnęła najstarsza. Felicity przekręciła oczami i ruszyła w stronę schodów.  No, co?
 Szkoda, że Troy jakoś nigdy nie miał się ku tobie, więc życzę ci powodzenia wskakiwaniu mu do łóżka  powiedziała cicho Alice, uśmiechając się do niej złośliwie i ruszyła za przyjaciółką.  
 Boże, tylko żartowałam  mruknęła Parker.


Deborah

       Siedziała na fotelu i przypatrywała się 5 Seconds of Summer, którzy grali po raz kolejny Close as strangers  jej ulubioną piosenkę. Zamknęła na chwilę oczy, by móc bardziej wczuć się w ich wokal i muzykę.
       Kiedy skończyli, rozchyliła powieki. Zaklaskała, nagradzając tym ich mały pokaz. Następnie wstała z miejsca, dokładnie ich obserwując. Oni na nią nie patrzyli. Oczy każdego z nich skierowane były, gdzieś indziej. Luke skupił się na podłodze, Ashton na trzymanych przez niego pałeczkach, Calum na strunach basu, a Michael na drzwiach, które prowadziły do pokoju znajdującego się poniżej. Wiedziała, że wzbudza w nich strach i to jej się niezwykle podobało. Lubiła to uczucie wyższości i górowania nad innymi. Uśmiechnęła się triumfalnie, odgarniając z ramion brązowe włosy.
 Odłóżcie instrumenty – rozkazała, a oni w końcu spojrzeli w jej stronę. Dość niepewnie wykonali polecenie.  Na środek.
       Wpatrywała się w nich z pewnością w oczach, kiedy szli na wskazane przez nią miejsce. Nawet nie musiała im mówić, by stanęli w rzędzie, bo zrobili to automatycznie. Po raz kolejny uśmiechnęła się pod nosem. Miała ich w garści. Byli jej zabawkami.
 Skoro jesteście moimi pupilkami  powiedziała, idąc w ich stronę.  Powinniście przejść tresurę. W końcu wyszkolony pies, to dobry pies.
       Widziała, jak wstrzymali oddech. Czuła ich wzrok na sobie. Zaśmiała się. Podeszła do Michaela. Przeczesała palcami jego zielone włosy. On był jej ulubieńcem.
 Jak wiadomo w czasie tresury, psy wykonują polecania tresera. Ja jestem waszym treserem  odparła, odwracając się w stronę reszty. Zrobiła kilka kroków do tyłu, nie spuszczając z nich zimnych oczu.
 Od czego by tu zacząć?  rzuciła, klepiąc się palcem po policzku.  Ach, tak… Siad! Chłopaki bez słowa wykonali polecenie.  Nie, nie, nie… No, co wy? Nie wiecie, jak siadają psy?!
       Podeszła do nich, a następnie szarpnęła Caluma za koszulkę. Hood stracił równowagę i poleciał na plecy do tyłu. Zaśmiała się ponownie.
 Macie usiąść, jak psy  ciągnęła, obserwując, jak Mulat dźwiga się z podłogi.  Dokładnie tak. Idealnie. Teraz  przeszła na przód niewielkiego szeregu.  Daj łapę, Luke.
       Blondyn zacisnął usta, spoglądając na nią. Zmrużyła oczy, a on szybko wyciągnął rękę. Po raz kolejny uśmiechnęła się z nieukrywanym triumfem. Następnie bez słowa, poklepała go mocno po policzku. Chłopak skrzywił się.
– Skoro już jesteście w takiej pozycji, to przystawcie nosy do podłogi  powiedziała i parsknęła śmiechem.  Niżej! Jeszcze niżej!
       Znów obeszła ich i zatrzymała się przy Ashtonie. Niewiele myśląc, kopnęła go w plecy, a perkusista uderzył twarzą w twardą podłogę.
– Powiedziałam nos do podłogi, Irwin, którego wyrazu nie zrozumiałeś?  warknęła, zaciskając mu dłoń w okolicy szyi.  O! Brudzisz mi podłogę  dodała, kiedy Ashton zaczął wycierać krew, wypływającą z nosa. Wyciągnęła z kieszeni paczkę chusteczek i rzuciła ją obok niego.  Wytrzyj to. Reszta do góry i patrzeć się na mnie.
       Luke, Calum i Michael poderwali się do pozycji pionowej. Widziała, jak Hood zerknął w stronę kumpla, który jedną ręką uciskał nos, a drugą starał się usunąć ślady krwi z podłogi. Znowu się zaśmiała. Uwielbiała się nimi bawić.


Alice

       Deborah dała im określony czas na wykonanie zadania. Kiedy on minął, cała czwórka z przyszykowanym raportem wyszła z biblioteki. Szybko skierowały się w stronę sali. Parker pchnęła drzwi i jako pierwsza weszła do środka. Za nią podążyła reszta dziewczyn.
       Alice zatrzymała się i spojrzała na scenę, która odgrywała się w środku. Zazgrzytała zębami. Deborah wydawała polecenia chłopakom, a oni, niczym psy, musieli je spełniać. Zauważyła krew na koszulce Ashtona i to jeszcze bardziej podniosło jej ciśnienie. Poczuła, jak robi jej się gorąco.
 Dobre kundle  rzuciła Deborah, klepiąc Hooda po głowie. Alice zacisnęła ręce w pięści.
 To nie są jakieś pieprzone zwierzęta  wydusiła z siebie. Wszyscy spojrzeli w jej kierunku. Słyszała cichy jęk, jaki wydała z siebie Vivien.
 Co powiedziałaś?  zapytała Deborah.
 Że to nie są jakieś pieprzone zwierzęta  powtórzyła głośniej Alice, nie odrywając od niej wzroku. Wiedziała, że igra z ogniem. Wiedziała, że Deborah się wkurzy. Teraz jednak miała to gdzieś.
       Przez chwilę obie wpatrywały się w siebie. W sali nagle zrobiło się cicho, a atmosfera zgęstniała. Mogłaby przysiądź, że słyszy, jak Deb zgrzyta zębami.
       Zanim zdążyła zareagować, Deborah doskoczyła do niej i szarpnęła ją za koszulkę, wyciągając z szeregu, w którym stały. Kątem oka zauważyła, jak Vivien łapie Felicity za ramię, powstrzymując ją od wtrącenia się w tę całą sytuację. Alice była jej wdzięczna. Teraz to była sprawa, tylko między nią a Deborah.
 Powtórz to raz jeszcze  powiedziała Deborah przez zaciśnięte zęby.
 To nie są pieprzone zwierzęta, to ludzie! 
 Nagle włączyło ci się współczucie?  prychnęła, a jej palce jeszcze bardziej zacisnęły się na czarnej koszulce dziewczyny. Jej twarz była tak blisko, że doskonale widziała, jak drgają jej mięśnie na policzkach.  Boisz się o swojego pupilka?  Współczujesz mu, Alice? Może chcesz się zamienić z nim miejscami?
 Co jest z tobą nie tak?  wydusiła.
– Co jest ze mną nie tak?! Co jest ze mną nie tak?! Jak w ogóle śmiesz kwestionować moje decyzje!
       Deborah puściła ją. Alice zrobiła wielkie oczy, kiedy zamachnęła się i uderzyła ją w twarz. Zachwiała się i upadła na podłogę. Poczuła w ustach metaliczny smak krwi. Przyłożyła dłoń do ich kącika, a potem odciągnęła ją. Palce były czerwone. Podniosła wzrok na Deborah, która kipiała ze złości.
 Widzisz, do czego mnie zmuszasz!  warknęła, trzęsąc się.  Wynocha!  krzyknęła, spoglądając na nią i na resztę dziewczyn.  Dawać raport i wynocha!
       Parker pospiesznie wyszła z szeregu. Podeszła do Deb, podając jej białą teczkę. Kobieta odwróciła się i ruszyła w stronę fotela. Alice dźwignęła się na nogi. Cała czwórka bez słowa, szybko zabrała ze stołu łańcuchy i chusty, a następnie w trybie natychmiastowym zaczęły skuwać chłopaków i wiązać im oczy. Każda z nich chciała, jak najszybciej opuścić salę.


Calum

       Czuł, jak Alice drżą ręce. W dalszym ciągu miał przed oczami to, co się stało. Dziewczyna wyprowadziła Deborah z równowagi, a ona nawet nie zawahała się przed tym, by ją uderzyć. Calum wiedział, że trafił do chorego świata. Ta sytuacja tym bardziej go w tym upewniła.
 Alice  odezwała się jedna z nich.
 Nic mi nie jest  odpowiedziała brunetka. Poczuł, jak mocniej zaciska palce na jego przedramieniu.  Po prostu…
- Straciłaś nad sobą kontrolę. Wcale ci się nie dziwię.
       Zatrzymała się i on zrobił to samo. Słyszał, jak dziewczyny otwierają drzwi. Alice ustawiła go przed sobą, a potem lekko popchnęła do środka. Wszedł do pokoju, a ona zasunęła za nimi zasuwę. Szybko rozwiązała mu chustę, ściągnęła obrożę i rozkuła jego ręce. Położyła łańcuchy na biurko i usiadła na krześle, przecierając twarz dłońmi.
       Calum przez chwilę dokładnie ją obserwował, ale ona nie podnosiła głowy. Teraz doskonale zrozumiał jej słowa, które powiedziała, gdy się poznali. Że i one są pionkami w tej grze. W grze prowadzonej przez Olsenów.
       W końcu Alice odwróciła się, a on zauważył lekko spuchniętą wargę i trochę krwi w kąciku jej ust. Bez słowa podszedł do lodówki i wyciągnął z niej zimną puszkę z napojem. Złapał za jedną z białych koszulek, które należały do niego i owinął aluminium materiałem. Ukucnął obok niej. 
       Kiedy odgarnął z jej twarzy czarne włosy, drgnęła i spojrzała w jego ciemne oczy. Przyłożył puszkę do jej ust, a ona cicho westchnęła. Przejęła ją, w dalszym ciągu uważnie mu się przyglądając.
 Dziękuję.
 Ja też dziękuję  odparł, a ona zrobiła zaskoczoną minę.  Wstawiłaś się za nami i poniosłaś tego konsekwencje.
– To było silniejsze ode mnie  rzuciła i uśmiechnęła się. 
       Hood przez chwilę wpatrywał się w jej niebieskie oczy, a potem sam lekko się uśmiechnął. Zaczynał coraz bardziej jej ufać. Zaczynał coraz bardziej się do niej przekonywać. W jakimś sensie nawet ją lubił. 





***
Rozdział 8 za nami :) Mam nadzieję, że się podoba. Dziękuję za miłe słowa :) Następny w czwartek. 
Pozdrawiam!

#TheGreatEscapeFF

6 komentarzy:

  1. Boże! Uwielbiam Twoje palce. Ubóstwiam Twój mózg. Niebawem, to najprawdopodobniej zacznę budować mini ołtarzyk, tylko dla Ciebie. Twoje opowiadania, są o niebo lepsze, niż profesjonalne książki, a historie wciągają czytelników tak mocno, że dosłownie odliczają kolejne dni, godziny, minuty i sekundy, do następnej dawki emocji. Naprawdę, nie kończ nigdy żadnego z Twoich opowiadań, a w międzyczasie, możesz spokojnie zacząć kolejne.

    Alice, jaka odważna, dzielna i kochana dziewczyna. Uwielbiam ją, Fel i Vivien. Parker, niestety słońce, ale do tej kategorii, już nie należysz. Cóż, nie da się wszystkich wielbić, a co do Deborah, to mam nadzieję, że dziewczyny postawią się jej, jeszcze nie raz. Niech ponoszą później za to, nawet i najgorsze konsekwencje, ale przynajmniej dzięki temu, chłopcy dostrzegą prawdziwą szansę. Mogą nawet być w bardzo opłakanym stanie, ale błagam, niech takie akcje, pojawią się jeszcze nie raz.
    Może i niektórzy teraz sobie pomyślą, że jestem okrutna, ale prawda jest taka, że wierzę w dziewczyny i wierzę w chłopców, a bez poświęcenia, zwycięstwo nie smakuje tak dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  2. "- Dzień dobry kotek –" o jeeeeju, nawet nie wiesz, jak mnie to rozczuliło :') Bardzo się cieszę z tak dobrej relacji Fel i Luke'a. Świetnie, że się dogadują.
    Michael, bejbiku mój najukochańszy, współczuję ci tej Parker, naprawdę :< Niby jest spoko, ale kurcze, mogłaby być troszeńkę milsza. Nic by jej nie zaszkodziło.
    Deborah, wrr. Naprawdę mam ochotę zrobić jej z dupy jesień średniowiecza i wcale nie dziwię się Alice, że się w końcu postawiła. No kurde, ona w ogóle nie ma pojęcia o człowieczeństwie i empatii. Zero!
    Jeju, Alice i Calum! To było taakie słodziutkie, że on się o nią troszczy! Shippuję ich, ale nie bardziej niż Felicity i Luke'a :D
    Pozdrawiam cieplutko! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to opowiadanie. Ciągle dodajesz nowe akcję. Ciągle coś się dzieje. Zazdroszczę talentu. Też bym chciała tak pisać... Życzę weny bo już nie mogę się doczekać następnego rozdziału. WENY <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Weź Deb idź i się palnij w łeb albo zjedz Snicersa, bo zaczynasz gwiazdorzyć! Nienawidzę jej serio... Ona, jakby w ogóle miała wszystkich ludzi gdzieś i nie traktowała ich jak ludzi. Mam nadzieję, że dziewczyny skrzykną się i ją załatwią. Matko... Fel i Luke są tacy słodcy - szczególnie wtedy, gdy są blisko i są sami. Ale... Ale... Ale i Alice i Calum zaczynają się do siebie zbliżać- czyż nie? Czy ja już sobie to wymyślam? Podoba mi się ta dwójka! Szkoda, że następny rozdział dopiero w czwartek - ale wytrzymam!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział Luke u Fel są strasznie uroczy nie mogę doczekać się następnego rozdziału ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  6. Ugh Deborah to skonczona suka!
    Postawa Alice naprawde odważna w końcu każdemu puszczają nerwy...
    Co do Parker to myślałam że troche z czasem zmięknie,nawiąże jakiś kontakt z Michaelem a ona dalej taka nieludzka.Szkoda mi Michaela bo każdy z pozostałych ma pewną swobodę i trochę wsparcia u swoich 'wlascicielek'. (te słowo przyprawia mnie o mdłości bo to tak jakby chłopcy byli psami ale nie znalazłam lepszego słowa a pisze pod wpływem chwili póki emocje we mnie buzują) wracając,nie dziwie sie Michaelowi ze sie tak biedny załamał dobrze że spędził troche czasu z Luckiem
    Rozdział świetny nie mogę się doczekać kolejnego!
    ~karo~

    OdpowiedzUsuń