piątek, 12 czerwca 2015

07 "Wchodzę w to" cz.1

Felicity

       Gdzieś, jakby z oddali usłyszała znaną melodię. Z początku nie wiedziała, co ani gdzie dzwoni. W końcu jednak rozpoznała dzwonek swojej komórki. Rzuciła się w stronę telefonu, ale zanim zdążyła go złapać, połączenie zostało przerwane. Przeklęła cicho pod nosem.
       Wzięła komórkę do ręki. Usiadła na łóżku, przyciskając do siebie kołdrę. Poczuła ruch osoby leżącej obok. Zerknęła na chłopaka, który przekręcił się na bok, mocniej wtulając twarz w poduszkę. Przez chwilę nie odrywała od niego wzroku. Dopiero gdy telefon zadzwonił po raz kolejny, a Luke drgnął, oderwała od niego swoje ciemne oczy i spojrzała na wyświetlacz. Dzwoniła ona.
 Tak?
 Nareszcie. Wiem, że pewnie zdychasz, po jakże upojnym spotkaniu z Parker i Alice, ale czas ruszyć w końcu dupę i wrócić do życia  powiedziała Deborah.
 Jasne.
 Chcę ich mieć na dole za piętnaście minut.  Fel zamarła.  Jasne?
 Tak jest  wydusiła, a Deborah rozłączyła się.
       Felicity powoli odłożyła telefon na szafkę i spojrzała na blondyna. Luke od dłuższej chwili wpatrywał się w nią swoimi przygaszonymi, błękitnymi oczami. Nie musiała nic mówić. On doskonale wiedział, co go czeka. Na jakie spotkanie musi się przygotować.
 Musimy się pospieszyć  powiedziała i od razu wstała z łóżka. 
       Miała gdzieś, że jest naga. Zresztą została obdarta z godności już dawno temu. Żyła chwilą, momentem, a to, czy stoczy się dalej, czy będzie nadal stać w miejscu, nie miało już dla niej zbyt wielkiego znaczenia. Była martwa w środku. Martwa jak te wczorajsze niewinne ofiary.
       Rzuciła w jego kierunku białe rzeczy, a Luke zaczął szybko je zakładać. Podbiegła do szafy i wskoczyła w czyste ubrania. Popędziła do łazienki, by skorzystać z toalety i choć trochę się ogarnąć, ale wiedziała, że na daną chwilę lepiej wyglądać nie będzie. Po niej do pomieszczenia wszedł Luke.
       Gdy wyszedł, ona już czekała, ściskając w rękach łańcuchy i czarną chustę. Założyła mu te dwie rzeczy, a potem pospiesznie wypchnęła z pokoju. Ustawiła go przy ścianie, mocując się z zamkiem. Drżały jej ręce. Była zdenerwowana. Nie wiedziała, co tym razem mogła wymyślić Deborah. Fel miała przed oczami to, co zrobiła im za to, że próbowali uciec. Czy dzisiaj też dojdzie do tak brutalnego pobicia? Czy właśnie na tym będzie polegać jej zabawa?
       Kiedy wsadziła klucz do kieszeni, z ostatniego pokoju wyłoniła się zaspana i blada Parker. Na głowie miała wełnianą czapkę, która skrywała jej poplątane, brązowe włosy. Dziewczyna spojrzała na nią przekrwionymi oczami.
 Nic nie mów  mruknęła i uśmiechnęła się lekko.  Miałam ciężką noc i wielokrotne rozmowy z toaletą.
 Właśnie widzę.
 Jak ty to robisz, że nie chorujesz tak bardzo?
 Jestem pieprzonym dzieckiem szczęścia  mruknęła, a dziewczyna zaśmiała się.
       Złapała Luke'a za ramię i ruszyła w kierunku schodów. Parker i Michael byli tuż za nią. Zeszli po schodach w milczeniu. Skierowali się w stronę tak dobrze znanej im sali. Felicity pchnęła ciężkie drzwi. Weszli do środka i ustawili się obok Alice i Vivien, które pojawiły się w pomieszczeniu chwilę przed nimi. 
       Cała czwórka spojrzała na Deborah. Uśmiechała się, wlepiając w nie swoje zielone oczy. Widać było, że jest zadowolona. Że wczorajszy triumf nadal w niej buzuje. Była to szansa na to, że chłopaki dzisiaj zostaną potraktowani łagodniej  o ile sami nie wpędzą się w jakieś kłopoty.


Ashton

       Kazała Wilczycą ustawić ich w rzędzie. Ashton nadal nic nie widział. Nie pozwoliła ściągnąć im chust z oczu. Jego myśli szalały. Niemalże słyszał szybsze bicie swojego serca. Co tym razem im zrobią? Czy dalej Deborah będzie katować ich za to, że chcieli uciec?
 Na kolana  powiedziała władczym tonem. 
       Chłodne ręce Vivien mocniej zacisnęły się na jego ramieniu. Nawet przez myśl mu nie przeszło, by stawiać opór. Od razu wykonał polecenie, padając na twardą podłogę. W dalszym ciągu czuł się winny za to, co wymyślił. Że przez jego pomysł z ucieczką, chłopaki ponieśli tak mocne konsekwencje. Nie chciał tym razem zrobić czegoś, co mogłoby ją w jakikolwiek sprowokować.
 Odsłońcie im oczy.
       Ashton wstrzymał oddech, kiedy Viv rozwiązała i ściągnęła mu chustę. Zamrugał i spojrzał na Deborah, która stała niedaleko nich. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech. Jej oczy wędrowały od Caluma, Luke'a, po niego, dłużej zatrzymując się na Michaelu. On też lekko zerknął w bok. W końcu ich widział. W końcu na własne oczy mógł się przekonać, że nic im nie jest. Że jakoś wylizali się z tego, co im zrobili. Żyli… Tylko to się dla niego liczyło.
 Rozkujcie ich, a potem wyjdźcie  rozkazała po raz kolejny, a dziewczyny bez słowa wykonały jej polecenie. Nawet nie patrzył, jak odchodzą. Usłyszał, tylko zamykające się za nimi drzwi. A ten dźwięk sprawił, że przeszedł go szybki dreszcz.
 Chłopcy  zwróciła się do nich. Irwin niepewnie spojrzał w jej stronę.  Mam nadzieję, że ostatnie wydarzenie pokazało wam, że nie powinniście wpadać na tak głupie pomysły. Nie widzieliśmy się jakiś czas i jak widzę, dziewczyny doprowadziły was do jakiegoś normalniejszego stanu.  Przeszła wzdłuż pomieszczenia, a stukot jej obcasów odbił się echem.  Postanowiłam, że zaczniemy na nowo. Dam wam jeszcze jedną szansę, której mam nadzieję, nie zmarnujecie.  Zatrzymała się i znów wlepiła w nich swoje zimne oczy.  Z drugiej jednak strony, zmieniłam nieco zasady naszej gry, ale o tym kiedy indziej. Mam nadzieję, że pamiętacie moją poprzednią prośbę. Mieliście grać… Grać dla mnie. Dzisiaj może w końcu wykonacie to zadanie. Ale zanim pozwolę wam wstać i przejść do instrumentów, dwie sprawy.
       Ash wstrzymał oddech, a po jego ciele ponownie przeszedł szybki dreszcz, gdy Deborah spojrzała wprost na niego. Przez chwilę kobieta milczała, a Irwin miał wrażenie, że dłużej nie będzie wstanie utrzymać tego kontaktu wzorkowego. Tych chłodnych i złych oczu, które tak intensywnie się w niego wpatrywały.
 Ashton  wypowiedziała jego imię, a on poczuł, jak na jego czole pojawiły się kropelki potu. Czyżby wiedziała, że pomysł z ucieczką był jego pomysłem? Czy będzie chciała go dodatkowo ukarać?  Jak twoja ręka? Wiem, że moich ludzi trochę poniosło i niestety stało się to, co się stało.
       Chłopak poczuł, jak klęczący obok niego Calum, drgnął. Niepewnie spojrzał na zabandażowaną dłoń. Do tej pory pamiętał ten piekielny ból, kiedy jeden z tych barczystych mężczyzn wbił mu pręt w rękę. Zrobił to z taką łatwością, jakby nie miał do czynienia z ludzkim ciałem, a z jakąś lepką, niestałą substancją. A potem wcale nie było lepiej, gdy koleżanka Vivien musiała mu to usunąć. Przełknął ślinę i ponownie przeniósł wzrok na kobietę.
 Ashton?  powtórzyła, unosząc brwi.  Zadałam ci proste pytanie. Czy z twoją ręką wszystko w porządku?  Pokiwał głową.  Cudnie  rzuciła i klasnęła w dłonie.  Wiem, że pewnie nie jest w stu procentach wyleczona i sprawna, dlatego wybaczę ci to, że twoja gra na perkusji nie będzie idealna.
       Ponownie przeszła wzdłuż pomieszczenia. Wyciągnęła telefon. Wykręciła szybko jakiś numer i przyłożyła komórkę do ucha. Gdy zadarła rękę do góry, Ashton zauważył srebrny pistolet, który miała ukryty tuż pod dżinsową kataną. Przełknął ślinę.
 Steven, są gotowi  powiedziała i rozłączyła się. Odwróciła się znów w ich stronę, chowając komórkę do kieszeni. Uśmiechnęła się triumfalnie.
       Rozległ się huk, kiedy do środka wszedł łysy mężczyzna. Ashton doskonale go pamiętał. On zawsze był obecny, gdy spotykali się z Deborah. Zawsze czaił się, gdzieś w pobliżu. Był też w pomieszczeniu z białymi kafelkami, w którym ich katowano. Irwin jednak nie pamiętał, czy on, tylko nadzorował swoich kumpli czy też brał w tym udział.
       Steven przybliżył się do nich, a on zauważył podłużne paski w jego dłoniach. Zalśniły metalowe zawieszki. Na jednej z nich odczytał imię swojego przyjaciela. Usłyszał śmiech Deborah, gdy mężczyzna zatrzymał się obok niego. Dopiero teraz mógł dokładnie zobaczyć, co trzymał w rękach. Obroże.
       Z głupkowatym uśmiechem na ustach, wyciągnął czerwoną z nich. Jego duże łapska zbliżyły się do Asha, a ten napiął wszystkie mięśnie, kiedy zapiął mu obrożę na szyi. Deborah powoli obdzierała ich z godności, upodabniając ich do zwierząt. Ale często zwierzęta są o wiele lepiej traktowane przez ludzi, niż oni byli traktowani przez nią.
       Irwin lekko przechylił głowę, by móc spojrzeć na pozostałych. Calum dostał zieloną obrożę, a jego imię połyskiwało na zawieszce w kształcie kości. Luke miał niebieską, a Michael żółtą. Byli dla niej zwykłymi psami. Mieli dostarczyć jej rozrywki. Chodziło, tylko o to, by była zadowolona. Nie liczyło się nic innego.
 Dzięki, Steven  powiedziała, a mężczyzna skinął głową. Uśmiechnął się pod nosem i bez słowa wyszedł z sali.  Jak widzicie, dostaliście niewielkie ozdoby. Są dowodem tego, że jesteście moją własnością. A teraz wstawać  szybko dźwignęli się na nogi.  Możecie podejść do instrumentów. Czekam na pierwszą piosenkę.  Ruszyli w kierunku rozstawionych gitar i perkusji.  I postarajcie się tchnąć w siebie trochę więcej życia i energii. Niech to będzie tak, jak na waszym koncercie  dodała, a następnie podeszła do fotela. Usiadła na nim, wlepiając w nich zaciekawione spojrzenie.
       Ashton wziął w dłonie pałeczki. Przejechał palcami po lśniącej perkusji. Kochał muzykę. Kochał ją grać i tworzyć ją razem z zespołem. Teraz jednak nie miał najmniejszej ochoty na to, by usiąść przy bębnach. A co najważniejsze, by udawać, że wszystko jest w porządku. Wiedział jednak, że nie mają wyboru i muszą wykonać wydane przez nią polecenie. I muszą być jak najbardziej przekonujący. Poczuł ból w lewej dłoni, kiedy mocniej zacisnął w niej pałeczkę. Wziął lekki oddech, poluźniając palce.
 Co zagracie najpierw?  zapytała Deborah, a potem spojrzała na jednego z nich i uśmiechnęła się promiennie.  Michael, kochanie… Co proponujesz na początek?  Ashton widział, jak jego przyjaciel przełknął szybko ślinę.
 Co byś chciała usłyszeć?  wydusił z siebie, a kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
 Moją ulubioną w waszym wykonaniu. Close as strangers
       Clifford bez słowa się odwrócił. Kiwnął głową, dając chłopakom znać, by zaczęli grać właśnie ten utwór. Ashton i reszta odpowiedzieli tym samym. Żaden z nich nie chciał się sprzeciwiać. Luke i Michael uderzyli w struny, a zaraz po nich dołączył do nich Calum i Ash. Rozbrzmiała muzyka, tak bardzo im znana, ale w tym momencie tak bardzo odległa.


Alice

       Czuła, jak jej mózg pulsuje, wywołując ostry ból głowy. Po wczorajszym piciu miała olbrzymiego kaca. Fel prezentowała się o niebo lepiej, a ona zazdrościła jej, że tak szybko umie pozbierać się, po takiej dawce alkoholu.
       Parker minęła je i tłumacząc się kacowym zgonem, poszła do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Alice też najchętniej oddałaby się w ręce Morfeusza. Jednak stała na korytarzu dalej, pod czujnym okiem Vivien, która miała o wiele lepszy humor, niż wczoraj.
 Chodźcie biegać  powiedziała, wpatrując się w przyjaciółki, które uniosły ze zdziwieniem brwi.
 Chyba cię pogięło  wydusiła z siebie Alice.
 Chcę z wami pobiegać  pociągnęła powoli.  Starczy wam dziesięć minut na ogarnięcie się?
 Jasne  rzuciła Fel, wzruszając ramionami.
 To dobrze wam zrobi na kaca  skwitowała Viv, kiedy tuż obok nich przeszedł jeden z ludzi Erica.
       Odwróciła się i weszła do swojego pokoju. Po chwili to samo zrobiły pozostałe dziewczyny. Alice wiedziała, że za słowami: chcę z wami pobiegać, kryło się pilne: musimy pogadać. Dziwiła się jednak, czemu tak bardzo zależy jej na tym, by odbyć tę rozmowę z dala od Gniazda. W końcu mogłyby to zrobić u niej w pokoju. Alice liczyła, że będzie to naprawdę coś ważnego, bo akurat teraz nie miała wielkiej ochoty, na jakąkolwiek aktywność fizyczną.


Vivien

       Narzuciła im spore tempo, a one ledwo za nią nadążały. Słyszała, co jakiś czas głośne jęki i przekleństwa Alice, która mówiła, że Viv je po prostu torturuje. W końcu oddaliły się od Gniazda na dobre pięć kilometrów.
       Vivien zatrzymała się. Dziewczyny zaraz zrobiły to samo. Spojrzały na nią, a potem ciężko dysząc, usiadły na skraju polnej drogi. W tym samym momencie odkręciły butelki z wodą i przyssały się do nich, jakby nie piły od miesiąca.
 Co to za sprawa, Viv? – zapytała Fel, wlepiając w nią zaciekawione, brązowe oczy.
 Co to za sprawa, że wyciągnęłaś nas na to zadupie?  dodała Alice.
 Po prostu ta sprawa jest bardziej optymistyczna i dająca nadzieję, gdy myśli się o niej poza murami Gniazda  wytłumaczyła z uśmiechem Viv.
 Wyduś to z siebie  ponagliła ją Felicity.
       Dziewczyna raz jeszcze posłała im szeroki uśmiech. Po wczorajszych wydarzeniach długo nad tym myślała, aż w końcu była tego pewna. Pewna tego, co chce zrobić i do czego je namówić. To dawało jej o wiele lepsze samopoczucie. Dawało też nadzieję.
       Klęknęła naprzeciwko, opierając łokcie o ich kolana. Wstrzymała oddech, widząc, jak one wyczekują tego, co chce im powiedzieć. Były ciekawe. I to bardzo. Wypuściła powietrze i uśmiechnęła się raz jeszcze.
 Wyciągnijmy 5 Seconds of Summer z tego bagna  powiedziała powoli. Fel i Alice zrobiły wielkie oczy.  Pomóżmy im uciec.
 Uciec?  wydusiła cicho Alice.
 Uciec  powtórzyła Vivien.  Nie powinni tu być. Zresztą to też szansa na ucieczkę dla nas. Każda z nas pragnie, by się wyrwać z tego pieprzonego piekła. Może pojawienie się chłopaków jest dla nas znakiem, że teraz możemy to zrobić?  Spojrzała na Fel i po raz kolejny się uśmiechnęła. Puknęła ją w kolano.  Fel… Kto, jak nie dwa szczury są w stanie to zrobić?  A potem spojrzała na Alice.  Ty też jesteś potrzebna. Masz spryt i dobre pomysły. Razem tworzymy świetną grupę. Możemy pokonać Olsenów ich własną bronią.
 Ucieczka  wyszeptała Fel.
 Pomyślcie tylko… Może to ostatnia dobra rzecz, jaką zrobimy?  ciągnęła swoje Vivien.  Może jest to nasza szansa na odkupienie win?
 Wiesz, co  odezwała się ponownie Felicity.  Ten pomysł jest popieprzony i szalony, ale … Wchodzę w to  rzuciła z uśmiechem.
       Obie spojrzały na Alice. Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się w nie w milczeniu. Viv zauważyła, jak jej ręka powędrowała w stronę naszyjnika. Jej palce lekko zacisnęły się na srebrnym księżycu z zielonym oczkiem.
       Cała trójka miała takie wisiorki, które kupiły na znak swojej przyjaźni. Były dla siebie, jak siostry, a ten niewielki przedmiot zawsze pomagał im w tym, by czuć, że nie są tu same. Naszyjniki były niemalże identyczne. Rozróżniały je, tylko kolory oczek. Alice miała zielony, Vivien biały, a Felicity czerwony.
 I?  dopytała się Fel.
 Wchodzę w to… Pierdolę… Naprawdę chcę ich stąd wyciągnąć  odparła z uśmiechem Alice.
 Super  powiedziała Vivien, przytulając je. Po chwili oderwała się od nich.  Na razie ani słowa chłopakom. Trzeba stworzyć wstępny plan…
 A potem bardzo dokładny plan  wtrąciła się Fel, popijając wodę.  Nie możemy popełnić żadnych błędów. Wszystko musi być dokładnie przyszykowane i opracowane.
 Tak – odparła Alice.  W końcu zbuntujemy się przeciwko swoim.
 Oni nigdy nie byli po tej samej stronie, Alice  rzuciła Vivien.  Oni zawsze byli obcy.
 Co zrobimy z Parker?  zapytała Felicity.
 Musimy udawać, że nic się nie dzieje - pociągnęła Vivien.  Nie chcę jej skrzywdzić.
 Ani ja  powiedziała Alice. 
            Fel też pokręciła głową. Może Parker nie była z nimi tak blisko, ale była w końcu jedną z nich. Choć nie do końca jej ufały, ale mimo wszystko w jakiś sposób się lubiły.
 Będziemy musiały ją jakoś ominąć, by dorwać się do Michaela i wyciągnąć go z pokoju  pociągnęła Felicity.
 Przyszykuje wstępny plan  oznajmiła Viv.  Potem spotkamy się i go dopracujemy. Będzie ciężko, ale… Kurczę  rozpromieniła się jeszcze bardziej  naprawdę warto spróbować.  Dziewczyny uśmiechnęły się do niej i szybko pokiwały głowami.


Calum

       Widział zadowolony uśmiech na jej twarzy, gdy skończyli kolejną z rzędu piosenkę. Deborah zaczęła bić brawo, a potem poderwała się z fotela. Podeszła do nich i poklepała Michaela po ramieniu, w dalszym ciągu szczerząc się szeroko.
 Daliście radę  powiedziała, kiwając głową.  Podobało mi się i to bardzo. Odłóżcie instrumenty i ustawcie się w rzędzie na środku pokoju.
       Calum powoli ściągnął czarny bas i postawił go z powrotem na stojaku. Bez słowa cała czwórka wystąpiła na środek, ustawiając się tak, jak tego chciała. Poczuł, jak obroża lekko otarła się o jego skórę, gdy mocniej poruszał głową. Zabrzęczała zawieszka z jego imieniem. Teraz był nikim…
 Pomyślałam, że można by was w jakiś sposób wynagrodzić. W końcu wykonaliście zadanie i nie zrobiliście niczego głupiego. Więc uznajcie to za taki mały bonus do tego, że jednak warto przestrzegać zasad.
       Przeszła wzdłuż krótkiego rzędu, w jakim się ustawili. Zatrzymała się przy Michaelu, dotykając jego zielonych włosów. Chłopak ani drgnął. Deborah uśmiechnęła się ponownie.
– W ramach nagrody, będziecie mogli zjeść wspólnie kolację w naszej kuchni. Oczywiście, wybierzecie sobie to, co chcecie zjeść  pociągnęła, a Calum zamrugał kilka razy oczami. Miał wrażenie, że Deborah robi ich w konia. Dlaczego nie może oddać im wolności za dobre sprawowanie? – Dlatego pytanie: co jako zespół, lubicie jeść?  Znów spojrzała na Michaela i uśmiechnęła się do niego.  Mikey?
 Wszyscy lubimy pizzę  odpowiedział od razu. 
       Kobieta uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Zrobiła krok w bok, zatrzymując się przy Calumie, a on wstrzymał oddech. Poklepała go po policzku, ale nie był to tak czuły i delikatny gest, jak w stosunku do Clifforda. W końcu Michael był jej ulubionym pupilkiem.
 Z jakim sosem, Calum?  Wiedział, że musi szybko odpowiedzieć, ale teraz dostał totalnej pustki w głowie. Jakie są sosy, które lubią? Jakie są w ogóle sosy do pizzy?
 Czosnkowy  wydusił z siebie, gdy tylko to przyszło mu do głowy. 
       Deborah uśmiechnęła się po raz kolejny i znów kiwnęła głową. Przesunęła się w bok, a Hood wypuścił cicho powietrze z ust. Zatrzymała się przy pozostałej dwójce.
 Wy możecie wybrać pięć składników do pizzy. Jakie to będą składniki?  Calum widział, jak Luke i Ashton zerkają na siebie. Deborah uniosła brwi.  Więc?
 Ser i salami  powiedział Hemmings.
 Pieczarki i szynka…
 Jeszcze jeden składnik  odparła Deborah.  Co to będzie?
 Papryka  odparł Irwin.
 Świetnie  klasnęła w dłonie i odwróciła się. 
           Podeszła do fotela i usiadła na nim. Wyciągnęła telefon i szybko zaczęła stukać w ekran palcami. Nagle jednak podniosła głowę i spojrzała na nich ponownie.
 Siadać  rozkazała, a oni bez słowa wykonali polecenie.  Dziewczyny zaraz powinny tu być.


Alice

       Weszła z pozostałymi do sali i prawie warknęła pod nosem. Wpatrywała się w siedzących na podłodze chłopaków, którzy mieli na szyjach jakieś durne, psie obroże. Zupełnie jej się to nie podobało. Nie dość, że Deborah ich porwała, to teraz zniża ich do poziomu zwierząt.
       Poczuła, jak Vivien klepie ją po plecach, by ta się uspokoiła. Wiedziała, że każdy niewłaściwy ruch, gest czy słowo, może wkurzyć kobietę siedzącą na fotelu. A tego nie chciała…
 Pewnie zauważyłyście małą zmianę w wyglądzie chłopaków  powiedział Deborah, prostując się w fotelu.  Mają to nosić, tak jak noszą ubrania. Jasne?  Pokiwały głowami.  Oprócz tego dzisiaj o wpół do dziewiątej zaprowadzicie ich do kuchni, gdzie zjedzą kolację.  Widząc zaskoczenie wymalowane na ich twarzach, szybko dodała.  To w ramach nagrody.  Spojrzała na chłopaków.  Na kolana.   Wykonali polecenie.  Zabierzcie ich.
       Alice prychnęła niemalże bezdźwięcznie pod nosem i ruszyła do stołu. Zabrała stamtąd łańcuchy i chustę. Odwróciła się i podeszła do Caluma. Szybko skuła jego ręce, a następnie zasłoniła mu oczy. Pomogła mu wstać i jako pierwsza wyszła z sali.


***
Ten rozdział znów wyszedł mi dłuższy, więc musiałam go podzielić na dwie części. Mam nadzieję, że pierwsza wam się spodobała. Kolejna część w poniedziałek :) Pozdrawiam! 

#TheGreatEscapeFF

3 komentarze:

  1. Cudowny rozdział juz nie mogę doczekać się poniedziałku ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Pomysł Viv, jak najbardziej mi odpowiada- niech wyciągną chłopaków z tego bagna :D Podoba mi się Luke i Fel, pasują do siebie. No, zasłużyli na nagrodę, choć i tak dalej dla mnie Deborah to totalny potwór. Czekam z niecierpliwością na poniedziałek :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń