poniedziałek, 18 maja 2015

01 "Witam w naszym świecie"

The Daily News

Wilczyce znów zaatakowały
       We wtorek w centrum miasta doszło do zabójstwa Christopera O’Connera. Nieżyjącego mężczyznę w jego mieszkaniu, znalazł jego wspólnik Peter Thompson. Policja wyjaśnia, że do zdarzenia musiało dojść w godzinach popołudniowych. Wszystkie poszlaki, pozostawione przy ofierze, wskazują na grupę kobiet, które od dawana są nieuchwytne dla organu ścigania. Grupa ta okrzyknięta przez media Wilczycami już od dawna wymierza sprawiedliwość na własną rękę.
       Obok ciała Christophera O’Connera znaleziono karteczkę z narysowanymi ustami, co jest znakiem rozpoznawczym grupy, a także teczkę z obciążającymi go dowodami. Wszystko wskazuje na to, że Wilczyce od dłuższego czasu miały go na oku. Christopher O’Conner był prezesem firmy logistyczno-transportowej, która prężenie działała w Newcastle. Jednak mężczyzna posiadał drugie oblicze, ponieważ materiały znalezione na miejscu zbrodni dowodzą, że O’Conner miał słabość do małych dzieci.
 W teczce znaleziono nie tylko zdjęcia, na których O’Conner znajdował się w bliskich kontaktach z nieletnimi, ale także hasła do jego komputera i folderów, w których znajdowało się wiele filmów z dziecięcą pornografią. Była również lista jego ofiar  powiedział jeden z funkcjonariuszy policji, który zajmuje się tą sprawą.
       Najwidoczniej Wilczyce wiedziały, co robią, zajmując się wpływowym biznesmenem na własną rękę. Z tego, co udało nam się ustalić, na koncie O’Connera znajduje się wiele dzieci, skrzywdzonych przez mężczyznę. Policja stara się skontaktować z rodzicami i opiekunami nieletnich…


Felicity

       Przestała czytać i odłożyła gazetę z powrotem na stół. Chwyciła za kubek z parującą kawą. Spojrzała na pozostałe dziewczyny, które w ciszy siedziały tuż obok niej. Parker jako pierwsza podniosła głowę, a na jej twarzy wymalował się triumfujący uśmiech.
 Znów jesteśmy na pierwszych stronach  powiedziała z dumą.  Chyba pismaki nie sądziły, że tak szybko znów się pojawimy. Ale przynajmniej wszyscy się dowiedzieli, że ten cały O’Conner to szajbnięty popierdolony dupek.
       W tym momencie usłyszały kroki. Stukot obcasów roznosił się po korytarzu i zbliżał się coraz bardziej do pomieszczenia, w którym były. W końcu w kuchni zmaterializowała się wysoka brunetka. Uniosła brwi, bacznie spoglądając na dziewczyny swoimi zielonymi oczami.
 Gratulacje, moje drogie  powiedziała lekko zachrypniętym głosem, podchodząc do stołu.  Znów w mediach trąbią, tylko o nas.
 To była kaszka z mleczkiem  odparła Alice, wzruszając ramionami.  Facet był mało ostrożny.
       Kobieta odwróciła się do siedzącej z brzegu czarnowłosej i nachyliła się w jej stronę. Przyjrzała się jej uważniej.
 Wylosowałaś szyję?
 Tak.
 Dobry strzał.
 Trafiony za pierwszym razem  powiedziała, kiwając głową.
 Następnym razem weźcie to pod uwagę, że bawiąc się w tę waszą głupią grę, robicie mega syf  rzuciła, pukając ją palcem w klatkę piersiową.  Ale zadanie wykonane  dodała z szerokim uśmiechem, a Felicity również się uśmiechnęła.
 Nudzę się  rzuciła Parker, bujając się na krześle.
 Już niedługo nie będziesz się nudzić, skarbie  powiedziała tajemniczo Deborah, prostując się.  Będzie zabawa. Przyszykowałam dla nas coś zupełnie nowego. Coś rozrywkowego.  Odwróciła się od nich i ruszyła w kierunku wyjścia. Przystanęła jednak i znów spojrzała na swoje Wilczyce.  A przynajmniej rozrywkowego dla mnie  dodała, po czym opuściła kuchnię, zostawiając je same.
 O co jej chodzi?  odezwała się Vivien, spoglądając na swoje koleżanki.
 Nie mam pojęcia, ale Deborah jest szajbnięta  skwitowała ciszej Felicity.  Wolę nie wiedzieć, co siedzi w jej chorym mózgu.
 Hej, Fel  rzuciła w jej stronę Parker.  Masz ochotę na małe ćwiczenia w naszej siłowni?
 Chcesz się zmierzyć?
 Wyzywam cię, maleńka  powiedziała dziewczyna, odgarniając z twarzy brązowe włosy.
 Wchodzę w to. Alice, idziesz z nami?
 Pewnie. Viv?  Dziewczyna spojrzała na nią swoimi niebieskimi oczami.
 Brzydzę się przemocą  skwitowała, wstając od stołu. Parker wybuchła niepohamowanym śmiechem.
 Brzydzisz się przemocą?  zapytała kąśliwie, a następnie prychnęła pod nosem z niedowierzaniem.  Mordujesz ludzi. Jesteś zabójcą, Viv, a ty mi tu pieprzysz o brzydzeniu się przemocą.
 Zejdź z niej, Parker  odparła Fel, klepiąc ją po ramieniu.
 Że też ty jeszcze żyjesz  rzuciła Parker, spoglądając na wychodzącą z kuchni koleżankę.

       Felicity Sanderson doskonale pamiętała ten felerny dzień, kiedy wracała ze szkoły do domu. Miała wtedy piętnaście lat, a życie wcale nie ułatwiało jej egzystencji. Jej ojciec zmarł, gdy miała dziesięć lat, a matka ledwo wiązała koniec z końcem, starając się zapewnić godne warunki do życia swoim dwóm córkom. Lori, jej o pięć lat młodsza siostra, od czwartego roku życia walczyła z rakiem, co tylko bardziej przytłaczało rodzinę. Fel nie miała lekko, ale była szczęśliwa. Na pewno o wiele bardziej niż teraz…
       Na dworze było jasno i parno, a ona czuła, jak koszulka klei jej się do pleców. Nagle, jakby znikąd, pojawiła się grupka młodych mężczyzn. Pamięta, że się bała… Bała się, aż do końca. Szybko i zwinnie złapali ją i siłą zaciągnęli do dużej furgonetki. Za to, że krzyczała, została mocno uderzona w twarz. Do tej pory nieraz czuje ten metaliczny posmak krwi w ustach. Choć minęło już tyle lat…
       Nie wiedziała, czemu to robią ani czego chcą oprawcy. Wszystko się wyjaśniło, gdy zatrzymali się przed starym magazynem i zaciągnęli ją brutalnie do środka. Wtedy wszystko stało się jasne. Miała zostać kolejną panienką do zabawy.
       Zamknęli ją w pomieszczeniu znajdującym się pod magazynem. W ciasnej, śmierdzącej i ciemnej klitce poznała Vivien Shepard i Alice Bolger, które trafiły tu z tego samego powodu, co ona. Wszystkie trzy były w podobnym wieku  Alice, tylko o rok starsza  i wszystkie były tak samo przerażone. Pamiętała liczne łzy, jakie wylała, słuchając szlochu pozostałej dwójki.
       Po czterech dniach nastąpił przełom. Dziewczyny słyszały krzyki, strzelaninę i walkę, która odbyła się na górze. I nagle ktoś otworzył klapę. Zobaczyła ładną blondynkę, która wpatrywała się w nią dużymi brązowymi oczami. Na jej twarzy pojawił się dobroduszny uśmiech. Przez chwilę myślała, że cały ten koszmar dobiega końca. Wtedy nie wiedziała, że z jednego bagna, pakuje się w drugie.
       Z wyjaśnień, jakie usłyszała od blondynki o imieniu Karen, dowiedziała się, że trafiły w łapy Richarda, konkurencyjnego gangu, który trząsł miastem Newcastle. Ona była od Olsenów. I oni też nie byli tacy święci. Razem z Karen była także Deborah. Cała trójka trafiła pod ich skrzydła, a one snuły wizję lepszego świata, w którym to one wymierzają sprawiedliwość. I chciały je mieć w swojej grupie. Nie pytały o zgodę, po prostu oznajmiły im to, gdy dotarli do Gniazda. Tam poznały Parker Halle, sierotę i wychowankę domu dziecka, która została zgarnięta przez blondynkę prosto z ulicy rok wcześniej.
       Zarówno Karen, jak i Deborah włożyły sporo pracy w nauczenie ich wszystkiego, co tylko przyda się im w tej dziwnej chorej misji. Zagwarantowały pieniądze za wykonaną pracę, mogły też od czasu do czasu widywać się z rodzinami. Mimo to od piętnastego roku życia Felicity tkwiła w świecie, gdzie wszystko jest białe lub czarne, dobro miesza się ze złem, a największą władzę ma pieniądz. Nieustanny strach towarzyszył jej na każdym kroku, a wizja śmierci była blisko. Jednak z każdą akcją, z każdą kolejną robotą, zaczęła się w tym zatracać, aż w końcu po pięciu latach stała się niemalże obojętna na to, co się dzieje.  Najwięcej w sobie uczuć, empatii i dobroci miała Vivien, która w dalszym ciągu była najbardziej kruchą psychicznie osobą w ich grupie. Ona i Alice trzymały się resztkami sił człowieczeństwa, które w nich zostało. Wyznawały zasadę, że nigdy nie skrzywdzą niewinnych. I nigdy tego nie zrobiły. Parker zatraciła się kompletnie, stając się pustą, uzależnioną od narkotyków i seksu suką, dla której najważniejszą osobą była ona sama.
       Od tamtego momentu jej domem stało się Gniazdo  bo tak o tym wielkim domostwie, położonym na obrzeżach Newcastle z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji, mówili inni. Mieszkali tam najbliżsi współpracownicy Olsenów. Każda z dziewcząt dostała swój własny pokój, mogła też korzystać ze wszystkiego, co miały pod ręką. Była to jednak udawana wolność, bo wolne nigdy niebyły. Raz wchodząc w tę strefę, jesteś w niej do końca i nie masz możliwości ucieczki.
       Całym gangiem zarządzał Dominic Olsen, starszy brat Deborah, surowy, barczysty mężczyzna, o groźnych oczach i ponurym wyrazie twarzy. Budził strach i respekt. Miał też tę milszą stronę, którą tak szybko zatraciła Deborah, gdy doszło do tragedii. 
       Podczas jednych z porachunków między gangami, na teren opuszczonych budynków wjechał nieumundurowany policjant. Wzywając posiłki, rozproszył zebranych. Niestety, mężczyzna był dobrym strzelcem. Podczas ucieczki, nie tylko zabił Dominica, ale także i Karen, która wykrwawiła się w samochodzie, który prowadziła Felicity. Od tamtej pory Deborah stała się jeszcze gorsza. Żałoba po bracie i ukochanej pochłonęła ją na tyle, że zaczęła ją zmieniać. Wahania nastrojów, brutalne podejście do innych, a także coraz to straszniejsze pomysły, na jakie wpadała, zupełnie nie podobały się Wilczycom. Nie miały one jednak w tej kwestii możliwości zabrania głosu, bo brunetka stała się po prostu nieobliczalna. Po śmierci Dominica to ona, a także jej kuzyn Eric Olsen objęli przywództwo nad kliką.
       Wilczyce od samego początku zajmowały się inną dziedziną niż reszta gangu Olsena. One wymierzały kary gwałcicielom, mordercom i pedofilom, którzy bezkarnie chodzili po ulicach Newcastle. To opinia publiczna nadała im taki pseudonim, a ich znakiem rozpoznawczym stały się namalowane na papierze usta. Jedni uważali je za zwykłe kryminalistki, które powinny skończyć w więzieniu. Inni, zaś byli zdania, że Wilczyce odwalają kawał dobrej roboty, pokazując jednocześnie dysfunkcjonalność służb mundurowych. Nikt jednak nie wiedział, że nie są, aż do końca takie święte. Że należą do jednego z większych gangów, który zajmuje się, nie tylko prostytucją i narkotykami, ale także przemytem, handlem organami i pozyskiwaniem informacji. Byli skuteczni na każdym kroku, a ich wtyki były niemalże wszędzie. W tym miejscu panował idealny podział i każdy wiedział, czym się zajmuje i w czym jest dobry. Od tamtego tragicznego dnia, jeszcze bardziej położono nacisk na dokładne opracowywanie planów, aby już nigdy nie doszło do takich komplikacji. A lojalność i posłuszeństwo stało się priorytetowymi wartościami.


Ashton

        No, weź, Luke  powiedział ze śmiechem Ashton, wyciągając telefon w stronę kumpla.  Zrób to jeszcze raz.
       Siedzący obok niego blondyn przewrócił błękitnymi oczami, a następnie wybuchł śmiechem, odpychając rękę przyjaciela. Ich samochód wjeżdżał właśnie do Newcastle, a oni dokładnie za cztery godziny powinni znaleźć się w Sydney. W Sydney, gdzie czekały na nich ich rodziny. 5 Seconds of Summer właśnie zakończyli ostatni koncert i mając tydzień wolnego, postanowili spędzić ten czas z najbliższymi.
 Macie jeszcze te żelki?  zapytał Calum, wyglądając do tyłu, aby móc rzucić okiem na swoich towarzyszy.  Te kolorowe misie?
 Zżarłeś już wszystko  odpowiedział Michael, poprawiając zielone włosy, które zawsze były w lekkim nieładzie. Mulat przekręcił oczami, a następnie wrócił do poprzedniej pozycji.
 Ted  Luke wychylił się do przodu, zagadując ich kierowcę.  Zrobimy gdzieś po drodze mały postój?
 Na kolejne siku, Luke?  zaśmiał się Calum, a blondyn wyciągnął w jego stronę rękę, pokazując mu środkowy palec. Hood zareagował śmiechem.
 Jasne  odpowiedział mężczyzna za kierownicą.
       Droga była pusta, po obu stronach ubrana w las. Drzewa rosły tu gęsto, zasłaniając słońce, które powoli zaczynało się chować za białymi chmurami. Możliwe, że zapowiadało się na deszcz. Ted pogłośnił nieco radio, wsłuchując się wiadomości.
       Nagle opony busa eksplodowały, jakby najechali na jakieś ostre kolce, które w jednym momencie przebiły grubą gumę. Ted stracił panowanie nad kierownicą. Pasażerami rzuciło, a Ashton wypuścił z rąk telefon, który wleciał mu pod siedzenie. Michael i Luke zderzyli się głowami. Samochód zatoczył koło, wjeżdżając w rów.
 Wszyscy cali?!  krzyknął kierowca, odwracając się do chłopaków. Pokiwali głowami.
 Co to do cholery było?  wydusił z siebie Michael.
 Nie mam pojęcia  odpowiedział Ted.
       Kiedy tylko skończył mówić, z lasu wyskoczyła grupka ubranych na czarno mężczyzn. Zanim którykolwiek z nich zdążył zareagować, największy z nich otworzył przednie drzwi i wyciągnął pistolet. Jego twarz była zasłonięta czarną chustą, a jedyne co Ashton zdążył zauważyć, to ciemne, złowrogie oczy napastnika. Słyszał, jak przyspieszyło mu serce, a ciało zlało się potem. Był przerażony. Nieznajomy bez żadnego słowa nacisnął na spust. Rozległ się huk, a Ted odskoczył na siedzenie, zalewając się krwią.
 Brać ich  rozkazał innym, a następnie odwrócił się w ich stronę.  Czas się zabawić, panienki. Witam w naszym świecie. 


***
Cieszę się, że to opowiadanie was zaciekawiło. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie :) Rozdział pierwszy miał się pojawić jutro, ale jak się okazało - jutro muszę być w robocie :/. Dlatego numer jeden trafia do was szybciej. Liczę na to, że się wam spodobało. Pozdrawiam :D

#TheGreatEscapeFF

5 komentarzy:

  1. Boskie, boskie, boskie!
    Bardzo mi się spodobało, że postawiłaś dziewczyny, czyli płeć myślącą racjonalnie, jako "stróże prawdy". W sumie, napisałaś, że nie miały wyjścia i musiały wstąpić do tej grupy, choć wydaje mi się, że po tym przejściach, które przeszły i do których mogło dojść, to najprawdopodobniej, same zgodziłyby się, z własnej woli, by pójść w tym kierunku.

    Biedne 5 SOS... chyba coś mi się wydaje, że chłopcy, jednak nie dotrą do domku, by odpocząć z rodziną. Szkoda. Ale! Przynajmniej, będzie ich czekać mnóstwo przygód. Może nie wszystkie, będą przyjemne i fajne, ale dzięki temu, będziemy mieli, co czytać ^^

    Trzymaj się, moja profesjonalna Pisarko, życzę Ci jutro miłej i spokojnej pracy i widzimy się, w najbliższym (dowolnym) rozdziale :)

    OdpowiedzUsuń
  2. BOSKO -tylko tyle jestem wstanie z siebie wymusić po przeczytaniu tego świetnego rozdziału *_*

    OdpowiedzUsuń
  3. Woooow aż słów brakuję, dosłownie... Czegos takiego jeszcze nie czytałam, ale juz stwierdzam że to jest genialne, calkiem inne niż twoje dwa blogi które czytam ale równie genialne, wyjątkowe ☺

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW świetny genialny jedno z najlepszych opowiadań jakie czytam nie mogę doczekać się następnego rozdziału mam nadzieje ze pojawi się szybko ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  5. SUPEEER!!! Zaciekawiły mnie dziewczyny, jestem ciekawa kiedy na ich drodze staną chłopaki. Coś mi się zdaje, że łatwo to oni mieć nie będą. Opowiadanie wciąga od początku. Chce więcej :) czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń