czwartek, 28 maja 2015

03 "Czy to zbrodnia, chcieć się nieco zabawić?"

Luke

       Szedł niczym ślepiec, polegając tylko na dziewczynie, która go prowadziła. Wokół otaczała go cisza i jedynym dźwiękiem, jaki słyszał, było echo ich kroków, które roznosiło się po korytarzu i odbijało się od ścian. W dalszym ciągu czuł jej delikatne palce, zaciśnięte wokół swojego ramienia.
       Weszli po schodach na górę, a potem ona nagle się zatrzymała. Zrobił to samo. Nasłuchiwał. Pozostali byli za nimi.
 To mi się nie podoba  powiedział jakiś kobiecy głos.  To mi się tak cholernie nie podoba. Jestem wkurwiona.
 Nie tylko tobie  odezwała się ta, która go prowadziła. Wiedział, że na dole wymienili jej imię. Może nawet więcej, niż raz, ale jego mózg tego nie zakodował. Był przerażony tym, co się dzieje. Martwił się o resztę i o samego siebie. Teraz, jak nigdy pragnął znowu być w domu.
 Mam dość  rzuciła jeszcze inna. 
       Wtedy usłyszał brzdęk kluczy, a potem szczęk zamków. Zostały otarte drzwi. Domyślił się, że nie jedne.
       Wprowadziła go do środka. Puściła jego ramię i oddaliła się. Coś głośniej huknęło, jakby metal otarł się o metal. Niekontrolowanie podskoczył, a jego serce po raz kolejny przyspieszyło.
 Spokojnie  powiedziała, najwyraźniej zauważając jego reakcję.  Zamykałam, tylko drzwi.
       Zbliżyła się do niego. Poczuł, jak rozwiązuje mu chustę. Po chwili znów widział. Rozejrzał się po białym pokoju. Stało tu duże łóżko, a także dość sporych rozmiarów komoda. Obok znajdowało się biurko z komputerem stacjonarnym, a także z laptopem i drukarką. Piętrzyły się na nim także stosy zapisanych kartek. Naprzeciwko stała podłużna szafa. Miała tu nawet niewielką, białą lodówkę. Niedaleko jej łóżka, tuż przy ścianie zobaczył piankowy materac i dwa koce. A potem zerknął na drzwi. Z pewnością były metalowe, ale przyozdobiono je drewnem, które układały się w dziwną mozaikę. Widział też sporych rozmiarów zasuwę. Teraz nikt nie wejdzie do środka.
       Wzięła go pod rękę i poprowadziła w stronę materaca. Bez słowa usiadł na nim, a ona szybko przypięła jego łańcuch do dwóch kółek, zamontowanych w ścianie. Czy to nie pierwszy raz, gdy przetrzymuje kogoś w swoim pokoju? Ile tamta osoba pożyła?
       Wstała i przeszła do pomieszczenia obok. Usłyszał odkręcanie kranu, więc szybko wywnioskował, że miała tu swoją własną łazienkę. Ponownie skupił uwagę na pokoju. Wyglądał całkiem normalnie. Jak zwykły niczym niewyróżniający się pokój.
       Wróciła, niosąc w rękach czerwoną miskę. Postawiła ją przed nim. Czuł jej wzrok na sobie. Nie podniósł głowy. Zmoczyła kawałek ręcznika. Spojrzał na nią dopiero w momencie, kiedy lekko złapała za jego podbródek i zmusiła do tego, by uniósł głowę. Zobaczył przed sobą duże, brązowe tęczówki. Jej czarne włosy były spięte w kucyk. Była naprawdę ładna i mijając ją na ulicy, nigdy by nie pomyślał, że może siedzieć w takim bagnie.
       Powoli, wilgotnym ręcznikiem, wytarła mu kącik ust, w których zakrzepła krew. Instynktownie odsunął się od niej. Usłyszał, jak dziewczyna ciężko westchnęła. Odłożyła ręcznik.
 Jak chcesz, to zrób to sam  powiedziała. 
       Przesunęła się, dotykając plecami łóżka. Podkurczyła nogi i oparła o nie ręce. W dalszym ciągu nie spuszczała z niego wzroku. Wpatrywała się w niego tak intensywnie, że Luke miał wrażenie, jakby znalazł się w jakimś reality show, w którym wszyscy mają wgląd w jego życie. Powoli odwrócił się w jej stronę i wtedy ich spojrzenia spotkały się ze sobą. Siedzieli tak w milczeniu przez dłuższą chwilę.
       W końcu dziewczyna zacisnęła usta i przekręciła oczami. Zmieniła pozycję i przysunęła się do niego. Luke nerwowo poruszył się, przyciskając plecy jeszcze bardziej do ściany.
 Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy  powiedziała, wyciągając z kieszeni mały kluczyk.  Może zrobimy to inaczej.
       Delikatnie złapała go za dłonie, a on poczuł jej miękką skórę. Przysunęła je bliżej siebie, a następnie oparła o swoje uda. Włożyła kluczyk do otworu w bransolecie. Przekręciła go, uwalniając jego prawą rękę. To samo zrobiła z lewą. Przejechała palcami po zaczerwienionych śladach na jego nadgarstkach. Zauważył, że się skrzywiła.
 Idź do łazienki  odezwała się ponownie, wstając z miejsca.  Weź prysznic. Leżą tam też czyste ubrania.  Powoli się podniósł.  Tylko bez głupich pomysłów, to ułatwi nam życie.
       Stał tak przez dłuższą chwilę, nie wiedząc, czy naprawdę powinien się ruszyć. W końcu skinęła głową w kierunku białych drzwi, a on posłusznie poszedł w ich stronę. Zamknął je za sobą. 
       Znalazł się w śnieżnobiałej łazience. Rozebrał się i wszedł pod prysznic. Ciepła woda spływała po jego ciele, zmywając z niego brud, a także krew. Przeważnie szybka kąpiel potrafi rozluźnić człowieka, ale Luke w tym momencie nadal był spięty i zdenerwowany.
       Kiedy skończył, wyszedł na pudrowo-różowy dywanik. Spojrzał na leżące na szafce białe rzeczy. Czemu tu wszystko musi być białe? Na ubraniach leżało coś czarnego. Uniósł brwi, widząc, że dostał nawet swój własny dezodorant. Najpierw wciągnął na siebie bokserki, a potem koszulkę z krótkim rękawem i spodnie dresowe.
       Podszedł do zaparowanego lustra i przejechał po nim dłonią. Spojrzał na swoje blade odbicie. Jego błękitne oczy były lekko zaczerwienione, a twarz wyglądała, jakby porządnie wdał się w bójkę. Miał rozciętą wargę, kilka zadrapań na policzku, a wokół oka zaczął tworzyć się siniak. Zacisnął dłonie na umywalce, walcząc sam ze sobą. Wiedział, że nie może ot tak się poddać. Że przecież ma dla kogo walczyć. Nie może tak szybko załamać się psychicznie.
 Luke?  Jej głos wyrwał go z czarnych myśli.  Żyjesz?
       Żyjesz? Miał wrażenie, że umarł już dawno. Że umarł w momencie, kiedy wywlekli go z samochodu. Kiedy to było? Dzień? Dwa dni temu? A może minęło więcej czasu. Spuścił głowę, spoglądając na swoje bose stopy. Odwrócił się i podszedł do drzwi. Wrócił do pokoju.
 No i po sprawie  powiedziała, wciskając mu w ręce parę białych trampek.  Siadaj i zakładaj je.
       Usiadł na swoim miejscu. Ze środka butów wyciągnął skarpetki, które po chwili wciągnął na stopy. Potem założył białe trampki. Z powrotem oparł się plecami o ścianę, czekając, kiedy znów poczuje na swoich rękach zimne, metalowe bransolety. Dziewczyna jednak nadal stała na środku pokoju, bacznie go obserwując. Potem uśmiechnęła się lekko i podeszła do lodówki.
 Kiedy brałeś prysznic, pomyślałam, że przydadzą nam się jakieś konkretne zasady  rzuciła przez ramię.  Ale spokojnie, nie jestem popieprzona, jak Deborah.
       Wyprostowała się, a on zobaczył w jej rękach dwie puszki z napojem. Dopiero wtedy poczuł, jak bardzo chce mu się pić. O głodzie już nawet nie myślał, bo żołądek, co chwile ściskał mu się w supeł, więc wątpił, czy cokolwiek byłby w stanie w siebie wcisnąć. Dziewczyna podeszła bliżej, wyciągając w jego stronę jedną z puszek.
– Daj spokój  mruknęła, przekręcając oczami.  Przecież cię nie otruję.
       Bez słowa wziął od niej napój. Poczuł chłód, gdy zacisnął swoje długie palce wokół puszki. Otworzył ją i upił kilka dużych łyków. Niewielki dreszcz przebiegł po jego ciele. Było mu zimno. Ona, jakby czytała w jego myślach. Złapała za jeden z koców i narzuciła mu go na plecy.
 Co do zasad  pociągnęła temat. Spojrzał na nią, kiedy podchodziła do dużego okna. Ona również go obserwowała.  Otworzę je dosłownie na kilka minut. Muszę zapalić.
       Uchyliła je lekko, a Luke poczuł napływ świeżego powietrza. Zwinnie wskoczyła na parapet, siadając na nim. Sięgnęła po paczkę papierosów. Odgięła tekturkę i zębami wyciągnęła białego slima. Coś cicho kliknęło, a ona podpaliła papierosa. Widział, jak powoli się zaciąga, a potem, jak wypuszcza z ust długą stróżkę dymu.
 Co do zasad  zaczęła ponownie, wlepiając w niego swoje brązowe oczy.  Dobrze by było, gdybyś od czasu do czasu się do mnie odezwał. Nie musisz mieć nawet na to pozwolenia. Ułatwiłoby to nam wspólną egzystencję  rzuciła, jak gdyby nigdy nic i zaciągnęła się ponownie.  Choć wiem, że to na początku jest duża bariera. Gdy ja zostałam porwana, też się nie odzywałam do swoich oprawców. Zresztą jedyne na co było mnie stać, to wylewanie morza łez.
       Luke spojrzał na nią, jakby zobaczył ją po raz pierwszy. Nigdy by nie przypuszczał, że ona kiedyś mogła znaleźć się w podobnej sytuacji, co on. Jakim cudem, więc normalnie tu funkcjonuje? Mimowolnie lekko rozchylił usta ze zdziwienia.
 Porwali cię?  wydusił z siebie. Był zaskoczony tym, jak dziwnie brzmi jego głos po tak długim czasie milczenia.
 Jak miałam piętnaście lat  powiedziała, opierając się plecami o ścianę.  Ludzie Richarda, z drugiego gangu, zabrali mnie z ulicy, kiedy wracałam ze szkoły do domu. Trzymali mnie, Alice i Vivien przez kilka dni w jakieś norze. Potem zjawiła się Deborah i Karen, a ja trafiłam z jednego gówna w drugie.  Wzruszyła ramionami, choć Luke dostrzegł cień goryczy, jaka przemknęła po jej twarzy. 
       Zgasiła papierosa w niewielkiej popielniczce. Zeskoczyła z parapetu i zamknęła okno. Podeszła do niego i uklęknęła na podłodze tuż przed nim.
 Skoro przezwyciężyłeś niechęć do rozmowy ze mną, pomówmy na tematy bardziej organizacyjne. Mogę ci ufać, Luke?  Przyglądał się jej twarzy, szukając jakiejkolwiek oznaki tego, że chce go w jakiś sposób wkręcić. Ale ona mówiła poważnie. Niepewnie kiwnął głową, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
 Ty możesz ufać mi. Ale jeden numer, a przestanę być taka miła w stosunku do siebie. Jasne?  Po raz kolejny pokiwał głową.  Widziałeś pewnie zasuwę na drzwiach  znów kiwnął głową.  Zawsze zamykamy drzwi na zasuwy. Cenna jest dla nas prywatność. Choć w Gnieździe, czyli tym domu, jeszcze się nie zdarzyło, by ktoś myszkował komuś po rzeczach. By w ogóle wchodził do pokoju, gdy właściciela w nim nie ma.
 To dom?
 A myślałeś, że co?  Zaśmiała się pod nosem. Wzruszył ramionami, odwracając od niej głowę.  Przepraszam. W sumie, skąd mogłeś to wiedzieć. Wracając jednak do mojego nudnego monologu… Mimo pieprzenia o tych zasadach, ja im nie ufam.- Ponownie wlepił w nią swoje błękitne oczy.  Ci ludzie są powaleni, a rządzi nimi tylko i wyłącznie kasa. Jednak nie jestem jak Deborah. Nie zamierzam trzymać cię tu na więzi jak jakiegoś psa. Dlatego, kiedy będę w pokoju, ty możesz swobodnie się po nim poruszać i oczywiście korzystać z toalety. Zapominamy, o czymś takim, jak łańcuchy. Kiedy jednak mnie nie będzie, będziesz musiał je zakładać. Choć wątpię, by ktokolwiek mógł tu wejść. Ale lepiej dmuchać na zimne.  Znów uśmiechnęła się do niego.  Teraz mała sztuczka. Daj ręce.
       Posłusznie wyciągnął dłonie przed siebie, a ona złapała za metalowe bransolety. Zadzwonił łańcuch, a on z powrotem był do niego przywiązany. Dziewczyna podniosła ręce i zaczęła palcami przeczesywać włosy. W końcu wyciągnęła z nich czarną, podłużną wsuwkę.
 Słuchaj i patrz uważnie.   Wzięła jego dłoń i oparła ją o swoje uda, tak jak zrobiła to wcześniej.  Mały i szeroko znany trik, który naprawdę się przydaje. Nie zawsze można go wykorzystać, ale takie zamki, jak ten, to bułka z masłem. Wyginasz lekko wsuwkę  powiedziała i użyła do pomocy zębów, aby nieco ją rozchylić.  Potem wkładasz to w otwór. Kiedy poczujesz blokadę, dociskasz ją nieco do środka i podwyższasz.  Bransoleta na jego lewej ręce otworzyła się.  Teraz ty.
       Luke spojrzał na nią, wytrącony z równowagi. Nie wiedział, czy powinien to robić. Pokiwała mu głową, zachęcając go do tego, by przejął od niej wsuwkę. Niepewnie wziął ją w palce.
 Wyginasz, wkładasz, dociskasz i podwyższasz  powiedziała, a on powoli zaczął robić to samo, co ona wcześniej.  Dociśnij, jak poczujesz blokadę.  Widziała, jak trzęsą mu się ręce, więc poklepała go po kolanie.  Spróbuj się nieco uspokoić.  Wziął mocny wdech i wstrzymał oddech. Po chwili bransoleta na jego prawej dłoni się otworzyła.  O to chodziło. Zapamiętaj tę małą lekcję. Pewnie kiedyś ci się to przyda.
       Zabrała od niego łańcuchy, kładąc je w kąt materaca. Następnie przejęła wsuwkę i wstała. Specjalnie upuściła ją na podłogę. Nie podniosła jej, tylko jak gdyby nigdy nic, usiadła na łóżku. Luke spoglądał to na nią, to na przedmiot, który leżał przed nim.
 Co? Upuściłam coś?  zapytała rozbawiona.  Daj spokój, Luke, po prostu weź ją i schowaj pod materac. To w razie nagłego wypadku, jakbyś musiał pilnie skorzystać z toalety, gdy mnie nie będzie. Chyba że wolisz to robić w wiadro.  Wskazała na metalowy przedmiot, stojący niedaleko niego. 
       Przez chwilę obserwował ją, a następnie złapał za wsuwkę i schował pod materac, wbijając ją nieco w deski, tak by przypadkiem się nie zgubiła.
 Pamiętaj, by korzystać z tej opcji w ostateczności. Jak mówiłam wcześniej, nie ufam za bardzo reszcie.
       Położyła się na łóżku, przysuwając pod nos grubą, białą teczkę. Zaczęła wertować papiery, które się w niej znajdowały. Chwyciła za puszkę z napojem, której nie zdążyła jeszcze wypić i otworzyła ją. Puszka wydała z siebie znany syk. Upiła niewielki łyk słodkiego napoju i odstawiła ją na ziemię. Luke w dalszym ciągu wpatrywał się w dziewczynę, starając się w jakiś sposób ją rozgryźć. Była tak inna od Deborah.
 Jak masz na imię?  zapytał, a ona ponownie spojrzała na niego.
 Felicity. Wiem, że nie masz, co robić, ale ja muszę to przejrzeć. Mam do rozpracowania jednego gwałciciela.  Luke wytrzeszczył na nią oczy. Roześmiała się. Szybko zaczął analizować to, co usłyszał. Wstrzymał oddech, nie przestając się na nią gapić.
 Wy jesteście…
 Co, Luke?
 Wilczyce  powiedział ciszej, a ona kiwnęła głową. Zatkało go.
 Szybko dodajesz dwa do dwóch. Ale spokojnie, przecież powiedziałam, że nic ci się nie stanie. Później załatwię ci może, jakąś książkę czy coś. Okej?
 O-okej  odparł. 
       Miał nadzieję, że chłopaki trafili na tak samo normalne osoby, jak on. Oparł się głową o ścianę i zamknął oczy. Zawsze mogło być gorzej. Z drugiej jednak strony ona była jedną z nich. Była Wilczycą. A Wilczyce zabijały. Fel najwidoczniej nie była tak święta, za jaką ją uważał. Pozory jednak mylą. Ale czy osoba, która była miła i w tym miejscu odnosiła się do niego z szacunkiem, mogła być zła? Może miała dwie różne twarze. Wiedział, że tej drugiej nie chce poznać.

Calum

       Syknął z bólu, kiedy posadziła go na materacu. Ukucnęła przy nim, przyglądając się jego twarzy. Calum utkwił w niej swoje ciemne oczy. Nie wyglądała groźnie, ale wiedział, że tu nikomu nie można ufać.
 Musisz się umyć  powiedziała, wstając z podłogi.  Łazienka jest tam. Dam ci jednak chwilę na złapanie oddechu. Mocno oberwałeś.
 Gdzie my jesteśmy?  zapytał, ciężko oddychając.
 W Newcastle  powiedziała.  Tylko tyle mogę ci powiedzieć.
 Czego od nas chcecie?
 Gdybym wiedziała, po co Deborah was tu ściągnęła, to bym ci powiedziała, ale nie mam kompletnie pojęcia, o co chodzi tej suce. Sądząc po jej przemówieniu, zrobiła to dla rozrywki.
 Czy ona…
 Nie sądzę, by zrobiła wam krzywdę, o ile będziecie trzymać się jednej zasady.
 Jakiej?
 Róbcie dokładnie to, co mówi i nie sprzeciwiajcie się jej. 
       Calum pokiwał głową, a następnie oparł się o ścianę. Jego oddech powoli wracał do normy, ale nadal niektóre części jego ciała krzyczały z bólu. Musiał to wytrzymać. Raz jeszcze spojrzał na dziewczynę, która o ile dobrze zapamiętał, miała na imię Alice.
 Co z resztą chłopaków?
 Jak wiesz, są pod opieką moich koleżanek. I nie przejmuj się, one nic im nie zrobią. No… Może Parker jest czasami nieobliczana, ale ona też wyznaje zasadę, że nie krzywdzi się niewinnych.
 W takim razie, czemu nas nie wypuścicie?  rzucił z przekąsem.
 Ponieważ  znów ukucnęła naprzeciwko niego  gdyby to od nas zależało, to nigdy byście się tu nie znaleźli. Ale my, tak samo, jak i wy, jesteśmy tylko pionkami w grze gangu Olsenów. Gdyby któraś z nas nawet próbowała to zrobić, wszyscy ponieślibyśmy tego konsekwencje. Bolesne i bardzo krwawe konsekwencje.  Calum przez chwilę spoglądał w jej niebieskie oczy, a potem cicho przełknął ślinę.

Michael

       Kiedy ściągnęła mu chustę, pierwsze, co zobaczył, to biel. Wszechobecna biel, która niemalże rozsadzała mu oczy. Dziewczyna przeszła naokoło niego, dokładnie mu się przyglądając. Następnie skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Spojrzała prosto w jego zielone tęczówki, a on mimo tego, że był od niej wyższy, czuł się malutki.
 Zaraz ściągnę ci łańcuch. Pójdziesz się umyć. Masz na to dziesięć minut. Są tam też czyste rzeczy, w które się przebierzesz. Potem wracasz i siadasz na swoim miejscu  powiedziała szybko, wskazując na granatowy materac leżący pod ścianą. 
       Michael kiwnął głową, a ona podeszła do niego i szybkim zgrabnym ruchem, wyswobodziła go z metalowych bransolet.
 Dziesięć minut  powtórzyła. Odwrócił się i bez słowa ruszył w kierunku białych drzwi.
       Kiedy wrócił, spojrzał na Parker, która leżąc na łóżku, wypalała skręta. Usiadł na wyznaczonym przez nią miejscu. Dziewczyna drgnęła, a następnie wstała. Zgasiła niedopałek w dużej, żółtej popielniczce, a do nosa Michaela dotarł słodki zapach zioła. Podeszła do niego i szybko skuła jego ręce. Łańcuch przyczepiła do dwóch kółek wystających ze ściany. Cofnęła się i usiadła z powrotem na łóżku. Przez chwilę bacznie go obserwowała, a potem nabrała głośno powietrza i odezwała się ponownie.
 Zasady są proste. Siedzisz cicho i nie przeszkadzasz mi w dalszym życiu. Nie odzywasz się, niepytany. Gdy chcesz do łazienki, mówisz mi o tym. Jak mnie nie ma, załatwiasz swoje potrzeby do tego wiadra. Potem gdy wracam, ty je opróżniasz i dokładnie myjesz. Wszystko jasne?
       Pokiwał głową. Parker odwróciła się i z powrotem położyła na łóżku. Wzięła do rąk, jakąś białą teczkę i zaczęła wertować znajdujące się tam papiery. Michael odwrócił głowę w stronę okna. Dostrzegł kilka gwiazd na ciemnym niebie. Podciągnął nogi prawie po samą klatkę piersiową, a dłonie oparł o kolana. Przez chwilę jeszcze spoglądał w stronę okna, za którym znajdował się świat. Wolny świat.

Ashton

       Siedział na materacu. Jego brudne ubrania zniknęły, a w ich miejsce pojawiła się biała koszulka, białe dresy i białe trampki. Był czysty, ale w tym momencie miał to gdzieś. Znajdował się w takim położeniu, że było mu wszystko jedno, w jakim jest stanie. Chciał po prostu stąd uciec, ale wiedział, że jest to prawie niemożliwe.
       Nie był w pokoju sam. Vivien wpatrywała się w niego, siedząc na łóżku, które znajdowało się naprzeciwko materaca. Mówiła, że nie zamierza zakuć go z powrotem w metalowe łańcuchy i słowa tego dotrzymała. Nie wiedzieć czemu, ale miał wrażenie, że może jej w jakiś sposób zaufać.
       Dziewczyna wstała i podeszła do niego. Bez słowa ukucnęła obok, a kiedy podniosła głowę, zauważył w jej zielonych oczach łzy. Zacisnęła lekko usta, a potem cicho westchnęła.
 Tak bardzo mi przykro  powiedziała wilgotnym głosem.
 Przykro?  wydusił z siebie, bo ta sytuacja była dla niego zaskakująca.
 To nigdy nie powinno się wydarzyć  dodała szeptem.

Vivien

       Czuła, jak Ashton odprowadza ją wzrokiem. Weszła do łazienki i zamknęła za sobą drzwi. Zacisnęła zęby, a po jej policzkach zaczęły spływać słone łzy. Oparła się o umywalkę, odkręciła wodę i kilka razy przemyła twarz. Pociągnęła nosem i spojrzała na swoje odbicie. Wzięła kilka szybkich oddechów, a łez ubywało.
       Nachyliła się i z szafki wyciągnęła małe, metalowe pudełko. Otworzyła je i drżącymi palcami chwyciła za srebrną żyletkę. Oparła rękę o umywalkę, podciągając rękaw swojej czarnej bluzki. Na skórze widniały ślady po wcześniejszych cięciach. A Vivien na swoim ciele nosiła ich wiele.
       Niewiele myśląc, przycisnęła żyletkę do skóry. Czując ból, jednocześnie czuła ulgę. Zrobiła jeszcze jedno cięcie, a potem przez chwilę pozwoliła krwi płynąć. Czerwona ciecz kapała do zlewu, zabarwiając biel. Przekrzywiła głowę, obserwując, jak powoli tworzą się krwawe ślady. 
       W końcu odłożyła żyletkę na bok. Zrobiła sobie na ręku szybki opatrunek. Ściągnęła rękaw w dół, zasłaniając ślady własnej autoagresji. Schowała wszystko z powrotem do pudełka, wcześniej wycierając żyletkę. Pudełko znów wylądowało w szafce.
       Viv ponownie odkręciła kran, a następnie umyła umywalkę. Po raz kolejny opłukała twarz zimną wodą. Uspakajała się. Teraz w końcu się uspakajała. Wiedziała, że wśród dziewczyn jest najsłabszym ogniwem. Ona jako jedyna nie wyzbyła się uczuć i każdą kolejną robotę przeżywała, jakby była tą pierwszą. One były znacznie silniejsze psychicznie od niej. A Viv coraz ciężej radziła sobie z tym życiem, do którego tak brutalnie ją zmuszono. Nie była wolna, a pragnęła wolności. Była słaba, a pragnęła być silna. Tyle że nie potrafiła zrobić ani jednego, ani drugiego.

Deborah

       Rozsiadła się wygodniej w fotelu. Nogi oparła o biurko i zaczęła się delikatnie bujać. W jej gabinecie cicho rozbrzmiewała muzyka. Czuła na sobie spojrzenie Erica, który od dłuższego czasu nie spuszczał z niej swoich ciemnych oczu. Uniosła brwi, odwracając głowę w kierunku kuzyna.
 Serio, Deb?  wypalił, kręcąc głową.
 Czy to zbrodnia, chcieć się nieco zabawić?
 Cóż za gra słów  prychnął mężczyzna pod nosem.  Jak ci się nudziło, trzeba było kupić sobie psa. Jakiegoś Yorka czy inne małe szczekające gówno. Ale żeby ich porywać?
 Po prostu zmieniłam zwierzaki na… inne zwierzaki.
 Żebyś tylko nie wpakowała nas w żaden syf  rzucił, wstając z miejsca.
 Bez obaw, kuzynku. Mam wszystko pod kontrolą.
 Obyś się nie myliła  powiedział, a następnie wyszedł z jej gabinetu. 
       Deborah zaśmiała się cicho pod nosem. Nagle w radiu puścili jedną z piosenek 5 Seconds of Summer.
 Cóż za zbieg okoliczności  wymruczała z uśmiechem.  To ci dopiero paradoks. 


***
Ten rozdział jest spokojny i niewiele się w nim dzieje. Ale trzeba było pokazać perspektywy chłopaków i to, jak oni mniej więcej odbierają to, co się dzieje i w jakich warunkach będą musieli teraz żyć. Mam nadzieję, że was to nie wynudziło :) Pozdrawiam! 

#TheGreatEscapeFF

6 komentarzy:

  1. Oj biedactwa!
    Chociaż z nich wszystkich, to Luke ma najlepiej, ale za to samo... współczuję z całego serca, Michaelowi. Mam nadzieję, że wszystko jednak się ułoży i koniec końców, to miejsce przestanie być dla nich, najgorszym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie że dziewczyny nie chcą zrobić krzywdy chłopakom. Bardzo podobał mi sie rozdział i już czekam na nn :. Zyczę weny i do następnego (oby jak najszybciej)

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Za kolorowo to oni nie mają, ale dziewczyny wydają się być spoko. Chyba najlepiej trafił Luke. Michael ma najgorzej. Oby tylko nic gorszego już ich nie spotkało. Szkoda mi ich oby udało im sie stamtąd wydostać. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczy mi rozbłysły, jak zobaczyłam, że dodałaś rozdział.
    Cóż, Luke ma zdecydowanie najlepiej. Czuję, że on i Felicity z czasem nawiążą kontakt, bo dziewczyna chyba jest do tego skora. Lukey, jak i reszta chłopaków, jest przestraszony, bo kto by nie był. :o
    Mikey, mój biedaczku. Szkoda mi go, najbardziej ze wszystkich ma przekichane. Mój biedny bejbik :(
    Liczę, że wspólnymi siłami, po trudach, jakoś uda im się stamtąd zwiać, zarówno chłopakom, jak i Wilczycom.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsze co mi przyszło do głowy p przeczytaniu rozdziału to biedny... Michael :'(
    Mój ulubieniec ma zdecydowanie najgorzej.
    Naprawde świetne rozdział!
    Życzę duuuuuużo weny
    ~karo~

    OdpowiedzUsuń