środa, 3 czerwca 2015

04 "To była nadzieja" cz. 2

Uwaga!
Ostrzegam, że w tej części pojawia się nieco bardziej brutalniejsza scena i nie każdemu może się ona spodobać. Wolę jednak uprzedzić, bo nie każdy lubi czytać takie rzeczy.


Michael

       Widział wściekłość wymalowaną na jej twarzy. Czuł, jak mężczyzna za nim mocno zaciska dłonie na jego rękach. Był pewny, że za chwile połamią mu się kości. Do jego uszu dochodziły ciężkie oddechy jego przyjaciół. Gdzieś w środku wzrastał w nim strach i panika. Wiedział, że to, co za chwilę się stanie, będzie dla nich prawdziwym koszmarem.
 Zaprowadźcie ich do pokoju  powiedziała Deborah, bacznie obserwując klęczących.  Zróbcie to, co trzeba.
       Mężczyzna szarpnął go ku górze. Michael podniósł się. Nawet nie próbował się wyrywać, gdy prowadził go w stronę drugich drzwi, które dopiero teraz zauważył. Były w kolorze ściany, więc nic dziwnego, że wcześniej nie zdawał sobie sprawy z ich istnienia. Prawda była taka, że wolał nie wiedzieć, co się za nimi kryje.
       Przechodzili obok Deborah, która zatrzymała mężczyznę, kładąc mu dłoń na ramieniu. Nachyliła się i wyszeptała mu coś do ucha. Ten, tylko pokiwał głową i pociągnął Clfforda w stronę drzwi.
       Otworzył je, a Michael zauważył schody. Facet nie dbał o to, czy w trakcie schodzenia chłopak się poobija. Po prostu ciągnął go w dół, a Michael starał się nadążyć za jego wielkimi krokami, ignorując fakt, że co jakiś czas uderzał łokciami w zimny tynk. Światła były tu przygaszone i ledwo widział grunt pod nogami. Nic dziwnego, że dwa razy prawie by spadł, gdyby nie mocny uścisk rąk oprawcy.
       Gdy schody się skończyły, przeszli przez niewielki korytarz, a mężczyzna otworzył kolejne drzwi. Jako pierwsi weszli do wyłożonym kafelkami pomieszczenia, w którym oprócz stolika i jednego krzesła, nie było niczego. Pojedyncza żarówka zwisała z sufitu, rzucając blade światło na ich twarze, gdy ustawili ich w rzędzie. Wśród nich był także Steven.
 Macie naprawdę przejebane  odezwał się największy z nich.
       Zanim Michael zdążył zareagować, ten, który wcześniej go prowadził, chwycił go za szyję, a następnie rzucił na zimne kafelki. Chłopak podniósł się na kolana. Oprawca wymierzył mu solidnego kopniaka w plecy, a Clifford ponownie upadł na podłogę. Załapał go za tył koszulki, przyjmując na twarz jedno uderzenie, a zaraz po nim kolejne. Poczuł, jak z nosa ścieka mu krew.
 Deborah ma dla ciebie inną zabawę, misiaczku  wyszeptał mu do ucha, zaciskając palce na jego włosach. 
       Pociągnął go w stronę stołu. Siłą usadził na krześle i szarpnął po raz kolejny za włosy. Głowa Michaela podniosła się, a on przyłożył do jego szyi srebrny nóż.
 Wie, co ciebie najbardziej zaboli  kontynuował, a gitarzysta przełknął ślinę. 
      Był ustawiony tak, że doskonale widział, co inni robią z jego przyjaciółmi. Widział zadawane ciosy, widział ból na ich twarzach. Słysząc krzyk Ashtona, kiedy jeden z nich przebił mu rękę, czymś długim  Michael nawet nie próbował się zastanawiać, co to może być. Zacisnął mocniej powieki.
 Patrz na to  powiedział, przysuwając nóż bliżej jego szyi.  Nie zamykaj pieprzonych oczu.
       Michael spojrzał po raz kolejny. Wszędzie był pełno krwi, gdy tamci po prostu katowali jego przyjaciół. Był pewny, że nigdy nie pozbędzie się tego obrazu sprzed oczu. Czuł, jak po jego twarzy ścieka stróżka potu. Był przerażony. Nigdy tak bardzo się nie bał. W tym momencie coś w nim pękło i słone łzy zmoczyły jego policzki. Pragnął, by ten koszmar dobiegł końca.


Luke

       Serce waliło mu, jak szalone, kiedy weszli do pomieszczenia z białymi kafelkami. Było prawie puste, nie licząc stołu i jednego krzesła, które stało niewinnie po lewej stronie. Po jego plecach i twarzy spływał pot. Był zdenerwowany. Nie mógł uspokoić oddechu. Wpakowali się w prawdziwe gówno.
       Zanim zdołał ogarnąć tę całą sytuację, największy z nich złapał go za koszulkę, a następnie uderzył w twarz, prawie zwalając go z nóg. Zaszumiało mu w głowie i w pierwszej chwili Luke nie za bardzo wiedział, co dokładnie się stało. Potem dostał po raz kolejny.
       Zachwiał się, uderzając potylicą w ścianę. Zadzwoniło mu w uszach, a świat przed oczami zaczął się kręcić. Mężczyzna podciął go, a on padł na podłogę. Pod palcami czuł zimne kafelki. Dźwignął się na kolana. Wtedy poczuł, jak grube palce zaciskają się na jego szyi.
 Teraz już nie jesteś taki cwany, co?  wyszeptał mu do ucha, a Luke skrzywił się, kiedy jego twarz znalazła się tak blisko jego.
       Obszedł go, złapał za jego koszulkę i uderzył po raz kolejny i kolejny.  Szczęka i skroń zaczęły pulsować intensywnym bólem. Hemmings zdał sobie sprawę, że coś ciepłego zalewa jego twarz. Krew… Jego własna krew.
       Mężczyzna puścił go. Przez chwilę był pewny, że to już koniec, ale tamten spojrzał na niego pewnym siebie wzrokiem i uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Kopnął go w klatkę piersiową, a Luke znów upadł na podłogę. Z jego ust wydostał się cichy jęk.
 Wstawaj!  warknął, a blondyn po raz kolejny dźwignął się na klęczki. Zaczął cały się trząść. Zrobiło mu się gorąco.
       Oprawca złapał go za włosy, odchylając jego głowę. Nagle puścił go i kopnął po raz kolejny. Tym razem, gdy ponownie spotkał się z podłogą, był pewny, że facet najnormalniej w świecie połamał mu żebra. Nie mógł złapać tchu. Każdy wdech i wydech powodował palący ból, jakby jego płuca zajęły się żywym ogniem.
       Próbował się podnieść, ale wtedy został uderzony w plecy i znów padł na kafelki, które teraz nie były tak białe, jak wcześniej. Zabarwiły się jego krwią, a on taplał się w niej, mając nadzieję, że szybko z nim skończą. Miał dość tej całej sytuacji i pragnął, tylko jednego. By szybko go dobili. Śmierć była łatwym i dobrym rozwiązaniem. Na pewno lepszym, niż gnicie tu i znoszenie kolejnych ciosów i bólu, który rozchodził się po całym jego ciele.
       Wtedy usłyszał krzyk Ashtona. Wdarł mu się do mózgu, siejąc jeszcze większe spustoszenie. Luke zacisnął zęby. Czuł, że dłużej tego nie wytrzyma, a oni w końcu złamią ich psychicznie. Mimo to po raz ostatni dźwignął się na kolana i wtedy mężczyzna zaatakował po raz kolejny.
       Uderzył go ponownie w twarz, a następnie kopnął mocno w żołądek. Blondyn upadł na podłogę, czując, jak treść żołądka podchodzi mu do gardła. Otworzył usta, z których wypłynęła krew, a potem ciężko dysząc, zwymiotował na kafelki.
 Ej, ej, wyluzuj, bo go zabijesz  odezwał się inny mężczyzna, odciągając od niego oprawcę.  Mają być żywi.
       Słyszał, jak tamten głośno warknął, a potem odszedł. Ktoś pochylił się nad nim. Poczuł dłoń na karku, która powoli zacisnęła się wokół jego szyi.
 Jak, młody? Będziesz żył?  zapytał. Ostatkiem sił pokiwał głową.  Zuch chłopak.
       Mężczyzna pociągnął go do tyłu, a Luke oparł się o ścianę, ciężko sapiąc. W głowie miał istny helikopter. Brakowało mu tchu. Miał wrażenie, że jego płuca nie nadążają z transportem tlenu, którego tak potrzebował. Obraz przed jego oczami był zamazany, więc nie wiedział, co dzieje się z resztą.
 Myślę, że mają już dość  powiedział jeden z nich.


Felicity

       Odkąd odebrała telefon od Deborah, która kazała im wrócić do pokoju i czekać, minęło z dobre pół godziny. Nie wiedziała, czego chce tym razem, ale gdzieś podświadomie czuła, że może to chodzić o sprawę z policjantem, nad którą pracowali. Może Deb znalazła nowe źródło informacji, a może wpadła na jeszcze inny plan, w którym mają go dopaść. Nie sądziła jednak, że mogło dojść, do czegoś takiego.
       Usłyszała łomotanie do drzwi. Wiedziała, że to nie Alice ani Vivien, bo ten, kto pukał, nie użył ich kodu. Zadudniono po raz kolejny, a ona szybko wstała z miejsca. Odsunęła zasuwę, a drzwi otworzyły się. Przed nią stał Steven.
       Felicity zrobiła wielkie oczy, jednocześnie zaciskając mocno usta. Razem z nim był Luke. Luke, który wyglądał fatalnie. Wepchnął chłopaka do środka, a ona w ostatniej chwili złapała go. Poczuła pod palcami jego mokrą koszulkę. Na jego brodzie widniała krew. Zresztą blondyn cały w niej był, jakby Deborah urządziła, jakąś walkę, w której on brał udział.
 Co się stało?  zapytała, wpatrując się w Stevena.
 Próbowali uciec  odparł i jak gdyby nigdy nic, zatrzasnął jej drzwi przed nosem.
       Dziewczyna jeszcze chwilę stała w miejscu, starając się przeanalizować jego słowa. Słyszała charczący oddech Luke'a, który naprawdę musiał ostro oberwać. Próbowali uciec… Rozwścieczyli Deborah i ponieśli tego konsekwencje.
       Ściągnęła mu chustę. Przełknęła ślinę, zasłaniając usta ręką. Miał rozwaloną głowę, zsiniałe usta, w których zakrzepła krew, a białko jego lewego oka pokryło się czerwienią. Zadrapań na policzku przybyło. 
 Jezu  wydusiła z siebie. 
           Niepewnie puściła go. Utrzymał się na nogach, choć widziała, jak co jakiś czas przez jego ciało przechodzą mocne dreszcze. Podeszła do drzwi i zamknęła zasuwę. Wtedy za plecami usłyszała huk.
       Odwróciła się. Luke upadł na podłogę. Oparł się rękami o zimne deski. Jego oddech przyspieszył. Niewiele myśląc, doskoczyła do niego. Widziała, jak jego palce mocniej zaciskają się w pięści.
 Luke?
 Jest… Jest okej  powiedział zachrypniętym głosem.  Po prostu… Zakręciło mi się w głowie.  Słyszała, jak z trudem oddycha. Wolała nie wiedzieć, co mu zrobili. Nie chciała wiedzieć, jak doprowadzili go do tego stanu.
 Naprawdę próbowaliście uciec?
 My tylko… chcieliśmy wrócić do domu  odpowiedział, a ona zagryzła wargę i odwróciła od niego wzrok. Nie była zaskoczona. Każda normalna osoba spieprzałaby stąd jak najszybciej.
       Wstała z miejsca, a następnie użyła całej swojej siły, by pomóc mu podnieść się z podłogi. Zaasekurował się o jej ramię i bez sprzeciwu, dał się poprowadzić w stronę materaca. Pomogła mu usiąść. Wtedy cicho syknął pod nosem. Oparł się głową o ścianę, ciężko dysząc, jakby dopiero przed chwilą ukończył jakiś maraton.
       Wstała i poszła do łazienki. Nalała wodę do miski, pod pachę wsadziła prowizoryczną apteczkę, a potem szarpnęła za ręcznik, który wisiał na wieszaku. Z tym wszystkim wróciła do Luke'a. Ukucnęła obok niego. Zanurzyła ręcznik w wodzie i powoli zaczynała przemywać mu twarz. Tym razem chłopak nie protestował. Pozwolił jej na to, co jakiś czas spoglądając w ciemne oczy, które miał tuż przed sobą.
 To było głupie  rzuciła, kręcąc głową.
 To była nadzieja  odparł, zaciskając lekko usta.
 To było głupie  powiedziała po raz kolejny.
 Ale dawało nadzieję.
       Spojrzała w jego błękitne tęczówki. Miał rację. Jedne, co mogli, to chwytać się nadziei na to, że w końcu się stąd wyrwą. Otworzyła apteczkę i zabrała się za robienie opatrunków. A Luke na swoim ciele posiadał wiele ran. Na samym końcu przetarła jego szyję i kark ręcznikiem, a potem obmyła mu ręce. Nic więcej nie mogła dla niego zrobić.
       Wstała i podeszła do swojego łóżka. Sięgnęła po jedną z większych poduszek i wróciła z nią do chłopaka. Zwinęła jego koc, na którym spał, w rulon i położyła na końcu materaca. Na nim umieściła poduszkę.
 Kładź się. Jest nieco wyżej, więc powinno ci się lepiej oddychać.
       Skinął jej, tylko głową, a ona złapała go pod ramiona i pomogła mu się położyć. Na jego twarzy wymalował się ból, a gdy jego głowa trafiła na poduszkę, cicho syknął.
 Przepraszam  rzuciła.
 Jest okej  odpowiedział, zaciskając zęby.
 Mogę?  zapytała, wskazując jego koszulkę. Chłopak lekko kiwnął głową.
       Wiedziała, że Luke powinien się przebrać, ale teraz był w takim stanie, że zaciągnięcie go do łazienki nie wchodziło w grę. Sama pewnie nie dałaby rady zmienić mu ubrań, nie powodując kolejnej fali bólu, która pewnie przeszłaby przez jego ciało.
       Złapała za wilgotny materiał i delikatnie podciągnęła go do góry. Jego klatka piersiowa, a także okolice brzucha, powoli pokrywały się siniakami. Felicity zagryzła mocniej usta. Poczuła wściekłość. Jak mogli zrobić mu coś takiego? Poprawiła mu koszulkę, która wróciła do poprzedniego stanu, a następnie przykryła go kocem. W tym momencie Luke złapał ją za rękę. Spojrzała na niego, unosząc z zaskoczeniem brwi.
 Dziękuję.  Kiwnęła, tylko głową i wstała z miejsca.
       Przeszła do łazienki. Wylała wodę z miski i umyła ją. Brudny ręcznik wrzuciła do śmietnika. Podeszła do lustra. Spojrzała w swoje blade odbicie. Jej dłonie mocniej zacisnęły się na krawędziach umywalki. Zazgrzytała zębami. Zaczęła się zastanawiać, co oni takiego zrobili, że los tak mocno ich pokarał. Dlatego nie mogli ominąć tej czarnej strefy życia? Dlaczego nie mogli tkwić w swoim świecie, w którym byli bezpieczni?
       Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Pukanie, które szybko rozpoznała. Pukanie na dwa i jeden. To była, któraś z dziewczyn. Poczuła, jak robi jej się gorąco. Czy wydarzyło się coś złego?
       Wyszła szybko z łazienki i doskoczyła do zasuwy. Odsunęła ją i otworzyła drzwi. Viv weszła do pokoju. Fel na początku nie widziała jej twarzy, ale gdy tylko dziewczyna podniosła głowę, zauważyła jej mokre od łez policzki i zaczerwienione oczy.
 Co jest?  zapytała szybko. Vivien zerknęła w bok, na miejsce, w którym leżał Luke. Z jej ust wydobył się cichy szloch.  Viv?
 Nie potrafię mu pomóc  powiedziała wilgotnym głosem, ocierając palcami oczy.  Nie wiem, jak mu pomóc.
       Felicity wiedziała, że Viv wśród ich całej czwórki jest najbardziej uczuciowa ze wszystkich. Że za każdym razem musi odreagować to, co dzieje się wokół niej. Pobyt chłopaków w Gnieździe wcale nie ułatwiał jej życia. Brzydziła się tego, co musi robić. Teraz gdy krzywdzono niewinnych, potęgowało to w niej uczucie beznadziejności.
 Chodzi o Asha?  Dziewczyna pokiwała głową.  Okej. Daj mi chwilę.
       Fel odwróciła się i podeszła do chłopaka. Ukucnęła obok i delikatnie przejechała dłonią po jego twarzy. Poruszył się, powoli rozchylając powieki.
 Muszę pomóc przyjaciółce. Niedługo wrócę, okej?  Wysunął dłonie spod koca, a ona złapała za jego nadgarstki i położyła je z powrotem. Pokręciła głową.  Darujmy sobie dzisiaj łańcuchy. Nie ruszaj się.
       Wstała i bez słowa podeszła do Viv. Z jej oczu nadal kapały słone łzy. Fel nienawidziła widoku, załamanej przyjaciółki. Czuła wtedy jeszcze większą złość. Złość na Deborah i cały ten pieprzony gang, który zmusił je do życia w takim stylu. Który zmusił Viv do robienia tych wszystkich rzeczy, na które ona nie była gotowa.
 Chodźmy  powiedziała, ciągnąc dziewczynę w stronę drzwi.


Ashton

       Pot spływał mu po twarzy. Było mu gorąco. Przez chwilę miał wrażenie, że zaraz się udusi, jeśli nie złapie więcej powietrza. Kiedy Viv otworzyła okno, poczuł się lepiej. Choć z drugiej strony, zrobiło mu się zimno. Wolał jednak to, niż tę duchotę, przez którą kręciło mu się w głowie.
       Vivien popłakała się na sam jego widok. Płakała, gdy usiadł na materacu i płakała, gdy robiła mu szybkie opatrunki. Zaszlochała głośniej, widząc jego rękę. Potem wstała i bez słowa wyszła z pokoju. Nie wiedział, dokąd poszła.
       Spojrzał na swoją lewą dłoń. Przełkną ślinę, a na plecach pojawił się dreszcz. Sam widok był okropny. Ashton takie rzeczy widział, tylko w filmach, ale teraz on sam znalazł się w horrorze, z którego nie było ucieczki.
       Przebił mu rękę. Ta łajza przebiła mu lewą rękę na wylot, zostawiając w niej niewielki, metalowy pręt, który teraz sterczał z niej, niczym jego własne trofeum. Czerwona krew barwiła mu ubranie i ściekała z dłoni, aż do łokcia. Mógł poruszać palcami, co było dobrą nowiną, że nie trafił w kość. Była szansa, że jeśli wszystko się zagoi, dłoń wróci do dawnej sprawności.
       Nagle drzwi otworzyły się, a Ash podskoczył, co wywołało kolejną falę bólu w jego ciele. Był cały poobijany i nawet najmniejszy ruch powodował dyskomfort. Podniósł głowę i spojrzał na Viv, która weszła do środka w towarzystwie swojej koleżanki.
       Bez słowa podeszły do niego, a czarnowłosa uklękła tuż przed nim. Widział jej zaciśnięte usta i ciemne oczy, które spoglądały na jego dłoń. Usłyszał ciche łkanie, gdzieś z boku. Vivien dalej płakała.
 Mój Boże  wydusiła z siebie. O ile dobrze pamiętał, miała na imię Felicity. Ona zajmowała się Hemmingsem.  Nie jestem lekarzem, Viv.
 Ale pomożesz mu?
 Postaram się  odpowiedziała, spoglądając na niego. 
       Miał wrażenie, że przez jej twarz przemknął cień strachu. Powoli wyciągnęła rękę w jego stronę, a następnie objęła jego nadgarstek. Przyjrzała się uważnie ranie.
 Trzymaj ją wyżej  powiedziała, puszczając go. 
       Odwróciła się do koleżanki, a ta bez słowa podała jej czerwone pudełko. To w nim znajdowały się bandaże, plastry i gazy, których używała wcześniej. Zaczęła przeglądać zawartość, a potem wyciągnęła biały materiał i zwinęła go w gruby rulon.
       Syknął, kiedy przyłożyła go do rany, otaczając nim metalowy pręt. Zerknęła na niego, a on wiedział, że to dopiero początek. Że zaboli nie raz i nie dwa, i każdy kolejny będzie jeszcze gorszy. Jedyne, na co było go stać w tej chwili, to lekkie kiwnięcie głową.
 Viv, musisz mi pomóc  odparła, zmieniając nieco ton na bardziej rozkazujący. Jej przyjaciółka drgnęła.  Potrzebuję dodatkowej pary rąk.  Brunetka pokiwała głową, wycierając swoje zielone oczy. Przybliżyła się do nich. 
 Przetrzymasz to tu, uciskając z całej siły. Nie możemy doprowadzić do większego krwotoku. Ash  zwróciła się do niego po imieniu, a on znów na nią spojrzał.  To zaboli. Bardzo.
       Poczuł, jak kolejna stróżka potu spływa mu po plecach. Wiedział, że ona musi to zrobić, ale nie był pewny, czy to wytrzyma. Starał się myśleć, o czymś innym, gdy Viv zacisnęła palce na rulonie z gazy, który zrobiła jej przyjaciółka. Zaczął szybciej oddychać, wiedząc, co go zaraz czeka. Nie mógł tego kontrolować i nawet nie próbował tego robić.
 Zaciśnij na tym zęby  powiedziała, wyciągając kolejny bandaż. Otworzył usta, a ona włożyła mu go do buzi. Od razu zacisnął mocniej szczękę.  Okej… Gotowy?  Kiwnął głową.
       Dziewczyna odpowiedziała tym samym i złapała za pręt. Najpierw poczuł piekący ból, który z każdą chwilą narastał. Przedzierał się przez każdą komórkę jego cała. Miał wrażenie, że zaraz straci rękę. Że dłużej nie wytrzyma. Poczuł, jak jego dłoń jeszcze bardziej zalewa się ciepłą krwią. Odchylił głowę do tyłu, ciężko sapiąc. Jego zęby mocniej zacisnęły się na bandażu. Warknął z bólu, który pod koniec przerodził się w krzyk.
       Nagle poczuł ulgę. Zrobiło mu się słabo, ale zdołał się wyprostować. Fel odłożyła pręt na bok, a następnie szybko przyłożyła do jego dłoni kolejną warstwę gazy. Viv puściła jego rękę i odsunęła się. Miał wrażenie, że jest jeszcze bardziej blada, niż wcześniej.
       Palce czarnowłosej szybko pracowały, tworząc na jego lewej dłoni opatrunek. Zawiązała go mocno, uciskając krwawiące miejsce. Było po wszystkim. Spojrzał na nią, a ona ustawiła jego rękę tak, że ta dotykała jego klatki piersiowej.
 Trzymaj ją wyżej  powiedziała, puszczając go.  Powinno być okej.
 Dziękuję  odparł, czując, jak jego spocone, brązowe włosy kleją mu się do twarzy.  Co z Lukiem?
 W porządku  odpowiedziała, wpatrując się w niego.
 Kłamiesz.
 Nie… Mówię, tylko to, co chcesz usłyszeć, Ash  powiedziała spokojnym tonem.  Muszę wracać.  Następnie wstała, poklepała Viv po plecach i wyszła z pokoju.
       W myślach przeklną. Miała rację. Chciał to usłyszeć, nawet jeśli było to kłamstwo. Chciał myśleć, że wszystko jest w porządku. Że żadnemu z nich nic poważnego się nie stało, a oni niedługo wrócą do formy.
       Czuł w środku palące poczucie winy. To przez niego to wszystko się stało. To on wpadł na pomysł, by uciec. To on zmusił ich do działania, a oni weszli w to, nie zważając na żadne konsekwencje. Każdy z nich  łącznie z nim  był naiwny. Mogli zginąć w czasie tej próby. Jeśli faktycznie, do czegoś takiego by doszło, to właśnie Ash po części miałby ich krew na rękach.
       Oparł głowę z powrotem o ścianę, zaciskając usta mocniej. Przez chwilę walczył sam ze sobą. Przez chwilę chciał to przezwyciężyć, ale nie dał rady. Z kącików jego oczu wypłynęły łzy. To wszystko jego wina…
       I nagle poczuł ciepłe dłonie na swojej twarzy. Spojrzał na Viv, która też płakała. Teraz miał wrażenie, że płacze razem z nim. Bez słowa przysunęła się bliżej i objęła go. Pozwoliła mu na to, by wtulił się w jej ramię. By mocniej zacisnął palce na jej koszulce. I choć ten gest był tak prosty, to Ash poczuł się nieco lepiej. Poczuł, że nie jest w tym wszystkim sam.



***
I za nami druga część czwartego rozdziału. Mam nadzieję, że mnie nie powiesicie za to, co zrobiłam z chłopakami w tym rozdziale :)

Oprócz tego Kami - wielkie dzięki za nominację do Liebster Awards :D Z chęcią odpowiem na pytania i to jeszcze dziś. Zrobiłabym to od razu, ale mam do obejrzenia mecz :D 

Pozdrawiam! 

EDIT. 
Dzięki mojemu kochanemu internetowi nie udało mi się wstawić LA wczoraj, ale dzisiaj już jest:D Kami raz jeszcze wielkie dzięki za nominację :)

#TheGreatEscapeFF

4 komentarze:

  1. Rozdział jak zwykle genialny *_* mam nadzieje ze niedługo będzie kolejny. Kocham Ciebie jak i tego bloga

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG! Biedni, biedni i jeszcze raz biedni. Ale żeś im zgotowała piekło. Mam nadzieję, że szybko dojdą do siebie i że żadnemu nic poważniejszego nie jest - choć wnioskuję, że to Ash mógł mieć najbardziej przesrane. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedni chłopcy :( rozdział jak zawsze super nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział kiedy next ��

    OdpowiedzUsuń