niedziela, 31 maja 2015

04 "Wszystko się pokomplikowało" cz. 1

The Daily News

Zwłoki przy A15
       Wczoraj na drodze krajowej A15 z Newcastle w stronę Perkins, policja znalazła porzuconego białego, osobowego busa marki Renault, należącego do australijskiego zespołu 5 Seconds of Summer. Oprócz członków zespołu w samochodzie znajdował się także Ted Phillips.
       Po oględzinach miejsca wypadku wszczęto poszukiwania na pobliskim obszarze, w celu początkowego ustalenie przebiegu zdarzeń, które mogły mieć miejsce. W trakcie badania terenu o zasięgu trzech kilometrów natrafiono na zwłoki mężczyzny. Porównano go ze znalezionymi w samochodzie dokumentami. Według jednego zdjęcia był to Ted Phillips.
       Z wczesnych ustaleń wynika, że mężczyzna zginął parę godzin przed odnalezieniem jego ciała. Zwłoki zostały przetransportowane i porzucone niedaleko miejsca wypadku. Przyczyną zgonu był strzał, oddany z bliskiej odległości w przednią część głowy. Śmierć poniósł na miejscu.
       W dalszym ciągu policja prosi potencjalnych świadków o jakiekolwiek informacje, które pomogą w rozwiązaniu sprawy i złapaniu sprawców tej tragedii. Nadal nie ustalono, co dzieje się z pozostałymi pasażerami samochodu marki Renault. Po kolejnej dobie Calum Hood, Ashton Irwin, Michael Clifford i Luke Hemmings zyskają oficjalnie status zaginionych. Wszystkie osoby, które mogą znać jakiekolwiek informacje na temat miejsca pobytu zespołu, proszone są o kontakt z policją.


Luke

       Był pewny, że tej nocy nie zmruży oka. Przez jego ciało przebiegały dreszcze. Było mu zimno, choć w pokoju, w którym przebywał, było duszno. Jego ciało reagowało tak na strach i zmęczenie, a on starał się to jakoś zwalczyć.
       Pod głową miał zwinięty na pół koc, a drugim przykryty był prawie po sam czubek nosa, jakby ten materiał miał go oddzielić od tych wszystkich przykrych zdarzeń, które miały miejsce niedawno. Leżąc na piankowym materacu, skupiał się na tych pozytywnych chwilach, które tak nielicznie podsuwał mu mózg. Jakby Luke nie potrafił myśleć o niczym innym, a tylko o porwaniu. Jakby przed tym niczego innego nigdy nie było.
       Co jakiś czas spoglądał w stronę śpiącej dziewczyny. Wtuliła twarz w poduszkę, a jej cichy oddech dochodził do jego uszu. Wsłuchiwał się w niego, co przynosiło mu w pewien sposób ukojenie. Dzięki temu, co jakiś czas ogarniał go spokój. Mimo to, gdy zamykał oczy, jego zmysły wracały do dziwnego miejsca, w którym go trzymali, a on na nowo czuł zapach stęchlizny i brudnej, chropowatej podłogi pod palcami.
       W końcu jednak jego organizm zaprotestował. Miał wrażenie, że tylko na chwilę zamyka oczy. I wtedy zasnął. Na całe szczęście, jego mózg nie włączył tych strasznych projekcji w trakcie snu. Bo chłopak nie śnił o niczym.

       Nie był pewny, czy jego zmysły zaczynają wariować, czy naprawdę słyszy dziwny brzdęk, który skojarzył mu się z przesuwanymi naczyniami. Przez chwilę był pewny, że jest w domu. Że zaraz dojdą do niego powolne kroki jego matki, która obudzi go i poprosi, by w końcu zszedł na śniadanie. I jak zawsze tak zabawnie przewróci oczami, jednocześnie śmiejąc się pod nosem, kiedy Luke jęknie, by dała mu jeszcze pięć minut.
 Wstajemy, kotku  usłyszał kobiecy głos, ale nie był to głos jego mamy. 
        Wtedy wszystko minęło, a blondyn momentalnie wrócił do czarnej rzeczywistości. Zaczerpując nerwowo powietrze, zerwał się do pozycji siedzącej i niemalże wbił się w ścianę. Jego błękitne tęczówki spotkały się z oczami czarnowłosej, a ona uśmiechnęła się do niego przepraszająco.
 Nie chciałam cię wystraszyć  powiedziała, kładąc przed nim tackę z jedzeniem. Oderwał od niej wzrok, skupiając się na kolorowych kanapkach. Dopiero po chwili doszedł do niego zapach ciepłej herbaty.
 Wiem, że przez to wszystko, co się stało, byłeś wyczerpany, ale dochodzi dwunasta. Powinieneś coś zjeść. 
           Luke jeszcze przez chwilę wpatrywał się w jedzenie. Faktycznie, był głodny, jak wilk. Miał wrażenie, że nie jadł od miesiąca. Od samego patrzenia zaburczało mu w brzuchu, a w ustach nagromadziła się ślina.
 Nie wiedziałam, co lubisz, więc zrobiłam po prostu kanapki  rzuciła, wzruszając ramionami. Luke nadal siedział w bezruchu. Zdołał, tylko podnieść głowę i ponownie spojrzeć na dziewczynę. 
 Spoko, obsłużę się sama  powiedziała, przekręcając oczami.  Dzięki, Felicity, to miło z twojej strony. Och… Nie ma sprawy, Luke, po to tu jestem. Smacznego.
       Powiedziała to w tak zabawny sposób, że w innych okolicznościach Hemmings zacząłby się śmiać. Teraz jednak nie pozwalały mu na to jego spięte mięśnie twarzy i czający się, gdzieś w środku niego strach. Zresztą chłopak zastanawiał się, czy w ogóle jeszcze pamięta, jak to jest się, chociażby uśmiechnąć. 
 Dzięki  wydusił, a ona podniosła się z podłogi. 
       Odwróciła się i podeszła do biurka. Usiadła na krześle. Słyszał, jak jej palce szybko wystukują coś na klawiaturze laptopa. Przysunął tackę bliżej siebie i złapał za przezroczysty parujący kubek. Ciepło powoli rozchodziło się od dłoni do ramion. Upił niewielki łyk i poczuł się lepiej. Jakby niewinna herbata potrafiła dodać mu otuchy.
       Felicity odeszła od komputera, przechodząc w stronę komody. Otworzyła pierwszą szufladę i zaczęła w niej, czegoś szukać. Luke uważnie ją obserwował. Nie zaufał jej do końca, choć wiedział, że ona nie zrobi mu krzywdy. Wolał być jednak czujny i poznać ją nieco lepiej. Tu, w miejscu jakim się znalazł, ostrożności nigdy nie było za wiele.
       Odwróciła się, dostrzegając to, że się jej przygląda. Jej kąciki ust lekko uniosły się ku górze. Luke odstawił kubek na tackę i już chciał sięgnąć w stronę pierwszej kanapki, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
       Zauważyła jego reakcję, kiedy zamarł, a następnie odskoczył po raz kolejny, wciskając się w ścianę, jakby miał nadzieję, że ona zdoła go jakoś uchronić. Był przewrażliwiony pod względem każdego głośniejszego dźwięku, który mógł zwiastować kolejne pobicie lub psychiczne znęcanie się.
 Spokojnie  powiedziała, uśmiechając się.  To jedna z dziewczyn. Posłuchaj.
       Po raz kolejny rozległo się pukanie. Blondyn bez słowa obserwował Felicity, która uniosła palec i poruszała nim w rytm stukania. I dopiero po chwili zorientował się, że jest ono ciągle takie samo.
 Najpierw dwa, potem raz, a potem znowu dwa  rzuciła, bacznie go obserwując. – To nasz kod.
 Czy mam… - Wskazał na łańcuchy.
 Nie  odparła, kręcąc głową.  Jedz śniadanie.
       Podeszła do zasuwy i przesunęła ją. Następnie otworzyła drzwi. Do środka weszła kolejna czarnowłosa dziewczyna. Skinęła przyjaciółce głową, a potem przeniosła niebieskie oczy na Luke'a. Fel zamknęła za nią drzwi.
 Cześć  rzuciła niepewnie w jego stronę.  Jestem Alice.
       Rozpoznał ją. Ona też była wtedy w sali, gdy przywieźli ich do domu. Nie mógł sobie, tylko przypomnieć, który z jego przyjaciół trafił pod jej opiekę. Ona jednak szybko podzieliła się z nim tą informacją.
 Calum jest u mnie. 
        Gdy tylko usłyszał imię swojego przyjaciela, zacisnął usta. Hood był tak bliski ucieczki. Mogło mu się udać. On jako jedyny mógł być bezpieczny. Ale tamci byli sprytniejsi. I wtedy oberwali. Dość mocno oberwali. Chciał wiedzieć, co się z nim dzieje. Z tego, co pamiętał, to Calum dostał najmocniej. Nie był jednak pewien, czy może się w jej obecności odezwać, więc siedział dalej na swoim miejscu i w milczeniu wpatrywał się w dziewczynę.
 Widzę, że masz tu spokój  powiedziała Alice, spoglądając na przyjaciółkę.
 Luke niedawno się obudził.  Obie ponownie odwróciły się w jego stronę. Na chwilę jego oczy spotkały się z brązowymi tęczówkami Fel i ona, jakby czytała w jego myślach.  Co z Calumem?
 Chyba jest w porządku. Nie jestem lekarzem, ale to widać, że ostro go poturbowali  odparła, siadając na łóżku.  Choć od rana jadaczka mu się nie zamyka  dodała ze śmiechem. Fel uśmiechnęła się szeroko, a Luke odetchnął z ulgą.
 Zadaje tak dużo pytań, a ja…  Znów spojrzała na blondyna.  Nie mogę mu wszystkiego powiedzieć.  Potrząsnęła głową, przenosząc wzrok na Fel.  Nie ufa mi.
 Dziwisz się?  odpowiedziała, unosząc jedną brew.
 Nie. Wcale się mu nie dziwię. Ale… Nie przyszłam tu na pogaduchy. Chcę spotkać się z wami w południe. Musimy obcykać tego gościa, bo inaczej Deborah się wkurzy, że zaniedbujemy swoje obowiązki.  Felicity przekręciła oczami.  To jak?
 Mi pasuje. Nie mam żadnych planów.
 Świetnie. Dam ci znać, co do godziny.
       Wstała z łóżka i podeszła do drzwi. Za nią ruszyła Felicity. Dziewczyna jednak zatrzymała się i spojrzała ostatni raz w stronę Hemmingsa. Zmierzyła go wzorkiem od góry do dołu, a następnie lekko się uśmiechnęła.
 Calum chciał wiedzieć, czy wszystko z tobą w porządku. Jak widzę, jest w miarę okej. Kazał ci przekazać, że on się trzyma i ty też musisz.   Blondyn kiwnął głową, a ona odpowiedziała mu tym samym. Potem wyszła z pokoju, a Felicity zaciągnęła z powrotem zasuwę.


Parker

       Podniosła się z łóżka, słysząc dzwoniący telefon. Podeszła do biurka i chwyciła za komórkę. Zacisnęła usta, widząc osobę dzwoniącą. Odebrała.
 Tak?
 Za dziesięć minut chcę ich mieć na dole  rzuciła Deborah i rozłączyła się.
       Dziewczyna wsunęła telefon do kieszeni. Odwróciła się powoli w stronę Michaela, który od dłuższego czasu wpatrywał się w okno. Na dworze przyjemnie świeciło słońce, a ona była pewna, że chłopak marzy, by choć na chwilę się stąd wyrwać. Podeszła do niego. Clifford spojrzał na nią.
 Wstawaj. Deborah chcę was widzieć  powiedziała rozkazującym tonem. Odczepiła jego łańcuchy, a on bez sprzeciwu dźwignął się na nogi.  Masz ostatnią szansę, by skorzystać z toalety.   Pokręcił głową.  Odwróć się i nie ruszaj.
       Powoli, niczym w zwolnionym tempie, odwrócił się w stronę okna. Słyszał jej korki za plecami. W końcu stanęła za nim i zawiązała mu chustę na oczach. Wzięła łańcuch, a następnie złapała go za ramię i poprowadziła w stronę drzwi.
       Michael nie chciał wychodzić. Wolał nie stawać twarzą w twarz z Deborah, która była dla niego uosobieniem czystego zła w ładnym opakowaniu. Kto by przypuszczał, że w środku tej kobiety czai się potwór. Z drugiej jednak strony, wychodząc z pokoju, miał nadzieję, że znów zobaczy chłopaków. Chciał wiedzieć, czy z nimi wszystko w porządku, a to była jedyna ku temu okazja.


Calum

       Alice prowadziła go na dół. Gdzieś w oddali słyszał kroki. Kilka innych osób podążało w tym samym kierunku, a on podświadomie wiedział, że to oni. Luke, Michael i Ashton… Jeszcze chwila i może na własne oczy przekona się, że nic im nie jest.
       Dziewczyna otworzyła drzwi, wprowadzając go do jakiegoś pomieszczenia. Słyszał, że tam już ktoś na nich czeka. Po chwili rozpoznał ten głos. Głos, którego tak bardzo nienawidził i który sprawiał, że na jego ciele pojawiała się gęsia skórka. Deborah.
 Gdzie reszta?
 Za nami  odpowiedziała Alice.
 Doskonale.
       Po chwili w pomieszczeniu znalazło się więcej osób. Doszedł do niego stukot obcasów, które z pewnością należały do niej. Musiała przechadzać się po pokoju, a on mimo tego, że jej nie widział, czuł, że uważnie się im przygląda.
 Ustawcie ich tu.  Alice pociągnęła go w jakimś kierunku.  Świetnie. A teraz, drogie pieski, na kolana.  Dziewczyna mocniej zacisnęła dłonie na jego ręku, dając mu znak, że ma wykonać polecenie. Powoli klęknął.  Zdejmijcie im chusty i rozkujcie ich.
       Ściągnęła materiał z jego oczu, a on spojrzał na kobietę. Deborah stała kawałek dalej i z zadowoleniem na ustach obserwowała, jak czwórka dziewczyn wykonuje jej polecenie. Gdy jej oczy skierowały się na niego, spuścił głowę.
 Możecie odejść  powiedziała, wskazując brodą drzwi. Alice zerknęła na niego, a potem razem z pozostałymi dziewczynami, wyszła z pomieszczenia.
       Calum rozpoznał ten pokój. Wczoraj też tu byli. Nie miał jednak pojęcia, czego tym razem od nich może chcieć Deborah. Kobieta milczała, co jakiś czas przeczesując palcami swoje brązowe loki. Pod nosem miała triumfujący uśmiech, a on wiedział, że to ona rozdaje tu karty.
- Zastanawiałam się, co z wami zrobić… Co zrobić, by nie było tak nudno. I wtedy wpadłam na genialny pomysł. Przecież jesteście zespołem. A zespół powinien grać. Dlatego załatwiłam wam instrumenty. Będziecie grać… Grać dla mnie.
       Calum przez chwilę myślał, że Deborah najnormalniej w świecie wybuchnie śmiechem, ciesząc się ze swojego żartu, który ani przez chwilę nie był dla niego śmieszny. Ale ona mówiła całkiem poważnie. Wskazała głową w bok i dopiero wtedy Hood dostrzegł rząd gitar, a także stojącą nieco w tyle perkusję.
 Nie jestem wymagająca w kwestii muzyki. Wasza jest całkiem niezła  odparła, opierając się o stół.  Chcę was usłyszeć. Chcę zobaczyć, jak mój Michael gra na gitarze.
       Zwrócił uwagę, że jego przyjaciel na dźwięk swojego imienia, drgnął. Jak mieli grać? Jak mieli śpiewać, gdy byli w takiej parszywej sytuacji? Ona jednak miała to gdzieś.
 Zanim wstaniecie, chcę was ostrzec. W tym domu wszyscy są uzbrojeni po zęby. Jeden niewłaściwy ruch może was dużo kosztować. Jednak, jeśli będziecie grzeczni, do niczego złego nie dojdzie. Zrozumiano?  Nie zareagowali.  Zrozumiano?!  warknęła głośniej, a oni mimowolnie pokiwali głowami.  To do roboty.
       Wstali i podeszli do instrumentów. Żaden z nich się nie odzywał, ale to nie było potrzebne. Wszyscy myśleli podobnie. Wystarczyło krótkie spojrzenie, któregoś z chłopaków, by Calum wiedział. Jest okej? Jest beznadziejnie. Wytrzymasz? Staram się. Chcę do domu. Ja też stary, ja też…
 Wiem, że potrzebujecie czasu, by to wszystko nastroić, dlatego nie spieszcie się. Muzyka ma być idealna.
        I wtedy Calum zerknął w stronę Ashtona. Chłopak intensywnie wpatrywał się w niego, lekko zaciskając usta. Potem, jak gdyby nigdy nic, przesunął brązowe oczy w stronę drzwi. Nie tylko on to zauważył. Michael przełknął ślinę, a Luke prawie niezauważalnie skinął głową. Chcieli uciec. Chcieli uciec jak najdalej stąd.
        Przez chwilę kalkulował ich szanse. Ona była jedna. Ich było czterech. Choć Deborah była nieobliczalna, to jednak zanim zawiadomi kogokolwiek, oni może zdołają dotrzeć do drzwi i prysnąć na zewnątrz. Nie wiedzieli, gdzie są, nie wiedzieli, w którą stronę uciekać, ale przecież gdzieś po drodze muszą znaleźć kogoś, kto im pomoże. A wszystko było lepsze od siedzenia w tym pieprzonym budynku pełnym psycholi.
        Wizja ucieczki tak mocno wbiła się w mózg Caluma, że nie brał pod uwagę ryzyka, jakie istnieje. A było one wielkie. Prawie w niepamięć odeszły wspomnienia z poprzedniej próby. Adrenalina i strach napędzały go do działania, a sądząc po minach pozostałych, oni także byli nakręceni na jeden cel. Wolność.
        Calum udając, że skupia się na strunach basu, niby od niechcenia pokiwał głową. Zerkając ukradkiem w stronę Irwina, czekał na znak. Gdy tylko Deborah wyciągnęła telefon i utkwiła w nim wzrok, Ashton wskazał na drzwi.
        Rozległ się huk, kiedy rzucili instrumenty pod nogi. Kobieta podskoczyła. Dobiegli do drzwi, a za ich plecami rozległ się jej krzyk. Była wściekła. Wypadli na korytarz.
        Chłopak zrobił wielkie oczy. Jak mogli być tak głupi. Jak mogli sądzić, że jest tu sama. Jak mogli pomyśleć, że nie załatwiła dodatkowej ochrony. W końcu nie zamknięto przecież drzwi. Tuż przed nimi stała czwórka wysokich mężczyzn. Wśród nich był Steven, który wczoraj zakładał im łańcuchy.
        Było już za późno na wycofanie się z pomysłu, na który wpadli. Calum uskoczył w bok i pobiegł przed siebie. Słyszał krzyk Ashtona, a także łoskot, kiedy jeden z nich został powalony na ziemię. Tym razem jednak się nie obejrzał. Wiedział, że musi stad uciec, a potem sprowadzić pomoc. Nagle zdał sobie sprawę z tego, że nie jest sam. Tuż obok niego, ciężko dysząc, biegł Luke.
        Nie wiedzieli, w którą stronę powinni się udać, dlatego biegli po prostu przed siebie. Minęli rząd schodów, które powadziły i w dół i w górę. Luke wyprzedził Caluma. Wtedy ktoś szarpnął go za ramię, a on uderzył w ścianę z taką siłą, że aż zagrzechotały mu kości. Zamknął oczy, a kiedy je otworzył, zobaczył przed sobą wyciągniętą lufę pistoletu. Szumiało mu w uszach, a płuca paliły żywym ogniem, gdy próbował złapać oddech, ale strach, który w nim narastał, wcale mu tego nie ułatwiał.
 Strasznie głupi pomysł  skwitował mężczyzna, łapiąc go za kark, a następnie rzucając na podłogę. 
        Uderzył o ziemię, czując w nosie kurz, który wzbił się z desek. Wykręcił mu ręce, a on syknął z bólu. Podniósł go, a następnie wzmocnił uścisk, co spowodowało, że Calum zmuszony był pochylić się jeszcze bardziej, by tylko nieco sobie ulżyć.
        Bez słowa zaciągnął go korytarzem do miejsca, z którego przed chwilą uciekł. W czasie tej krótkiej wędrówki miał nadzieję, że chociaż Luke'owi się udało. Dochodziły do niego podniesione głosy innych oprawców. Miał wrażenie, że rozpętało się piekło.
       Wrócili do pomieszczenia. Zerknął na Ashtona i Michaela, którzy klęczeli z głowami tak nisko ziemi, że miał wrażenie, że zaraz dotkną czołami podłogi. Zauważył, jak po brodzie Clifforda ścieka krew. Po chwili i on przyjął taką samą pozę, wykrzywiając twarz z bólu.
 Gdzie Hemmings?  warknęła Deborah.
 Nie uciekł daleko  powiedział spokojnym głosem mężczyzna, stojący za jego plecami.  Ale obaj skubani są szybcy.
       W tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem. Podskoczył, a następnie lekko odwrócił, widząc, jak inny barczysty mężczyzna rzuca Lukiem o ziemię. Miał wrażenie, że pod ciężarem oprawcy kości blondyna nie wytrzymają, ale ten napiął wszystkie mięśnie, opierając się temu.
       Calum przełknął ślinę. Jego nadzieja na wolność właśnie prysła. Luke'owi się nie udało, a oni zgotowali sobie jeszcze gorsze bagno, niż to, w którym tkwili do tej pory.


Luke

       Wszystko działo się tak nagle. Biegł przed siebie, ile tylko miał sił w nogach. Wiedział, że Calum został złapany. Słyszał to doskonale. Mimo to on nadal miał nadzieję. A ta nadzieja pobudzała go do działania. Jeszcze trochę… Jeszcze kawałek…
       Doskoczył do drzwi, a gdy je otworzył, zobaczył jasność i oblany słońcem teren. Przed oczami miał coś na wzór ogrodu, ale bez kolorowych kwiatów. Tylko drzewa i krzewy. 
       Już chciał wyskoczyć na zewnątrz, gdy poczuł zaciskające się na jego ubraniu palce. Ktoś mocno nim szarpnął, a Luke poleciał na plecy. Dostrzegł mężczyznę, ubranego w oliwkowe bojówki i czerwoną koszulkę. Zamknął drzwi, prawie tuż przed jego nosem, pozbawiając go wolności oraz nadziei na nią.
       Warknął głośniej, a następnie wypuścił z ust wiązankę przekleństw. Jednym ruchem podniósł go do pozycji pionowej, wykręcając mu ręce do tyłu. Zgięty w pół, został poprowadzony korytarzem. Wracał do przeklętego pokoju, w którym czekała ona.


Alice

       Zgasiła papierosa o ziemię, a następnie oparła się plecami o drzewo. Uniosła twarz, rozkoszując się lekkim wiatrem, który muskał jej skórę. Uwielbiała takie dni, jak te, w których to mogły na spokojnie pracować i rozmawiać, jednocześnie nie będąc pod czujnym okiem Deborah. Wtedy docierał do niej ten skrawek wolności, którą jeszcze posiadały.
 Parker nie przyjdzie, ale przesłała mi mailem swoje notatki  powiedziała Felicity, a do uszu Alice doszedł szmer, przerzucanych kartek.  Zaciąga informacji u jednego z kameleonów.
 I dobrze  odparła Vivien.  Wolę pracować, tylko z wami.
 Wszystko się pokomplikowało  odezwała się Alice, odwracając się w stronę dziewczyn.
       Felicity wypuściła z ust dym, a następnie zgasiła papierosa. Spojrzała na nią spod wachlarzu długich rzęs i skrzywiła się.
 Nie rozumiem, po co ona ich tu ściągnęła  powiedziała ciszej Viv.  Są przecież niewinni. Nic nie zrobili, w nic się nie zamieszali.
 Bo Deborah ma nasrane w głowie  skwitowała Fel, przewracając oczami.  Ma jakieś pieprzone urojenia!
 Najgorsze w tym wszystkim jest to, że my niewiele możemy w tym kierunku zrobić  odparła Alice, a w jej głosie słychać było rozczarowanie.
 Sytuacja jest do dupy  podsumowała Fel.
 Jest do dupy  powiedziała Viv.  Nawet boję się, o tym myśleć.
 Skupmy się na robocie, bo jak będziemy się ociągać, ta suka się wkurzy  zarządziła Alice, a reszta pokiwała głowami.



*** 
Ten rozdział wyszedł mi dłuższy, więc musiałam go podzielić na dwie części. Zazwyczaj wrzucam wam dodatkowe fragmenty z drugiej części, aby bardziej was zaciekawić. Tym razem jednak nie mogę tego zrobić, by zbyt mocno nie zdradzić fabuły :D Mam nadzieję, że mi to wybaczycie :D Pozdrawiam! 

#TheGreatEscapeFF

9 komentarzy:

  1. Cholernie mi ich szkoda. Ale tak, jak podchodziłam do Parker całkiem neutralnie, tak teraz jakoś jej podejście do Michaela sprawia, że mnie nieco irytuje. Dobrze, że Fel jest chociaż normalna, no i do normalnych zaliczyć też mogę Alice, bo też na taką wygląda. O kurczę... uciekają. Ale coś im chyba nie wyszło. Mam wrażenie, że teraz wpakowali się w jakieś porządne kłopoty. Może dziewczyny ich uratują? Oby. Spoko ja ci tam wybaczam, choć nie powiem, że te "za mocne zdradzanie fabuły" mocno mnie zaciekawiło :D Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super - fajnie, że jednym zdaniem potrafiłam cię mocno zaciekawić :) No, Parker trochę odbiega od pozostałych, ale tak musi być :D Również pozdrawiam :D

      Usuń
  2. O cholera, to jest świetne, genialne!! Kolejny znakomity rozdział, aż się ucieszyłam widząc, że jest, co poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super - naprawdę się cieszę, że ci się spodobało :)

      Usuń
  3. Biedni chłopcy genialny rozdział czekam z niecierpliwością na next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział ci się spodobał :)

      Usuń
  4. Rozdział boski !! Czekam na następny rozdział z niecierpliwością. <33
    PS. Szkoda mi tych chłopaków naprawdę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie za komentarz. Cieszę się, że ci się podobało. Mam nadzieję, że kolejna część rozdziału też przypadnie ci do gustu :)

      Usuń
  5. No cóż... akcja zaczyna się coraz bardziej rozkręcać, a ta cała Deborah, zaczyna mnie coraz bardziej wkurzać. Ja rozumiem, że może jest ich psychofanką, ale żeby tak ich traktować? Dobrze, że jeszcze nie każe im sypiać z dziewczynami i płodzić z nimi dzieci, bo wtedy to chybabym zwariowała.
    Druga próba ucieczki i drugie nieudane wydostanie się z rąk oprawcy. Oj biedactwa moje! Jeszcze bardziej zostały pokiereszowane. Coś mi się wydaje, że niektórym dziewczynom, niezbyt spodoba się widok, jaki zastaną po powrocie do "domu".

    Powiem Ci, że z Twoich trzech blogów, to właśnie na to opowiadanie, zawsze nie mogę się najbardziej doczekać. Przyznam się, że codziennie zaglądam na bloggera, by dowiedzieć się, czy nie dodałaś czegoś nowego. Twoje pozostałe opowiadania, również są pisane na wysokim poziomie, ale to jednak ten, najbardziej podbił moje serduszko. Dlatego, pozwól iż nominuję Cię z tej racji do nagrody Liebster Awards. Liczę na to, że przyjmiesz ją, gdyż zasługujesz :)

    Trzymaj się kochana i do następnego.

    P.S. na blogu a-difficult-life.blogspot.com znajdziesz pytania, na które trzeba odpowiedzieć, gdy przyjmuje się Liebster Awards. Zapraszam i miłego pisania :)

    OdpowiedzUsuń