wtorek, 9 czerwca 2015

06 "Byłam pewna, że mi ufasz"

Uwaga!
W tym rozdziale pojawia się, tak zwana scena +18. W razie co, ostrzegam. 


Parker

       Wiedziała, że Deborah jest niebezpieczna. Wiedziała, że coś może pójść nie tak. Nie spodziewała się jednak, że ta suka zabawi się w takiego żniwiarza. Że z zimną krwią pozbawi życia nawet małe dzieci. Cieszyła się, że nie widziała tego, co dziewczyny. Cieszyła się, że nie musiała tego oglądać.
       Po całej akcji dojechali do Gniazda w ciszy. Od momentu postoju, żadna z nich nie odezwała się ani jednym słowem. Każda po swojemu analizowała to, co się stało. Do jakiej tragedii doszło.
       Kiedy Alice zaparkowała z boku budynku, Parker pierwsza wysiadła z samochodu. Po pozostałych członkach gangu nie było śladu, co tylko upewniało ją w tym, że reszta najnormalniej w świecie się rozeszła. Że każdy z nich wrócił do siebie i zajął się swoimi sprawami.
       Brunetka oparła się o samochód i spojrzała na swoje koleżanki. Vivien miała łzy w oczach i wyglądała jak wrak człowieka. Fel była blada, gdzieniegdzie umazana krwią. Alice patrzyła pustym wzrokiem, gdzieś przed siebie. Ale ona pierwsza przerwała ciszę między nimi.
 Muszę się napić  powiedziała pewnym siebie głosem.  Muszę to zapić.
 Wchodzę w to  odpowiedziała szybko Parker.
 Ja też, tylko muszę się umyć  rzuciła Fel, krzywiąc się.  Viv?
 Nie. Wracam do pokoju.
       Odwróciła się i ruszyła w stronę wejścia do domu. Reszta dziewczyn odprowadziła ją wzrokiem, a potem znów spojrzały na siebie.
 Jest totalnie przybita  powiedziała Alice.
 Dziwisz się?  odparła Fel, unosząc brwi.  Ciesz się, że tego nie widziałaś.
 Spotkamy się tu za dziesięć minut?  zapytała Parker.  Przyniosę trochę alkoholu z kuchni.
 Weź coś mocnego  rzuciła Alice, a dziewczyna kiwnęła głową.
 Mi pewnie zejdzie trochę dłużej, więc zacznijcie beze mnie  odparła Fel i ona również odłączyła się od grupy. Poszła w kierunku wejścia i po chwili zniknęła za drzwiami Gniazda.


Felicity

       Adrenalina nadal buzowała w jej organizmie. Myślała, że ją rozniesie. Czuła smród krwi na sobie, a z każdym kolejnym oddechem, przed oczami stawał jej obraz z domu Rogera. Wiedziała, że będzie ją to prześladować do końca jej pieprzonego życia.
       Weszła do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Spojrzała na blondyna, który wlepił w nią swoje błękitne oczy. Zauważyła, że czytał. Odwróciła się i bez słowa ruszyła w kierunku łazienki. Była brudna, nie tylko na zewnątrz, ale także i w środku.
       Po szybkim prysznicu, podczas którego pozbyła się krwi starszego mężczyzny ze swojego ciała, zwinęła brudne ubrania i wsadziła je w siatkę. Siatka wylądowała w koszu na śmieci. Owinięta ręcznikiem, wyszła z białego pomieszczenia i podeszła do szafy. Wzięła świeżą bieliznę, czarne dresy i niebieską, luźną koszulkę z krótkim rękawem. Z tymi rzeczami wróciła do łazienki.
       Kiedy opuściła ją po raz kolejny, Luke znów bacznie ją obserwował. Fel złapała za bluzę, która wisiała na krześle i naciągnęła ją na siebie. Podeszła do niego i kucnęła obok.
 Toaleta?
 Nie. Wychodzisz?
 Tak.  Pokiwał, tylko głową i poruszył się w miejscu. Jego łańcuchy zabrzęczały. Zacisnęła usta, odwracając się.
 Coś się stało?
 Nic, czym powinieneś się przejmować. Nie myśl o tym, okej?
 To jest raczej trudne w tych warunkach  powiedział, wzruszając ramionami. 
            Zagryzła delikatnie wargę, a potem podniosła się z podłogi. Założyła adidasy i podeszła do drzwi. Raz jeszcze spojrzała na Luke'a i wyszła z pokoju.


Vivien

       Jak tylko weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi, jej oddech przyspieszył. Poczuła, jak pieką ją oczy, a ona ponownie traci nad sobą kontrolę. W myślach cały czas pojawiał się ten sam obraz, a ona nie potrafiła się go pozbyć. Obraz, który wywoływał u niej mdłości, przyspieszone bicie serca i panikę.
 Viv? 
       Bez słowa podeszła do chłopaka i rozkuła jego łańcuchy. Odrzuciła je na bok. Widziała jego przerażoną twarz. Widziała niepewność w jego oczach. Krzywdzą wszystkich. Skrzywdzili rodzinę Martina, skrzywdzili Asha i pozostałych chłopaków. Ona razem z całą resztą mieszkającą w tym domu są źli.
 Jest okej  powiedziała drżącym głosem.  Jest okej.
 Widzę, że nie  odparł, unosząc brwi.  Coś się stało?  Kiwnęła głową.  Coś, z którąś z dziewczyn?  Pokręciła głową.  Coś z chłopakami?  Gdy zadawał to pytanie, usłyszała nutę paniki w jego głosie. Zacisnęła usta i po raz kolejny pokręciła głową. Zobaczyła ulgę wymalowaną na jego twarzy.
 Co jest, Viv?
 Nie chcesz wiedzieć  wyszeptała, pozwalając, by łzy spłynęły po jej policzkach.  I proszę, nie zadawaj mi więcej pytań.
       Raptownie wstała i wbiegła do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Ciężko oddychając, wyciągnęła z szafki metalowe pudełko. Szybko otworzyła je. Ściągnęła rękawiczki, a potem podwinęła rękaw bluzy. Widziała liczne ślady cięć na swojej skórze. Wiedziała, że nie powinna tego robić. Ale potrzebowała tego. Potrzebowała tego, by odreagować. Złapała za srebrną żyletkę. Wtedy usłyszała jego cichy głos.
 Vivien?
 Zostaw mnie, Ash.
 Ale ja…
 Zostaw mnie  powtórzyła, zaciskając zęby.
       Chłopak odpuścił. Usłyszała, jak odchodzi. Wzięła głęboki oddech, przenosząc wzrok na swoje odbicie. Wyglądała fatalnie. I czuła się fatalnie.
       Oparła rękę o umywalkę. Zacisnęła mocniej usta, kiedy jej dłoń zbliżyła się wraz z żyletką do skóry. Zamknęła oczy i zrobiła pierwsze cięcie. Poczuła lekką ulgę. Przez chwilę spoglądała, jak z jej ciała wypływa powoli czerwona krew. Niewiele myśląc, przecięła skórę raz jeszcze, a potem kolejny raz. Powoli się odprężała. Powoli to wszystko zaczęło z niej schodzić. Wiedziała jednak, że ból psychiczny powróci. A ona nie miała na niego wpływu. Nie umiała tego kontrolować.


Alice

       Siedziały pod drzewem, a Parker, co jakiś czas podawała im kolejne drinki. Napoje przyszykowane przez nią były tak mocne, że dziewczyny wykrzywiały się za każdym razem, gdy któraś upijała duże łyki. Ale o to chodziło, aby jak najszybciej przestać myśleć i przenieść się w inny, bardziej kolorowy, wolny świat.
       Felicity zgasiła papierosa i podała zapalniczkę Parker, która odpaliła skręta. Położyła się na trawie, spoglądając w niebo, które teraz było mocno usłane gwiazdami. Alice przez chwilę obserwowała brunetkę, jak ta powoli zaciąga się, przetrzymuje dym w płucach, by po chwili wypuścić go z cichym świstem.
       Po chwili również i Fel położyła się na ziemi, podciągając ręce pod głowę. Doszedł do niej cichy głos jej przyjaciółki, która jak gdyby nigdy nic, zaczęła podśpiewywać pod nosem. Alice uśmiechnęła się i dołączyła do niej, opierając się o konar drzewa, przy którym siedziała.
 Głośniej  powiedziała Parker ze śmiechem.  Chcę was słyszeć, suczki!
 Pierdol się  rzuciła Alice.  Lepiej rusz dupę i zrób nam kolejne drinki.
       Dziewczyna przekręciła oczami i podniosła się z ziemi. Wzięła ostatniego macha, a następnie zgasiła niedopałek. Odrzuciła go w bok i złapała za butelkę z wódką. Rozlała ją do szklanek, zalała niewielką ilością coli i podała ją swoim towarzyszkom.
 Za nasze parszywe życie  zaproponowała.
 Za nasze kurewsko lipne życie  zawtórowała jej Fel.
 Za nasze pieprzone posrane życie  powiedziała Alice. Stuknęły się szklankami, a następnie przystawiły naczynia do ust, by opróżnić je prawie do połowy.


Felicity

       Upiły się dosyć szybko. Było przed dwunastą, kiedy chwiejnym krokiem zaczęły iść w kierunku budynku. Fel miała jednak tę przewagę nad dziewczynami, że odrobina snu wystarczała jej, by wytrzeźwieć. Jej organizm był tak skonstruowany, że szybko przetrawiał i pozbywał się promili.
       Czuła się lepiej i pewniej. Alkohol wprowadził ją w błogi stan. Szła razem z Alice, połączona z nią w mocnym uścisku, śpiewając piosenkę Ricky’ego Martina Livin’ La Vida Loca. Parker była tuż obok nich. Wyginała się na boki, próbując tańczyć. W ręku nadal trzymała butelkę z wódką.
       Weszły do środka, a echo ich kroków połączyło się z ich głosami, odbijając się od ścian. Miały to gdzieś, że są głośno. Teraz nic ich nie obchodziło. Zresztą mury Gniazda były grube i dobrze wyciszały dźwięki.
       Kiedy doszły do schodów, a Alice wyśpiewała swoją solówkę, usłyszały kroki. Cała trójka odwróciła się w stronę nadchodzącego mężczyzny. Eric wyłonił się z mroku i zatrzymał się na przeciwko nich. Uniósł brwi i prychnął pod nosem.
 Ładnie  skomentował.
 Nie ciśnij się, pysiu  rzuciła Fel, śmiejąc się.  Trochę zabawy dobrze nam zrobi.
 Mogłybyście być ciszej.
 Och, pewnie wolałbyś, byśmy były głośniej w innym momencie  odparła Parker, podchodząc do niego.  Co nie, Eric? Na którą z nas, masz dzisiaj ochotę? Oj… Zapomniałam, że ani Alice, ani Fel nie są skore do zabawy z tobą. Nigdy ich nie miałeś, prawda?
 Spieprzaj, Halle  rzucił rozdrażniony, a dziewczyna roześmiała się.
 Za to my możemy się zabawić  pociągnęła, dotykając jego klatki piersiowej. Zjechała palcem po jego koszulce, zatrzymując się tuż przy spodniach.
 Jesteś ździrą, Parker  podsumował mężczyzna.
 Tak, jesteś zdzirą  rzuciła Alice i zaśmiała się.
 Jestem zdzirą  skwitowała Parker, cmokając pod nosem.
 Innym razem, słodziutka  powiedział Eric, odrywając od siebie jej ręce.  Nie kręci mnie nekrofilia, a ty masz alkoholowego zgona.
 Nie tak do końca  odparła Parker.
 Ale jesteś już blisko.
 Jak tam chcesz  rzuciła, wzruszając ramionami. Wódka w butelce, którą trzymała, zakołysała się.  Idziemy?
 Idziemy  odpowiedziała Fel.
       Odwróciły się od Erica i zaczęły wchodzić po schodach, co jakiś czas wybuchając śmiechem. W końcu dotarły na górę i każda z nich ruszyła w stronę swojego pokoju. 
       Udało jej się otworzyć drzwi za pierwszym razem. Weszła do środka i zamknęła za sobą zasuwę. Świat nieco zakołysał jej się przed oczami, a ona zachichotała pod nosem.
 Felicity?  Usłyszała głos Luke'a. 
         Podeszła do niego i padła przed nim na kolana. Wyciągnęła z kieszeni kluczyk i zaczęła mocować się z zamkiem w jego bransoletach. 
 Piłaś?
 Odrobinę.  Przekręciła oczami, kiedy nie mogła trafić w dziurkę.  Może sam to zrobisz?
       Luke przejął od niej klucz, a następnie wyswobodził się z łańcuchów. Odrzucił je na bok i spojrzał na dziewczynę. Ta uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę w jego stronę. Bez słowa oddał jej klucz.
       Wstała i zachwiała się, co wywołało u niej kolejny wybuch śmiechu. Ruszyła do łazienki, aby wyszykować się do snu. Gdy wróciła, padła na łóżko i od razu zasnęła.


Luke

       Kręcił się na materacu, nie mogąc zasnąć. Jego myśli cały czas krążyły wokół śpiącej na łóżku dziewczyny. Czy nie powinien tego wykorzystać? Może właśnie teraz nadarza się okazja ku temu, by uzyskać pomoc.
       Cicho podniósł się do pozycji siedzącej, odrzucając koc na bok. Fel zostawiła na wierzchu swojego srebrnego Colta, który lekko połyskiwał w mroku. Zresztą ta noc była jasna, więc Luke doskonale wszystko widział. Dodatkowo jego wzrok przyzwyczaił się do ciemności.
       Przez chwilę nie spuszczał oczu ze śpiącej, powoli analizując w głowie plan. Wiedział, że ją zdenerwuje. Wiedział, że pewnie poniesie tego surowe konsekwencje, bo to w końcu dojdzie do Deborah. A ona znów zgotuje mu prawdziwe piekło. Chciał zmusić Fel, by odblokowała telefon i by on mógł zawiadomić policję. Był świadomy, że nie jest to szansa ratunku dla niego, ale z pewnością była to nadzieja na ratunek dla chłopaków.
       Wstał z miejsca i podszedł do szafki. Zauważył, jak zatrzęsła mu się dłoń, kiedy chwytał za broń. Colt był zimny w dotyku i dosyć ciężki. Przez chwilę zastanawiał się, ile razy Felicity pociągała za jego spust i ile ludzi wtedy zginęło.
       Przeniósł wzrok na dziewczynę. Jej twarz wtulona była w poduszkę. Oddech był spokojny i cichy. Ufał jej, a ona ufała mu i teraz on musiał to zniszczyć. Wiedział, że sam kopie sobie grób, ale miał dość siedzenia w tym miejscu. Znał ryzyko tego, co chce zrobić i postanowił się z nim zmierzyć, byleby tylko uwolnić pozostałych.
       Wyciągnął dłoń i lekko dotknął jej ramienia. To wystarczyło, by dziewczyna otworzyła oczy. Raptownie usiadła na łóżku. Luke już w nią mierzył.
 Przepraszam  powiedział, zaciskając usta.  Ale ja tu dłużej nie wytrzymam.
       Jej ciemne oczy bacznie go obserwowały, a on zobaczył w nich odbicie nocnego nieba. Nie była przestraszona, nie była wściekła, tylko raczej zaskoczona i nieco rozczarowana, tym co robił. Poruszyła się, a on uważnie spoglądał na to, co robi. Odchyliła kołdrę. Przybliżyła się i uklękła tuż przed nim.
 Co mam zrobić?
 Daj mi swoją komórkę. Chcę wezwać pomoc.
 I co zrobisz?  odparła, unosząc brwi.  Nawet nie wiesz, gdzie jesteś.
 Namierzą sygnał z telefonu.
 Świat, w którym żyjemy, nie jest taki idealny, Luke  powiedziała i ciężko westchnęła.  Oni mają swoje wtyki nawet w policji. Wystarczy jeden telefon do Deborah od jej informatora, a ty… Wpakujesz się w kolejne kłopoty. Tu rządzi kasa, a oni mają jej sporo. Policja też da się łatwo przekupić, jeśli dysponujesz dużą gotówką. Oprócz tego nawet jeśli udałoby ci się stad wyjść, to dokąd pójdziesz? To będzie chwila, zanim zauważą, że po korytarzu kręci się ktoś obcy. Jeszcze mniej czasu zajmie im dotarcie do ciebie.
       Luke zacisnął usta. Czuł, jak jego serce zaczęło mocniej bić. Nie było wyjścia z tej pieprzonej sytuacji. Nie było nadziei na lepsze, nie było szans na pomoc. Poczuł się jeszcze gorzej. Wzbierała się w nim frustracja, gniew, smutek i złość, a on poczuł, że nie potrafi już sobie z tym poradzić.
 Byłam pewna, że mi ufasz  odezwała się ponownie, zmuszając go jednocześnie do tego, by znów na nią spojrzał.  Ale ty nadal do mnie celujesz.
 Ufam ci. Naprawdę.
 To dlaczego robisz tak głupie rzeczy?
 Bo mam już tego serdecznie dość  odparł, a jego głos zadrżał. Jego palce mocniej zacisnęły się na broni.
 Uwierz, że nie tylko ty masz kiepską sytuację  powiedziała powoli. Zbliżyła się do niego, a on w dalszym ciągu nie ruszył się z miejsca.
 Ty przynajmniej jesteś wolna.
 Nikt z nas nie jest wolny, Luke. Wszyscy jesteśmy pionkami w tej grze. A dzisiejszy dzień nie należał do tych łatwych.
 Czyżby?
 Tak, przynajmniej nie musiałeś oglądać tego, co widziałam ja. A uwierz mi, że nawet nie potrafisz sobie tego wyobrazić.  Wysunęła w jego stronę rękę. Jej palce musnęły jego skórę.  Nie jesteś mordercą, Luke. Nie jesteś złym człowiekiem. 
       Poluźnił uścisk, a ona wysunęła Colta z jego ręki. Odłożyła broń na bok i znów spojrzała mu w oczy. Dotknęła go po raz kolejny. Jej dłoń była ciepła, miła w dotyku i sprawiła, że trochę się uspokoił.
 Zapomnijmy o tym, co się stało  powiedziała, podnosząc się.  Ale nigdy więcej tego nie rób. Nie zapominaj, że ja też należę do tych złych.
 Ty nie jesteś zła  odparł, spoglądając na nią. Uśmiechnęła się do niego kpiąco.  Ty, tylko jesteś zmuszana do robienia złych rzeczy.
 Czyżby włączał ci się syndrom sztokholmski?
 Nie. Bo ty nie jesteś moim oprawcą. Jest nim Deborah.  Dziewczyna uśmiechnęła się i delikatnie ujęła jego twarz w dłonie. Przejechała palcami po jego policzkach.
 Jesteś uroczy, kocie  rzuciła ze śmiechem.  Naiwny, ale uroczy. I niech mnie, jeśli skłamię, że nie kręci mnie twoja postawa bad boy'a. Podoba mi się ta wersja nieco złego Luke'a.
 Jestem po prostu sfrustrowany tym wszystkim. Nie wiem, co dzieje się z resztą. Nie mam pojęcia, czego ona od nas chce i przed oczami ciągle mam swoją rodzinę, która martwi się naszym zniknięciem.
 Jesteś zagubiony.
 Jestem wkurzony  rzucił, prychając pod nosem.
 Wykorzystajmy to  wyszeptała, a on spojrzał na nią zdziwiony.  Dlaczego, by nie? Ty jesteś wściekły, ja jestem wściekła. Oboje chcemy się rozładować. Chcemy przestać myśleć o tym, co się dzieje. Przenieśmy się do innego świata.
 O czym ty mówisz?
 Daj spokój, Luke. Nie udawaj, że jesteś taki święty, bo oboje dobrze wiemy, że tak nie jest  pociągnęła, a on dalej nie rozumiał, co jej chodzi po głowie. Dopiero kiedy nachyliła się w jego stronę, a on poczuł na skórze jej ciepły oddech, wszystko zaczęło się układać w jedną całość.
 Fel… Ja…
 Pomyśl sobie, że poznaliśmy się w klubie. Że nie istnieje gang Olsenów. Że oboje mamy ochotę na małe After Party.
       Zanim zdążył odpowiedzieć, ona musnęła ustami jego szyję. Poczuł dreszcz, który przebiegł mu wzdłuż pleców. Było to całkiem inne doznanie, niż te, które jego organizm raczył go do tej pory. To było przyjemne i kuszące.
       Zamknął oczy, kiedy go pocałowała. Jej miękkie wargi rozpoczęły powolny taniec, do którego doszły także ich języki. Po chwili jednak wszystko to nabrało większego tempa. Luke nieco się rozluźnił, a jego myśli w końcu przestały być czarne. Skupił się na tym, co się dzieje i na dziewczynie, którą miał przed sobą. Była to ich wspólna ucieczka od problemów i psychicznego bólu. Chcieli się zatracić w czymś, co nie kojarzyło się im ze złem.
         Ujął jej twarz w dłoniach, a ona cicho westchnęła. Poczuł, jak wsuwa udo między jego nogi, docierając do tego konkretnego miejsca. Zaczęła nią poruszać, lekko o nie pocierając. Blondyn wyprostował się, czując, jak jego mięśnie nieco się spinają. Zrobiło mu się gorąco.
       Jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele, a ona odpłacała mu się tym samym. W końcu złapała za jego koszulkę i pociągnęła ją do góry. Luke odrzucił ją w bok i naparł na nią mocniej. Poczuł kolejny przyjemny dreszcz na plecach, gdy przesunęła po jego bokach paznokciami. Nachylił się i przygryzł jej wargę, a ona wydała z siebie cichy jęk. To pobudziło go jeszcze mocniej, a w jego bokserkach zrobiło się ciaśniej.
       Złapała za sznurek, zwisający z jego spodni i jednym szybkim ruchem rozwiązała kokardkę. Luke przez moment obserwował jej dłonie, które lekko odchyliły materiał. Zacisnął mocniej usta, gdy powoli wsunęła rękę w jego bokserki. Mruknął, kiedy jej palce zacisnęły się wokół jego członka. Poruszyła dłonią, a on wpił się w jej usta, całując ją mocniej i zachłanniej. Ich oddechy przyspieszyły.
       Pozwoliła, by ściągnął z niej koszulkę. Przesunął palcami po jej piersiach, zahaczając o sutki, a ona cicho stęknęła, zagryzając wargę. Oplotła jego kark rękami, przysuwając się do niego bliżej.
 Weź mnie, Luke  wyszeptała mu do ucha, a on zadrżał od ciepłego oddechu, który owiał mu policzek.
       Złapał ją za pośladki i podniósł do góry. Felicity oplotła jego biodra nogami, napierając na niego jeszcze mocniej. Oboje zatracali się w tym, co się działo. Na daną chwilę nie liczyło się nic innego. Tylko oni…
       Położył ją na łóżku, a sam znalazł się nad nią. Oparł dłonie o materac, wpatrując się przez moment w jej oczy. Ona jednak uniosła się, by znów połączyć ich usta. Zjechał dłońmi wzdłuż jej ciała, a potem podniósł się. Złapał za jej krótkie spodenki i zręcznym ruchem ściągnął je z niej. Palcami przejechał po jej bieliźnie, by na końcu wsunąć dwa z nich pod materiał. Dziewczyna jęknęła głośniej.
       Przez chwilę droczył się z nią w taki sposób, a potem złapał za jej figi i pozbawił ją całkowicie jakiegokolwiek okrycia. Zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu. Oblizał usta i wpił się w jej wargi, mocniej napierając na jej ciało.
       Zsunęła z jego bioder spodnie wraz z bokserkami, a on odchylił się, by zdjąć je całkowicie. Jej palce ponownie przesunęły się po jego członku, a on zassał głośniej powietrze. Z jego ust wydobył się kolejny jęk, gdy zacisnęła dłoń wokół niego, wykonując powolne ruchy w górę i w dół.
       Asekurując się jedną ręką, zaczął pieścić ustami jej piersi, a wolną dłonią zjechał w dół po jej ciele, docierając do miejsca, które było już wilgotne. Ona też jęknęła, gdy wsunął w nią dwa palce. Przez chwilę bawili się w tempo, raz zwalniając, a raz przyspieszając swoje ruchy.
       W końcu Luke wyprostował się, rozchylił jej uda i nie mogąc czekać dłużej, wszedł w nią mocniej. Oplotła jego biodra nogami, a on splótł ze sobą ich palce, przyciskając ich ręce do pościeli. Poruszał się raz szybciej, raz wolniej, co tylko doprowadzało ją do szaleństwa. Muskała jego brodę, usta i policzki składając na jego skórze pojedyncze pocałunki.
       W końcu wyswobodziła się spod jego uścisku, uwalniając dłonie. Odgięła głowę w bok, ułatwiając mu dostęp do swojej szyi, gdy to on zaczął ją całować. Jej ręka mocniej zacisnęła się na jego plecach, a druga powędrowała w stronę jego włosów. Po jego plecach przeszedł kolejny szybki dreszcz. Podobało mu się to, co robiła.
       Jęcząc głośniej, przywarła do niego bardziej. Słyszał i czuł jej przyspieszony i płytszy oddech, który rozpalał mu skórę. Przeklną pod nosem, czując, jak zbliża się do końca. Przyspieszył jeszcze bardziej, a ona niemalże krzyknęła. Poczuł, jak uderza w niego fala gorąca, połączona z przyjemnością. Po chwili doszli, niemalże w tym samym momencie. Najpierw ona, a potem on.
       Luke spojrzał na dziewczynę. Ona też wpatrywała się w niego. Bez słowa opadł na poduszkę obok. Poczuł, jak przeszedł ją dreszcz. Złapał za kołdrę i przykrył ją, a ona posłała mu lekki uśmiech. Chciał wstać, ale wtedy Fel złapała go za rękę.
 Zostań  poprosiła.
       Kiwnął głową i położył się z powrotem. Zdał sobie sprawę z tego, że od dawna nie spał w normalnym łóżku. Dziewczyna delikatnie dotknęła jego klatki piersiowej. Niewiele myśląc, przysunął się bliżej, obejmując ją ramieniem i pozwalając jej na to, by ona wtuliła się w niego.
       Leżąc tak w milczeniu, Luke zrozumiał, że nie tylko on czuje się w tym miejscu samotny. Że samotność dotyka także i ją, nawet gdy ma obok siebie przyjaciółki. Brakuje jej bezpieczeństwa, bliskości i czułości, która prawie nie istnieje w świecie, w którym ona żyje. Lubił ją… Naprawdę ją lubił i gdyby była taka możliwość, to odszedłby stąd razem z nią. 



***
Mam nadzieję, że ten rozdział w miarę wam się spodobał, choć nie ma tu za dużo akcji. Kolejna część w piątek :) Dzięki również za tak miłe i pozytywne komentarze. Cieszę się, że opowiadanie wam się podoba :)
Pozdrawiam! 

#TheGreatEscapeFF

4 komentarze:

  1. Cudowny ja zawsze nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. O. Matko. Kochana.
    Dziewczyno, Ty chcesz mnie chyba o zawał serca przyprawić. Dobra, zacznijmy od początku :D
    Viv, skarbeńku, trzymaj się, jestem z Tobą! Ashton też, whatever.
    Laski, wam też się należy la vida loca, póki możecie to pijcie i się bawcie. Bo nie wiadomo co odbije dla Deb i może nie być już tak przyjemnie -,-
    Fel, ty mała kurde kokietko! Ja wiedziałam, że prędzej czy później coś między nimi ten-ten, ale żeby aż tak szybko? W sumie... nie narzekam!
    Chcę następny, kurde, to aż boli, że muszę tyle czekać :(
    Pozdrawiam, x.

    OdpowiedzUsuń
  3. Awwwwwwwwwwwwww jezusie to takie zajebiste. Oky powinas dostac patelnia w leb za taki krotki,ale i tak cie kocham <3 I ta scena na końcu BOSKA!!!!.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda mi Viv - trzymaj się dziewczyno. No, pozostałe Wilczyce sobie zaszalały. Końcówka OMG! OMG! OMG! Zrobili to! BOOOOSKO! Cieszę się, jak dzieciak, a to tylko hot scenka hahahah :D Fakt, popieram Benię - szkoda, że tak krótko :) Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń