niedziela, 24 maja 2015

02 "Wasza niespodzianka"

The Daily News

Zniknięcie na A15
       Wieczorem na drodze krajowej A15 z Newcastle w stronę Perkins, policja natknęła się na porzucony samochód stojący w rowie. Dwie przednie opony zostały przebite przez metalowe kolce, które utknęły w gumie. Po oględzinach samochodu stwierdzono, że należy on do australijskiego zespołu 5 Seconds of Summer. Znaleziono w nim między innymi dokumenty oraz ich telefony. Jedno z nagrań zarejestrowało wypadek. Na przednim siedzeniu, a także na trawie znaleziono krew. 
       W samochodzie oprócz Ashtona Irwina, Luke'a Hemmingsa, Michaela Clifforda i Caluma Hooda, znajdował się także Ted Phillips, który najprawdopodobniej prowadził białego, osobowego busa marki Renault. Żadnego z mężczyzn nie znaleziono. Policja prosi o informacje osoby, które przejeżdżając drogą A15, mogły być świadkami wypadku, a także mogą znać miejsce pobytu 5 Seconds of Summer i Toda Phillipsa.


Calum

       Z każdej strony otaczała go ciemność, a to za sprawą chusty, którą miał na oczach. Już od dłuższego czasu siedział na drewnianej podłodze. Ostry sznur ocierał mu nadgarstki, raniąc skórę. W ustach czuł suchość, a niektóre fragmenty ciała przeszywał kujący ból. Był zdenerwowany i przerażony. Stróżki potu spływały mu po czole. W pomieszczeniu było duszno.
       Wiedział, że nie jest sam. Słyszał pozostałych, którzy byli w takim samym położeniu, co on. Żaden z nich się nie odzywał, ale do jego uszu dochodziły przyspieszone oddechy jego przyjaciół i co jakiś czas szmer, gdy któryś z nich się poruszał.
       Odkąd zasłonili mu oczy, jego słuch się wyostrzył. Słyszał nie tylko Luke'a, Asha i Michaela, ale także oprawców, którzy musieli znajdować się w sąsiednim pomieszczeniu. Słyszał ich głosy, dudniący śmiech i echo ciężkich kroków, gdy przemieszczali się z jednego miejsca na drugie.
       Miał wrażenie, że czas stanął w miejscu. Nie wiedział, która jest godzina, nie wiedział, czy nastał kolejny dzień. I wciąż rozpamiętywał to, co się stało. Jakby jego mózg nie potrafił przywołać innych wspomnień.
       Przed oczami miał muskularnego mężczyznę z bronią, który bez skrupułów wpakował kulkę w czoło biednego Teda. A potem jego rozkazujący głos. Nie mieli, jak uciec. Otoczyli samochód i siłą wyciągnęli ich na zewnątrz. Caluma złapał najmniejszy z nich, sięgający mu do ramienia, ale dobrze zbudowany facet. Miał tyle siły, że mimo iż Hood się wyrywał, ten uderzył go łokciem w twarz, a następnie bez problemów powalił na ziemię.
       Wtedy po raz pierwszy poczuł spływającą po jego twarzy krew, która wypłynęła mu z nosa. Zamaskowany napastnik złapał go za włosy i odgiął głowę do tyłu, a Calum zachłysnął się, gdy krew pomieszała się z jego śliną i zaczęła ściekać do gardła.
       Związał mu ręce. Złapał za jego koszulkę i bez najmniejszego wysiłku postawił go do pionu, jakby nie miał do czynienia z dwudziestoletnim chłopakiem, a zwykłą szmacianą lalką. Rozejrzał się, dostrzegając, jak jego przyjaciele zostają skrępowani w ten sam sposób, co on. A nieznajomi… Oni wszyscy nosili maski, skórzane rękawiczki i broń. Było ich pięciu. Obszukali ich, a to, co mieli w kieszeniach, wrzucili do samochodu. Zostali z niczym.
 Ruszać się!  warknął największy z nich. Bez słowa zaciągnęli ich w stronę lasu.
       Miał wrażenie, że nigdy nie dotrą do jakiegoś konkretnego celu. Słyszał, jak gałęzie pękają pod ich stopami, a suche liście szeleszczą, ocierając się o siebie. Szedł jako ostatni, ale słyszał głos Ashtona i Michaela, którzy starali się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Prosili, błagali, oferowali pieniądze, wszystko, by tylko ich puścili. Napastnicy jednak byli nieugięci. W końcu największy z nich, który najwyraźniej przewodził całej grupie, nie wytrzymał i uderzył Asha w tył głowy, aby ten w końcu zamilkł. Chłopak przewrócił się na ziemię, wśród cichego chichotu mężczyzny, który go prowadził.
 Zamknąć się albo naprawdę stracę cierpliwość  powiedział, rozglądając się po pozostałych.  Kątem oka dostrzegł, jak Luke spuszcza głowę. Mężczyzna szarpnął go, a blondyn bez słowa ruszył z miejsca.
     Po krótkim marszu, który dla Caluma ciągnął się w nieskończoność, dotarli do zaparkowanej w środku lasu czarnej furgonetki. W tle majaczył także stary bunkier, który wyglądał, jakby miał się niedługo zawalić. Odwrócono ich twarzami do samochodu. Wtedy Calum poczuł, jak mocno spociły mu się dłonie. Zdał sobie sprawę z tego, że dzięki temu uda mu się wyswobodzić jedną rękę, o ile lekko wykręci ją ku środkowi.
       Powoli okręcił dłonie. Nasłuchiwał. Wiedział, że każdy nawet najmniejszy błąd może ich dużo kosztować. Gdy był już blisko wysunięcia ręki, odwrócił się lekko w bok, a oczy jego i Luke'a spotkały się ze sobą. Blondyn, jakby czytał mu w myślach. Kiwnął głową.
 Biegnij i nie oglądaj się za siebie  powiedział powoli i bezdźwięcznie, tak by mógł to wyczytać, tylko z ruchu jego warg, wlepiając swoje błękitne oczy w chłopaka. Calum przełknął ślinę.
       W głowie zaczął odliczać, czekając na odpowiedni moment. Napastnicy nadal byli blisko nich, ale pogrążyli się w rozmowie na temat transportu i tego, w jaki sposób usuną ciało Teda z samochodu. Chcieli się zabawić z policją. Chcieli nieco pokrzyżować im szyki. 
       Calum wiedział, że nie może czekać w nieskończoność, bo w końcu, któryś z nich zorientuje się, że zdołał się uwolnić. Dlatego niewiele myśląc, odwrócił się, uderzył jednego w plecy, odpychając go od reszty i ruszył przed siebie.
       Wiedział, że nie powinien tego robić, ale musiał sprawdzić, co się dzieje. W czasie biegu odwrócił się w stronę chłopaków. Ashton uderzył oprawcę prosto w twarz. Był pewny, że im się udało. Był tego pewny, dopóki nie usłyszał jego głosu.
 Stój albo mój kumpel sprzeda twojemu kulkę prosto w łeb!  krzyknął zachrypniętym głosem. Zwolnił, a potem zatrzymał się zupełnie.  Dobry chłopak. A teraz odwróć się.
       Adrenalina połączona ze strachem buzowała w nim na tyle, że nie zdawał sobie sprawy z tego, jak blisko znajdował się zamaskowany napastnik. Kiedy się odwrócił, zobaczył wyciągnięty w swoją stronę srebrny pistolet.
 Zobacz, do czego nas zmuszasz  powiedział mężczyzna, odsłaniając mu widok.
       Michael klęczał na ziemi, z rękami założonymi do tyłu, a przy jego głowie znajdowała się lufa od pistoletu, który trzymał ten mały, który wyciągnął go wcześniej z samochodu. Luke siedział, z głową wciśniętą między kolana. Kiedy ją podniósł, zobaczył wypływającą z jego ust krew. Krew była także na jego koszulce i dłoniach, i Calum nie wiedział, czy ona należy, tylko do niego czy blondyn też dołączył do walki. Ashton leżał na ziemi, a jego twarz wykrzywiała się w bólu, kiedy napastnik przydeptywał mu rękę. W niego też celowano.
 Jesteś z siebie zadowolony?  pociągnął mężczyzna. Calum spojrzał w jego ciemne i rozwścieczone oczy.  Ręce za głowę.  Szturchnął go, gdy chłopak nie wykonał polecenia.  Ręce za głowę, powiedziałem!  Odbezpieczył broń. Mulat przełknął ślinę i powoli, jak w zwolnionym tempie podniósł ręce i splótł je za głową. Mężczyzna szarpnął nim i doprowadził do reszty.
 Na kolana  warknął, a Calum, by nie pogarszać sytuacji, wykonał jego polecenie. 
       Gdy tylko jego kolana dotknęły ziemi, oprawca zamachnął się i kopnął go w twarz. Przewrócił się na plecy, czując, jak z jego ust tryska krew. Przez chwilę miał wrażenie, że napastnik wybił mu przednie zęby. Na całe szczęście, nic takiego się nie stało. Zakręciło mu się w głowie. Zacisnął powieki, nie mogąc znieść wirującego przed oczami świata. Po chwili poczuł kolejne uderzenie, gdy został kopnięty w brzuch. Miał wrażenie, że jedzenie podeszło mu do gardła, a on zaraz zwymiotuje. Gdy jednak udało mu się zaczerpnąć powietrza, jego żołądek nieco się uspokoił.
 Musimy czekać na telefon. Wsadźcie ich do środka  rozkazał mężczyzna, stojący tuż nad Calumem. Następnie pochylił się nad nim.  Żadnych więcej numerów, zrozumiano? Zrozumiano?!  Chłopak tylko pokiwał głową. Z łatwością podniósł go do pozycji stojącej i poprowadził do samochodu.
 Zaciśnijcie sznury mocniej  powiedział.  Zawiązać im oczy.
       I od tego momentu zapadła ciemność. A on jedyne, co wiedział to, to że wsiedli do samochodu i gdzieś odjechali. Ale podróż ta nie trwała długo. Przenieśli ich do jakiegoś miejsca, w którym panowała kompletna cisza. Wprowadzili ich do pomieszczenia, w którym czuć było stęchliznę. Zagrożono, że nie wolno im się odzywać, więc siedzieli pogrążeni w milczeniu, choć tak wiele słów cisnęło się każdemu na usta. Do niedawna byli szczęśliwymi, wolnymi ludźmi, którzy spełniali swe marzenia. Teraz byli pionkami w jakieś chorej grze, w świecie, do którego nie chcieli nigdy wejść. A który istniał tak blisko nich…


Felicity

       Pochyliła się nad mapą. Przejechała palcem wzdłuż wyrysowanej drogi. Następnie wśród sterty papierzysk wyszukała układ jednego z domów. Siedząca obok niej Vivien, odrzuciła do tyłu swoje długie, brązowe włosy. Nachyliła się w jej stronę.
 Bezpieczniki są tu  wskazała na piwnicę.  Można się przecisnąć przez okno.
 Jak tam, moje szczury?  zapytała Deborah, przechadzając się wokół długiego stołu, przy którym pracowały.
 Do domu prowadzą dwie drogi. Jedna od południa, a druga od zachodu. Żadnych bram. Domy oddalone są od siebie w równych odległościach, co pół kilometra. Rozdzielają je pola i niewielki lasek od północy. Ogólnie dom jest dość przykryty  powiedziała Felicity, podnosząc głowę i wlepiając w kobietę swoje brązowe oczy. Ta uśmiechnęła się pod nosem i pokiwała głową z aprobatą.
       W ich gangu panował idealny podział na funkcje, jakie dana osoba ma pełnić. Felicity i Vivien były szczurami, osobami, które szybko umiały odczytywać mapy, bez problemu znajdowały wyjścia i przejścia, dzięki którym łatwo można było dostać się do wyznaczonego celu. Dziewczyna dodatkowo miała dobrze rozwiniętą fotograficzną pamięć, więc z łatwością zapamiętywała detale, wyrysowane na schematach i mapach. Oprócz tego razem z Alice była w grupie sokołów  byli to ludzie z dobrym wzorkiem, którzy często pracowali za pomocą snajperek. Ale także Viv miała dodatkową funkcję. Jako osoba, która świetnie zna się na komputerach i tych wszystkich programach, poruszała się w kręgu sów wraz z innymi hakerami. Parker jako jedyna z nich, należała do tak zwanych tygrysów, którzy trudnili się walką w ręcz i zasadzkami.
       Gang Olsena posiadał jeszcze inne podgrupy, które działały w różnych dziedzinach. Aptekarze zajmowali się dilerką, przemytem i ogólnie narkotykami, do medyków należał handel organami, a mianem psów i suk określano prostytutki i alfonsów, którzy sprawowali nad nimi piecze. Były wśród nich także kameleony, ludzie prawie niewidzialni, którzy z łatwością pozyskiwali potrzebne informacje, śledzili potencjalne ofiary i mieli swoje wtyczki niemalże wszędzie. Ostatnią grupą były gazele  czyli pozostali członkowie kliki, którzy ogólnie pomagali przy większych akcjach, ale nie byli wciągnięci na tyle w świat Olsenów, by żyć z nimi bliżej.
 Jesteśmy tak blisko celu  powiedziała Deborah rozmarzonym głosem.  W końcu go dopadniemy. Pomszczę Dominica i Karen.
 Myślisz, że zemsta w jakikolwiek sposób ci pomoże?  odezwała się Parker znudzonym głosem, nie odrywając wzroku od zapisanej kartki.  Że tylko tego wszystkiego nie pogorszy?
       Kobieta zmrużyła oczy, a następnie podeszła do niej. Niewiele myśląc, zamachnęła się i uderzyła ją w tył głowy. Zaskoczona Parker trafiła twarzą w stół, a następnie jęknęła z bólu. Wyprostowała się. Z jej nosa pociekła krew. Wytarła ją opuszkami palców.
 Nigdy, powtarzam ci nigdy, nie podważaj moich decyzji  warknęła Deborah, rzucając w jej stronę paczkę chusteczek.  Jasne? Jasne?!
 Tak jest  powiedziała z automatu Parker, wyciągając białą chusteczkę i przykładając ją do nosa.
       Deborah omiotła wzorkiem pomieszczenie, skupiając swoje zielone oczy na pozostałych dziewczynach. Każda z nich wpatrywała się w nią bez słowa. Kobieta uniosła brwi, a one wróciły do swojej przerwanej pracy.
       Nagle w pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk telefonu. Deborah wyciągnęła komórkę z kieszeni i szybko odebrała. Oparła się o biurko i przygryzła koniuszek małego palca, wkładając go do ust.
 Macie?
 Tak. Będziemy wieczorem.
 Zaraz wszystko przygotuję  odpowiedziała i rozłączyła się.
       Odskoczyła od stołu, a Fel zerknęła na jej twarz. Złość kompletnie jej minęła, a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. Felicity wiedziała, że Deborah po śmierci Karen i Dominica stała się strasznie rozchwiana emocjonalnie, ale nadal dziwiła się, jak szybko ta kobieta potrafi zmieniać swoje oblicze.
 Koniec pracy, dokończymy to później  zarządziła, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni swoich obcisłych dżinsów.
 I tak niewiele zostało  powiedziała Alice, składając papiery w równe kupki.
 Niezmiernie mnie to cieszy  rzuciła najstarsza, a następnie spojrzała na nie z wyższością.  Macie iść do swoich pokoi i je otworzyć. Będzie niespodzianka.
 Niespodzianka?  wydusiła z siebie Vivien.
 Nic nie zdradzę  powiedziała tajemniczo Deborah.  Ruszcie się. A… I jeszcze jedno. Weźcie te teczki. Namierzyliśmy kolejną osobę do eliminacji. Spotkajmy się wieczorem w dużej sali. Punkt ósma.
       Pokiwały głowami, zbierając swoje rzeczy. Każda z nich wzięła po białej, grubej, tekturowej teczce i bez słowa, cała czwórka wyszła z gabinetu Deborah. Gdy oddaliły się na bezpieczną odległość, Alice odezwała się jako pierwsza.
 Porąbało ją  rzuciła, spoglądając na Parker, która dalej krwawiła.
 To suka i tyle  powiedziała dziewczyna, dociskając brudną już chusteczkę do nosa.
 Nie wiem, czy chcę wiedzieć, co to za niespodzianka  stwierdziła ciszej Viv.  Mam złe przeczucia.
 Ty zawsze masz złe przeczucia  prychnęła Parker.
       Wyszły na jasny hol, a następnie wspięły się schodami na górę. Trafiły do wąskiego i długiego korytarza. Po obu jego stronach znajdowały się białe drzwi. Przy czterech z nich stali wysocy mężczyźni.
 Czółko, królewny  rzucił jeden z nich i parsknął śmiechem.
 Pieprz się, Steven  odpowiedziała Felicity, otwierając drzwi.
 Mamy u was robotę.
       Pozostałe Wilczyce również otworzyły drzwi od swoich pokoi. Mężczyźni bez słowa weszli do środka. Stanęły obok siebie i spojrzały na to, co robią.
       Pomieszczenia były do siebie bardzo podobne. Wszystkie w odcieniach bieli, z takimi samymi meblami. Różniły się, tylko dodatkami. Okna były duże i przestronne, dzięki czemu wpadało przez nich sporo światła. Każde drzwi miały od środka metalową, grubą zasuwę. Ceniono tu sobie prywatność, więc nigdy się nie zdarzyło, że jedna osoba przeszukiwałaby pokój drugiej, a zarówno Eric, jak i Deborah dbali o to, by nikt niepożądany nie kręcił się po całym budynku. Liczyła się lojalność i posłuszeństwo.
       Fel zmarszczyła nos, kiedy Steven rozwiercił dwie dziury w ścianie, a następnie wkręcił w otwory dwa koła. Przypominały jej te, do których kiedyś łańcuchem przywiązany został przez nie pewien gwałciciel. Gdy mężczyzna skończył, z siatki wyciągnął niewielką górę białych ubrań. Wyszedł z pokoju, a zaraz po nim w środku pojawiła się dwójka innych, rozkładając pod kołami granatowy, piankowy materac i rzucając na niego dwa koce. Ustawili też metalowe puste wiadro.
       Felicity spojrzała na dziewczyny, które ze zdziwieniem obserwowały to, co robią. Nie miała pojęcia, po co to im, ale wiedziała, że cokolwiek wymyśliła Deborah, nie wróżyło to niczego dobrego. Na pierwszy rzut oka wyglądało to dla niej, jak budowanie prowizorycznej celi, która ma się znajdować w jej pokoju. Czy teraz te wszystkie szumowiny będą musieli przetrzymywać u siebie? Jeśli Deborah wpadła na tak debilny pomysł, to Fel zainterweniuje. Nie zamierza spać z pedofilem czy gwałcicielem w jednym pomieszczeniu.
       W końcu robota była skończona, a mężczyźni z głupkowatymi uśmiechami na twarzy, odwrócili się i zeszli po schodach. Fel widziała, jak Alice unosi brwi, powstrzymując się od komentarza. Vivien zerkała niepewnie na to, co stanęło w jej pokoju, a Parker przeklęła pod nosem.
 Co to do cholery ma być?  warknęła, wciskając chusteczkę do kieszeni. Krew z jej nosa przestała płynąć.  
 Niespodzianka według Deborah  odparła Fel, kręcąc głową.
 Ja chyba naprawdę nie chcę wiedzieć  powiedziała Viv.


Michael

       Myślał o lepszych chwilach, o swojej rodzinie, o przyjaciołach, o tych wszystkich momentach na scenie i w studiu. Łapał się ich, jak jedynej deski ratunku, przed tym, by nie oszaleć. One pozwalały mu się uwolnić. Na chwilę przestać rozpamiętywać to, w jakim gównie się znaleźli. One trzymały go przy tym, by dalej walczyć i nie poddawać się.
       Zostali znów przeniesieni. Mężczyzna szarpał nim, jak zabawką, prowadząc do samochodu. Wiedział, że to jakiś samochód, słyszał w końcu dźwięk uruchomionego silnika. Bał się… Bał się jak każdy z nich. Co z nimi zrobią?
       Rzucało nimi na każdym zakręcie. Słyszał cichy pomruk z bólu, jaki wydał z siebie Calum, gdy nagle zahamowali. On chyba jako jedyny z nich był w najlepszej formie. Najmniej oberwał.
       Nie wiedział, ile tak jadą, bo już dawno stracił poczucie czasu. W końcu jednak samochód zwolnił, a potem zatrzymał się zupełnie. Otworzyli drzwi i wywlekli ich na zewnątrz. Michael poczuł przyjemny, chłodny wiatr na swojej skórze, który jednocześnie spowodował, że na całym jego ciele pojawiła się gęsia skórka. Jeszcze czuł, czyli jeszcze żył…
       Prowadzili ich gdzieś, ale nie miał pojęcia gdzie. Wokoło nich było cicho. Nie dochodziły do niego żadne dźwięki, oprócz kołyszących się na wietrze liści. Wspięli się po jakiś schodach, a potem weszli gdzieś, a drzwi zamknęły się za nimi z cichym hukiem. Prawie podskoczył, słysząc ten dźwięk, który nagle stał się o wiele głośniejszy, niż normalnie.
       Szli dalej, a echo ich kroków odbijało się w korytarzu. Usłyszał, jak jeden z napastników wygwizduje, jakąś melodię pod nosem. Nie potrafił jej rozpoznać. Do jego uszu doszedł kolejny dźwięk, który oznaczał, że kolejne drzwi zostały otwarte. Zatrzymali się. W pomieszczeniu był ktoś jeszcze. To musiała być kobieta, bo stukot jej obcasów rozbrzmiewał, wbijając się w jego mózg, siejąc panikę. Co się działo?
 Na kolana  rozkazał mężczyzna, a facet za nim, poruszył sznurem, by Clifford wykonał polecenie. Uklęknął, czując pod kolanami twardą podłogę.
 Rozwiążcie im oczy  odezwał się lekko zachrypnięty kobiecy głos.
       Michael zamrugał kilka razy. Jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności, więc z początku obraz był niewyraźny i strasznie zamazany. Dostrzegł duże kwadratowe pomieszczenie. Ściany były pomalowane na czarno i złoto, a podłoga zrobiona z ciemnego drewna. Z boku stał długi stół i kilka krzeseł, a na podwyższeniu znajdowały się dwa duże, wysokie, skórzane fotele. Lampy powieszone na ścianach rzucały blade światło, rozświetlając pomieszczenie. Nie było tu okien.
       Podniósł głowę i jego oczom ukazała się wysoka kobieta. Była przed trzydziestką. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech. Zielone oczy wpatrywały się w nich z nieukrywaną ciekawością.
 Idealnie  powiedziała, podchodząc do nich. Zbliżyła się do niego, a on wstrzymał oddech. Dotknęła jego twarzy.  Jest idealny. Michael, jesteś po prostu idealny na żywo.
       Wyprostowała się, nie odrywając od niego wzroku. Następnie spojrzała na resztę zespołu i pokręciła nosem.
 Widzę, że chłopaki robili jakieś problemy.
 Niewielkie  powiedział największy z nich.
 Co z kierowcą?
 Will się go pozbył.
 Fantastycznie  rzuciła rozbawiona, a następnie znów skupiła swoje zielone oczy na Michaelu.  Witajcie w Gnieździe. Zasada jest prosta. Nie stanie się wam żadna krzywda, o ile będziecie przestrzegać zasad. A zasady są proste. Robicie to, co ja chcę i kiedy chcę. Bez sprzeciwów i bez gadania. I oczywiście żadnych numerów. Jasne?  Podeszła do Clifforda i ujęła jego twarz w dłonie.  Jasne, Michael?  Pokiwał głową.  Zdradzę ci pewien sekret, o ile chcesz wiedzieć? Chcesz wiedzieć?  Znów pokiwał głową.  Jesteś moim ulubieńcem – odparła, przesuwając palcem po jego suchych wargach. Następnie znów się wyprostowała i spojrzała na mężczyzn, którzy w dalszym ciągu mieli pozasłaniane twarze.
 Dobra robota.  Największy z nich skinął jej głową.  Możecie odejść. Zaraz zjawi się reszta.


Felicity

       Wybiegła z pokoju. Zamknęła go na klucz. Zatrzymała się przed kolejnymi drzwiami i zaczęła walić w nie pięścią. Zaraz się spóźnią. A jeśli się spóźnią, Deborah się wkurzy. Drzwi w końcu się otworzyły. Spojrzała na zaskoczoną Vivien.
 Co ty…? – zaczęła brunetka, ale ona szybko jej przerwała.
 Zaraz ósma.
 Kurwa  syknęła pod nosem.
       Wskoczyła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Klucz schowała do kieszeni i obie ruszył w kierunku schodów. Zeszły na dół. Z biblioteki wyłoniła się Alice, a zaraz za nią Parker, które także najwidoczniej zapomniały o spotkaniu z Deborah. Kiwnęły do siebie i cała czwórka ruszyła pustym korytarzem w stronę wielkich, dębowych, podwójnych drzwi. Przyszedł czas na niespodziankę…
       Felicity otworzyła drzwi i zamarła. Na samym środku pokoju klęczało czterech młodych mężczyzn. Wiedziała, kim są. Słyszała o nich w telewizji, czytała o nich w internecie i gazetach, ba, nawet ona i Alice, jak ostatnio się upiły, to śpiewały jedną z ich piosenek. 5 Seconds of Summer.
 Zapraszam  powiedziała Deborah, machając na nie ręką. Cała czwórka powoli weszła do sali. Felicity nie spuszczała oczu z zespołu. Stojąca po jej lewej stronie Viv zaczęła głośniej oddychać.
 Co jest, Deb?  wypaliła Parker, zerkając to na nią, to na związanych chłopaków.
 Wasza niespodzianka  powiedziała zadowolona z siebie.  Mówiłaś, że się nudzisz, więc… Dostaniesz trochę rozrywki. Wy dostaniecie trochę rozrywki.
       Przełknęła ślinę, nie rozumiejąc kompletnie toku rozumowania Deborah. Oni byli niewinni, a one nigdy nie krzywdziły niewinnych. Ona każe im łamać ustalone reguły. Felicity przestała się podobać ta cała sytuacja. Zacisnęła mocniej usta, kiedy Deborah zaczęła przechadzać się po pomieszczeniu.
 Dodadzą nam trochę świeżości  rzuciła, spoglądając na swoje Wilczyce, stojące tuż przy wejściu. Żadna z nich nie podzielała jej entuzjazmu, ale ona miała to gdzieś.  Robią furorę, a teraz są nasi.
 Tak nie można  stwierdziła cicho Alice. Kobieta spojrzała na nią kpiąco, a następnie roześmiała się.
 Można… Oczywiście, że można. Zawsze dostaje to, czego chcę.
       Felicity oderwała wzrok od Deborah i znów spojrzała na zespół. Byli poobijani, zakrwawieni i brudni. Wolała nie myśleć, co mogli im zrobić. Na ich twarzach malował się strach i niepewność. Ashton spojrzał na nią błagalnym wzorkiem, ale ona odwróciła głowę. Nie mogła znieść jego przygaszonych brązowych oczu.
 Zasady są proste. Każda z was otrzyma po jednym zwierzątku. Ich materace i ubrania na zmianę dostarczył wam już Steven. Chłopaki mają być zawsze czyści, nakarmieni i mają pojawiać się w tej sali, gdy tylko będę tego chciała. Bez gadania przyprowadzacie ich tu. Mają poruszać się po domu zakuci i z zawiązanymi oczami. To, co z nimi robicie w pokoju, mnie nie interesuje. Posiłki jedzą u was. Same macie im je przyrządzać. Bez zgody nie ruszają się nigdzie, poza obszar pokoi. Jasne?
 Jasne.
 I wszystko gra  rzuciła, klaszcząc w ręce.  Steven!
       Do środka wszedł mężczyzna, a łańcuchy w jego rękach zagrzechotały o siebie. Felicity zacisnęła zęby, obserwując to, jak podchodzi do chłopaków, mając na twarzy swój słynny cwaniaczkowaty uśmiech. Zaczął od Irwina. Ściągnął mu sznur, a ona zauważyła otarcia wokół jego nadgarstków. Odrzucił go w bok i wyciągnął pierwszy łańcuch. Na końcu połyskiwały dwie metalowe bransolety. Założył je na jego ręce, a następnie ścisnął, aż Ashton zasyczał.
 Steven, błagam, to perkusista  warknęła Deborah, odrzucając do tyłu swoje brązowe, lekko kręcone włosy.  Ręce są mu potrzebne.
 Oczywiście  mruknął, poprawiając bransolety. Na sam koniec założył jedną kłódkę, która pozbawiała chłopaków szansy, na jakąkolwiek ucieczkę. Potem zajął się pozostałymi.
       Kiedy skończył, wyprostował się i podszedł do Deborah, podając jej cztery klucze. Klucze od ich bransolet. Następnie bez słowa wyszedł z sali. Kobieta uśmiechnęła się i odwróciła do dziewczyn.
 Losujemy  rzuciła, potrząsnęła nimi, a klucze zadźwięczały w jej rękach. Wyciągnęła dłonie w stronę Felicity.  Masz pierwszeństwo.
       Dziewczyna spojrzała na cztery klucze, a potem bez słowa chwyciła za pierwszy z brzegu. Vivien była następna, potem Alice, a na końcu Parker. Deborah odwróciła się z uśmiechem i podeszła do chłopaków. Pogłaskała Michaela po głowie i gestem poprosiła, by one zbliżyły się do nich.
 Każda wylosowała jednego z nich. Zobaczmy, który zwierzak trafi w czyje ręce.
       Felicity zupełnie nie podobał się jej beztroski ton oraz określenie, jakie używała wobec nich. Obdzierała ich z godności, porównując do zwierząt, którymi one mają się zajmować. Cicho zazgrzytała zębami.
 Vivien, czyń honory.
       Brunetka wyszła z szeregu i bez słowa podeszła do chłopaków. Fel kątem oka widziała jej trzęsące się dłonie. Wiedziała, że przyjaciółka nie lubi takich akcji. Zresztą żadna z nich ich nie lubiła. Działały wbrew sobie, bo ona tego chciała. Dziewczyna sprawdziła jedną bransoletę, a potem drugą. Klucz pasował.
 Bingo!  Klasnęła w dłonie.  Irwin jest twój.   Jak podczas jakieś aukcji, złapała za łańcuch znajdujący się na ziemi i podała go dziewczynie. Ta skrzywiła się, gdy poczuła chłód metalu, który otarł się o jej skórę.
 Alice, zobaczmy, kogo przydzielił ci los.  Z obojętną miną, która była jej znaną przykrywką, podeszła do chłopaków i sprawdziła zamki.  Calum, basista. No, no... Robi się coraz ciekawiej… Zostało dwóch gitarzystów.
 Felicity, twoja kolej. 
       Drgnęła na dźwięk swojego imienia. Zagryzła lekko wargę i podeszła do dwóch chłopaków. Ukucnęła przy blondynie, starając się nie patrzeć na jego twarz. Sprawdziła zamek. Klucz pasował.
 Parker, wychodzi na to, że Michael jest twój, choć liczyłam, że mój ulubieniec trafi w lepsze ręce  rzuciła, wzruszając ramionami.  Zabierzcie ich i doprowadźcie do porządku. Chusty leżą na stole.
       Pod czujnym okiem kobiety, podeszła razem z pozostałymi do stołu. Złapała za czarny materiał i wróciła do Luke'a, który dalej klęczał na zimnej podłodze. Zawiązała mu oczy, a następnie pomogła mu wstać. Był od niej dużo wyższy.
 Chłopcy… Jeszcze jedna sprawa  rzuciła Deborah.  Nie myślcie sobie, że przechytrzycie dziewczyny czy pokonacie je w jakiś inny sposób. Nie są głupie i nie żyją w tym świecie od dziś. Z łatwością skopią wam dupę, jeśli będzie taka potrzeba. Zabierzcie ich.
       Jej dłoń mocniej zacisnęła się na zimnym łańcuchu. Dotknęła jego ramienia, a on wzdrygnął się, czując jej palce na swojej skórze. Lekko popchnęła go w stronę drzwi, a Luke ruszył przed siebie. Jako pierwsi wyszli z pomieszczenia. 


***
Ten rozdział wyszedł mi nieco długi, ale nie chciałam go dzielić, więc wrzuciłam go w całości. Cieszy mnie to, że pierwszy rozdział przypadł wam do gustu. Dziękuję za te pozytywne komentarze, które powodują, że tym bardziej chce mi się pisać :) Mam nadzieję, że i ta część wam się spodoba. Pozdrawiam! 

#TheGreatEscapeFF

12 komentarzy:

  1. Jest naprawdę cudowny nie mogę doczekać się next mam nadzieje ze pojawi się szybko ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba. Może wrzucę go nieco szybciej, o ile mi się uda :)

      Usuń
  2. Wooow... Nie wiem co mogę powiedzieć... To jest po prostu... GENIALNE uwielbiam to opowiadanie choc dopiero sie zaczyna xdd Deborah jest jakaś ostro stuknięta... Nie lubię jej i ma nadzieję że 5sos i dziewczyny skopia jej kiedys porządnie dupę... Czekam na nexta i życzę weny ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super - cieszę się, że ci się, aż tak podoba :) Co do Deborah to nie zaprzeczę - jest stuknięta :D Dzięki, wena zawsze się przyda :)

      Usuń
  3. Super rozdział - dużo się w nim dzieje. Chłopaki wpadli w niezłe szambo. Nie, nie, nie nieeeeelubie jej tej całej Deborah, mam nadzieję, że dojdzie do zbiorowego buntu przeciwko niej. No, chłopaki to za wesoło nie mają. Ciekawe jak się rozwinie ich znajomość z dziewczynami. Naprawdę nie mogę doczekać się następnej części :) Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, raczej trudno polubić tą wariatkę hehe :) Chłopaki to za kolorowo teraz nie mają, ale... ja już nic nie powiem :D Również pozdrawiam :D

      Usuń
  4. Po prostu WOW. To opowiadanie jest idealne w każdym calu (prawie jak Michael ;)! Deborah ma bardzo trudny charakter, ale cóż jej się dziwić, kiedy straciła dwie bardzo ważne osoby. Wiadomo, że taka strata różnie działa na człowieka. Póki co jestem do niej neutralnie nastawiona. Ciekawość mnie zżera, jak to będzie z naszymi zwierzaczkami , jakie będą ich relacje z dziewczynami i w ogóle. Czekam na kolejny, który mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej. Pozdrawiam i życzę dużo weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę cieszę się, że ci się podoba. ( hahah taaak jak Michael :D ) O ile mi się uda, to może rozdział pojawi się nieco szybciej :) Również pozdrawiam i tak... wenę biorę od was zaaawsze :)

      Usuń
  5. No no robi się coraz ciekawiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to, że cię zaciekawiłam :)

      Usuń
  6. Bardzo zaskoczyła mnie fabuła ale pozytywnie. Podoba mi sie ta historia i juz chce nn

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział boski !! Czekam na następny z niecierpliwością <33

    OdpowiedzUsuń