piątek, 18 grudnia 2015

Epilog

          Od ich ucieczki minęło dokładnie sześć miesięcy. Wciągu tego całego czasu wielokrotnie byli przepytywani i przesłuchiwani. Wciąż musieli opowiadać o tym horrorze, który przeżyli w Gnieździe. Pytali się wszyscy – policja, rodzina, dziennikarze, współpracownicy. Wszyscy. A oni raz za razem rozdrapywali zabliźnione rany, by po raz kolejny wracać do wspomnień. Wspomnień, spośród których wyłaniały się też te dobre. Te, które należały tylko do nich. Te, które dotyczyły pewnej trójki dziewczyn.
          Luke codziennie miał nadzieję na to, że Felicity w końcu się odezwie. Każdego dnia liczył, że może to właśnie dziś znowu ją zobaczy. Nie przestał jej kochać. Jego uczucie do niej wcale się nie zmieniło. Miał wrażenie, że czas ich rozłąki tylko mocniej potęguje to uczucie, którego on trzymał się rękami i nogami, bo dawało mu ciepło i nadzieję. Ona miała wszystko, czego on tak bardzo w tym momencie potrzebował.
           Wszedł do hotelowego pokoju, ściągając z siebie skórzaną kurtkę. Był wykończony kolejnym wywiadem w radiu, choć on nie dotyczył stricte ich porwania. Dziennikarz – młody, ale doświadczony facet, skupił się bardziej na ich muzyce, którą teraz nagrywali, niż na tym, co stało się pół roku temu. Za to był mu wdzięczny, bo oni choć na chwilę mogli odsapnąć o tego tematu. Luke zastanawiał się, kiedy ta sprawa na tyle przycichnie, że ich rozmowy znów będą się kręciły wokół albumów i zaplanowanych koncertów.
          Przeszedł w głąb pomieszczenia, rzucając kurtkę na łóżko. Odwrócił się i wtedy ją zobaczył. Był tak zszokowany tym widokiem, że aż podskoczył. Cofnął się do tyłu, wpadając na stolik. Na szczęście udało mu się utrzymać pion i nie przewrócić. Dziewczyna w czarnym płaszczu, drgnęła i powoli odwróciła się w jego stronę. Jej brązowe oczy od razu skupiły się na nim.
- Cześć Luke – powiedziała Parker. 
          Blondyn przez chwilę zapomniał języka w gębie. Zastanawiał się, czego ona od niego chce. Dlaczego pojawiła się w tym hotelu? Jakim cudem tu weszła, nie będąc zauważoną przez nikogo z ich ochrony? Ale Parker była jedną z Wilczyc i miała swoje asy w rękawie.
- Co… Czego chcesz?
- Niespodzianka – rzuciła z lekkim uśmiechem. – Ale spokojnie nie zamierzam zrobić ci krzywdy.
- Jak ty…
- Byłeś pewny, że zginęłam razem z tamtymi? – zapytała, a on niepewnie pokiwał głową. – No, cóż… Wykorzystałam szansę, jaką dały mi dziewczyny. Nie podjęłam próby obrony Gniazda. Postąpiłam zgodnie z ich instrukcjami.
- Czyli nie jesteś…
- Jestem. Teraz jestem w gangu Richarda. – Luke uniósł brwi do góry. – Kiedy już raz wdepniesz w to bagno, zostajesz w nim do końca życia. Nie ma przed nim ucieczki. Próbując żyć na własną rękę, nie mając pleców w formie przynależności do czyjeś grupy, skazujesz się na porażkę.
- Co?
- Coś mi się zdaję, że Felicity zataiła przed tobą ten mały drobny szczegół – powiedziała powoli. – Prawda jest taka, że ich plan był dopasowany do was. Robiły wszystko, by was uwolnić. Ucieczka dla nich oznaczała w pewnym sensie misję samobójczą.
- Nie, nie… One…
- Luke… Ktoś taki, jak my – byłe Wilczyce, byłe członkinie gangu Olsenów –mamy za dużo wrogów, by zadziałać i obronić się w pojedynkę. Alice i Felicity miały spryt, ale nie mogły uciekać w nieskończoność. Przeciwników było znacznie więcej. One to wiedziały, a mimo wszystko podjęły działanie, nie patrząc na konsekwencje.
- Co ty wygadujesz?! Dlaczego mówisz o nich w czasie przeszłym?! – Luke za nic nie chciał wierzyć w jej słowa. Nie chciał dopuścić do siebie tej myśli, że im się nie udało.
- Felicity – pociągnęła, ignorując jego pytania. Wyciągnęła z kieszeni płaszcza białą kopertę. – Przekazała pewien kluczyk Richardowi, a także pewne instrukcje, by spełnił jej jeszcze jedną prośbę. Nie wiem kiedy to zrobiła, ale on faktycznie go miał. Gdy przeszłam do jego gangu, on oddał go mi, streszczając pokrótce wszystko to, co się działo między nim, a dziewczynami. Zrozumiałam to. Zyskując pełny obraz, w końcu zrozumiałam, dlaczego w ogóle to zrobiły. W jakiś sposób dały mi szansę na obronę i zmianę otoczenia, za co do tej pory jestem im wdzięczna. Mogły mnie przecież zabić, bo byłam przecież przeszkodą w ich planie. Ale nie zrobiły tego. Dlatego chcę spłacić ten dług, wobec nich. A raczej wobec Felicity. Okazało się, że kluczyk pasuje do schowka bagażowego na dworcu w Newcastle. W schowku była koperta za adresowana do ciebie. Nie chciałam, by ktoś obcy pośredniczył w przekazywaniu tej wiadomości tobie. Postanowiłam się tym zająć. Dlatego tu jestem.
          Luke zacisnął mocniej usta, czując, jak łzy zbierają się w jego błękitnych oczach. Parker podeszła do niego, podając mu białą kopertę, na której widniało jego imię i nazwisko. Gdy tylko zobaczył charakterystyczne pochyłe pismo Felicity, zadrżał. Przejął ją od niej, nie mogą oderwać od niej oczu.
- Przykro mi, Luke.
- Poczekaj – powiedział, kiedy Parker ruszyła w stronę drzwi. Odwróciła się i znów spojrzała na niego. – Jak... – Ale te słowa nie chciały przejść mu przez gardło. Dziewczyna kiwnęła mu głową, jakby wiedziała, o co chce zapytać.
- Jakieś półtora miesiąca temu dziewczyny były w Lismore. Tam dorwał ich gang Gabriela. Nie wiem, jakim cudem udało im się je wytropić. Wiem tylko, że Alice i Felicity nie poddały się bez walki. Ich jednak było za dużo.
- Półtora miesiąca temu – wydusił z siebie.
- Nie mogłam pojawić się szybciej. Naprawdę mi przykro, Luke – powiedziała, a następnie odwróciła się i wyszła z pokoju.
          Luke oparł się o zimną ścianę. Spojrzał na kopertę w jego dłoni. Słone łzy po raz kolejny wypłynęły z jego oczu. Kilka z nich zmoczyło biały papier. Drżącymi rękami rozerwał jej bok, a potem powoli wyciągnął złożoną kartkę. Jego oddech odrobinę przyspieszył, kiedy ją rozłożył.  
          Zagryzł zęby tak mocno, że poczuł nieprzyjemny ból, który promieniował na jego dziąsła. Nie próbował powstrzymywać łez. Pozwolił im płynąć, jakby to miało pomóc mu przez to przejść. Zjechał po ścianie w dół. Przysunął nogi prawie pod samą klatkę piersiową, wpatrując się w pismo dziewczyny, które doskonale znał. Jego dłoń od razu powędrowała do łańcuszka, który wisiał mu szyi. Palce szybko odnalazły księżyc z czerwonym oczkiem, który kiedyś należał do niej. A on nigdy się z nim nie rozstawał, jakby zachowując część Felicity tuż przy sobie. Teraz już wiedział, że nigdy więcej się nie spotkają. A ich ostatnie do zobaczenia, oznaczało tak naprawdę żegnaj.


Hej, Kotku!
          Nie chciałam pisać Kochany czy Drogi, bo to i tak byłoby zbyt słabe, w porównywaniu do tego, co tak naprawdę do Ciebie czuję. A ty od samego początku byłeś Kotkiem. Osobą, która rozświetlała mi drogę w tej ciemnej rzeczywistości, w której żyłam. Pokazałeś mi na nowo to uczucie, z którego czerpałam energię i chęć do dalszej walki. Mam wrażenie, że oddałeś mi cząstkę siebie, a ja tą część brutalnie zabrałam ze sobą. Ale każda pustka w końcu się zapełni, prawda?
          Czy z góry wiedziałam, że ten list do Ciebie trafi? Wiedziałam. Wiedziałam, że ja i Alice nie dostaniemy możliwości normalnego życia. Choć bardzo tego chciałyśmy. Wiedziałam, co się stanie po ucieczce. Obie byłyśmy tego świadome. Obie wiedziałyśmy, że przeszłość tak czy inaczej nas dosięgnie. Jestem tylko ciekawa, ile to trwało. I za to głównie chciałam Cię przeprosić. Za zatajenie przed Tobą tego, co faktycznie się z nami stanie. Ludzie bez gangu nie przeżyją zbyt długo. Ja jednak karmiłam Cię nadzieją na to, że i tak się zobaczymy. Uznałam, że tak będzie lepiej. Że będzie tak łatwiej. Nie dla mnie, ale dla Ciebie. Mam nadzieję, że właśnie to mi wybaczysz.
          Liczę też na to, że Ty i chłopaki w końcu odzyskaliście dawne utracone życie. Że wróciliście do rodzin i znów zabraliście się za tworzenie waszej cudownej muzyki, którą kocha tak wiele osób. Mam nadzieję, że jesteście cali i bezpieczni. Że koszmary związane z miejscem, w którym tak długo przebywaliście, zniknęły. Cała wasza czwórka zasługuje na szczęście i radość, a także na powrót do normalności.
          Luke byłeś osobą, na której zaczęło mi zależeć i zależało, aż do samego końca. Otworzyłeś mi pewne drzwi, wpuszczając mnie do siebie, za co jestem Ci wdzięczna. Dzięki Tobie odzyskałam tak wiele uczuć, o których dawno zapomniałam. Wypełniłeś mnie, dając mi wszystko, czego tak dawno nie miałam. Im bardziej się w to zagłębiałam, tym coraz częściej przekonywałam się o tym, że stajesz się dla mnie jedną z ważniejszych osób w moim życiu. Głównie też dlatego, tak bardzo chciałam zwrócić Ci wolność. Byś mógł znów być szczęśliwy. Ja tego szczęścia nie mogłabym Ci dać. Nie mogłabym Cię chciwie zatrzymać przy sobie. Dlatego tak łatwo przychodziło mi wypełnienie kolejnych punktów ucieczki, mimo tego, że wiedziałam, jak to się dla mnie skończy. Przecież w każdym momencie można było to przerwać, ale żadna z nas tego nie zrobiła. Byłeś dla mnie najważniejszy. Jesteś najlepszą osobą, jaką spotkałam i zasługujesz na to, by być wolnym. Decyzja, więc nie była trudna do podjęcia. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, czy osoba, która cię kocha oddała by za Ciebie życie, to w tym przypadku odpowiedź jest prosta. Ja to zrobiłam i wiedz, że gdybym miała podjąć tą decyzję raz jeszcze, byłaby ona taka sama. Niczego nie żałuję.
          Wiem, że to może być trudne. Ból jednak kiedyś minie. W końcu nauczysz się z nim żyć. Może kiedyś zdarzy się tak, że o mnie zapomnisz. To też jest całkiem dobre rozwiązanie. Mam jednak nadzieję, że w Twoim życiu pojawi się odpowiednia osoba, która pokocha Cię tak samo mocno, jak ja. Że da Ci wszystko to, na co zasługujesz. Nie broń się przed tym uczuciem i nie żyj przeszłością. Otwórz się i przejdź do kolejnego etapu. Ty musisz żyć dalej.
          Pożegnania zawsze są trudne, ale nieuniknione.

Kocham Cię Luke.
Felicity





***
Nastał smutny koniec tego opowiadania. Muszę przyznać, że z początku przewidywałam tu taki happy end, w którym to wszyscy znów żyli by razem i byliby szczęśliwi - no, oprócz Vivien, bo jej śmierć była zaplanowana od początku. Jednak po dłuższym zastanowieniu się, takie rozwiązanie przestało mi pasować do tej historii, która od początku nie miała być radosna i cudna. Miało być źle, czasem strasznie i okropnie, z lekką nutką humoru, który od czasu do czasu, gdzieś się tam pojawiał. Mam nadzieję, że jakoś mi się udało spełnić te postawione przed sobą wymagania. 

Ta historia była dla mnie dość dużym wyzwaniem, bo pierwszy raz sięgnęłam po taką tematykę - gdzie pojawiała się brutalność, krew, strach i załamanie totalne (też mam nadzieję, że udało mi się to jakoś pokazać). Ciężko się ją zaczynało, by wprowadzić odpowiedni klimat, ale jeszcze ciężej się ją kończyło, bo naprawdę je lubiłam. Bo było inne. Inne, niż wszystko to, co pisałam do tej pory. Jest to też pierwsze opowiadanie o 5SOS, które się oficjalnie skończyło i drugiej części nie będzie.

W tym miejscu chcę podziękować także i Wam - za czytanie tego, może przeżywanie wydarzeń wspólnie z bohaterami i za dopingowanie poszczególnych postaci. Za to, że poświęcaliście czas na czytanie The Great Escape
Chcę podziękować za te prawie 16 tys. wyświetleń (liczone do teraz) i prawie 190 komentarzy, choć kilka z nich jest moich, bo nieraz odpowiadałam na Wasze opinie czy pytania. Podziękować jednocześnie tym, którzy je pisali, jak i cichym czytelnikom, którzy nie zostawiali po sobie słownego śladu oraz osobom, które wysyłały do mnie meile. Potrafiliście i nadal potraficie mocno mnie rozbawić, zaskoczyć, a co najważniejsze zmotywować do pracy. Nawet zwykłe jedno zdanie czy słowo, działało, jak mocny kopniak w tyłek, by starać się bardziej. Uwielbiałam i uwielbiam je czytać dalej :) JESTEŚCIE NAJLEPSI!

Tyle słów na koniec ode mnie, bo nie jest to pożegnanie - no, może pożegnanie z tym blogiem i historią, ale nie zemną. Zresztą nie lubię pożegnań (bo są smutne i zawsze na nich ryczę, szczególnie, jak się podchodzi do kogoś/czegoś emocjonalnie). Więc, nie jest to pożegnanie. Wiecie, gdzie mnie znaleźć (a Ci co nie wiedzą- odsyłam do kolumny Moje blogi). Nie rezygnuję z pisania, bo mam rozpoczęte inne historie, a w głowie kiełkują się kolejne pomysły, które może kiedyś też wypełzną z dna szuflady. Dlatego napiszę - DO ZOBACZENIA :)

Jako, że jest okres przedświąteczny życzę Wam też wszystkiego, co najlepsze, dużo zdrowia, szczęścia i radości! Wesołych Świąt!

Z przyzwyczajenia chciałam napisać, że kolejny odcinek pojawi się za tydzień... No, cóż... Już nie tu... 

Pozdrawiam!