poniedziałek, 15 czerwca 2015

07 "Obiecaj, że mimo wszystko się nie poddasz" cz.2

Felicity

       Wprowadziła go do pokoju, a potem zamknęła drzwi z cichym trzaskiem. Podeszła do Luke'a i szybko ściągnęła mu chustę z oczu. Następnie rozpięła mu bransolety. Chłopak bez słowa podszedł do materaca i od razu na nim usiadł.
       Dziewczyna odłożyła łańcuchy na bok. Klęknęła obok niego, krzywiąc się. Wpatrywała się w niebieską obrożę, która kolorem przypominała barwę jego tęczówek. Mała, metalowa zawieszka w kształcie kości, miała wygrawerowane jego imię. Fel prychnęła pod nosem. Była wściekła. Deborah zrobiła z nich zwierzęta. Zwierzęta, które mają ją zabawiać.
       Bez słowa wyciągnęła ręce w jego stronę. Luke wstrzymał oddech. Szybko odpięła mu obrożę, a następnie odrzuciła ją w stronę łańcuchów, z nieukrywaną odrazą. Deborah ich poniżała, a Fel nic nie mogła na to poradzić. Dodatkowo musiała na razie trzymać buzię na kłódkę w kwestii ucieczki, tak by nie robić im zbyt szybkiej nadziei. Na wyjawienie tajemnicy przyjdzie jeszcze czas…
 Jesteś wkurzona  powiedział cicho Luke. 
            Fel podniosła na niego wzrok. Przez chwilę wpatrywała się w jego twarz. Ślady po ostatnim pobiciu nadal były widoczne, ale Hemmings prezentował się znacznie lepiej, niż wcześniej.
 Nie na ciebie  odparła, wstając z miejsca.  Po prostu nie podoba mi się ten cyrk, jaki odwala Deborah.
       Podeszła do okna. Otworzyła je. Usiadła na parapecie i sięgnęła po paczkę papierosów. Wyciągnęła białego slima, nadgryzła kulę umieszczoną w ustniku, tak by wydobyć miętowy posmak, a potem podpaliła papierosa. Zaciągnęła się szybko raz, a potem następny.
       Spojrzała na niego. On wpatrywał się w nią. Podciągnął nogi prawie pod samą klatę piersiową. Owinął ramiona wokół kolan. Przez chwilę żadne z nich się nie odezwało. Felicity dokładnie lustrowała jego bladą twarz, smutne oczy i lekko zaciśnięte usta z kolczykiem w dolnej wardze.
       Wypuściła z płuc kolejny cienki stróżek dymu, a potem zgasiła papierosa, nie dopalając go do końca. Zeskoczyła z parapetu, zostawiając otwarte okno. Czuła wzrok chłopaka na sobie. Chciała mu powiedzieć o planie Vivien. Chciała, by znów zaczął mieć nadzieję. Nadzieję na zmianę. Nadzieję na lepsze. Ale musiała milczeć.
 Coś ukrywasz  powiedział powoli, nie spuszczając z niej swoich błękitnych oczu. Fel zaśmiała się cicho pod nosem.
 Ukrywam wiele rzeczy  odpowiedziała, a potem wzruszyła ramionami.
 No, tak…  rzucił, wzdychając, a potem lekko się uśmiechnął. Dziewczyna uniosła brwi.  Co?
 Widzę postęp. Pierwszy raz, odkąd tu jesteś, uśmiechnąłeś się do mnie  powiedziała powoli i sama się uśmiechnęła. To było tak inne, ale zarazem tak miłe. Jego twarz z lekkim uśmiechem wyglądała całkiem inaczej. O wiele bardziej optymistycznie, tak że Fel naprawdę zapragnęła, by plan Vivien się powiódł.
 Raczej ostatnie wydarzenia nie sprzyjały uśmiechaniu się.
       Zdążyła kiwnąć mu głową, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Spojrzała w ich stronę, a potem szybko doskoczyła do Hemmingsa. Złapała za obrożę i wcisnęła mu ją na szyję. Skrępowała jego ręce, przyczepiając łańcuch do dwóch kółek, wychodzących ze ściany. Dotknęła jego policzka, dając mu znać, by się nie denerwował.
        Poderwała się z miejsca i ruszyła w stronę drzwi. Przesunęła zasuwę w bok i nacisnęła klamkę. Gdy drzwi się otworzyły, stanęła twarzą w twarz z Parker.
 Co jest?
 No, w końcu…
 Byłam w łazience.
 Musimy pogadać.
       Felicity przesunęła się, by ją przepuścić. Dziewczyna jednak pokręciła głową, spoglądając na siedzącego przy ścianie Hemmingsa. Czarnowłosa przekręciła oczami i wyszła na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi.
 Co jest?
 Wszystko przez tę pieprzoną kolacyjkę  mruknęła cicho.  Jestem umówiona z Peterem. O czym, co prawda zapomniałam, ale jednak… Musisz mi pomóc.
 W czym?
 Raczej z kim  poprawiła ją Parker i uśmiechnęła się lekko.  Mogę ci podrzucić Michaela? Zostanie u ciebie, zaprowadzisz go do kuchni, a gdy wrócę, to go odbiorę.  Spojrzała na nią.  Proszę  wyjęczała, złączając ręce w proszącym geście.  Powinnam wrócić przed północą.
 Jasne i tak nie mam żadnych planów  odpowiedziała.
 Super. Odwdzięczę się.
 Daj spokój  powiedziała ze śmiechem.  Po prostu baw się dobrze.
 Och, zamierzam  mruknęła, z uśmiechem.  Szczególnie na tylnym siedzeniu samochodu Petera.  Fel spojrzała na nią i wybuchła śmiechem.  Przyprowadzę ci go, za jakąś godzinę.
 Spoko. Nigdzie się nie wybieram.
 Jesteś najlepsza.
 Wiem  rzuciła, a Parker prychnęła pod nosem. Po chwili jednak uśmiechnęła się, a następnie obie wróciły do swoich pokoi.

       Felicity postanowiła, że nic nie powie Luke'owi. Nie piśnie słowa o tym, że być może na parę godzin, będzie mieć w pokoju swojego kumpla. W końcu Parker mogła się rozmyślić, a nie chciała dawać mu złudnej nadziei na to, że będzie mieć dodatkowe towarzystwo. Zamiast tego kombinowała, jak to wykorzystać. W końcu Michael był cennym źródłem informacji odnośnie Parker i jej metod. A tych informacji potrzebowały do ułożenia planu ucieczki. Kto wie, czy nadarzy się kolejna, aż taka okazja, by rozpracować dziewczynę.
       Parker należała do osób punktualnych. Niemalże równo z zegarkiem, gdy minęła pełna godzina, rozległo się kolejne pukanie do drzwi. Identyczne jak poprzednie. Felicity wiedziała, że nieco ryzykuje, ale postanowiła nie krępować blondyna. W końcu to tylko chwila.
 A co z… - zaczął Luke.
 To zajmie chwilę. Przykryj się kocem, by nie było widać  rzuciła przez ramię, podchodząc do drzwi.
       Luke zrobił to od razu, zakrywając się niemalże po samą brodę. Felicity otworzyła drzwi. Spojrzała na Clifforda, który stał tuż obok wyszykowanej do wyjścia Parker. Dziewczyna miała na sobie kusą, czerwoną sukienkę, czarne szpilki na wysokim obcasie oraz tego samego koloru dopasowaną marynarkę. Skręciła włosy w lekkie loki, a na twarz nałożyła mocny makijaż, dokładnie podkreślając oczy i usta.
 Jeszcze raz wielkie dzięki  powiedział Parker.
 Nie ma sprawy. 
 Jest posłuszny. Nie będzie sprawiał ci problemów  pociągnęła, a Fel, tylko pokiwała głową. Posłuszny… A jaki ma być, gdy w tym miejscu tak łatwo jest zastraszyć kogoś spoza ich świata?
 Do północy?
 Do północy maks  odparła Parker, podając jej klucz.
       Felicity przejęła go i złapała Michaela za ramię. Chłopak lekko drgnął pod wpływem jej dotyku. Parker uśmiechnęła się po raz kolejny, a potem odwróciła się i ruszyła w stronę schodów. Czarnowłosa odprowadziła ją wzrokiem, a następnie wprowadziła Clifforda do pokoju.
 Michael  rzucił cicho Luke. 
       Fel zamknęła drzwi i zasuwę, czując, jak Michael zadrżał. Spojrzała na Hemmingsa, który niemalże zerwał się ze swojego miejsca. Ściągnęła Michaelowi chustę, a on wlepił swoje zielone oczy w przyjaciela. Zespół, odkąd został porwany, widywał się, tylko w sali. W sali, w której panowały twarde i rygorystyczne zasady wytyczone przez Deborah. Teraz mieli okazję dostać nieco normalności, a także możliwości porozmawiania, chociażby o tym, co ich spotkało.
       Przez chwilę chłopaki wpatrywali się w siebie. Widziała rozszerzone oczy Luke'a, który chyba w dalszym ciągu nie wierzył, że Michael stał w tym samym pokoju, co on. Clifford mocniej zacisnął usta. Był blady i najwidoczniej on też nie wiedział, że dane im będzie spotkanie się ze sobą. Dostrzegła, jak zadrżała mu dolna warga.
       Hemmings niewiele myśląc, podszedł do niego i przytulił do siebie. Zabrzęczały łańcuchy, gdy Michael powoli odwzajemnił ten gest. Felicity odsunęła się od nich. Odwróciła się, gdy palce Clifforda mocniej zacisnęły się na materiale jego ubrania, a on oparł głowę o ramię przyjaciela. Dostrzegła jeszcze, tylko kilka słonych łez, które wsiąkły w białą koszulkę Luke'a.
       W tym momencie czuła się jak intruz. I tym intruzem była. Była to tylko i wyłącznie ich chwila. Chwila na to, by choć na chwilę podnieść się wzajemnie na duchu. By bez pomocy słów, pokazać, że mimo wszystko jest się z tą drugą osobą, choć sytuacja już dawno przestała być kolorowa. By na własnej skórze odczuć to, że jednak nie jest się samemu.
       Zerknęła na nich. Luke oderwał się od przyjaciela, a Michael szybko przetarł dłońmi twarz. Blondyn pokiwał mu głową, choć nie padło na głos ani jedno pytanie. Felicity obróciła w palcach klucz od jego bransolet i wtedy oboje spojrzeli w jej stronę. Luke z wdzięcznością, a Michael z przerażeniem, jakby ta miała zaraz wymierzyć mu karę za to, że posiada jeszcze jakiekolwiek uczucia.
 Dlaczego?  wydusił Luke, a Michael zerknął na niego ze zdziwieniem i lekkim strachem na to, że w ogóle odezwał się bez pozwolenia. Dziewczyna od razu to wychwyciła.
 Parker poszła na randkę, a wy macie dzisiaj wspólną kolację  odpowiedziała Fel z uśmiechem.  Ktoś musiał zająć się Michaelem i padło na mnie.  Kątem oka dostrzegła, jak Clifford drgnął, gdy wypowiedziała jego imię.
 Czyli…
 Będziecie mogli posiedzieć razem, gdzieś do północy  przerwała blondynowi, a ten kiwnął głową. Na jego twarzy znów wymalował się uśmiech.  Ale najpierw chcę, byś poszedł do łazienki.
 Co?
 Idź do łazienki.
 Ale…
 Idź do łazienki, Luke  powtórzyła, wpatrując się w Hemmingsa, który zrobił zaskoczoną minę.  Chcę porozmawiać z Michaelem. 
       Blondyn kiwnął głową, a następnie spojrzał na przyjaciela. Przez chwilę wpatrywał się w niego, a potem położył mu dłoń na ramieniu.
 Felicity jest w porządku. Ufam jej. Powiedz jej wszystko, co chce wiedzieć  powiedział powoli, a dziewczyna poczuła wielką wdzięczność w stosunku do niego. 
            Zrobiło jej się cieplej i milej. Te słowa potwierdziły też to, że jej starania, by zdobyć w jakikolwiek sposób jego sympatię, są owocne. Zresztą sama go bardzo lubiła. Wiedziała, że to, co powiedział, pomoże jej przy rozmowie z Michaelem. Bo Clifford przecież jej nie znał, a teraz może będzie skory do ujawnienia kilku potrzebnych dla niej informacji.
       Luke kiwnął głową po raz kolejny, a potem odwrócił się i poszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Michael spojrzał na nią, a ona przez chwilę wpatrywała się w jego zielone, lekko zaczerwienione oczy. Bez słowa wskazała mu materac. Spuścił głowę i ruszył w jego stronę.
       Gdy usiadł, ona znalazła się tuż obok niego. Ukucnęła przed nim, zatrzymując wzrok na jego łańcuchach i żółtej obroży, w którą ubrała go Deborah. Zacisnęła usta. Przez chwilę dokładnie mu się przyglądała. Miała wrażenie, że Michael jest bardziej stłamszony psychicznie przez to, co się stało, niż Luke. Że być może gdzieś w środku szybciej się poddał lub przestaje mieć siłę na dalszą walkę. Współczuła mu. Wiedziała, jaka może być Parker. Ona raczej nie była skora do empatii.
 Michael  zaczęła cicho, a on niepewnie spojrzał na nią.  Wiesz, że nic ci nie zrobię.  Pokiwał głową.  Chcę, tylko porozmawiać.  Ponownie kiwnął głową.  Ale najpierw musisz mi coś obiecać. Mianowicie to, że nie powiesz nikomu, jakie zasady panują w tym pokoju ani o czym rozmawialiśmy, okej?  Znów kiwnął głową.  To ważne, bo potem nie tylko ja, ale też i Luke może mieć nieprzyjemności.  Widziała, jak chłopak przełknął ślinę, ale po chwili znów kiwnął głową.  Zadam ci kilka pytań.  Oparła dłonie o swoje uda, nie spuszczając go z oczu.  Jak się czujesz?
       Zauważyła, że się zmieszał. Że chyba nie oczekiwał, czegoś takiego. Najwidoczniej Parker nigdy go, o coś takiego nie pytała. Fel zastanawiała się, czy w ogóle się do niego odzywała, oprócz krótkich rozkazów, które lubiła czasem wydawać. Na jego twarzy wymalowało się zaskoczenie, ale także i niepewność. 
 O-okej  rzucił, wzruszając ramionami.
 A tak naprawdę, Michael?
 Czuję się martwy w środku  powiedział dużo ciszej. Spuścił głowę, podciągając nogi pod klatkę piersiową.
 Martwy w środku?  dopytała, a on usiadł w podobnej pozycji, co Luke wcześniej.
 Bo nie daję sobie rady z tym, co się dzieje  odpowiedział wilgotnym głosem. Fel przygryzła wargę.
 A jak się czujesz fizycznie?
 Lepiej niż psychicznie.
 Czy ciebie też skatowali?  Spojrzał na nią, a potem pokręcił głową.  Było z tobą lepiej niż z chłopakami?
 Musiałem na to patrzeć  powiedział jeszcze ciszej, powstrzymując łzy. Fel musiała nachylić się jeszcze bardziej, by lepiej go słyszeć.
 Na co?
 Jak ich biją, jak im to wszystko robią…
 Okej  odparła, zdając sobie sprawę z tego, że i ona prawie szepcze.  Nie wracajmy już do tego. Skupmy się na czymś innym, okej?  rzuciła nieco głośniej. Znów pokiwał głową.  Jesteś spostrzegawczy w sytuacjach stresowych?  Widziała, jak zmarszczył czoło, nie za bardzo wiedząc, o co jej chodzi. Felicity lekko się uśmiechnęła.  Zaraz to sprawdzimy. Zamknij oczy i skup się. Zadam ci kolejne pytania. Odpowiedz mi na nie jak najdokładniej.  Bez słowa wykonał polecenie.  Jakiego koloru mam oczy? 
 Brązowe  odpowiedział.
 Jakiego koloru są oczy Luke'a?
 Niebieskie.
 Jakiego koloru są oczy Deborah?
 Zielone.
 Jakiego koloru jest twoja obroża?
 Żółta.
 Mam na sobie dresy czy dżinsy?
 Szaro-czerwone dresy.
 Jakiego koloru są oczy Parker?
 Brązowe, ale nie tak ciemne, jak twoje.  Felicity uśmiechnęła się pod nosem. Mówił nieco pewniejszym tonem, a jego odpowiedzi były bezbłędne.
 Gdzie Parker przeważnie trzyma klucz od twoich bransolet?
 Zazwyczaj na biurku, przy klawiaturze komputera. Nieraz wkłada go do kieszeni w spodniach.
 Czy zostawia go w innych miejscach?
 Nie.
 Świetnie  odparła zadowolona.  Dobra robota.  Michael otworzył oczy i spojrzał na nią.  Jeszcze dosłownie kilka pytań i dam ci spokój.  Pokiwał głową.  Jakie zasady wprowadziła Parker?
 Mam siedzieć i jej nie przeszkadzać  odparł powoli.  Mogę się odzywać, tylko wtedy, gdy mnie o coś pyta… Mam być powietrzem…
 Czy cały czas siedzisz w łańcuchach?  Znów pokiwał głową.  Okej, to tyle  rzuciła, klepiąc go po kolanie. Znów utkwił w niej zaskoczony wzrok.  W tym pokoju panują nieco inne zasady niż w pokoju Parker. Dlatego nie możesz o nich mówić. Jak pewnie zauważyłeś, Luke ma większą swobodę, niż ty. Ja go nie ograniczam. Nie krępuje mu rąk, nie zakazuję rozmowy.  Oczy Michaela nieco się powiększyły.  Kiedy ma ochotę, korzysta z lodówki i toalety. Tu nie ma niewolnictwa.
       Złapała za jego ręce i oparła je na udach. Włożyła klucz do jednej, a potem do drugiej bransolety, uwalniając z nich jego nadgarstki, które były zaczerwienione. Następnie odłożyła łańcuch na drugą stronę, by nie pomylić go z łańcuchem Luke'a.
 Nie ma tu też poniżania  pociągnęła, ściągając mu obrożę i odkładając ją na kupkę.  Jesteś tu ze mną. Jesteś tu z przyjacielem. Te zasady dotyczą też ciebie. Masz odrobinę wolności, Michael. Tylko nic nikomu nie mów.  Po raz kolejny kiwnął głową, a jego zielone oczy znów się zaszkliły.  Pewnie nie możesz się doczekać, by sobie z nim pogadać, co?  dodała z lekkim uśmiechem, a on mocniej zacisnął usta, nie odrywając od niej wzroku.
       Poklepała go po ramieniu, a on ciężko westchnął, ocierając palcami kąciki oczu. Widziała, jak walczy ze łzami. To miejsce potrafi złamać najsilniejszych, więc jego reakcja wcale jej nie dziwiła. Nie jedni tu płakali  z bólu, złości i samotności.
       Wstała z miejsca i poszła w stronę łazienki. Weszła do środka, zamykając za sobą drzwi. Luke siedział na klapie od toalety, obracając w palcach próbkę jakieś odżywki do włosów, którą kiedyś dostała w drogerii. Jak tylko ją zobaczył, poderwał się na równe nogi, wrzucając przedmiot do wiklinowego koszyczka.
– Musiałem się, czymś zająć  powiedział, przepraszającym tonem.  Nie grzebałem ci w rzeczach.
 Daj spokój, jest okej  odparła z uśmiechem.
 Coś się stało?  zapytał, podchodząc do niej.  Coś z Michaelem?  Zauważyła, że był zdenerwowany. Widziała to w jego oczach, w jego ruchach i tonie głosu.
 On po prostu cię teraz potrzebuje, Luke  powiedziała cicho.  Potrzebuje chyba jeszcze bardziej niż ty jego. On powoli jest na granicy, choć w pewnym momencie miałam wrażenie, że już ją przekroczył.
 Jaką granicę?
 Poddania się, załamania… Można to nazwać na różne sposoby. Ale on nie może się poddać  odparła, wpatrując się w niego.  Żaden z was nie może się poddać.
       Widziała, jak blondyn mocniej zaciska usta. Jak zadrżały mu dłonie. Skinęła mu głową w stronę drzwi i oboje wyszli z łazienki. On ruszył w kierunku przyjaciela, siadając obok niego i zarzucając mu rękę na ramiona, a ona zasiadła przed komputerem, udając, że nad czymś pilnie pracuje. W tej chwili nie chciała im przeszkadzać. Chciała stać się niewidzialna, choć nie było to w żaden sposób możliwe.


Michael

       Luke usiadł obok, otaczając go ramieniem. Przez chwilę walczył sam ze sobą, by nie zacząć płakać, jak małe dziecko. Od tak dawna nie był z kimś, aż tak blisko. Od tak dawna nie miał możliwości porozmawiania z kimkolwiek. Z kimś, komu ufał. Z kimś, kto nie wywoływał w nim lęku.
       Przełknął cicho ślinę, po raz kolejny wycierając dłonią oczy, z których uwolniło się kilka pojedynczych łez. Luke odwrócił się. Michael nie podniósł głowy. Blondyn poklepał go po ramieniu.
 Będzie dobrze, Mikey  wyszeptał, mocniej zaciskając długie palce na jego przedramieniu. – Musi być dobrze…
 Jak długo...
 Nie mam pojęcia, ale masz dla kogo walczyć, stary. Każdy z nas ma. Chociaż i ja byłem na skraju rezygnacji. Ale skoro ja dałem radę się psychicznie nieco podnieść, ty też dasz. Obiecaj mi to, Mikey… Obiecaj, że mimo wszystko się nie poddasz.
 Obiecuję  wyszeptał.
       Luke oparł swoją głowę o jego, zaciskając mocniej usta. Michael wziął kolejny głęboki wdech. Niewielka porcja łez opuściła jego zielone oczy. Chciał mieć tyle nadziei i siły, co on. Przetarł dłonią twarz, a blondyn po raz kolejny poklepał go po ramieniu, dodając mu tym gestem otuchy. Poczuł, że nieco się rozluźnia.
       Luke dał mu jeszcze chwilę na to, by oboje mogli siedzieć i milczeć. Potem zaczął powoli z nim rozmawiać. Poruszyli temat pozostałych chłopaków, zaczął mu przypominać, niektóre wydarzenia z ich ostatniej trasy koncertowej. Z każdym jego słowem, z każdym kolejnym lekkim uśmiechem, Michael czuł się lepiej.
       Co jakiś czas obserwował Felicity, która kręciła się po pokoju. Przerwała im tylko raz, podając chłodne puszki z napojem, które chwilę wcześniej wyciągnęła z lodówki. Uśmiechała się do niego dobrodusznie, choć on w dalszym ciągu podchodził do niej z dystansem. Wiedział jednak, że dziewczyna nic mu nie zrobi. Po odbytej z nią rozmowie był pewien, że ona należy do tych lepszych ludzi, którzy nie są pokroju Deborah. Mimo że funkcjonuje w tym świecie, to jednak nie godzi się na pewne rzeczy. Dała Luke'owi namiastkę wolności, normalności i szacunku. Z jednej strony cieszył się, że jego przyjaciel to od niej dostał, z drugiej zaś czuł lekkie uczucie zazdrości. Sam chciałby mieć taką Felicity w pokoju. Żeby Parker była taka jak ona.
       Michael chciał czerpać z tego spotkania jak najwięcej. Pamiętał ten czas, zaraz po ich pobiciu. Dostał wtedy najmniej, ale najwięcej z nich widział. Za każdym razem, kiedy zamykał oczy, w myślach pojawiał się obraz jednego z chłopaków, który przyjmuje na siebie ciosy oprawców. Widział krew, która była niemalże wszędzie. Już wcześniej nie najlepiej sypiał, ale po tym zaczęła doskwierać mu normalna bezsenność. Udawało mu się zapadać w niespokojne drzemki tuż nad ranem, ale i one nie trwały długo. Budził go każdy głośniejszy dźwięk. A Parker nie przejmowała się tym, by być cicho. Szczególnie że traktowała go, jak kolejny nic nieznaczący mebel, który z przymusu musi stać w jej pokoju. Uczucie beznadziejności dodatkowo potęgował fakt, że przez te wszystkie dni nie wiedział, co dzieje się z resztą. Nie wiedział, w jakim są stanie, czy nie daj Boże, że któryś z nich tego nie przeżył. Dopiero dzisiaj, gdy Deborah znów chciała ich widzieć w sali, mógł odetchnąć z ulgą.


Felicity

       Leżała na łóżku, wsłuchując się w głosy chłopaków, którzy od dłużej chwili rozmawiali na temat muzyki. Widziała, że Michael nieco się otworzył i rozluźnił. Nie przeszkadzała im. Oboje potrzebowali tego wspólnego czasu.
       Pozwoliła im przysunąć do okna dwa krzesła, na których usiedli. Wiedziała, że nikt nie byłby w stanie ich zobaczyć. Luke nieco szerzej je otworzył. Obaj oparli się o chłodny parapet. Pogrążeni w rozmowie, wpatrywali się w oddalony od Gniazda las i polną drogę.
       W końcu dziewczyna wstała z miejsca. Chłopaki odwrócili się w jej stronę. Spojrzała na ich oczy, tak różne od siebie, a z drugiej strony tak bardzo podobne. Zerknęła na zegarek w telefonie i westchnęła. Było kilka minut po ósmej.
 Musimy się powoli zbierać. 
            Złapała za dwie obroże. Podeszła do chłopaków. Wstrzymała oddech, a potem zapięła żółtą na szyi Michaela i niebieską na szyi Luke'a.
 Jak to będzie wyglądać?  zapytał się Hemmings.
 Nie mam pojęcia. Deborah nie dała nam żadnych wytycznych. Może po prostu będziecie mogli usiąść w czwórkę przy jednym stole i… Naprawdę nie wiem.
       Blondyn, tylko kiwnął głową. Obaj wstali z miejsca i podeszli do niej. Felicity złapała za jeden z łańcuchów. Luke wyciągnął ręce, a ona założyła mu dwie metalowe bransolety. Potem zrobiła to samo Michaelowi, nieco poluźniając je, tak by nie obcierały jego podrażnionej skóry.
 Dzięki  powiedział Clifford, a ona uśmiechnęła się do niego.
       Na samym końcu zawiązała im oczy. Poprowadziła ich w stronę wyjścia. Wyprowadziła chłopaków na korytarz, ustawiając ich przy ścianie, a potem zamknęła drzwi. Klucz wsunęła do kieszeni.
 Sprowadzę was ze schodów po kolei  odparła ciszej, a ci pokiwali głowami.  Najpierw Michael.
       Złapała go pod ramię i ruszyła w stronę schodów. Powoli zeszli na dół. Znów ustawiła go przy ścianie i wróciła po Luke'a. Kuchnia nie była daleko, ale i tak ta wędrówka zabrała im dość sporo czasu. Musiała ich prowadzić powoli, w końcu tylko na jej oczach mogli polegać.
 Dwóch na raz?  Usłyszała za plecami znany głos.
 Parker jest na randce  odpowiedziała, a Alice zaśmiała się.
 Przynajmniej mieliście własne towarzystwo  rzuciła, mijając ich.  Och, przepraszam, Calum. Zapomniałam, że tu korytarz jest nieco węższy  dodała szybko, kiedy chłopak odbił się od ściany. On odpowiedział jej, tylko cichym mruknięciem.
       Alice wprowadziła Hooda do kuchni jako pierwsza. Za nią pojawiła się Felicity z Michaelem i Lukiem. Pomieszczenie było dość przestronne, z szerokim stołem ustawionym na środku. Z boku znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne prowadziły do olbrzymiej jadalni, z której korzystała większa część gangu, a drugie do pokoju Riley’a, który był ich kucharzem. Był, ale niestety nie z wyboru, tylko z przymusu. Mężczyzna narobił sobie długów u Dominica, a potem zaczął się wygrażać, co zupełnie nie spodobało się Olsenowi. Uprowadził go i uwięził, dając mu dwa wyjścia: albo będzie pracował dla nich w kuchni do końca swojego marnego życia, albo szybko się z nim pożegna. Mężczyzna wybrał oczywiście pierwszą opcję. Od tego dnia minęło już siedem lat. Z początku poniżany przez ludzi Dominica, teraz cieszący się sympatią. Był odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu, bo gotował po prostu znakomicie i żadna kuchnia nie była w stanie go pokonać. Chciało się kuchni włoskiej  nie ma sprawy, chciało się owoców morza  nie ma problemu. Riley był po prostu mistrzem gotowania.
       W końcu w kuchni pojawiła się Vivien, prowadząca Asha. Dziewczyny przez chwilę stały w miejscu nie wiedząc, co mają zrobić. Wszyscy jednak czuli przyjemny zapach jedzenia, który wydobywał się z piekarnika. 
       Nagle drzwi otworzyły się i do środka wszedł uśmiechnięty Riley. Brązowe włosy związane miał w ciasny kucyk, a jego niebieskie oczy utkwione były w zespole.
 Jesteście!  powiedział entuzjastycznie. Był po trzydziestce i mimo tego, co go spotkało ,tryskał energią i pozytywnym nastawieniem.  To oni? To naprawdę 5 Seconds of Summer?
 Oni  odpowiedziała Felicity.  Czy Deb…
 Tak mówiła  przerwał jej szybko.   Mam podać im pizzę. Mają ją zjeść tutaj. Możecie też ściągnąć im chusty.
       Dziewczyny szybko pokiwały głowami, a następnie posadziły chłopaków przy drewnianym stole. Rozwiązały im oczy, a potem same zajęły miejsce na drugim jego końcu. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Fel widziała, jak oczy Riley’a biegają od jednego do drugiego członka zespołu.
 Hej!  zawołał, a oni podskoczyli.  Jestem Riley i będę wam kucharzył, a raczej już to robię  rzucił ze śmiechem.
 Wiesz, Riley, oni raczej nie są w humorze  mruknęła Alice.
 W sumie racja  odparł, wzruszając ramionami.  Może kiedyś się przyzwyczają.  Dziewczyny wymieniły spojrzenia.  A wy, moje drogie Wilczyce, kobiety z piekła rodem, Panny Sprawiedliwości…
 Riley, przymknij jadaczkę  powiedziała Felicity ze śmiechem.
– Jasne, kochanieńka  rzucił, cmokając powietrze.  Chciałem, tylko wiedzieć, czy wy też skosztujecie wytwornej pizzy Riley’ego.
 Się pytasz  odezwała się Vivien.  Dawaj ją, jestem głodna.
 O to mi chodziło, Viv  powiedział ze śmiechem i odwrócił się w stronę piekarnika.  Wiecie ,chłopaki, dziewczyny są spoko… Zresztą jak nie fikasz, to oni wszyscy są tu spoko…
 Riley  mruknęła Alice, przekręcając oczami.
 No, co? Próbuję nawiązać konwersację  powiedział, wzruszając ramionami. Wszystkie oczy skupione były na jego osobie, a on zrobił minę niewiniątka.  To chyba nie zbrodnia, nie?
 Nie, pewnie, że nie  odpowiedziała Felicity.
 Czy Deborah nie pozwala im się odzywać?  zapytał, wskazując na 5 Seconds of Summer.
 Nie.
 Przejebane  skwitował, zaglądając do piekarnika. Następnie wyprostował się i włączył radio, które znajdowało się na blacie.  Nagniemy, laski, trochę te zasady? Z chęcią poznam gwiazdy! Drzwi zamknięte?  Pokiwały głowami.  To, co wam szkodzi?
 Ja tam im nie zakazuje rozmowy  powiedziała szybko Fel, wpatrując się w chłopaków. Luke lekko się uśmiechnął i po chwili Michael zrobił to samo, co wywołało u niej jeszcze cieplejsze uczucie w stosunku do nich.
 Ale masz się nie wygadać  rzuciła Alice, machając palcem.  Inaczej cię wykastruję, a wiesz, że dla mnie to raczej żaden problem. Mogę to zrobić z dużej odległości. Mam dobre oko snajpera  powiedziała, mierząc do niego z niewidzialnej broni. 
       Riley uniósł ręce, a potem zachichotał pod nosem. Odwrócił się w stronę piekarnika i wyciągnął pierwszą pizzę, a potem kolejną i kolejną. W końcu piekarnik był sporych wielkości, więc dużo się w nim mieściło.
       Zaczął rozstawiać pizze na stole, będąc pod czujnym okiem milczących chłopaków. Zapach w kuchni zrobił się intensywniejszy. Felicity przełknęła ślinę. Była głodna. W końcu Riley dostawił sosy i szklanki z napojami, a potem wcisnął się na miejsce obok Ashtona, który lekko uniósł brwi.
 Wsuwajcie, misiaczki  powiedział ze śmiechem. 
       Wszyscy rzucili się w stronę jedzenia, a po chwili rozległy się pierwsze rozmowy, które zainicjował oczywiście Riley. Chłopaki odpowiadali na zadawane im pytania, ale sami nie dodawali nic od siebie. W końcu była to kolejna nowa dla nich sytuacja i Felicity doskonale ich rozumiała. Z pewnością żaden z nich nie miał zbytnio ochoty udawać, że jest okej i wdawać się w luźne pogaduszki. 


***
Druga część rozdziału za nami. Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu :) Kolejna część pojawi się w piątek :)
Pozdrawiam!

#TheGreatEscapeFF

4 komentarze:

  1. Szczerze - uwielbiam Luka i Fel w tym opowiadaniu. Jest i nasz idealny Mikey. Dobra... Prawie się kurna poryczałam z Cliffordem, jak to czytałam. Szkoda mi go i to mocno. Riley - podoba mi się ta postać, jest taka pozytywna w tym całym syfie w jakim tkwią dziewczyny i chłopaki. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Błagam o nn proszę szybko pliiiiiiiiiiiiiiis umieram umieram nie wiem o Boże co dalej będzie proszę szybko nn PROSZĘ! !!@Maliczeg♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny ,perfekcyjny ,cudowny ,najlepszy i wgl nieziemnski <3 Nie wiesz nawet jak się cieszyłam że dodałaś ten rozdział, nie moge się doczekać następnego. Coś przeczuwam że będzie się działo ;) ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny zresztą jak zawsze nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń